http://otulacz.pl/pl/2

Woombie vs. Tulik – testujemy!

Po wypróbowaniu Woombie na moim synku-noworodku (zobaczcie post Woombie – hit czy kit?) przyszedł czas na polską wersję tego wynalazku. Czy Tulik, bo o nim mowa, mocno różni się od amerykańskiego odpowiednika?

Na pierwszy rzut oka

Pierwsze co się rzuca w oczy, to rozmiar. Tulik jest ciut większy od Woombie’go i pozwala na otulenie dzieci ważących od 3,2kg do 6,5 kg. Woombie Freebird obejmuje zakres 3 – 6,5 kg.

Oba otulacze zrobione są w mieszanki bawełny (95%) i spandexu (5%) – Woombie lub elastanu (5%) – Tulik. Dzianina Tulika wydaj się bardziej rozciągliwa niż Woombie, ale to pewnie też kwestia wielkości.

Obie wersje otulacza mają również dwustronny zamek błyskawiczny. Zamek w Tuliku ma mniejsze uchwyty suwaka, przez co może być mniej poręczny np. dla męskich dłoni. Z drugiej jednak strony łatwiej się go chowa za taśmą przy zatrzasku.

Otulacze posiadają również plastikowy zatrzask, FullSizeRender_3przy czym zatrzask w Woombie ciut łatwiej się zapina. Nie jest to jednak różnica powodująca dyskomfort.

Istotną różnicą jest natomiast umiejscowienie i wielkośc metki. Woombie metkę ma wszytą na wysokości karczku dziecka, co może powodować podrażnienia. Z kolei Tulik ma dyskretną metkę wszywaną z boku, a zatem z reguły w miejscu, gdzie metka dotyka ubrań, a nie ciała noworodka, co moim zdaniem jest lepszym rozwiązaniem.

FullSizeRender_1       

No i oczywiście największa różnica – cena :) Woombie dostaniemy od kwoty 149,00 PLN, Tulik dostępny jest już za 99 PLN, czyli o 1/3 taniej.

Design 

Zarówno Woombie jak i Tulik mają podobny, gruszkowaty kształt, przy czym Tulik jest nieco większy, co ma odzwierciedlenie w proporcjach. Tulik dostępny jest chwilowo w jednej wersji kolorystycznej (popielaty) i nie ma jeszcze Tulików na sezon letni (Woombie posiada wersję Air, więcej modeli w różnych wersjach kolorystycznych).

Pranie

Zaczynamy od prania. Zalecenia są podobne – 40 st., można suszyć w suszarce bębnowej, nie prasować. Wyprałam oba jednocześnie zgodnie z zaleceniami – nie straciły na swoim kształcie, ani też na kolorze czy strukturze.

Wykończenie

Wykończenie obu produktów jest staranne. Wydaje się, że Tulik ma ciut luźniej splecione nici w okolicach zatrzasku.

Użytkowanie

Pierwsze noce za nami i przyznam szczerze, że trudno zauważyć istotną różnicę pomiędzy Tulikiem a Woombie. Wydaje mi się, że Tulik jest nieco cieplejszy niż Woombie Freebird, więc zakładam małemu cieńszy pajacyk pod spód. Widać, że Tulik jest nieco większy, więc jeśli Wasze dzieci urodziły się z masą urodzeniową poniżej 3,3-3,5kg, to w początkowym okresie (szczególnie po spadku wagi po urodzeniu), Tulik może być za duży. U nas akurat to nie problem, mały łapie się w te widełki wagowe. Z drugiej strony, w Polsce dzieci rodzą się raczej większe niż mniejsze, więc rozumiem zamysł producenta. Dla nas oznacza to też, że Tulik na dłużej wystarczy i być może unikniemy konieczności zakupu kolejnej wersji otulacza (generalnie zakłada się, że niemowlęta powinny być otulane do momentu, w którym nauczą się przekręcać na boki).

Podsumowanie

Zalety Tulika

  • niewątpliwie cena – 30% taniej niż Woombie
  • bardziej pasuje do większych dzieci
  • jest trochę cieplejszy niż Woombie, co w naszym klimacie jest zaletą
  • brak odczuwalnych różnic użytkowych w porównaniu z Woombie

Wady Tulika

  • ciut gorszy zatrzask, ale nie wpływa to na komfort użytkowania
  • nie dla dzieci o niższej masie urodzeniowej
  • nie ma jeszcze dostępnej wersji dla dużych niemowląt oraz bogatego wzornictwa – produkt dopiero wchodzi na rynek

Podczas użytkowania Tulika nie zauważyłam istotnych różnic w porównaniu z amerykańskim pierwowzorem. Wobec braku takich różnic kluczową zmienną jest cena, więc wybieramy Tulika :)

Gdzie można kupić?

Zarówno Woombie jak i Tulik dostępne są w sprzedaży wysyłkowej na stronie Otulacz – sklep.

 

5 myśli na temat “Woombie vs. Tulik – testujemy!”

  1. chyba mój komentarz się nie dodał… pytałam czy próbowała Pani śpiworki ohtully? może jakieś porównanie?

    1. już dodany, mały problem techniczny i spieszę z odpowiedzią. Nie próbowałam Oh tully, więc trudno mi porównać. Mój synek kończy jutro 6 tygodni, rośnie jak na drożdżach i powoli będziemy wyrastać z otulaczy, więc mam mało czasu, żeby zdążyć z wypróbowaniem Oh tully. Jeśli uda mi się namówić znajomą mamę na wypróbowanie – umieszczę recenzję na blogu.

  2. Witam. To chyba jedyna taka recenzja w internecie i z góry za nią dziękuję. Niebawem pojawi się na świecie nasze pierwsze maleństwo i przyznam że Tulik wydaje mi się super sprawą na spokojny sen dla dzidzi :). Mam pytanie – czy używając Tulika dziecko przykrywa się jeszcze kocykiem / kołderką, czy wystarczy sam tulik? Na stronie polskiego producenta jest to opisane w niezbyt jednoznaczny sposób i chciałam się upewnić. Dodam, że w naszym mieszkaniu nie ma upałów – w zimie temperatura dochodzi do 20 stopni, a latem nie przekracza 22.

    1. Dziękuję, cieszę się, że pomogłam. Producent zaleca używanie tylko Tulika i regulowanie temperatury poprzez ubiór, ale mój mały jest ciepłolubny i przykrywam go kocykiem tak to końca nóżek. Temperatury w domu mamy podobne, chpciaż przy nim bliżej 22 stopni. Pozdrawiam!

Możliwość komentowania jest wyłączona.