Regeneracja jednego dnia – miejskie SPA

Znacie to? Zmęczenie, zasypianie w ubraniach razem z dziećmi, klejące się powieki, ziewanie od południa, niemożność założenia soczewek kontaktowych, apatia. Przesilenie? Może. U mnie to raczej syndrom chronicznego zmęczenia, organizm się zbuntował. Remedium? SPA w centrum miasta.

Studio Sante, Uzdrowisko Miejskie to nierzucający się w oczy kompleks na warszawkiej Pradze Północ, sąsiadujący z siedzibą najbardziej znanego chyba polskiego producenta gier – CD Projekt. Na Jagiellońską 55a niby daleko, ale w zasadzie i z centrum blisko, ode mnie rzut beretem, jest parking, są tramwaje, autobusy pewnie też. A w tak piękną pogodę można połączyć regenerację z przejażdżką rowerową.

SPA posiada gabinety zabiegowe i różnego rodzaju rytuały w ofercie, ale moim zdaniem perełką tego miejsca przywracającą biowitalność jest strefa mokra. A, i jeszcze bardzo, ale to bardzo istotny aspekt – wstęp do SPA tylko od 16 lat!!! Zapomnijcie zatem o rozwrzeszczanych dzieciach, które ze SPA robią aquapark. NO KIDS ZONE – to jest to, co zmęczeni rodzice dwójki maluchów lubią najbardziej 😀 (chociażby po to, żeby się bardziej za swoimi stęsknić, no i spędzić w ciszy czas we dwoje).

Spędziliśmy w strefie mokrej blisko 4 godziny i spokojnie moglibyśmy pozostać tam jeszcze drugie tyle. Co zawiera strefa mokra?

  1. basen – jak to basen, nic w zasadzie specjalnego, ale obstawiony aqua-rowerami, więc może się tam dziać :)
  2. strefa jacuzzi – a w niej jacuzzi z solą himalajską i magnezem
  3. lampy – do wyboru słoneczna łąka (znam ją pod nazwą oślej łączki) oraz lampy kolagenowe
  4. strefa saun – a tam istny raj :) i) klasyczna sauna fińska, ii) sauna japońska – ganbanyoku, iii) łaźnia parowa, iv) goldarium, czyli złota wypoczywalnia, v) biosauna
  5. strefa schładzania- również z miską lodową
  6. grota solna

Na samym początku byliśmy trochę zdezorientowani – z czego skorzystać na początku i w jakiej kolejności? Czy ze wszystkich rodzajów saun czy tylko z wybranych? Na szczęście w sukurs przychodzą plansze wywieszone w pomieszczeniach oraz strona internetowa Sante.

Zalecana kolejność to cykle nagrzewanie -> schładzanie -> odpoczynek. W Studio Sante do poszczególnych etapów można wykorzystać:

  • nagrzewanie ciała (sauny: fińska, biosauna, skalna japońska Ganbanyoku, łaźnia parowa),
  •  schładzanie ciała (baseny schładzające: wewnętrzny i zewnętrzny, wężyki Kneippa, prysznice, prysznic wrażeń, misa lodowa),
  • odpoczynek (złota wypoczywalnia Goldarium, tepidarium solne, słoneczna łąka) .

Przykładowa kolejność saunowania może wyglądać następująco: 1) sauna fińska, 2) strefa schładzania, 3) grota solna, 4) łaźnia parowa, 5) strefa schładzania, 6) goldarium, 7) biosauna, 8) strefa schładzania, 9) łączka, 10) ganbanyoku (po saunie japońskiej nie schładzamy się).

Więcej informacji znajdziecie TUTAJ, a my gorąco i „parująco” polecamy i może do zobaczenia w saunie!

Weekend bez dzieci – Hotel Narvil

Może i temat prozaiczny, ale jak nie ma się pod ręką niepracującej i mega sprawnej fizycznie babci lub dziadka, którzy podołają wyczerpującemu zadaniu ogarnięcia dwójki małych szkrabów przez 24h na dobę, urasta do rangi dużego problemu…. tak też było i u nas, ale wreszcie UDAŁO SIĘ!

Oj tak, po ponad trzyipółrocznym oczekiwaniu udało się nam wybyć na cudowne dwa dni tylko we dwoje do położonego na zaciszu (żeby nie napisać, że w głuszy) hotelu Narvil w Serocku? Dlaczego akurat tam? Bo miało być ładnie, miło, rozpieszczająco, niedaleko od Warszawy a do tego wszystkiego cicho…bez tabunów dzieci biegających wszędzie. I tak też było… dzieci co prawda się zdarzały, ale poza kilkoma spotkaniami podczas śniadania i omijaniem przez nas strefy basenowej – udało się praktycznie ich nie słyszeć.

IMG_1812       IMG_1813

Oj tak, zrozumiałam też to, co zawsze mnie zastanawiało. Hotele, gdzie dzieci są niemile widziane, oblegane przez rodziców małych szkrabów. Po 3,5 latach podróżowania tylko z dziećmi już to rozumiem. Czasem każdy z nas potrzebuje odpocząć od nadmiernej ilości bodźców, wyciszyć się, wyłączyć mózg, wsłuchać się w siebie, w potrzeby własnego ciała. I konia z rzędem temu, kto potrafi to zrobić gdzieś w drodze pomiędzy pracą, domem a milionem innych zajęć. My nie potrafimy.

Postanowiliśmy zatem udać się na urlop już w połowie piątku. Miły lunch we dwoje, kategoryczny ZAKAZ postawiony babciom – zero, ale to absolutnie zero telefonów. No chyba, że zaraz po wezwaniu pogotowia czy innych służb ratunkowych. NIe chcemy słyszeć jak jest miło, co powiedziała córka, czy małego swędziały ząbki. Przez te dwa dni w roku (a w zasadzie raz na trzy lata), chcemy być z dala od codzienności.

Narvil powitał nas miło. Estetyczne wnętrza, miła i profesjonalna obsługa, przygotowany pakiet powitalny (o taki mały poczęstunek) i wygodne małżeńskie łoże. Jak tylko je zobaczyliśmy, od razu postanowiliśmy spróbować, wskoczyliśmy do łóżka i…udaliśmy się na godzinną drzemkę. Wyobrażacie to sobie? DRZEMKA W TRAKCIE DNIA??? No właśnie, piękny początek weekendu. Potem zabiegi na zmianę z pysznie serwowaną kolacją spod ręki szefa Witka Iwańskiego, dobrym winem i drinkami oraz nieprzerwanym kilkugodzinnym snem.

IMG_1823

Podobnie też było drugiego dnia. Zwolniliśmy tak bardzo, że harmonogram zajęć wydał się nam aż zbyt napięty. Najchętniej leżelibyśmy w hotelowym caldarium na przemian z pobytem w strefie relaksacyjnej, popijając w szlafrokach zieloną herbatkę i wpatrując się w cichy zimowy pejzaż. Aż można było poczuć  hygge. Kocyk, herbatka, relaks, cisza, zieleń, a za oknem mróz i śnieg…

Ostatniego dnia stwierdziliśmy, że aż żal wyjeżdżać i w sumie przydałby się jeszcze jeden dzień odpoczynku po odpoczynku :) Definitywnie polecam to miejsce na oderwanie się od codzienności.

Minusy? Pewnie cena, bo do najtańszych nie należy. Stołom bilardowym też przydałoby się odświeżenie, bo zaplamione sukno w takim hotelu trochę słabo wygląda.

Z rozrzewnieniem natomiast będziemy wspominać wylegiwanie się w strefie termalnej…relaks w czystej postaci.

No a na koniec, no cóż, stęsknieni do naszych pociech gnaliśmy do domu…no może z małą przerwą na kino i teatr, bo w końcu doba hotelowa kończy się w południe, a babcie zakontraktowane na cały weekend :)

Pamiętacie Wasz pierwszy wspólny wypad bez dzieci / dziecka?