Hamburg na weekend z dzieciakami

Czy rzeczywiście to hanzeatyckie miasto portowe, w którym niemal ciągle pada lub wieje ma w sobie coś interesującego dla dzieci? I owszem – zobaczcie sami.

Termin na wizytę w Hamburgu wybraliśmy dość kiepski – tuż przed planowanym szczytem G20, ale na szczęście udało nam się uniknąć protestów i zamieszek, w zasadzie widzieliśmy jedynie wzmożoną aktywność policji. Córka oczywiście zadowolona z tego faktu, bo policjanci cieszą się wśród przedszkolaków wielką estymą. IMG_0675

Pogoda jak to w Hamburgu – pada, wieje, więc jesteśmy zaopatrzeni w kalosze, folię przeciwdeszczową i cienkie kurtki przeciwdeszczowe. Poza tym dość przyjemnie, a deszczyk w zasadzie ciepły.

Piątek

 

Dojeżdżamy dość późno, więc robimy głównie rekonesans. Koniecznie przejażdżka metrem, S-bahnem, autobusem i czym tylko się da. U nas opcja 3-dniowego biletu grupowego okazała się najkorzystniejsza. Bilety dzienne na 9 godzin jazdy były mniej opłacalne, bo z reguły spędzaliśmy poza hotelem więcej czasu. Co więcej, w ramach tego biletu można również popływać!

IMG_0770

Jeśli macie naprawdę mało czasu lub nie chce Wam się chodzić – polecamy linię autobusową nr 111, która objeżdża w zasadzie wszystkie główne atrakcje miasta. Można sobie z niej zrobić „hop on hop off” w cenie miejskiego biletu.

Sobota

Być w Hamburgu i nie widzieć St. Pauli – nie da się. Nie jest to może dzielnica dla dzieci, w szczególności gdy budzi się (lub w zasadzie próbuje wyjść) z maligny wczorajszego dnia, ale zawsze można popatrzeć jak imprezuje młodzież lub single 😉

IMG_0690

Warto oczywiście podjechać do centrum i starego miasta (Altstadt), zobaczyć Ratusz (Rathaus), pobiegać na placu pod ratuszem, w uliczkach pomiędzy kanałami i nad Alsterem, pooglądać fontanny, napić się dobrej kawy. Polecamy wjazd windą umieszczoną w wieży Kościoła Świętego Mikołaja – po nalotach dywanowych aliantów z kościoła została w zasadzie sama wieża. Niesamowite widoki na miasto cieszą oczy, nawet w deszczowy dzień, a dzieciaki mają frajdę.

IMG_0680

Jeśli znajdziecie chwilę czasu, można zjechać piętro w dół do podziemi – znajduje się tam muzeum, które ukazuje historię wojny, zniszczeń Hamburga i wspomnianych już nalotów dywanowych. Jest również ekspozycja zdjęć Warszawy – sprzed wojny, po zniszczeniach i obecnie. To zestawienie robi spore wrażenie.

IMG_0681

Po południu zwiedzamy spacerowo Hafen City, czyli portową część miasta ze spichlerzami (Speicherstadt) oraz wspaniałym budynkiem hamburskiej Filharmonii. Zresztą cały krajobraz tego urokliwego „fyrtla” to dobry przykład rewitalizacji tkanki miejskiej. Zupełnie nie odstrasza, wręcz zachęca i nie przywodzi na myśl starych dzielnicy portowych. Jest postindustrialnie, ale z akcentem na „post”.

IMG_0705 Sam gmach filharmonii jest wart spaceru. Niestety z dziećmi trudno byłoby nam się wybrać na wieczorny koncert, a grają tam najznakomitsze orkiestry i bilety trzeba podobno nabyć z dużym wyprzedzeniem. Jeśli Wam się uda – koniecznie dajcie znać.

 

 

Niedziela

Wczesna pobudka – udajemy się do Altony na Fischmarkt, który otwierają o 5, a zamykają o 9. Obowiązkowy punkt programu – Fischbroetchen, czyli bułka z rybą. U nas w wersji śledzia w occie oraz smażonej makreli – dzieciaki zajadają ze smakiem, my zresztą również. Na targowisku znajdziecie również kosze z owocami (10 EUR każdy), aukcje ryb (największe wzięcie miały wędzone węgorze) oraz wszelkie inne różności, napoje czy rękodzieła.

IMG_0734        IMG_0746

Po małej przechadzce dzielnicą portową (jeszcze do niej wrócimy) i parkami, popołudniem udajemy się do najdłużej oczekiwanej przez córkę atrakcji – Miniatur Wunderland. To jedno z największych w Europie (o ile nie największe) miejsc z miniaturowymi makietami kolejowymi. Nie wiem kto miał większą frajdę – dorośli, czy dzieci. Miejsce robi wrażenie, co 15 minut zapada zmrok i makiety przechodzą w tryb nocny. Dodatkowo niektóre atrakcje są interaktywne – za pomocą przycisków można wprawiać w ruch lub podświetlać niektóre elementy (to było ulubione zajęcie naszej czterolatki).IMG_0779

Jeśli zarezerwujecie wejście przez stronę internetową, nie przychodźcie przed umówioną godziną. Porządek musi być i rezerwacje wpuszczane są w określonych wcześniej przedziałach czasowych. Jeśli natomiast będziecie trochę wcześniej, możecie napić się kawy lub coś przekąsić w bufecie – poczekalni, gdzie znajdziecie też kącik dla dzieci.

 

A tak wyglądają cuda modelarstwa:

I jeszcze kilka zdań o tym czy Hamburg jest przyjazny dzieciom. Na pewno bardziej niż Budapeszt pod kątem infrastruktury – w większości miejsc są windy i podjazdy. Stacje metra obsługujące niepełnosprawnych, a zatem również z infrastrukturą dla „wózkowiczów” oznaczone są znakiem wózka dla niepełnosprawnych – można zatem poplanować sobie podróż. W Hafen City bywają miejsca czy przejścia, w których jest trudniej, ale nie jest najgorzej. Natomiast do restauracji dzieci mogą jak najbardziej wchodzić (a wózki wjeżdżać), przy czym w tych wytworniejszych obsługa patrzy czasem z dość surowym dystansem na dzieci – ale to może tylko lokalny styl bycia :)

 

Niemowlak z paszportem

Minęło równo 8 tygodni odkąd nasze najmłodsze dziecię przyszło na świat, więc pora na planowanie pierwszych wakacji. Weekend majowy za pasem, więc szykujemy małego do jego pierwszej podróży samolotem.

Ale, ale…bez dokumentów nigdzie się nie ruszy. Od urodzenia Igora mam generalne wrażenie, że musiałam wyrobić mu więcej dokumentów niż sama posiadam, ale paszport jest akurat jednym z ważniejszych, bo pozwala nam powoli wrócić do naszego trybu życia sprzed ciąż (a przynajmniej do jego namiastki).

Jak wyrobić paszport niemowlęciu? Poniżej krótko i na temat.

  1. zdjęcie – zaczynamy od fotografii paszportowej, co w przypadku malca nietrzymającego lub słabo trzymającego główkę może być wyzwaniem. U nas na szczęście poszło sprawnie. Kluczowe jest ułożenie smyka na przedramieniu z dłonią podpierającą główkę i podtrzymanie go na jasnym tle w studiu fotograficznym. Dobrze by było, gdyby malec miał ciut widoczną szyję, a przynajmniej trochę uniesioną główkę, żeby głowa nie zlewała się z ramionami. Do wniosku paszportowego potrzebujemy jednego takiego zdjęcia, reszta może trafić do rodzinnego albumu.
  2. opłata paszportowa – dla dzieci poniżej 13 roku życia opłata ta wynosi zasadniczo 30 PLN, a z Kartą Dużej Rodziny 15 PLN. Za Igora zapłaciliśmy zatem 30 PLN.
  3. wniosek o paszport – do pobrania w biurze paszportowym. Wniosek o wydanie dokumentu paszportowego nie może być wydrukowany ze strony internetowej.
    Należy go wypełnić na oryginalnym druku dostępnym w punktach obsługi paszportowej na terenie danego województwa. Powinien zostać wypełniony czytelnie, drukowanymi literami , podpisany przez rodziców (opiekunów) małoletniego. Niezbędny jest numer ewidencyjny (PESEL). Podpis posiadacza dokumentu składają tylko dzieci, które ukończyły 13 lat.
  4. wizyta w biurze paszportowym i dokumenty – wizytę składają oboje rodzice, gdyż wymagana jest pisemna zgoda obojga rodziców/opiekunów prawnych na wydanie małoletniemu dokumentu paszportowego (obecność obydwojga rodziców lub opiekunów z ważnymi dowodami osobistymi lub ważnymi dokumentami paszportowymi; opiekunowie prawni przedkładają zaświadczenie o ustanowieniu opieki prawnej). Jeśli mama lub tata nie mogą się stawić należy przedłożyć pisemną zgodę na wydanie dokumentu paszportowego poświadczoną przez organ paszportowy (inny wojewoda lub konsul za granicą)lub notariusza (w przypadku notariusza za granicą wymagane jest opatrzenie dokumentu klauzulą apostille i załączenie tłumaczenia przysięgłego dokumentu); oświadczenie rodzica powinno zawierać sformułowanie: wyrażam zgodę na wydanie dokumentu paszportowego mojemu dziecku… (imiona i nazwisko dziecka, data i miejsce urodzenia dziecka).
  5. obecność dziecka – dziecko, które ukończyło 5 lat  musi być obecne przy składaniu dla niego wniosku o wydanie dokumentu paszportowego.

Obecnie dzieciom poniżej 5 roku życia, wydawane są paszporty biometryczne z  5 letnim okresem ważności.

Formalności za nami. W Warszawie na wyrobienie paszportu czeka się ok. 2 tygodni. Sam paszport może już odebrać jeden z rodziców, na szczęście :)

 

Transport dzieci w Wietnamie

Podczas, gdy Zachód dyskutuje nad bezpieczeństwem przewożenia dzieci w samochodach, na rowerach, fotelikach itp., w Wietnamie dzieci przewożone są tak.

IMG_3466  IMG_3464

IMG_3465

Zresztą na jednym motorze można było spotkać nawet całą czteroosobową rodzinę. Co więcej, byliśmy chyba jednymi z nielicznych, którzy poszukiwali fotelika samochodowego. W końcu udało nam się takie cudeńko znaleźć, ale kierowca nie miał pojęcia co się z nim robi i w jaki sposób przypiąć fotelik pasami – po prostu położył go na tylnym siedzeniu i czekał, aż wsadzimy tam córkę :)

Nie udało nam się spotkać również nikogo z chustami czy popularnymi nosidełkami. Najczęściej dzieci były noszone w różnych pozycjach przez rodziców, czasem nawet jako dodatek do przenośnych straganów (stragan na linkach z przodu, a dziecko na boku w pozycji biodrowej).

Najbardziej „zachodnim” widokiem była zorganizowana grupa dziecięca (coś na kształt przedszkola), zwiedzająca zoo w Ho Chi Minh City. Natomiast transport lotniczy lokalnymi liniami niczym nie różnił się od znanych nam standardów – dzieciaki wnoszone były do samolotów na rękach lub też wwożone w wózkach, które, podobnie jak u nas, były zostawiane przed wejściem do samolotu.IMG_1435IMG_1294

Warto jednak zaznaczyć, że w wielu wietnamskich miastach chodniki są dość wąskie, a w dodatku pozastawiane motocyklami i nie sposób przebić się przez to wózkiem. Pozostało nam zatem przenieść się z wózkiem na pobocze jezdni w chmurę motocyklową. Uspokajamy jednak, wbrew pozornemu chaosowi na ulicach, podczas naszego pobytu widzieliśmy jedynie jedną stłuczkę dwóch samochodów i to z prędkością ok. 10-20 km/h (chyba nawet reflektory nie ucierpiały).

Miłych podróży z dziećmi!

Co spakować na pierwszą podróż z dzieckiem?

Urodziło Wam się dziecko, tęsknicie za wyjazdami, ale macie obawy czy podołacie z malcem w podróży i nie wiecie jak się zabrać za pakowanie? Oto lista rzeczy, które sprawdziły się w naszym przypadku – na tygodniowym urlopie na Wyspach Kanaryjskich z pięciomiesięczną córką.

Przede wszystkim warto przygotowywać sobie taką listę wcześniej, a nie przed samą podróżą. Jak tylko wpadnie nam coś do głowy, umieszczamy na liście. W naszym przypadku był to wyjazd typu half-board z biurem podróży, do kurortu na Gran Canaria. Wybraliśmy miejsce bardziej dla ciężarnych, osób z małymi dziećmi czy osób starszych niż typowe dedykowane dzieciom, gdyż pięciomiesięczny malec i tak nie skorzysta z atrakcji dla dzieci, więc chodzi bardziej o komfort rodziców (basen, siłownia, mniej krzyków, dobre jedzenie :)).

Nasza lista życzeń do biura podróży? Dostępność łóżeczka dziecięcego, nieduża odległość do sklepu spożywczego / supermarketu z prawdziwego zdarzenia, apteka, lekarz w sensownej odległości, czajnik elektryczny a najlepiej aneks kuchenny, jeśli nie ma basenu krytego – to zewnętrzny z opcją podgrzewania, gdyby było chłodniej. Zależało nam również na tym, żeby transport z lotniska do miejsca docelowego nie trwał dłużej niż godzinę.

Naszą listę podzieliliśmy na kilka części:

  1. Apteczka  – a w niej koniecznie leki przyjmowane przez dziecko (w tym np. witaminy), ale też przeciwgorączkowe, elektrolity, na ząbkowanie, coś na potówki, ranki, problemy trawienne, termometr, sól fizjologiczna, sól morska i syrop na kaszel, ew. coś przeciwhistaminowego dla alergików. Nie zapominamy też o apteczce dla siebie! Apteczkę warto przewieźć w bagażu podręcznym.
  2. Spanie – ograniczyliśmy się do minimum – śpiworek, piżamka i ulubiona maskotka do snu.
  3. Pielęgnacja – używane na co dzień kosmetyki do przewijania i pielęgnacji, nożyczki, szczotka, frida, chusteczki suche i mokre, pieluchy i koniecznie odpowiednie kremy do opalania (z filtrem dla dzieci). Co do pieluch – braliśmy zapas na ok. 2 dni, a na miejscu kupowaliśmy pieluchy lokalne. Na Kanarach polecam markę Dodot, coś w stylu Dada. Warto zabrać kilka podkładów do przewijania, które potem można wyrzucić.
  4. Kąpiel (i basen) – idealnym rozwiązaniem okazała się nadmuchiwana wanienka kupiona za małe pieniądze na portalu aukcyjnym. Pozostałe rzeczy podobne jak używane w domu plus strój / pielucha na basen, ręcznik i szlafrok.
  5. Jedzenie – sprawa indywidualna. U nas było tego sporo ze względu na alergię. Warto zabrać coś do mycia butelek dziecięcych.
  6. Ubranka – nie za dużo, nie za mało, chociaż łatwiej napisać niż spakować. Spodziewaliśmy się temperatur rzędu 25 st., więc na tydzień zabraliśmy ok 10 szt. krótkich body/koszulek, 5 szt. z długim rękawem, 3 sukienki, spodenki krótkie / rampersy / getry – ok. 12 sztuk, kilka bluz/sweterków na chłodniejsze wieczory, obowiązkowo czapeczki z daszkiem (3 szt.), kurtkę wiosenną z kapturem na wypadek deszczu. Generalnie przyjęliśmy zasadę, że dziecko powinno mieć ok. 2 kompletów rzeczy na dzień.
  7. Zabawki – coś do samolotu (albo ulubiona zabawka, albo jakaś nowa, która złapie atencję dziecka na czas lotu), coś do wody, coś do wózka i coś na plażę. Na wyjeździe jest tyle interesujących rzeczy wokół, że moim zdaniem nie warto z tym przesadzać.
  8. Dokumenty – paszporty, pieniądze, książeczka zdrowia, polisa ubezpieczeniowa / EKUZ, dokumenty podróży (bilety, vouchery, nazwa hotelu)
  9. Inne – do tej grupy zaliczyliśmy wózek, nosidełko, smoczki, kocyki i folię do wózka (przeciwdeszczową). Nosidełko sprawdziło nam się na lotnisku podczas transportu autobusem po płycie lotniska plus podczas krótkich, wieczornych spacerów już na miejscu.
  10. Pod ręką – to obejmowało listę rzeczy, którą chcieliśmy przewieźć w bagażu podręcznym. Apteczka, jedzenie i picie na drogę (w szczególności na start i lądowanie), ale też uwzględniając ewentualne opóźnienia, ubranka na zmianę, zestaw do przewijania, kocyk i bluza do samolotu (przez klimatyzację jest dość zimno, w szczególności, gdy dziecko śpi), nowa zabawka.

W zasadzie niczego nam nie zabrakło, a inne rzeczy mogliśmy na bieżąco dokupić w supermarkecie (w tym kilka lokalnych słoiczków z deserkami).

IMG_0478 (2)

 

 

Bon voyage!

Podróże w ciąży

Nadszedł czas na jeden z moich ulubionych tematów – podróże :) Wiele mam i par planujących dziecko obawia się, że pojawienie się w domu maleństwa oznacza całkowitą rezygnację z ich dotychczasowego podróżowania. Nic bardziej mylnego!

Aczkolwiek trzeba przyznać, że sam sposób podróżowania pewnie nieco się zmieni. Jednak na początek trochę o podróżowaniu w czasie ciąży i moich doświadczeniach.

Przygotowania

Po pierwsze, jak zawsze w ciąży, należy się udać do lekarza i ustalić dokąd chcemy jechać, jakim transportem, jaki panuje klimat, jak chcemy spędzać czas, co możemy, a czego nie możemy. Podczas moich dwóch ciąży podróżowałam samolotami na lotach do ok. 4-5h i żaden lekarz, biorąc pod uwagę prawidłowość ciąży, nie widział przeciwskazań. Jak wiadomo, każda ciąża jest inna i ZAWSZE należy skonsultować się z lekarzem. Zdarzyło się, że niektórzy zalecali branie Nospy na ok. 30 minut przed startem, żeby zapobiec ewentualnym skurczom. Dłuższych lotów nie próbowałam, ale znajoma lecąca w 7 miesiącu ciąży do Azji Południowej aplikowała sobie zastrzyki przeciwzakrzepowe.

Po drugie, ubezpieczenie. Bardzo istotną rzeczą jest przeanalizowanie OWU (Ogólnych Warunków Ubezpieczenia) danej polisy. Świadczenia ubezpieczeniowe w okresie ciąży są limitowane, również stopniem zaawansowania ciąży (najczęściej ubezpieczyciele obejmują ubezpieczeniem okres do 32. tygodnia ciąży). Ubezpieczenia nie obejmują również zabiegów in vitro, aborcji, inseminacji itp.

Poza ubezpieczeniem prywatnym warto pokusić się o kartę EKUZ (Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego) – ubezpieczenie NFZ dla państw członkowskich UE i EFTA. Można go wypełnić online (Wniosek o wydanie karty EKUZ), a następnie złożyć lub wysłać do najbliższego oddziału NFZ.

Po trzecie – linie lotnicze. Każda linia lotnicza ma swoje własne zasady przyjmowania na pokład ciężarnych. Ostatnimi czasy głośno było o tajwańskiej mamie, która nie zgłosiła personelowi linii lotniczych, że jest w 36. tygodniu ciąży, urodziła synka na pokładzie, na skutek czego samolot lecący do LA musiał lądować na Alasce. Linie wyceniły lądowanie i zmianę trasy na 33 tys. USD i wystawiły kobiecie rachunek. Mało tego, kobieta została deportowana na Tajwan, a noworodek pozostał w USA pod opieką przyjaciela rodziny. Warto zatem sprawdzić jakie zasady panują w danej linii i czy trzeba coś zgłaszać, przedstawiać zaświadczenia lekarskie itp. Polskimi Liniami Lotniczymi LOT kobiety do 32. tygodnia ciąży mogą podróżować za zgodą lekarza prowadzącego bez konieczności posiadania zaświadczenia. Powyżej 32. tygodnia ciąży wymagane jest wypełnienie formularza MEDIF.

Jeżeli podróżujemy samochodem można się zastanowić czy nie kupić specjalnego adaptera do pasów dla ciężarnej. Używałam w pierwszej ciąży, w drugiej wydaje mi się zbędny (kwestia komfortu, kształtu brzucha itp.). Mimo że w Polsce ciężarne mogą jeździć bez pasów, polecam ich zapinanie, szczególnie w mieście. Dziecko otoczone jest wodami płodowymi i ryzyko urazu bez zapięcia pasów jest moim zdaniem wyższe niż ryzyko urazu na skutek ich zapięcia.

Apteczka – obowiązkowo zabieramy leki, które musimy przyjmować oraz te, które m179_2_IMG_1233ożemy wziąć w razie np. przeziębienia czy niestrawności żołądkowej. Pozostałe to raczej standard – plastry, odkażające, coś na poparzenia itp. Zabieramy też kremy przeciwsłoneczne z filtrami dla ciężarnych (z reguły filtry mineralne). W ciąży jesteśmy bardziej podatne na pojawienie się przebarwień od kąpieli słonecznej, warto zatem zaopatrzyć się w jakiś kapelusz, chustę lub cokolwiek, co zapobiegnie ich powstawaniu.

Podróż

Najważniejsze w podróży w trakcie ciąży jest to, aby się zbytnio nie forsować, dbać o higienę i bezpieczeństwo. Sp

Bakik Emek
Bakik Emek

acery, wędrówki, inne aktywności są dozwolone, ale musimy obserwować swój organizm (i mieć wygodne buty). Warto również wybierać hotele z działającą klimatyzacją, żeby nie narażać się na nadmierne upały, do których nie jesteśmy przyzwyczajone oraz jeść w polecanych/sprawdzonych miejscach. Chociaż ja nie zawsze unikałam tzw. street food, ale bardziej w formie po obróbce termicznej.

Czy jechać na własną rękę czy z biurem podróży? To już zależy od Waszych doświadczeń. W swoich ciążach odwiedziłam Turcję (Stambuł, Ankara), Holandię, MonachiumIMG_0272, Cannes, Pragę, Szwajcarię, polskie wybrzeże i Mazury, robiłam trasy samochodowe jako kierowca po ok. 7h w jedną stronę (ale nie naraz w obie) i nie miałam żadnych problemów. Jeśli jednak czujecie się bezpieczniej wiedząc, że w pobliżu jest posługujący się językiem polskim rezydent, to skorzystajcie z biur podróży.

Przyznam, że w Turcji chyba pierwszy raz w życiu zmieściłam się w bagaż podręczny. Było ciepło, miałam dosłownie kilka koszulek, sukienek i dwie pary spodni plus kosmetyki, a kilka wi147_IMG_0325ększych rzeczy wrzuciłam do plecaka męża. W końcu w ciąży nie można dźwigać ciężarów :) Moje koleżanki często podróżowały ze standardowymi wielkimi walizami, ale zawsze na kółkach i przy ich podnoszeniu prosiły o pomoc.

Nieprzekonanych nie namawiam, ale wątpiące zapewniam, że w ciąży da się podróżować z odpowiednią dozą rozsądku i racjonalności. Można zawsze zacząć od krótkich dystansów lub wybierać kraje, w których funkcjonuje dobry system opieki medycznej (pewnie żadna z nas by się nie obraziła na poród w Szwajcarii). Dobrze mieć też ze sobą jakiś zapas gotówki l128_IMG_0161ub kartę kredytową, z której w razie nagłego wypadku będziemy mogły skorzystać.

Pozostaje zbierać doświadczenia, kolekcjonować zdjęcia i wspomnienia!