Dlaczego WARTO wrócić do pracy

Od mojego powrotu do pracy minęło blisko półtora tygodnia. Reakcje otoczenia można w zasadzie podzielić na 4 grupy.

Grupa I : W zasadzie brak reakcji. Wróciłaś – ok. Nie chciałaś wrócić – też ok. Przyjęliśmy do wiadomości, koniec, kropka. Przedstawiciele: głównie osoby bezdzietne i mężczyźni mniej zaangażowani w rodzicielstwo. Grupa neutralna.

Grupa II: Głównie przedstawiciele świata zachodniego, gdzie urlop macierzyński trwa krócej. Głównie mężczyźni. Pada pytanie – Ile ma dziecko? Pół roku? O, tak, to już duży chłopak. Gratulacje, czas najwyższy wrócić i przechodzimy do biznesu. Jak dla mnie komunikat w porządku i na pewno szczery.

Grupa III: Moja ulubiona :) Wysyłają komunikat typu: Ok, trzymam kciuki, wiem, że godzenie obowiązków nie jest łatwe. Sam/sama mam dzieci, znam z rodziny, znam z autopsji. A teraz czas przejść do sedna. Połączenie empatii z podejściem biznesowym, bez zbędnej egzaltacji. Typowy przedstawiciel(ka) to inna pracująca mama.

Grupa IV: Ojej. A nie szkoda Ci było zostawiać takiego brzdąca? Taki maluszek, pewnie tęskni za mamą, potrzebuje bliskości i… tu padają wszystkie inne argumenty, które wiercą Ci dziurę w brzuchu, dotykają najgorszych twych obaw i uczuć rodzicielskich, no i psują Ci humor co najmniej na cały dzień (jak nie tydzień). No bo przecież oczywiście, że kochasz swoje dzieci, brakuje Ci ich, chciałabyś się nimi opiekować, ale z drugiej strony chcesz pracować. Nie jesteś tylko mamą, ale też specjalistką w swojej dziedzinie, chcesz się rozwijać. Próbujesz to wszystko pogodzić. Wbijanie szpili tego typu sformułowaniami naprawdę nie pomaga…

Tym postem rozprawiam się właśnie z grupą IV. Dlaczego WARTO wrócić do pracy? Oto mój DEKALOG.

  1. Klisza jakich mało, ale prawdziwa. Szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci.
  2. Chcesz się rozwijać. A kto się nie rozwija, ten się cofa. Brakuje Ci zadań, za które dostaniesz pochwałę. A jeśli nawet nie, to będą one materialne, zauważalne (raport, telefon, spotkanie, produkt, usługa). Siedzenie w domu z dziećmi jest rzadko doceniane, a Twoją pracę widać dopiero po latach. A najczęściej widać jak coś schrzanisz i dziecko wyrośnie na złego człowieka…niestety. Samo prowadzenie domu to praca iście syzyfowa. Rano coś zrobisz, wieczorem znowu tak samo (posprzątasz, ugotujesz, zrobisz zakupy). I tak w koło.
  3. Możesz porozmawiać z dorosłymi o dorosłych tematach. Na gugu, gaga przyjdzie pora – po południu.
  4. W końcu odpoczniesz. Jeśli ktoś wam mów (wmawia?), że praca biurowa, nawet bardzo intensywna i stresująca może być bardziej męcząca (fizycznie, a niekiedy i emocjonalnie) niż opieka nad dwójką małych dzieci – nie wierzcie!
  5. Odnajdziesz work-life balance. Oczywiście, jeśli będziesz tego pilnować. Ale przecież bez „work” nie ma „work-life”.
  6. W drodze do pracy znajdziesz czas dla siebie – na wypicie kawy w spokoju, przeczytanie gazety, książki, posłuchanie ulubionej muzyki, audiobooka. Będziesz mogła zebrać myśli.
  7. Zrozumiesz innych. U mnie to przynajmniej tak działa. Impulsy i interakcje z ludźmi z pracy pozwalają mi czasem lepiej zrozumieć siebie i moją rodzinę, a interakcje z rodziną – ludzi z pracy.
  8. Osiągniesz mistrzostwo w organizacji pracy. Pracujące mamy to chyba najbardziej zorganizowane istoty na świecie. Wiedzą, że muszą wrócić do swoich pociech, więc nie tracą cennego czasu na niewiele wnoszące pogaduchy (co nie oznacza, że stają się ponurakami). Potrafią priorytetyzować zadania i dobrze zarządzają swoim czasem.
  9. Nauczysz się elastyczności. Jeśli byłaś typem perfekcjonistki pewnie przyjdzie Ci to trudniej (tak było ze mną), ale elastyczność i zażegnywanie sytuacji kryzysowych, to codzienność w życiu pracującej mamy. Spieszysz się na najważniejsze spotkanie w roku, a zamiast w biurze lądujesz w szpitalu dziecięcym? Też się zdarza… No może pielęgniarki dziwnie na Ciebie patrzą jak po zażegnaniu kryzysu z dzieckiem siedzisz na linoleum i wydzwaniasz po współpracownikach i klientach, organizując zastępstwo i tłumacząc się z nieobecności…ale dajesz radę!
  10. Nauczysz dzieci, że praca też jest dla Ciebie ważna. I to wcale nie znaczy, że ich nie kochasz. Osobiście nigdy nie mówię dzieciom, że idę do pracy zarabiać pieniądze, albo że muszę tam iść. Jest to ważna, ale nie jedyna i nie główna moja motywacja. Tłumaczę, że idę, bo lubię, bo mam ważne zadania, bo chcę się rozwijać, mam pewne zobowiązania, podpisany kontrakt, bo doradzam innym, inni na mnie liczą. Można podać mnóstwo innych powodów niż zarabianie na czekoladkę.

I tym sposobem rozprawiam się, bez emocjonalnej huśtawki, z osobnikami grupy IV :)

Z niemowlakiem…na warsztaty o dzieciach!

Warsztaty z chustowania (o czym więcej TUTAJ) były u nas, ale pogoda coraz ładniejsza, więc pora wyjść na dłużej z domu i wybrać się na małe dokształcanie. Nasz mały synek absorbuje co prawda większość mojego czasu, co nie oznacza, że nie myślę o rozwoju starszej córki. A skoro zdarza mi się myśleć, to mam też pewne obawy i zapytania co do jej wychowania. Dzisiaj zatem postanowiłam rozwiać część z nich i wraz z Igorkiem wybraliśmy się do pobliskiego klubiku dziecięcego na warsztaty dla rodziców.

IMG_2627Temat:  Jak dzieci rozwijają poczucie własnej wartości? Na seminarium można było się dowiedzieć:
– jak rodzi się i kiełkuje poczucie własnej wartości u dzieci
– jak można wspierać jego wzrost
– jak wpływa na dziecko poczucie własnej wartości jego rodziców
i dlaczego to wszystko jest tak ważne…

IMG_2626Poranne godziny (10.30-12.30) to idealna pora dla osób, którym trudno znaleźć czas późnym popołudniem, a szczególnie dla rodziców niemowląt. Można było czuć się swobodnie: karmienie, przewijanie, śmiechy i płacze były akceptowalne, chociaż Igor zbytnio nie grymasił.

Wracając do samego tematu spotkania, celem było przybliżenie uczestnikom filozofii Jespera Juula, duńskiego pedagoga, który zmienia oblicze współczesnej pedagogiki promując wychowanie oparte na równej godności rodziców i dzieci, na autentyczności, byciu w kontakcie ze sobą, byciu w pełni obecnym w relacjach i osobiście odpowiedzialnym. Seminarium było realizowane na licencji Familylab, międzynarodowej organizacji założonej w 2007 roku przez Jespera Juula.

lubimyczytac.pl
lubimyczytac.pl

Sztandarową pozycją książkową autorstwa Juula jest książka Twoje kompetentne dziecko. Dlaczego powinniśmy traktować dzieci poważniej?

Czytaliście? Podzielcie się wrażeniami, zarekomendujcie. Nie czytaliście? Jak znajdę wolną chwilę podczas majowego weekendu poczytam i podzielę się z Wami swoimi wrażeniami.

Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że są miejsca organizujące ciekawe spotkania i wczesne macierzyństwo nie jest przeszkodą do uczestnictwa w nich i do rozwoju własnych umiejętności. A im dłużej jestem mamą tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że wszystkie umiejętności dotyczące relacji z dziećmi można szybko przekuć na umiejętności dotyczące relacji w życiu zawodowym. W końcu każdy z nas był kiedyś dzieckiem…

Pracodawca idealny?

Nie zdarzyło mi się chyba przeglądać artykułu, wpisu, forum na temat różnych pracodawców, pod którym nie znalazłby się komentarz typu nie cierpię mojego szefa. Nie jest też tajemnicą, że często na pracę w danej firmie decydujemy się ze względu na jej markę czy opinię, a odchodzimy najczęściej od szefa. Czy istnieje zatem pracodawca idealny?

Ostatnimi czasy głośno zrobiło się o amerykańskiej firmie Basecamp oferującej rozwiązania wsparcia IT dla zarządzania projektami. Jej obecny właściciel, Jason Fried, opublikował w internecie listę benefitów oferowanych pracownikom. Jak ona wygląda?

  1. Solidna pensja – trudno ściągnąć do firmy dobrych, zmotywowanych i zaangażowanych ludzi, jesli ten czynnik higieniczny szwankuje. Basecamp monitoruje rynek pracy i stara się utrzymać poziom wynagrodzeń dla danego stanowiska w najwyższych 5% rynku.
  2. Okres wakacyjny – to czas 32-godzinnej pracy z wolnymi piątkami w celu naładowania akumulatorów oraz zwiększenia efektywności pracy od poniedziałku do piątku.
  3. 100 USD na fitness – rozwiązanie podobne do popularnych na naszym rodzimym rynku kart fitness ofiarowanym pracownikom. W końcu gdzieś trzeba rozładować stres :)
  4. Sabbatical – czyli prawo do przerwy w pracy w wymiarze 1 miesiąca raz na 3 lata. Rozwiązanie mniej popularne, ale również dostępne na rodzimym rynku, w szczególności w konsultingu.
  5. Płatny urlop rodzicielski – to, co w Europie jest standardem, w USA zależy od uznania pracodawcy. Zatem 16-tygodniowy płatny urlop rodzicielski traktowany jest jako dodatkowe świadczenie pracownicze.
  6. Masaż – jedna z moich ulubionych pozycji na liście, czyli 100 USD na masaż raz w miesiącu. Kuszące, nieprawdaż?
  7. Budżet szkoleniowy – w zasadzie nic nowego, jest praktycznie w każdej firmie. Różnica polega na tym, że w Basecamp możesz przeznaczyć rocznie 1000 USD na cokolwiek chcesz, włącznie z kursem szydełkowania :)
  8. „Home office” – a w zasadzie pracuj skąd chcesz. Możliwe do wprowadzenia w nieograniczonym zakresie w sektorze zdalnych usług IT, trochę trudniejsze lub wręcz niewykonalne w innych zawodach (fabryka). Niemniej, dobre i elastyczne rozwiązanie dla wszystkich pracowników biurowych, chociażby w ograniczonym zakresie.
  9. 40-godzinny tydzień pracy – Basecamp określa to jako zachęcanie do utrzymania równowagi i pracę w granicach 60 godzin na tydzień jedynie w okresie jej obiektywnego natężenia.

Pełną listę znajdziecie TUTAJ.

Może powyższa lista zainspiruje Wasze środowiska pracy? Tego wszystkim życzę :)

Lepiej nie być prymuską (?)

Dzisiaj chciałabym się podzielić z Wami pewną refleksją wynikającą z lektury drugiej już wypowiedzi w podobnym temacie p. Jacka Santorskiego, psychologa biznesu. Z wywiadu wynika, że de facto tak celebrowany „prymusizm” prowadzi bardziej do frustracji niż do szczęścia i wcale nie gwarantuje sukcesu w biznesie. Okazuje się, że w wielu organizacjach skutecznymi „liderami byli do bólu zdeterminowani, ale jednocześnie skromni i pokorni menedżerowie, otwarci na ograniczenia swoje i otoczenia.”

Nasuwają się zatem pytania:

  • Jak rodzi się w nas prymusizm?
  • Czy chcemy w tym duchu wychowywać dzieci? Jak się od tego ustrzec?
  • Czy tylko spektakularna porażka jest w stanie uświadomić nam, że tkwimy w prymusizmie i pozwolić nam na przewartościowanie swojej „jaźni”?
  • Dlaczego inteligencja emocjonalna może pomóc nie-prymusom wybić się w firmie?

Zachęcam do lektury artykułu, który dostępny jest tu:

Zachwycaj (sobą) nieregularnie

I na koniec – czy to oznacza, że w biznesie cechy stereotypowo „kobiece” utorują kobietom drogę na szczyt?

Tę myśl pozostawiam Waszej refleksji.

Charytatywność małymi krokami

Już jutro kolejny finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, a portale społecznościowe obiegło zdjęcie ogłoszenia, w którym emerytowany muzyk z Białołęki oferuje darmową pomoc w charakterze „złotej rączki”. Czas więc pochylić się nad tematem charytatywności.

Co do samego WOŚPu i Jurka Owsiaka, zdanie w społeczeństwie, jak wiadomo, są podzielone, jednak trudno znaleźć dzisiaj szpital dziecięcy, w którym nie byłoby orkiestrowego sprzętu. Natknęłam się na sprzęt zarówno przy USG ciążowym, badaniach przesiewowych słuchu tuż po urodzeniu pierwszej córki, jak i wtedy, gdy z adenowirusem wylądowałyśmy w szpitalu na Niekłańskiej w Warszawie. Wspieram więc WOŚP już od czasów szkolnych. Na początku bardziej organizacyjnie, gdyż uczestnictwo w sztabie pozwala nabyć cennych umiejętności (potrzebnych także w życiu zawodowym), poznać interesujące osoby i jest moim zdaniem niezwykłym doświadczeniem i przygodą dla młodych ludzi, a dla ich rodziców – istotnym elementem wychowawczym. Dzisiaj już bardziej finansowo niż organizacyjnie, ale staram wpajać się dziecku ideę pomocy innym a WOŚP nadaje się do tego doskonale, również dzięki serduszkom, pozytywnej energii i zaangażowaniu wielu młodych ludzi, z których dzieci chętniej biorą przykład niż z rodziców.

Niezależnie jednak od tego czy jesteście fankami Orkiestry czy też nie – zachęcam do pomocy, wolontariatu, działań charytatywnych. Osobiście wspieram Fundację Mam Marzenie, której wciąż jako jednej z nielicznych udaje się działać całkowicie bez etatów – co jest naprawdę dużym wyzwaniem w dzisiejszych czasach (wyobraźcie sobie pozyskiwanie darczyńców po godzinach).

http://www.mammarzenie.org

Jak można pomóc? Wpłacając datki, adaptując marzenia chorych dzieci (niektóre opisy marzeń wyciskają łzy), czy chociażby kupując niesamowity kalendarz na 2016 rok. Przy „produkcji” kalendarza wszyscy, włączając w to pierwszy garnitur polskich aktorów, pracowali charytatywnie.

http://charytatywni.allegro.pl/kalendarz-charytatywny-2016-i2620681

Pomóc można też lokalnie. Domy Samotnych Matek, Domy Dziecka czy zbiórki w lokalnych czytelniach, bibliotekach, klubach malucha na konkretny cel. Macie za dużo książek (a dziecięcych to na pewno)? Znajdźcie odpowiadającą Wam fundację, opakujcie je w szary papier, opiszcie treść w 3 hasłach i pozostawcie tytuł nieodgadnionym. Tak przygotowane książki mogą zostać wystawione na „sprzedaż” przykładowo podczas targów książki za symboliczne kwoty, które jako darowizny zasilą konto fundacji, a dla kupujących będą dobrą zabawą w odgadywanie zawartości pakunku.

Obowiązkowym punktem w mojej ocenie jest przekazanie 1% podatku na wybrany cel. Jest to zabieg banalny w swej prostocie i wymaga minimalnego zaangażowania.

Z poziomu firmy charytatywność daje się „sprzedać” marketingowo do zarządów jako element działań CSR (Corporate Social Responsibility). Wspomniany powyżej kalendarz lub inny charytatywny gadżet wraz z listem wyjaśniającym zaangażowanie firmy w charity może być doskonałym prezentem okolicznościowym dla klientów. Moim zdaniem nieistotne są przy tym motywy działania firm (zwiększenie rozpoznawalności marki, budowanie wizerunku klientów itp.), istotny jest osiągnięty cel – wsparcie charytatywności.

Na koniec warto dodać co nam to daje. Przede wszystkim satysfakcję – głównie wówczas, gdy przekazujemy dary rzeczowe czy pieniądze. O wiele więcej możemy zyskać poświęcając swój czas  – kontakty, nowe umiejętności, rozbudzenie pokładów kreatywności, szlifowanie umiejętności organizacyjnych i komunikacyjnych. Wolontariat, wciąż mało popularny wśród polskim emerytów i rencistów, jest również formą zagospodarowania wolnego czasu i odnalezienia przynależności do grupy. Osobiście znam emerytkę, która dzięki wolontariatowi miała przykładowo możliwość poznania Leo Messiego J Jeszcze daleka droga do mojej emerytury, ale mam nadzieję, że wystarczy mi sił i możliwości na to, żeby angażować się w projekty charytatywne, czego i Wam wszystkim życzę.