Brownout – 10 symptomów zniechęcenia zawodowego

O wypaleniu zawodowym w mediach, a zatem i w naszej świadomości, coraz więcej, ale czy wiecie jakie są symptomy brownout’u? I co to w ogóle takiego ten brownout?

Na termin natknęłam się zupełnie przypadkiem, surfując po internecie. Jednak po przeczytaniu jednego artykułu o ‚zawodowym zniechęceniu’, postanowiłam temat zgłębić. Zresztą jego zgłębienie polecam każdemu kto pracuje w zespole lub sam doświadcza symptomów brownout’u.

Zniechęcenie, letarg, utrata zainteresowania wykonywaną pracą. Niby zjawiasz się w pracy, dotrzymujesz terminów. Ba! nawet robisz nadgodziny. Jesteś tam fizycznie, ale nie sercem. Jeśli to odczuwasz, to możesz cierpieć z powodu brownout’u (jak znacie polską nazwę – pomóżcie :), we wpisie będę zamiennie używać brownout i zniechęcenie).

Symptomy

Podobno poniższe 10 zachowań jest symptomatycznych dla brownout’u . Im więcej zauważasz u siebie, tym bardziej prawdopodobne, że jesteś w fazie zniechęcenia.

  1. Pracujesz długo, ale utraciłeś/aś zainteresowanie zadaniami. Praca jest dla ciebie nudą, nie daje Ci wyzwań intelektualnych, nie stymuluje Cię. 
  2. Masz poczucie, że zadania nigdy nie zostaną ukończone, że wykonujesz syzyfową pracę. 
  3. Nie wiesz dokąd zmierza Twoja kariera, nie podejmujesz ważnych decyzji.
  4. Na spotkaniach dajesz z siebie minimum, nie interesują Cię nowe sugestie. Wylewasz kubły zimnej wody na osoby zgłaszające nowe pomysły.
  5. Każda wymówka jest dobra, żeby się nie pojawić w pracy lub na spotkaniach. Z bólu głowy robisz migrenę, a z przeziębienia – grypę. 
  6. Sprawdzasz skrzynkę pocztową wcześnie rano i przed pójściem spać. Przyklejasz się do smartphone’a na wakacjach, w weekendy i nawet podczas spotkań ze znajomymi.
  7. Zaczynasz cierpieć fizycznie. Tracisz formę, jesz junk food, nie wysypiasz się, przestałeś/aś ćwiczyć. 
  8. Straciłeś/aś poczucie humoru i zmierzasz w stronę pasywnej agresywności . Odpowiadasz monosylabami.
  9. Życie rodzinne nie jest takiej jak dawniej. Wracasz późno do domu, oglądasz TV, wykazujesz małe zainteresowanie dziećmi i współmałżonkiem. Przyjaźnie odkładasz na półkę, zapominasz o swoich zainteresowaniach.
  10. Nie nienawidzisz szefa/owej, ale uważasz, że jest nieprzewidywalny/a i nie wiesz jak zareaguje na daną robotę.

Brownout pojawia się wtedy, gdy nie jesteście w oczywistej fazie kryzysu, ale czujecie się mniej zmotywowani, zachęceni, otwarci i poświęcający się danej sprawie niż wcześniej.

Jak z tym walczyć?

Odpowiedź na to pytanie jest o wiele ważniejsza niż wyszukiwanie w sobie pojawiających się symptomów zniechęcenia zawodowego (pewnie część z nich od czasu do czasu każdemu się zdarza). Co zatem zrobić , żeby zwalczyć zniechęcenie u siebie i u innych w zespole?

Przede wszystkim znaleźć przyczynę problemu. Jednym z głównych czynników prowadzących do zniechęcenia jest nadmiar raczej mało rozwojowej pracy, która ani nie stanowi dla nas wyzwania, ani nie jest stymulująca. Ale jest i trzeba ją zrobić. Warto więc porozmawiać z przełożonymi i proaktywnie zaproponować nową rolę dla siebie, którą postrzegamy jako wyzwanie (np. chciał(a)bym odpowiadać za stronę marketingową tego projektu).

 

W zdrowym ciele, zdrowy duch -i nie jest to tylko kolejna klisza. Pozostawanie w dobrej kondycji i dbanie o zbilansowaną dietę pomaga wyrwać się ze zniechęcenia. Spróbujcie jeździć rowerem do pracy, wchodzić po schodach zamiast windą lub wysiadać przystanek wcześniej i robić spacery.

Kolejny istotny czynnik to higiena snu i uwolnienie się od smartphone’a. Nie dotykajcie telefonu, komputera ani innych elektronicznych gadżetów na co najmniej godzinę przed snem. Zamiast tego – poczytajcie książkę lub gazetę, wyciszcie się. Jeśli już musicie koniecznie sprawdzać maila w wolny dzień – zróbcie to tylko raz dziennie.

Zidentyfikuj pożeraczy Twojej energii i zaplanuj konkretne działania zaradcze dotyczących tych, z którymi możesz coś zrobić (które są od Ciebie zależne).

Jeśli szefujesz – zaimplementuj system aktywnego partnerstwa w swoim zespole. Chodzi o stworzenie pola do otwartej rozmowy z kluczowymi pracownikami, identyfikację ich celów zarówno służbowych, jak i prywatnych i wsparcie ich w obu tych obszarach. Napisanie książki, zrzucenie kilku kilogramów, aktywny tryb życia, podróże – możecie umożliwić swoim cenionym pracownikom połączenie celów prywatnych ze służbowymi.

To jak? Myślicie o nadchodzącym poniedziałku pozytywnie czy negatywnie?

Źródła:

1. http://www.telegraph.co.uk/men/the-filter/11866571/Are-you-suffering-from-brownout.html

2.https://hbr.org/2015/01/prevent-your-star-performers-from-losing-passion-in-their-work

3. https://www.linkedin.com/pulse/sinking-feeling-burnout-brownout-whiteout-dr-nicola-bunting

Jak miło Cię widzieć

Jak istotne jest  wsparcie innych osób w różnych sytuacjach, wie każdy z nas. Nie wszyscy i nie zawsze jednak zastanawiamy się jak wiele dobrego może zrobić miłe słowo czy gest – w szczególności dla młodej mamy, która wróciła do pracy.

W tym tygodniu wybrałam się na pierwszą, po przerwie na macierzyński, konferencję branżową. Konferencja, jak to konferencja. Temat na czasie, dość ciekawy nawet, wymiana wizytówek, rozmowa z ludźmi, zbieranie wieści z rynku, wymiana poglądów i doświadczeń. Najmilej jednak zaskoczyła mnie reakcja znanych mi kobiet biznesu. Na co dzień konkretnych, profesjonalnych, podejmujących szereg różnych decyzji. Tego dnia jednak każda z nich zatrzymała się na chwilę i powiedziała coś miłego na mój temat. A to, że ładnie wyglądam i nieźle zniosłam ciążę, a to że z każdym dniem dzieci rosną i będzie mi coraz łatwiej. Też to, że w końcu pracuję w biznesie, więc jestem w stanie wyznaczać priorytety i dam sobie radę z pogodzeniem życia domowego i zawodowego. W ich ustach było to po prostu stwierdzenie: Miło Cię widzieć, też to przeszłyśmy, wspieramy Cię i rozumiemy. No i naprawdę było miło. A że konferencja była w centrum Warszawy, po wyjściu z niej natknęłam się na wielką płachtę ze znanym już napisem „Miło Cię widzieć”, co dopełniło obraz :) i sprawiło, że miałam naprawdę udany dzień.

No i tak sobie myślę, czy te słowa wiele ich kosztowały? Czy same kiedyś usłyszały coś podobnego? A może właśnie tego im brakowało – maleńkiego wsparcia od w zasadzie obcych lub tylko trochę znajomych osób. Społecznego zrozumienia i przyzwolenia na podejmowanie decyzji o swoim życiu i sposobie na własny rodzaj macierzyństwa. Bez krytyki, oceny, a jeśli nawet z innym punktem widzenia, to z poszanowaniem tego drugiego. W zestawieniu z ostatnim hejtem, który o zgrozo wylewają niektóre doświadczone już mamy na niektóre młode mamy (vide kazus publicznego karmienia piersią), z wieczną oceną przyszłych i obecnych matek, sposobu wychowania, łączenia kariery z macierzyństwem lub też niełączenia (wrócisz szybko do pracy – karierowiczka, zostaniesz dłużej w domu – kura domowa, trzymasz dyscyplinę – zimny chów, jesteś bardzo związana emocjonalnie – kwoka, przykładów można by mnożyć) byłam mile zaskoczona. A czy powinnam być zaskoczona? Czy nie powinno to być naturalne, że osoby (tu: pracujące matki), które przeszły ten sam etap życia, podobne rozterki wykazują krztę zrozumienia dla nowicjuszek w tym zakresie? Nie piszę oczywiście o sytuacjach patologicznych, ale o prozie życia.

Bogatsza o te doświadczenia i przemyślenia mam takie postanowienie, żeby nie oceniać wyborów innych mam, nawet jak się z nimi nie zgadzam.  No i próbuję przekazać na co dzień gest, który sama otrzymałam: MIŁO CIĘ WIDZIEĆ!

Źródło zdjęcia: Lewczyk.pl, @Milociewidziec

Dlaczego WARTO wrócić do pracy

Od mojego powrotu do pracy minęło blisko półtora tygodnia. Reakcje otoczenia można w zasadzie podzielić na 4 grupy.

Grupa I : W zasadzie brak reakcji. Wróciłaś – ok. Nie chciałaś wrócić – też ok. Przyjęliśmy do wiadomości, koniec, kropka. Przedstawiciele: głównie osoby bezdzietne i mężczyźni mniej zaangażowani w rodzicielstwo. Grupa neutralna.

Grupa II: Głównie przedstawiciele świata zachodniego, gdzie urlop macierzyński trwa krócej. Głównie mężczyźni. Pada pytanie – Ile ma dziecko? Pół roku? O, tak, to już duży chłopak. Gratulacje, czas najwyższy wrócić i przechodzimy do biznesu. Jak dla mnie komunikat w porządku i na pewno szczery.

Grupa III: Moja ulubiona :) Wysyłają komunikat typu: Ok, trzymam kciuki, wiem, że godzenie obowiązków nie jest łatwe. Sam/sama mam dzieci, znam z rodziny, znam z autopsji. A teraz czas przejść do sedna. Połączenie empatii z podejściem biznesowym, bez zbędnej egzaltacji. Typowy przedstawiciel(ka) to inna pracująca mama.

Grupa IV: Ojej. A nie szkoda Ci było zostawiać takiego brzdąca? Taki maluszek, pewnie tęskni za mamą, potrzebuje bliskości i… tu padają wszystkie inne argumenty, które wiercą Ci dziurę w brzuchu, dotykają najgorszych twych obaw i uczuć rodzicielskich, no i psują Ci humor co najmniej na cały dzień (jak nie tydzień). No bo przecież oczywiście, że kochasz swoje dzieci, brakuje Ci ich, chciałabyś się nimi opiekować, ale z drugiej strony chcesz pracować. Nie jesteś tylko mamą, ale też specjalistką w swojej dziedzinie, chcesz się rozwijać. Próbujesz to wszystko pogodzić. Wbijanie szpili tego typu sformułowaniami naprawdę nie pomaga…

Tym postem rozprawiam się właśnie z grupą IV. Dlaczego WARTO wrócić do pracy? Oto mój DEKALOG.

  1. Klisza jakich mało, ale prawdziwa. Szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci.
  2. Chcesz się rozwijać. A kto się nie rozwija, ten się cofa. Brakuje Ci zadań, za które dostaniesz pochwałę. A jeśli nawet nie, to będą one materialne, zauważalne (raport, telefon, spotkanie, produkt, usługa). Siedzenie w domu z dziećmi jest rzadko doceniane, a Twoją pracę widać dopiero po latach. A najczęściej widać jak coś schrzanisz i dziecko wyrośnie na złego człowieka…niestety. Samo prowadzenie domu to praca iście syzyfowa. Rano coś zrobisz, wieczorem znowu tak samo (posprzątasz, ugotujesz, zrobisz zakupy). I tak w koło.
  3. Możesz porozmawiać z dorosłymi o dorosłych tematach. Na gugu, gaga przyjdzie pora – po południu.
  4. W końcu odpoczniesz. Jeśli ktoś wam mów (wmawia?), że praca biurowa, nawet bardzo intensywna i stresująca może być bardziej męcząca (fizycznie, a niekiedy i emocjonalnie) niż opieka nad dwójką małych dzieci – nie wierzcie!
  5. Odnajdziesz work-life balance. Oczywiście, jeśli będziesz tego pilnować. Ale przecież bez „work” nie ma „work-life”.
  6. W drodze do pracy znajdziesz czas dla siebie – na wypicie kawy w spokoju, przeczytanie gazety, książki, posłuchanie ulubionej muzyki, audiobooka. Będziesz mogła zebrać myśli.
  7. Zrozumiesz innych. U mnie to przynajmniej tak działa. Impulsy i interakcje z ludźmi z pracy pozwalają mi czasem lepiej zrozumieć siebie i moją rodzinę, a interakcje z rodziną – ludzi z pracy.
  8. Osiągniesz mistrzostwo w organizacji pracy. Pracujące mamy to chyba najbardziej zorganizowane istoty na świecie. Wiedzą, że muszą wrócić do swoich pociech, więc nie tracą cennego czasu na niewiele wnoszące pogaduchy (co nie oznacza, że stają się ponurakami). Potrafią priorytetyzować zadania i dobrze zarządzają swoim czasem.
  9. Nauczysz się elastyczności. Jeśli byłaś typem perfekcjonistki pewnie przyjdzie Ci to trudniej (tak było ze mną), ale elastyczność i zażegnywanie sytuacji kryzysowych, to codzienność w życiu pracującej mamy. Spieszysz się na najważniejsze spotkanie w roku, a zamiast w biurze lądujesz w szpitalu dziecięcym? Też się zdarza… No może pielęgniarki dziwnie na Ciebie patrzą jak po zażegnaniu kryzysu z dzieckiem siedzisz na linoleum i wydzwaniasz po współpracownikach i klientach, organizując zastępstwo i tłumacząc się z nieobecności…ale dajesz radę!
  10. Nauczysz dzieci, że praca też jest dla Ciebie ważna. I to wcale nie znaczy, że ich nie kochasz. Osobiście nigdy nie mówię dzieciom, że idę do pracy zarabiać pieniądze, albo że muszę tam iść. Jest to ważna, ale nie jedyna i nie główna moja motywacja. Tłumaczę, że idę, bo lubię, bo mam ważne zadania, bo chcę się rozwijać, mam pewne zobowiązania, podpisany kontrakt, bo doradzam innym, inni na mnie liczą. Można podać mnóstwo innych powodów niż zarabianie na czekoladkę.

I tym sposobem rozprawiam się, bez emocjonalnej huśtawki, z osobnikami grupy IV :)

Pierwszy dzień w pracy po macierzyńskim

Dzisiaj miałam okazję poczuć się znowu trochę jak w szkole 1-ego września. Co prawda był 1-y dzień sierpnia, co tym bardziej okraszało ten dzień – w końcu biurowiec firmowy mieści się tuż za Muzeum Powstania Warszawskiego. Fanfar nie było, ale wszystkie karty wejściowe działały, co efektywnie oznacza, że po blisko 8 miesiącach nieobecności wróciłam do pracy po urlopie macierzyńskim. Jak przetrwać emocjonalnie powrót do pracy?

No cóż, gotowych recept nie ma, bo i każdy związek emocjonalny matki z dzieckiem jest inny. Powiem generalnie, że przy drugim dziecku jest duuużo łatwiej. Oczywiście była pewna ekscytacja, ciekawość – co nowego w firmie, jak sobie wszystko poukładam. Jest wciąż trochę obaw – czy nie zaniedbam dzieci, czy pogodzę obowiązki, czy w pracy dam radę, czy utrzymam laktację. Dochodzą też myśli o dzieciach – czy sobie poradzą. Moim zdaniem najważniejsze jest nie dać się zbytnio ponieść emocjom i nie nakręcić się za bardzo. W końcu chcecie wrócić do pracy. Chcecie się rozwijać, zarabiać pieniądze, spotkać z kolegami, wyjść do ludzi z domowych pieleszy. Możecie mieć do tego różne motywacje, ale chcecie, a w ostateczności musicie tam pójść (chociaż lepiej moim zdaniem mentalnie chcieć niż musieć). Uczycie też swoje pociechy, że mama ma ważne zadania. Oprócz bycia mamą spełnia także inne role, w które się angażuje i które są dla niej ważne.

Kilka rad, które u mnie się sprawdziły.

  1. Nie oczekuj od razu cudów. Daj sobie kilka dni na wdrożenie. W końcu obowiązki też trudno przekazać w jeden dzień, więc przejąć ich też nie da się od razu.
  2. Pozbądź się perfekcjonizmu (uwierzcie mi, wiem co mówię). Bałagan w domu, spóźnienie do pracy. Późniejsze odebranie dziecka od niani. Dopóki nie wpadniecie w rytm – wrzućcie na luz. Trudno, jesteśmy tylko ludźmi.
  3. Utrzymuj kontakt z kolegami w pracy w trakcie urlopu. Nie zostaniecie zasypani wszystkimi wiadomościami pierwszego dnia po powrocie. Przygotujcie się jednak, że i tak coś was zaskoczy.
  4. Pozwól dziecku / dzieciom i opiekunom na adaptację. Może to oznaczać, że po powrocie maleństwo wisi na was aż do zaśnięcia. Opiekunka może nie ogarniać tematów i myli pory karmienia, słoiczki czy obiadki. Trudno, nauczą się z czasem. Tłumaczcie cierpliwie lub zostawiajcie karteczki (u mnie działa system magnesów lodówkowych).
  5. Poproś kogoś z rodziny o przyjazd na pierwsze dni. Działa to szczególnie dobrze dla starszego dziecka. U mnie pojawiła się mama, która jest najważniejszą atrakcją miesiąca dla mojej córy (po powrocie z pracy usłyszałam: mama, idź stąd, jestem z babcią :)).
  6. Nie martw się na zapas. Macierzyństwo nauczyło mnie tej zasady. Każdy dzień oznacza, że wasze dzieci są starsze, uczą się nowych umiejętności, rosną, więcej rozumieją i potrafią. Żyjcie chwilą. Na decyzje strategiczne przyjdzie czas, niekoniecznie w pierwszych tygodniach pracy :)
  7. Pamiętaj, że z reguły dzieci lepiej znoszą nową sytuację niż rodzice. Dla niemowląt wszystko prawie jest nowe. Nie wiedzą też, że już codziennie będziemy wychodzić do pracy, że to będzie trwało, że może pójdą do żłobka itd. Nie podzielają naszych obaw, ale reagują na nasze stany emocjonalne. Ja zastałam dzisiaj swojego blondaska uśmiechniętego. Może trochę stęsknionego (pewnie głównie za mlekiem mamy ;)).
  8. Podziel obowiązki z partnerem. Nie można efektywnie działać jako pracownica, mama, a do tego brać na siebie cały „home management”. Dla zdrowia swojego i całej rodziny – podziel się. Ustal logistykę, utwórz wspólny kalendarz, powieś go na ścianie, znajdź inny sposób komunikacji. Ważne, żeby nie zostawiać wszystkiego na swoich barkach, bo ucierpi na tym cała rodzina.
  9. Nie zanudzaj wszystkich opowieściami o dziecku. Wiadomo, że każdy kurtuazyjnie spyta o maleństwo. Będzie kilka och! i ach!, ale pamiętajcie, że nie każdy jest rodzicem i nie każdy chce słuchać tyrad o dzieciach. Zresztą z dzieckiem przebywamy na macierzyńskim, a w pracy mamy w końcu okazję wejść do świata dorosłych. Ja za tym światem trochę tęskniłam…

Jak wyglądał mój pierwszy dzień w pracy? Olga trzymała za mnie kciuki, Igor mało się przejął moją nieobecnością. Zastałam kilka zmian personalnych, trochę projektów do przejęcia, ale przyjęcie było miłe. Sama zaś nie byłam zestresowana. W moim przypadku to bardziej powrót do szkoły po wakacjach niż pójście do nowej szkoły, więc wiedziałam już mniej więcej czego mogłam się spodziewać.

Na jutro umówione mam już pierwsze spotkanie – 3majcie kciuki ;))) A teraz czas na małą lampkę dobrego wina, w ramach celebracji powrotu do pracy!

Pracodawca idealny?

Nie zdarzyło mi się chyba przeglądać artykułu, wpisu, forum na temat różnych pracodawców, pod którym nie znalazłby się komentarz typu nie cierpię mojego szefa. Nie jest też tajemnicą, że często na pracę w danej firmie decydujemy się ze względu na jej markę czy opinię, a odchodzimy najczęściej od szefa. Czy istnieje zatem pracodawca idealny?

Ostatnimi czasy głośno zrobiło się o amerykańskiej firmie Basecamp oferującej rozwiązania wsparcia IT dla zarządzania projektami. Jej obecny właściciel, Jason Fried, opublikował w internecie listę benefitów oferowanych pracownikom. Jak ona wygląda?

  1. Solidna pensja – trudno ściągnąć do firmy dobrych, zmotywowanych i zaangażowanych ludzi, jesli ten czynnik higieniczny szwankuje. Basecamp monitoruje rynek pracy i stara się utrzymać poziom wynagrodzeń dla danego stanowiska w najwyższych 5% rynku.
  2. Okres wakacyjny – to czas 32-godzinnej pracy z wolnymi piątkami w celu naładowania akumulatorów oraz zwiększenia efektywności pracy od poniedziałku do piątku.
  3. 100 USD na fitness – rozwiązanie podobne do popularnych na naszym rodzimym rynku kart fitness ofiarowanym pracownikom. W końcu gdzieś trzeba rozładować stres :)
  4. Sabbatical – czyli prawo do przerwy w pracy w wymiarze 1 miesiąca raz na 3 lata. Rozwiązanie mniej popularne, ale również dostępne na rodzimym rynku, w szczególności w konsultingu.
  5. Płatny urlop rodzicielski – to, co w Europie jest standardem, w USA zależy od uznania pracodawcy. Zatem 16-tygodniowy płatny urlop rodzicielski traktowany jest jako dodatkowe świadczenie pracownicze.
  6. Masaż – jedna z moich ulubionych pozycji na liście, czyli 100 USD na masaż raz w miesiącu. Kuszące, nieprawdaż?
  7. Budżet szkoleniowy – w zasadzie nic nowego, jest praktycznie w każdej firmie. Różnica polega na tym, że w Basecamp możesz przeznaczyć rocznie 1000 USD na cokolwiek chcesz, włącznie z kursem szydełkowania :)
  8. „Home office” – a w zasadzie pracuj skąd chcesz. Możliwe do wprowadzenia w nieograniczonym zakresie w sektorze zdalnych usług IT, trochę trudniejsze lub wręcz niewykonalne w innych zawodach (fabryka). Niemniej, dobre i elastyczne rozwiązanie dla wszystkich pracowników biurowych, chociażby w ograniczonym zakresie.
  9. 40-godzinny tydzień pracy – Basecamp określa to jako zachęcanie do utrzymania równowagi i pracę w granicach 60 godzin na tydzień jedynie w okresie jej obiektywnego natężenia.

Pełną listę znajdziecie TUTAJ.

Może powyższa lista zainspiruje Wasze środowiska pracy? Tego wszystkim życzę :)

Jak zatrudnić nianię? (2)

Dzisiejszy wpis jest kontynuacją tematu zatrudniania niań na tzw. umową uaktywniającą (Jak zatrudnić nianię na umowę? (1)).

Jak technicznie należy zarejestrować  nianię w systemie ubezpieczeń?

Zgłoszenie niani do ubezpieczeń

Niania powinna zostać zgłoszona:

  • do ubezpieczeń społecznych i ubezpieczenia zdrowotnego na druku ZUS ZUA,
  • a jeśli podlega obowiązkowo tylko ubezpieczeniu zdrowotnemu – na druku ZUS ZZA.

Budżet państwa sfinansuje tylko składki obliczone od wynagrodzenia niani nie przekraczającego kwoty minimalnego wynagrodzenia. Jeśli niania zarabia więcej, nadwyżkę rozlicza (tj. opłaca) rodzic.

Jeśli podstawa wymiaru składek niani jest wyższa niż minimalne wynagrodzenie, należy złożyć wraz z deklaracją rozliczeniową odpowiednio ZUS RCA lub ZUS RZA:

  • z kodem tytułu ubezpieczenia rozpoczynającym się cyframi 04 30, z rozliczonymi składkami od podstawy wymiaru nie przekraczającej kwoty minimalnego wynagrodzenia oraz
  • z kodem tytułu ubezpieczenia rozpoczynającym się cyframi 04 31, z rozliczonymi składkami od podstawy wymiaru składek będącej kwotą nadwyżki ponad kwotę minimalnego wynagrodzenia.

Jeżeli niania nie spełnia warunków do finansowania za nią składek ze środków budżetu państwa powinna zostać zgłoszona do ubezpieczeń na zasadach ogólnych, dotyczących zleceniobiorców. W takim przypadku nie może być stosowany kod tytułu rozpoczynający się cyframi 04 30.

Przy zgłaszaniu niani do ubezpieczeń, jeden z rodziców powinien się zgłosić jako płatnik składek, na druku ZUS ZFA. Zgłoszenie to jest konieczne, aby możliwe było prawidłowe ewidencjonowanie danych niezbędnych do rozliczenia należnych za nianię składek. Oczywiście zgłoszenie to należy złożyć tylko w przypadku, gdy rodzic nie jest już zarejestrowany jako płatnik składek, np. ze względu na opłacanie składek za innych ubezpieczonych lub na własne ubezpieczenia.

Rozliczanie składek niani

Rodzic zobowiązany jest do sporządzania i przekazywania do ZUS dokumentów rozliczeniowych w terminie do 15. dnia miesiąca za miesiąc poprzedni. Składki należy rozliczać w deklaracji rozliczeniowej ZUS DRA oraz załączonych do niej odpowiednio imiennych raportach miesięcznych ZUS RCA lub ZUS RZA.

W przypadku, gdy wynagradzamy nianię kwotą wyższą niż minimalne wynagrodzenie,  wraz z deklaracją rozliczeniową ZUS DRA trzeba złożyć odpowiednio dwa raporty ZUS RCA lub ZUS RZA:

  • z kodem tytułu ubezpieczenia rozpoczynającym się cyframi 04 30, z rozliczonymi składkami do wysokości podstawy nieprzekraczającej kwoty minimalnego wynagrodzenia oraz
  • z kodem tytułu ubezpieczenia rozpoczynającym się cyframi 04 31, z rozliczonymi składkami od podstawy wymiaru składek będącej kwotą nadwyżki ponad kwotę minimalnego wynagrodzenia.

UWAGA! Nie ma potrzeby comiesięcznego składania dokumentów rozliczeniowych za nianię. Wystarczy złożyć komplet dokumentów za pełny poprzedni miesiąc. Zwolnienie to ma miejsce również, gdy zmiana w stosunku do miesiąca poprzedniego jest spowodowana wyłącznie zmianą minimalnego wynagrodzenia. Natomiast jeśli w przyszłości miesięczne wynagrodzenie niani zmieni się z innych względów, rodzic zobowiązany jest do ponownego złożenia rozliczenia.

Jeżeli płatnik składek jest zobowiązany do opłacania składek za nianię powinien dokonywać wpłat na wskazane przez Zakład rachunki bankowe odrębnymi wpłatami, w podziale na:

  • ubezpieczenia społeczne (nr konta: 83 1010 1023 0000 2613 9510 0000),
  •  ubezpieczenie zdrowotne (nr konta: 78 1010 1023 0000 2613 9520 0000).

Wyrejestrowanie z ubezpieczeń

W przypadku wygaśnięcia umowy z nianią lub jej rozwiązania, trzeba w ciągu 7 dni złożyć w ZUS odpowiednią informację na druku ZUS ZWUA. Jako datę wyrejestrowania należy podać następny dzień po dniu rozwiązania lub wygaśnięcia umowy. Jeżeli rodzic, po wyrejestrowaniu niani z ubezpieczeń, przestaje być płatnikiem składek, powinien złożyć druk ZUS ZWPA.

Przydatne dokumenty

  1. Kompendium z ZUS
  2. Przykładowo wypełniona deklaracja ZFA
  3. Przykładowo wypełniona deklaracja ZUA
  4. Przykładowo wypełniona deklaracja ZWPA
  5. Przykładowo wypełniona deklaracja ZWUA

Jak zatrudnić nianię na umowę? (1)

Samo znalezienie i zatrudnienie niani jest dość trudnym emocjonalnie etapem w życiu młodych rodziców, a do tego dochodzą formalności. Dobra niania jest jednak oknem do odzyskania stabilności i równowagi w życiu bez konieczności wiecznego zamartwiania się o swoje pociechy. Zatem warto przybliżyć sobie te formalności.

Umowa uaktywniająca jest instrumentem wprowadzonym Ustawą o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3. Na jej podstawie nianią może być osoba fizyczna (a nie firma), sprawująca opiekę nad dzieckiem pow. 20 tygodnia życia (może to być również osoba z nami spokrewniona, ale nie może to być osoba niepełnoletnia lub rodzic) do 3 lat (ewentualnie do 4 lat, jeżeli nie ma możliwości zapewnienia dziecku opieki przedszkolnej). Umowa zawierana z rodzicami (lub rodzicem samotnie wychowującym dziecko) powinna zawierać oprócz podstawowych informacji (określenie stron, celu i przedmiotu umowy, czasu zawarcia, warunków i sposobu jej zmiany) również czas i  miejsce sprawowania opieki, liczbę dzieci powierzonych opiece, obowiązki niani, wysokość wynagrodzenia i termin jego wypłaty.

Składki na ubezpieczenie emerytalne, rentowe i wypadkowe oraz zdrowotne opłaca za nianię ZUS od wynagrodzenia nie wyższego niż płaca minimalna, od nadwyżki płacą rodzice. Ubezpieczenie chorobowe jest dobrowolne i niania może do niego przystąpić. Wówczas składkę opłaca rodzic (ze środków niani, potrąca ją z pensji niani).  Warunki do opłacania składek przez ZUS:

  1. zgłoszenie niani do ubezpieczeń społecznych i zdrowotnego,
  2. rodzice są zatrudnieni, prowadzą działalność gospodarczą, rolniczą lub świadczą usługi na podstawie umów objętych tytułem do ubezpieczeń społecznych (np. umowa zlecenia) – w przypadku utraty przez rodziców / rodzica samotnie wychowującego dziecka pracy w tych formach, ZUS opłaca składki jeszcze przez 3 miesiące,
  3. dziecko nie chodzi do żłobka, klubu dziecięcego, nie ma dziennego opiekuna.

Finansowanie składek za nianię nie przysługuje w przypadku, gdy jedno z rodziców przebywa na urlopie macierzyńskim, dodatkowym urlopie macierzyńskim, urlopie na warunkach urlopu macierzyńskiego, dodatkowym urlopie na warunkach urlopu macierzyńskiego, urlopie rodzicielskim, ojcowskim oraz urlopie wychowawczym, gdyż są to urlopy przyznawane na opiekę nad dzieckiem.

W kolejnej części postaram się odświeżyć sobie temat i zmierzyć się z papierkologią, aby opisać wam jakie dokumenty i zgłoszenia musimy składać do ZUSu.

Lepiej nie być prymuską (?)

Dzisiaj chciałabym się podzielić z Wami pewną refleksją wynikającą z lektury drugiej już wypowiedzi w podobnym temacie p. Jacka Santorskiego, psychologa biznesu. Z wywiadu wynika, że de facto tak celebrowany „prymusizm” prowadzi bardziej do frustracji niż do szczęścia i wcale nie gwarantuje sukcesu w biznesie. Okazuje się, że w wielu organizacjach skutecznymi „liderami byli do bólu zdeterminowani, ale jednocześnie skromni i pokorni menedżerowie, otwarci na ograniczenia swoje i otoczenia.”

Nasuwają się zatem pytania:

  • Jak rodzi się w nas prymusizm?
  • Czy chcemy w tym duchu wychowywać dzieci? Jak się od tego ustrzec?
  • Czy tylko spektakularna porażka jest w stanie uświadomić nam, że tkwimy w prymusizmie i pozwolić nam na przewartościowanie swojej „jaźni”?
  • Dlaczego inteligencja emocjonalna może pomóc nie-prymusom wybić się w firmie?

Zachęcam do lektury artykułu, który dostępny jest tu:

Zachwycaj (sobą) nieregularnie

I na koniec – czy to oznacza, że w biznesie cechy stereotypowo „kobiece” utorują kobietom drogę na szczyt?

Tę myśl pozostawiam Waszej refleksji.