Gdańsk dla najmłodszych podniebień

Macie dosyć karmienia nad morzem Waszych dzieci frytkami, smażoną rybą i nuggetsami smażonymi we fryturze? A jeszcze do tego przy alergikach w ogóle kończycie głównie na samych frytkach i pomidorkach lub ketchupie? Ten wpis jest dla Was! Odkrywamy Gdańsk dla wegan, wegetarian, alergików i niesfornych maluchów – wszystko w jednym.

I jeszcze jedno – co do zasady unikamy dań z menu dziecięcego. O ile czasem zamawiamy pizzę, to jednak pulpety z makaronem, frytki z nuggetsami i pizza bambino to zdecydowanie nie są dania, które chciałabym codziennie jadać, a co dopiero dawać je dzieciom. Zdecydowanie preferujemy opcję 1/2 porcji lub całej porcji, którą dzielimy na naszą dwójkę dzieciaków. Nie znajdziecie zatem we wpisie informacji co się znajduje w menu dziecięcym.

Avocado Vegan Bistro

Jedno z lepszych miejsc wegańskich, zawsze tam tłoczno. Spore porcje, domowo-wegańskie smaki i rozsądna cena. Dla najmłodszych krzesełko. Dzieci się tu raczej nie pobawią, więc jest to miejsce bardziej na szybki lunch. Jednak dobra kuchnia wygrywa, więc wpadaliśmy dość często.

Fukafe 

Kolejne ciekawe miejsce na Wajdeloty, tuż za Avocado Vegan Bistro. Nie serwuje dań wytrwanych, jak to typowa kawiarnia, ale ciasta mają przepyszne – oczywiście też wegańskie. Do tego dobra kawa przygotowywana na różne sposoby oraz ciasta i torty na zamówienia. Dla najmłodszych – kącik zabaw z różnymi grami planszowymi i ciekawy wystrój miejsca. Jeśli zostanie Wam trochę miejsca po Avocado – koniecznie spróbujcie, nas to miejsce urzekło. Uwaga -nieczynne w poniedziałki.

Feed My Soul

Tuż przy Hali Targowej, wciśnięty koło kwiaciarni mały lokalik, ale za to uczta wielka. Bardzo przystępne ceny (za obiad dla czteroosobowej rodziny zapłaciliśmt 50 PLN, a dzieciakom została część jeszcze na kolację). Dostępne zestawy lunchowe (zupa, drugie danie, deser) i kilka pozycji stałych. Moją duszę nakarmili.

Jedyny minus to niewielki rozmiar lokalu, ale za to krzesełko dla dziecka jest – zatem nie planujcie tu długiej biesiady, raczej po prostu na zaspokojenie głodu i szybki rodzinny posiłek.

Hummusland na Wajdeloty

Na Rondzie Guentera Grassa znajdziecie Hummusland – poszliśmy tam dla odmiany (od Avocado Vegan Bistro oczywiście). Nie jest to typowe miejsce wegańskie, ale że daniem głównym jest hummus – można skorzystać. Hummus z falafelem w picie na ostro lub łagodnie jest smaczny, więc na lunch jak znalazł. Dla najmłodszych -krzesełko do karmienia.

Mangu – czyli pierogi świata

Nie jest to typowe miejsce wegańskie, ale za to idealne dla rodzin. Jeśli jesteście w Trójmieście na krótko – koniecznie zróbcie rezerwację lub przyjedźcie na wczesny obiad / lunch. Tuż po wybiciu południa przed lokalem robi się kolejka (i ludzie cierpliwie czekają).

W środku znajdziecie różnego rodzaju pierogi, z różnych regionów świata. Smażone, gotowane, pieczkone, w tym opcje wegańskie – do wyboru, do koloru. Do tego ciekawy wybór herbat.

Dla najmłodszych oprócz krzesełek – kącik zabaw oraz bardzo przyjemne loże rodzinne. Można tu pobyć ciut dłuzej, a dzieci powinny wytrzymać.

OtwARTa – coś bardziej wykwintnego

Dobra restauracja w gdańskim Garnizonie – nie przypuszczalibyście, że jest to lokal, do którego można przyjść z dziećmi. Jak najbardziej można, przy czym nie ma tu dla nich zbyt wiele udogodnień. Krzesełko jak najbardziej dostaniecie, ale kącika zabaw brak. Natomiast w słoneczne dni dzieciaki w oczekiwaniu na posiłek mogą wybiegać się przed restauracją, a także poleżakować na wystawionych leżaczkach.

Lokal serwuje dobrej jakości dania typu slow food, więc na zamówienie trzeba poczekać. Ale warto. Nierozgotowane warzywa al dente, pyszne ryby, artystycznie podany hummus i wszystko zdrowe – uczta dla podniebienia i dla oka. W ofercie dostępne również lunche, w tym w wersji wegetariańskiej.

Lula food & drink

Lokal znajduje się blisko OtwARTej, również na terenie gdańskiego Garnizonu. Jest to miejsce bardziej przyjazne dla dzieci (kącik gier, krzesełka dla dzieci), z ciekawymi przystawkami (np. marynowane ośmiorniczki) i super lemoniadami (na zdjęciu różana) uwielbianymi przez najmłodszych. Drugie dania bardziej smakowały nam w OtwARTej, ale w Luli też było ok, więc warto spróbować. Trochę gorzej w kwestii alergii – udało nam się wyeliminować alergeny z jednego dania i zaserwować go dzieciakom, ale musicie podać całą listę alergenów i poprosić np. o nieużywanie masła, sera itp.

Ping Pong – azjatyckie klimaty

Pyszne jedzenie niedaleko Luli i OtwARTej, a w dodatku w azjatyckich klimatach. Bardzo fajny wystrój (wita nas neon „ni hao”), mały kącik zabaw dla dzieci, krzesełka dla dzieciaków, ale najważniejsza jest kuchnia. Oczywiście kuchnia azjatycka niezawierająca krowiego mleka sama w sobie jest dla nas porządana. Znajdą się również pozycje roślinne (np. z tofu). Warto sprawdzić jednak ostrość – naszym dzieciom ostre dania jednak nie odpowiadają (w przeciwieństwie do nas). Mały zajadał się jednak wietnamską bułką z mięsnym nadzieniem i kolendrą, a mała pałaszowała krewetki.

Samo menu jest też ciekawe – wybieracie pozycję zaznaczając je na karcie ołówkiem. Świetny pomysł!

A na koniec posiłku – dawno przez nas poszukiwana kawa parzona po wietnamsku – mniam!

Restauracja KOS

Znajduje się w samym centrum Gdańska, na ul. Piwnej. Hitem tego miejsca jest nie tyle jego lokalizacja, co bardzo istotne udogodnienie dla rodziców małych dzieci – osobny pokój, strefa malucha, którą rodzice mogą obserwować na wyświetlaczu z przylegającej do strefy malucha sali. Jeśli macie dzieciaki w wieku przedszkolnym, z czystym sumieniem i spokojną głową możecie je wpuścić do pokoju zabaw i w spokoju zjeść posiłek. Dodatkowo zaraz przy pokoju zabaw znajduje się toaleta przystosowana dla dzieci, więc i z tym samodzielnie się obsłużą. Oczywiście lokal dysponuje też krzesełkami dla dzieci.

Co do menu – bardziej wersja turystyczna, ale można znaleźć też pozycje kuchni roślinnej.

Lody naturalne na deser

IMG_1661Natrafiliśmy na nie w Galerii Bałtyckiej – Gdańska Wytwórnia Lodów Naturalnych oferuje smaki wegańskie, także w wersji fit (bez cukru). Sprawdźcie sami! Dostępne w wafelku lub w kubeczku – co dość istotne przy alergikach.

Inne pomysły na restauracja i kawiarnie dla alergików w Gdańsku znajdziecie TUTAJ.

 

Regeneracja jednego dnia – miejskie SPA

Znacie to? Zmęczenie, zasypianie w ubraniach razem z dziećmi, klejące się powieki, ziewanie od południa, niemożność założenia soczewek kontaktowych, apatia. Przesilenie? Może. U mnie to raczej syndrom chronicznego zmęczenia, organizm się zbuntował. Remedium? SPA w centrum miasta.

Studio Sante, Uzdrowisko Miejskie to nierzucający się w oczy kompleks na warszawkiej Pradze Północ, sąsiadujący z siedzibą najbardziej znanego chyba polskiego producenta gier – CD Projekt. Na Jagiellońską 55a niby daleko, ale w zasadzie i z centrum blisko, ode mnie rzut beretem, jest parking, są tramwaje, autobusy pewnie też. A w tak piękną pogodę można połączyć regenerację z przejażdżką rowerową.

SPA posiada gabinety zabiegowe i różnego rodzaju rytuały w ofercie, ale moim zdaniem perełką tego miejsca przywracającą biowitalność jest strefa mokra. A, i jeszcze bardzo, ale to bardzo istotny aspekt – wstęp do SPA tylko od 16 lat!!! Zapomnijcie zatem o rozwrzeszczanych dzieciach, które ze SPA robią aquapark. NO KIDS ZONE – to jest to, co zmęczeni rodzice dwójki maluchów lubią najbardziej 😀 (chociażby po to, żeby się bardziej za swoimi stęsknić, no i spędzić w ciszy czas we dwoje).

Spędziliśmy w strefie mokrej blisko 4 godziny i spokojnie moglibyśmy pozostać tam jeszcze drugie tyle. Co zawiera strefa mokra?

  1. basen – jak to basen, nic w zasadzie specjalnego, ale obstawiony aqua-rowerami, więc może się tam dziać :)
  2. strefa jacuzzi – a w niej jacuzzi z solą himalajską i magnezem
  3. lampy – do wyboru słoneczna łąka (znam ją pod nazwą oślej łączki) oraz lampy kolagenowe
  4. strefa saun – a tam istny raj :) i) klasyczna sauna fińska, ii) sauna japońska – ganbanyoku, iii) łaźnia parowa, iv) goldarium, czyli złota wypoczywalnia, v) biosauna
  5. strefa schładzania- również z miską lodową
  6. grota solna

Na samym początku byliśmy trochę zdezorientowani – z czego skorzystać na początku i w jakiej kolejności? Czy ze wszystkich rodzajów saun czy tylko z wybranych? Na szczęście w sukurs przychodzą plansze wywieszone w pomieszczeniach oraz strona internetowa Sante.

Zalecana kolejność to cykle nagrzewanie -> schładzanie -> odpoczynek. W Studio Sante do poszczególnych etapów można wykorzystać:

  • nagrzewanie ciała (sauny: fińska, biosauna, skalna japońska Ganbanyoku, łaźnia parowa),
  •  schładzanie ciała (baseny schładzające: wewnętrzny i zewnętrzny, wężyki Kneippa, prysznice, prysznic wrażeń, misa lodowa),
  • odpoczynek (złota wypoczywalnia Goldarium, tepidarium solne, słoneczna łąka) .

Przykładowa kolejność saunowania może wyglądać następująco: 1) sauna fińska, 2) strefa schładzania, 3) grota solna, 4) łaźnia parowa, 5) strefa schładzania, 6) goldarium, 7) biosauna, 8) strefa schładzania, 9) łączka, 10) ganbanyoku (po saunie japońskiej nie schładzamy się).

Więcej informacji znajdziecie TUTAJ, a my gorąco i „parująco” polecamy i może do zobaczenia w saunie!

Ze starszakiem…na fitness

Na postanowienia noworoczne przyjdzie jeszcze czas, ale z doświadczenia wiem, że sprawdzają się one najczęściej wtedy, gdy je wprowadzamy w życie jeszcze przed ich złożeniem 😉 w szczególności jeżeli chodzi o postanowienie powrotu do ćwiczeń!

Jak wiecie powrót do pracy udało mi się jakoś ogarnąć (http://www.magoistka.pl/pierwszy-dzien-w-pracy-po-macierzynskim). Minęły 3 miesiące za biurkiem i powrócił ból kręgosłupa. Po tygodniu walki przyznałam w końcu sobie, że remedium jest tylko jedno – czas zacząć się regularnie ruszać! Tylko jak to zrobić, skoro mój dzień wygląda, jak wygląda (więcej tutaj). No dobra, coś tam robiłam. Czasami orbitrek w domu, czasami mata i ćwiczenia z youtube’a, ale to stanowczo za mało. Poza tym nie jestem typem sportsmenki, więc trudno się mi było zmotywować oglądając video wrzucone do sieci. Musiałam poszukać zajęć grupowych i to tych wzmacniających mięśnie głębokie i mięśnie brzucha. Pod okiem i krzykiem trenerki, przed całą grupą trudno szukać sobie wymówek, a w grupie – pełna mobilizacja i nikt nie chce słabo wypaść.

W sukurs przyszedł mi koncept mini-przedszkola w klubach sportowych – rozwiązanie wręcz idealne. Popołudniami oraz w weekendy w salce przystosowanej dla dzieci, z tv z bajkami, stolikami, kredkami do malowania i kolorowym dywanem przebywa opiekunka. Wpadłyśmy więc z Olgą do klubu fitness, Olga zajrzała do klubiku, spotkała koleżankę i kuzyna (jakoś nie zgadałyśmy się ze szwagierką, że tam będzie) i przeszczęśliwa pomachała na pożegnanie.

top

Kids Play w sieci Calypso

Dodatkowo okazało się, że trafiłam na ostatni dzień promocji i karnet do klubu na miesiąc kosztował tylko 67 PLN :) Zastanawiałam się czy córka wytrzyma ponad godzinę w tym klubiku czy też może zaraz przyjdzie do mnie na salę ćwiczeń, ale obawy były niezasadne. Wytrzymała i nawet zdziwiła się, że tak szybko po nią wróciłam. No a potem wypytywała mnie co robiłam na tych ćwiczeniach i kiedy następnym razem pojedziemy na siłownię – mam więc dodatkową motywację. Przy okazji jak czytamy wieczorem książeczkę o Basi chodzącej na tańce i jej mamie wracającej po ciąży do ćwiczeń – Olga z dumą puentuje, że my też chodzimy na tańce i ćwiczenia 😀

Jak już się ruszyłam, to postanowiłam iść za ciosem i, już teraz bez dzieci, wybrałam się na zajęcia poranne po 7. Jako że i tak wstaję rano, w ten dzień do przedszkola/żłobka dzieci zawozi małżonek, a ja już po godzinie 8 kończę trening i mam satysfakcję, że zrobiłam coś pożytecznego dla siebie z samego rana. Klub z rannymi zajęciami mieści się akurat po drodze pomiędzy moim domem a pracą, więc spokojnie dojeżdżam do biura na 9, zahaczając po drodze jeszcze po poranną kawę i śniadanie.

Skoro już napisałam o tym na blogu, to nie pozostaje mi nic innego jak systematycznie kontynuować to, co zaczęłam – bez wymówek :) Jutro zatem znowu wyruszamy na podbój klubiku dziecięcego, a ja na fitness.

Co zabrać dla dziecka do klubiku:

  • ulubioną zabawkę lub przytulankę,
  • coś do picia i coś do jedzenia (najlepiej jakiś zbożowy batonik, żeby nie było to jedzenie plamiące)
  • w zależności od wyposażenia miejsca – kredki, malowanki, książeczkę a może klocki
  • dobrym rozwiązaniem jest też tablet z bajkami (jeśli nie ma tv) – może niezbyt wychowawcze, ale przynajmniej dziecko wytrzyma tę godzinę
  • dobry humor i obietnicę – u mnie się sprawdziło. Przed wyjściem miałyśmy umowę, że Olga będzie dzielna, jak chce ze mną jechać – to koniecznie musi wytrzymać w sali zabaw, żeby mama mogła poćwiczyć dla zdrowia.

Śniadanie dla przyszłych i karmiących mam

Mania śniadaniowa już dawno opanowała stolicę. Tym razem jednak jedna z najbardziej obleganych śniadaniowo knajp w centrum Warszawy mnie zaskoczyła – wprowadziła menu przyjazne mamom (karmiącym i tym przyszłym), a do tego mleko sojowe. Czy to nowy trend w bywaniu?

IMG_0778Aioli na Świętokrzyskiej, bo o tej knajpie mowa, wprowadziło do menu pozycje oznaczone piktogramem niemowlaka. Od razu zwróciły moją uwagę, ale nie bardzo wiedziałam o co chodzi. Ze śniadań pozycją rekomendowaną dla mam jest Vege pizza (mozarella, pesto bazyliowe, szpinak, dynia karmelizowana, jajko, ser Feta, pestki dyni). Brzmi zachęcająco, jednak u mnie tym razem wygrał marynowany burak podawany z wędzoną rybą. Dlaczego jednak ten piktogram?

Otóż oznaczone niemowlaczkiem dania są pozycjami rekomendowanymi dla kobiet w ciąży i karmiących przez Samar Khanafer -uczestniczki finałowej 14
Master Chefa TVN wyróżnioną przez Gordona Ramseya i Michela Roux.

Tajemnica rozwiązana, brzmi przepysznie i następnym razem na pewno spróbuję. No i cenowo bez zmian – śniadanie w tygodniu zjesz za jedyne 10 PLN. Wyjaśnia to fakt, że po 9 na wolne miejsce trzeba już czekać, ale chętnych i tak nie brakuje.

 

 

Flat white, pierogi wegańskie i mleko sojowe w Helu

Rybka, pizza, zapiekanki, kebab, frytki, sałatki – to typowe nadmorskie dania, jakie znajdziecie w każdej miejscowości nadmorskiej. Ale gdzie szukać potraw wegańskich i mleka sojowego? Czy rodzice alergików zmuszeni są do gotowania podczas urlopu? Subiektywna lista knajp i knajpeczek dla wegan i tradycjonalistów.

Trendy się zmieniają i na szczęście nowa moda dotarła i do Helu (a nie tylko na Hel). Wegetarianom jest dość łatwo – potrawy z nabiałem da się znaleźć. Ale weganom i osobom uczulonym na mleko i nabiał – już trochę trudniej. W zeszłym roku musiałam opękać na własnej kuchni, sałatkach i jednym miejscu z mlekiem sojowym. Do tego dochodziła gotowana ryba z jarzynami z wody plus frytki. W tym roku jest lepiej. Udało mi się znaleźć też extra miejsce na kawę i to z jednego z modnych w tym sezonie food truck’ów. Zatem do rzeczy.

  1. Najlepsza kawa w Helu – food truck Flow na Bulwarze – nie dość, że w modnym food truck’u, to jeszcze z opcją mleka sojowego, dobrymi herbatami, flat white (koniecznie spróbujcie!) w karcie i „kawą alternatywną” czyli przyrządzaną w dripie, chemexie czy aeropresie. Jednak nie dajmy się zwieść modzie – ta kawa jest przede wszystkim pyszna! Polecam!IMG_3513
  2. Wegańskie pierogi – miejsce „Z Alicją w krainie smaków” zwane też
    „Alternatywą” (na Wiejskiej zaraz obok Urzędu Miasta). Jako chyba jedyny w Helu lokal serwuje wegańskie placki ziemniaczane po cygańsku, IMG_3488zupę z zielonego groszku (za 5,50 PLN) oraz wegańskie pierogi z soczewicą. Próbowałam i zupy i pierogów – nie
    powiem, że było idealnie czy bardzo dobrze, raczej poprawnie, ale zdecydowanie lepiej niż gotowanie na urlopie, no i lepiej niż skazanie na surówkę i frytki. Oczywiście poza daniami wegańskimi jest jeszcze kilka wegetariańskich oraz kuchnia tradycyjne (rybka). Pierogi z dorszem dostępne od lipca, więc spróbujemy w przyszłym tygodniu.
  3. Ulubione miejsce lokalnych na rybkę i pizzę – Kutter – kogo nie spytam z lokalsów, wszyscy wskazują na tę knajpę. Potem koło się nakręca – im większy ruch, tym większa pewność, że serwowane posiłki są świeże. I tak rzeczywiście jest. Kutter posiada też swoją słodką odsłonę – Cafe Domek po drugiej stronie ulicy Wiejskiej. Poza nadmorską rybką serwują też pizzę, również w opcji na wynos.
  4. Kawa z mlekiem sojowym – oprócz food truck’u, który zdecydowanie jest uIMG_3486 mnie na pozycji nr 1, kawę z mlekiem sojowym znajdziecie też „u Alicji” i w „Stella Maris” – wszystko na Wiejskiej.
  5. Lody tradycyjne na Wiejskiej – co prawda nie są wegańskie i ich nie próbowałam, ale wszyscy lokalsi je chwalą. Dlatego umieszczam na liście, bo warto spróbować czy lokalny gust odpowiada naszym podniebieniom. Wystawiają się na ulicy w białym namiociku.
  6. To Tu – kolejna knajpka na rybkę, do której podąża lokalna gawiedź, zlokalizowana trochę z boku ulicy Wiejskiej. Co istotne – oprócz rybki i frytek można tam dostać również przetwory rybne – kabanosy, rybę wędzoną, rolmopsy po kaszubsku czy konserwy i pasztety rybne. My akurat rybkę jeść możemy i jemy, więc jest to dla nas dobra opcja na zakupy na kolację.

Znajdziecie inne ciekawe miejsca? Dajcie znać!

 

Lody z witaminami – idealne na upały!

Pogoda upalna, rozgrzewają nas też nastroje społeczno-polityczne związane z Brexitem. Na szczęście na upały jest wyjście – lody. Jak odmówić ich dziecku, które ma alergię na mleko i jajko? Najlepiej nie odmawiać – można w domu zrobić łatwe i proste lody wegańskie lub też poszukać miejsc ze zdrowymi lodami i sorbetami oraz wegańskimi pysznościami.

Domowe lody bananowe

Chyba najbardziej banalny przepis na letni deser. Pokroić banany w plastry, wrzucić do zamrażarki na ok. 2h, wyjąć, zblendować blenderem i dodać ulubione składniki. Wegańska straciatella? Dodajcie pokruszoną czekoladę. A może bardziej owocowe smaki – dodajcie maliny z lodówki. Można eksperymentować do woli – z dodatkiem tahiny wyjdą lody chałwowe, z bakaliami – bakaliowe, z kawą czy kakao – kawowe lub mocca, możecie też rozkoszować się po prostu bananowym smakiem i kremową konsystencją. Nie mają może zbyt dużo witamin, ale są pożywne no i nie zawierają konserwantów.

Sorbety

Przepyszny smak soczystych owoców w wielu odsłonach. Osobiście uwielbiam sorbety z mango, najchętniej połączone z wegańskimi lodami z mleka kokosowego. Ich głównym minusem jest cukier, a jeszcze gorzej, gdy idzie w parze z syropem glukozowo-fruktozowym. Zatem lepiej zrobić sobie je w domu lub zjeść w sprawdzonej lodziarni niż fundować produkty gotowe ze sklepu.  A jeśli już ze sklepu, to lepiej, żeby syrop był na jednym z ostatnich miejsc, a sorbet nie zawierał więcej niż kilka składników.

Lody wegańskie

Weganizm i produkty wegańskie stały się ostatnio modne i to nie tylko u wegan i alergików. Jest popyt, jest i podaż – na rynku pojawia się coraz więcej miejsc, w których można dostać lody wegańskie. W Warszawie jest to m.in. lodziarnia Ulica Baśniowa na Żoliborzu (gdzie zawsze są szybko obsługiwane kolejki, a na trawniku przed lodziarnią tworzy się w ciepłe dni quasi-piknik rodzinny) czy Vegestacja na Puławskiej (jeszcze nie miałam przyjemności spróbować, lokal nowo otwarty).

Ice pops

To pozycja, na którą udało mi się natknąć i w której się zakochałam. Naturalne glowna-001lody na patyku, bez konserwantów i sztucznych dodatków. Słodzone cukrem, bez syropu glukozowo-fruktozowego. Jak na nie traficie, możecie śmiało próbować i zachęcić do nich dzieci.

Smoothie z zamrażarki

No i na koniec lody z blendera kielichowego i zamrażarki. Zróbcie koktajl i zamroźcie. Można eksperymentować, próbowaliście np.  mango+jarmuż+kokos+banan+jabłko ?

Uff, dobrze, że piszę ten post wieczorem, gdy jest już ciut chłodniej bo inaczej musiałabym lecieć po wegańskie lody.

P.S. Lody wegańskie znajdziecie w wielu miastach. O Gdańsku i Poznaniu pisałam już na blogu (GdańskPoznań).

 

Janginizacja – sposób na dżemy bez cukru

Jako że jestem łasuchem i trudno mi unikać słodkości, szukam zawsze sposobów na słodkie z jak najmniejszą ilością cukru. Niezastąpione są słodkości z kaszy jaglanej, desery wegańskie, ale jak zastąpić cukier w dżemach czy konfiturach? Okazało się, że jest na to sposób pochodzący z kuchni makrobiotycznej – JANGINIZACJA (od teorii jin i jang, czyli skierowanie potrawy w stronę jang), moje najnowsze odkrycie.

Od razu krótkie wyjaśnienie – nie jestem fanką robienia weków, gdyż nie mam w tym doświadczenia. No dobra, pasji i talentu też za dużo nie mam. No i do tego dochodzi jeszcze czas. Chętnie natomiast po nie sięgam, ale z reguły liczę tu na moich rodziców, a najbardziej na mamę :), która dla swoich alergicznych wnucząt przerabia mniszka lekarskiego, pędy sosny, tworzy dżemy na agarze z niską zawartością cukru oraz kupuje miód prosto ze sprawdzonych pasiek. Natomiast jeśli w lodówce zalegają resztki owoców, to oprócz wrzucenia ich do sokowirówki drugim sposobem na posprzątanie zapasów jest zrobienie na szybko dżemu. Problemem zawsze był jednak ten cukier. Można oczywiście zastąpić go stewią czy syropem z agawy, ale jednak słodki smak zostaje, a małych dzieci nie chciałam do niego przyzwyczajać. Zaczęłam więc zgłębiać temat w internecie i z pomocą przyszedł mi FB. Ktoś wrzucił post, ktoś skopiował i reakcją łańcuchową na mojego wall’a trafił post o janginizacji właśnie.

Naprawdę trudno zgadnąć czego można użyć zamiast cukru, bo jest to, uwaga, sól. Bardzo mnie to zdziwiło początkowo, ale odrobina soli w prażeniu owoców powoduje, że zawarte w owocach cukry się łatwiej wytrącają. Oczywiście jeśli owoc jest sam w sobie słodki. W pierwszej próbie użyłam jabłek i truskawek, z niewielką zawartością moreli (została jedna w lodówce) więc był i sok, i naturalne cukry. Dorzuciłam do tego pół łodyżki rabarbaru, który dodał kwasowości. Dodałam do tego jeszcze szczyptę soli i nastawiłam na mały ogień (czyli na 4-5 w płycie indukcyjnej). Pierwszy błąd to interpretacja słowa „szczypta”. Przyjmuje się, że jest to tyle, ile można „uszczypać” trzema palcami – kciukiem, wskazującym i środkowym. W tym jednak przypadku powinna to być mała szczypta lub pół-szczypty, bo dżem wyszedł słodko-słony :( Mnie jak najbardziej smakował, ale mój małżonek stwierdził, że to nie jest w ogóle dżem i dolał do niego syropu klonowego, a starsza córka zdjęła go z placuszków…. Co ważne, pomimo słonawego posmaku było czuć tę owocową słodycz (nie cukrową, a owocową właśnie). Drugi błąd to moja niecierpliwość – przeszłam później na większe obroty płyty i to de facto sprawiło, że owoce się rozleciały, a cukier w nich zawarty jeszcze się nie wytrącił. Zatem polecam trening cierpliwości i prażenie owoców przez kilkanaście, a nie kilka minut.

IMG_3395    IMG_3396

IMG_3397 A oto i efekt. Wygląda apetycznie :)

Pomna doświadczeń jutro próbuję zrobić dżem ze słodkiego ananasa, gdyż janginizować można w zasadzie każdy owoc. Soli dam tym razem mniej niż więcej i uzbroję się w cierpliwość.

Jeśli znacie tę metodę lub inne metody na dżemy bez cukru – koniecznie piszcie!

 

Terapia s(z)okowa

Sezon w pełni, stragany uginają się od warzyw i owoców, lato za pasem, czas na wakacje, a moja starsza latorośl przeziębiona. Postanowiłam zatem wykorzystać dostępność owoców i warzyw i zaczynamy JUICING, czyli terapię sokami.

Terapia sokowa nie będzie jednak terapią szokową. Jak większość metod naturalnych wymaga czasu, długotrwałego zastosowania i zmiany stylu odżywiania. Jednak na własnej skórze przekonałam się jak dobrze mogą działać metody naturalne (więcej o soku z cytryny przeczytacie TUTAJ, a o syropach naturalnych TUTAJ), wierzę więc i w juicing. Zwolennicy metody przekonują, że sokami można zastąpić nawet kawę, ale jestem kawoszką z wyboru, uwielbiam smak i aromat kawy, więc w tym punkcie nie walczę z przyzwyczajeniami.

Co mnie najbardziej zainteresowało jako mamę dwójki brzdąców (które zapewne w sezonie grypowym będą chorować na zmianę), to soki wspomagające układ odpornościowy. Jako bazy możecie użyć następujących składników:

photo-1425934398893-310a009a77f9  photo-1459663296021-50769c04b149

  • granat – witamina C, przeciwutleniacze
  • jagody – przeciwutleniacze, flawonoidy
  • marchew – beta-karoten, karotenoidy
  • pomarańcze (i inne cytrusy) – witamina C i potas
  • ostre papryczki – witamina A i C
  • miód – naturalny antybiotyk
  • imbir – gingerol, olejek eteryczny (właściwości lecznicze)

photo-1449831438585-6f419654d73e  photo-1437208909905-4cbcabed73be

Do tego możecie dodawać składniki i przyprawy, które lubicie. Dobrym dodatkiem będzie np. kurkuma (mleko kurkumowe polecane jest na przeziębienia). Najprostszym koktajlem, który udało mi się znaleźć w książce „Terapia sokowa” jest koktajl o wymownej nazwie „Po prostu pomarańcze i buraki”. Wystarczy 4 pomarańcze i 3 buraki przepuścić przez sokowirówkę i gotowe!

terapia-sokowa-czas-na-juicing-b-iext36028636Więcej mikstur i informacji o właściwościach poszczególnych warzyw i owoców znajdziecie w książce Terapia sokowa, która ukazała się nakładem wydawnictwa Buchmann.

Część z nich na pewno wypróbujemy, więc za jakiś czas podzielę się z Wami naszymi hitami. Na pewno zaczniemy od soków warzywnych i warzywno-owocowych. Bądź co bądź, soki owocowe są jednak bombą energetyczną i nie zawsze jest możliwość spalenia tej energii.

W Poznaniu z alergikiem – lunche, kawa i lody

Był weekend w Gdańsku (więcej TUTAJ), było poszukiwanie ulubionego czarnego napoju karmiącej mamy we własnej dzielnicy (więcej TUTAJ), czas na powrót do miejsca, w którym spędziłam kilka lat i które darzę dużym sentymentem – Poznań.

Dokąd udać się w Poznaniu z alergikami i optymalnie zdążyć jeszcze na trykające się koziołki? Przede wszystkim odkrywamy okolice Starego Rynku, jak na koncentrycznie zbudowane miasto przystało, a następnie zapuszczamy się w okolice Górnej Wildy i rejony mojej Alma Mater – Uniwersytetu Ekonomicznego.

  1. Poranna kawa z mlekiem roślinnym na Starym Rynku – Costa Coffee lub Pod Pręgierzem Cafe
  2. Sorbety i lody wegańskie, ale nie tylko – na Wronieckiej, niedaleko Muzeum Blubry 6D – Lodziarnia Wroniecka 17 – przepyszne sorbety z mango, vege kokos, smaki tradycyjne, codziennie nowe, w ofercie wafelki bezglutenowe i bez laktozy.
  3. Lunch wegański w Je Sus na Taczaka – jeden z lepszych posiłków wegańskich jakie jadłam. W dodatku dla córki szefowa kuchni przyrządziła danie spoza karty – wegańskie pancakes z owocami. Porcja na tyle duża, że wystarczyło na obiad i kolację, a mała się nią zajadała. My z kolei próbowaliśmy lokalnego piwa, soku z wiśni i sajgonek. Trudno opisać menu, knajpa nie ma typowej karty i trzeba dowiadywać się o specjalności dnia u kelnerek, ale wszystko było przepyszne i zadowoliło nawet podniebienia mięsożerców!IMG_3103  IMG_3182
  4. Lunch vege / non-vege w restauracji Start – w przyjemnym słoneczku rozłożyliśmy się w ogródku i delektowaliśmy smakami kaczki, kaszotto, paelli z kurczakiem oraz stir fry. Restauracja oferuje coś dla każdego – dania mięsne, w wersji wegetariańskiej, a niektóre w wersji wegańskiej. Przyjemnie,przyzwoicie.IMG_3144      IMG_3145
  5. Popołudniowy deser w Kwadrat na Woźnej – wracamy w okolice Starego Rynku na popołudniowy deser i kawę. Ceny deserów warszawskie (12 PLN za kawałek ciasta), ale smaki dobre. Hitem był Porzeczkowy Spekulant. Zdjęcia nie zdążyłam zrobić, za szybko poszły :)

Jak widać, po Polsce można podróżować z weganami, wegetarianami, bezglutenowcami, uczulonymi na orzechy i innymi alergikami i to, co najważniejsze, bez swojego prowiantu. Do Poznania najpewniej zawitamy jeszcze nie raz, więc będziemy odkrywać nowe miejsca.

Kawa z mlekiem roślinnym – na Targówku to luksus?

Było już o podróżach z dziećmi alergicznymi, ale nie było o własnym podwórku. Macie czasem ochotę na spacerze z dzieckiem usiąść na kawę? Ja też, niestety zwykle nie mogę tego zrobić. Powodem jest brak dostępności mleka roślinnego w knajpach na Targówku i mała liczba kawiarni. Pomimo tego, że ostatnio liczba przyzwoitych miejscówek gastronomicznych wzrosła (głównie w okolicy Św. Wincentego), zostaje mi zwykle kawa czarna lub herbata. Jednak przez ostatnie dwa lata, tj. od czasu mojego pierwszego macierzyńskiego oferta znacznie się poprawiła. Gdzie zatem na małą białą mogą skoczyć na Targówku weganie, nietolerujący laktozy i alergicy?

IMG_3249Z Miłości do Słodkości

Niedawno otwarte, niedawno odkryte i jak dotąd jedno z moich ulubionych miejsc na Targówku. Znajduje się na ul. Borzymowskiej, niedaleko Lidla. Oprócz mleka sojowego oferują kawę z dripa, „zdrowsze” lody bez cukru, wegańskie lunche i batony oraz desery dla laktozożerców :) Zobaczcie zresztą sami czy wegańskie batony z kawą z dripa i mlekiem migdałowo-ryżowym IMG_3250nie wyglądają apetycznie. W lokalu jest też małe miejsce dla starszych dzieci – tablica, po której do woli można mazać kredą. Mojej córze w Dzień Dziecka przypadło do gustu – zarówno potrawy wytrawne (mini vege burger) jak i batony. Domagała się też lodów, ale zostawiłyśmy je na kolejny raz.

Karuzella

Mała kawiarnia z salą zabaw dla dzieci i miejsce spotkań rodziców na Targówku Mieszkaniowym. Nie zachodzę tam często, to nie moje rejony, jednak jeśli już jestem w pobliżu, to korzystam z tego, że mają w ofercie mleko sojowe. I ja mogę napić się kawy z mlekiem, i moja córka wybrać się na owocowy koktajl na mleku sojowym.

Costa Coffee w CH Targówek

Jak już wiecie z mojego postu o Gdańsku (więcej TUTAJ), Costa Coffee to zawsze mój plan B. Wiem, że znajdę tam kawę na mleku sojowym,  a także ciekawą herbatę z rozmarynem. Na Targówku Costa Coffee jest w centrum handlowym Atrium na ul. Głębockiej. Najczęściej łączę kawę w Costa Coffee z seansem dla rodziców z dziećmi w Multikinie (więcej o kinie z niemowlakiem TUTAJ).

Znacie jakieś inne miejsca na Targówku z mlekiem roślinnym w karcie? Koniecznie dajcie znać! A może restauratorzy poszerzą ofertę o mleko roślinne? Mam taką nadzieję.

 

W Gdańsku z alergikiem – 5 adresów dla wymagających żołądków

Sezon wiosenno-letni w pełni, co oznacza, że częściej podróżujemy. Oprócz wszystkich typowych zagwozdek podróżujących z dziećmi mamy tę dodatkową – gdzie znaleźć restauracje, w których nasze alergiczne dziecię zje coś bezmlecznego? Poniżej krótka lista 5 wypróbowanych miejsc w centrum Gdańska.

Vege Bar ul. Długa 11 

IMG_3284Serwuje dania wegańskie i wegetariańskie. Miejsce bardziej w stylu bistro niż restauracji, z bardzo przystępnymi cenami. W dodatku za 7 PLN można napić się świeżo wyciskanych soków z marchwi, selera czy buraka. Natomiast wegańska pita powaliła na kolana nawet wycieczkowych głodomorów – nikt nie był w stanie zjeść jej do końca. Moja tortilla również była zacna i do zjedzenia.

Costa Coffee – coś dla mamy karmiącej alergika

Co do smaku kawy w tej sieciówce zdania są podzielone, jednak jej niezmiennym atutem jest to, że serwują kawy z mlekiem sojowym. W ofercie jest również kawa bezkofeinowa oraz ciekawa w smaku herbata z rozmarynem i limonką. Dla najmłodszych – świeżo wyciskane soki. I właśnie z tych powodów w trakcie podróży często tam zachodzę.

Nova Pierogova

Mieszcząca się niedaleko restauracji Basi Ritz Nova Pierogova (ul. Szafarnia 6) to niewielki lokal serwujący tradycyjne polskie danie na wiele sposobów. CIMG_3304iasto nie zawiera jajek. My skusiliśmy się na orientalne pierogi z krewetką i szpinakiem, podawane w sosie sojowym i sezamie. Dla dzieci dostępne w ofercie pierogi w kształcie serc z dowolnym nadzieniem (nasza pociecha wybrała truskawki). Polecam również herbatkę lipa – czarny bez z łyżką miodu.

Lody Naturalne ul. Długa

Pomiędzy Vege Barem a Costa Coffee, po przeciwnej stronie ulicy Długiej w sezonie lody wegańskie, tradycyjne i sorbety  – wszystko w wersji bez cukru oferują Lody Naturalne. Dostępne w wafelkach, wafelkach bezglutenowych oraz kubeczkach. Smaki zmieniają się codziennie i są wypisywane na tablicach.

Piwna 47

Mieszcząca się pod tym adresem restauracja o analogicznej nazwie serwuje ładnie podane dania kuchni europejskiej (w tym włoskiej i polskiej), niektóre w nowych odsłonach. Dla alergików dostępne mleko migdałowo-ryżowe, na śniadania placuszki „healthy pancakes” (ricotta może być serwowana oddzielnie), a na obiad sałata z kaczką czy makaron ryżowy z tofu. Przy dobrej pogodzie posiłek można spożyć na tarasie, u stóp Bazyliki Mariackiej, mając oko na dzieci biegające wokół jej makiety. Odnajdą się w niej również amatorzy ryb, owoców morza i mięsa.

Zobaczcie zresztą sami: Galeria zdjęć Piwna 47

Smacznego!

 

Aktywni z niemowlakiem

Był dzień czekolady, więc dla równowagi warto się zastanowić jak spalić te dodatkowe kalorie. Jeśli d tego nie jest się typem sportsmenki i ma się 2,5 miesięczne dziecko – łatwiej napisać i powiedzieć niż zrobić. Ekstremalne ćwiczenia dla matki karmiącej też nie wchodzą w rachubę, no i do tego wszędzie trzeba iść z dzieckiem. Co nam zostaje?

Dzisiaj kilka pomysłów na umiarkowaną aktywność fizyczną z niemowlakiem.

Spacery

NajprIMG_2233ostsze rozwiązania są zawsze najlepsze. Długie spacery są wskazane zarówno dla dziecka i mamy. Wystarczy ciut przyspieszyć tempo i dodać do tego wykroki i już mamy coś więcej niż zwykły spacer. Idealnie by było robić ok. 10 tysięcy kroków dziennie. Pogoda temu sprzyja, więc do dzieła!

Siłownia

IMG_2235Tak, to nie żadna pomyłka. W końcu oprócz typowych siłowni stacjonarnych są również coraz popularniejsze siłownie plenerowe. Wystarczy uśpić dziecko na spacerze i korzystając z chwili wskoczyć na kilka serii poszczególnych ćwiczeń.

Fitness dla młodych mam

IMG_2632Oferta na ćwiczenia dla aktywnych młodych mam jest coraz bogatsza. Oferują je zarówno klasyczne kluby fitness, jak i miejsca dedykowane kobietom ciężarnym i z małymi dziećmi. Ćwiczenia dobrane są tak, aby nie pogłębiać, a wręcz redukować przykładowo rozejście mięśniowe spowodowane ciążą, na zajęcia można zabrać maleństwo, a przed, w trakcie lub po je nakarmić. W dodatku ćwiczymy z innymi świeżo upieczonymi mamami, więc mamy poczucie przynależności do grupy. Na salach często dostępne są zabawki i maty dla dzieci.

Przed telewizorem

Jak już naprawdę nie jesteśmy się w stanie wyrwać z domu, pozostaje ćwiczyć w nim. Wiem, że ciężko się zmotywować, ale obecnie pora roku ułatwia nam to nieco. Wystarczy kawałek maty do ćwiczeń, płyta CD lub youtube i już mamy gadającego trenera/trenerkę na nasze osobiste potrzeby. Najbardziej brak na to energii pod koniec dnia, ale przy odrobinie samoorganizacji i krzcie samozaparcia (tego może potrzeba ciut więcej niż krztę), jesteśmy w stanie się poruszać.

I co sądzicie? Do zrobienia? Według mnie jak najbardziej i to bez bardzo dużego wysiłku. Wystarczy systematyczność. Resztę energii i tak spalimy opiekując się dziećmi 😉

Domowe sposoby na przeziębienie

Przesilenie wiosenne to często okres wzmożonej aktywności wirusów. Łapiemy co rusz jakieś przeziębienie. Jak się leczyć jeśli przypałęta się Wam jakieś choróbsko, a nie możecie wspomagać się medykamentami? Oto kilka domowych sposobów mojej babci i nie tylko, które aktualnie wdrażam :)

  1. syrop z pędów sosny – dobre lekarstwo na kaszel i przeziębienie. Mojae6385921 ponadosiemdziesięcioletnia babcia (!) zbiera młode pędy sosny najczęściej na początku maja (najpóźniej do 21 maja). Następnie je płucze, docina do kilkucentymetrowych kawałków, czasem ugniata i układa w słoiku warstwę pędów na przemian z warstwą cukru (może być cukier biały lub trzcinowy). Po około 1-2 tygodniach wytrącony syrop zlewa do innego słoiczka i przechowuje w zaciemnionym miejscu. Syrop można zrobić również później, z suszonych pędów – wówczas nie należy ich płukać, ale zagotować 45 minut na wolnym ogniu, potem przecedzić przez gazę (np. pieluchę tetrową), zlać z powrotem do czystego garnka, następnie gotować 2 godziny na wolnym ogniu z cukrem (1kg cukru na 0,5kg pędów, proporcja 2:1). Do uzyskania konsystencja  syropu rzadkiej śmietany. Po upływie 2h zlać do słoiczków i zakręcić. Można zawekować.
  2. imbir, miód i cytryna – o cudownej mocy miodu i cytryny pisałam już TUTAJ. photo-1443131307017-4097c8ac7763Oprócz porannego koktajlu na przeziębienia do mikstury soku z cytryny i miodu dodaję starty imbir. Tak przygotowany specyfik przechowuję w słoiczku i dodaję do herbaty (ale nie gorącej!)
  3. syrop z cebuli – klasyka gatunku w leczeniu przeziębienia. Przepis banalnie prosty. Cebulę obrać i posiekać, zasypać cukrem i gotowe!
  4. czosnek – jego stosowanie nie wymaga długiego przygotowania. Wystarczy w okresie przeziębienia spożywać 2-3 ząbki czosnku, trochę zgniecione na kilkanaście minut przez zjedzeniem. Od dziecka jestem przyzwyczajona do jego smaku, jako mała dziewczynka jadłam ząbki czosnku z chlebem i masłem, które podawano mi na kolację, gdy byłam przeziębiona. Czosnek jadłam też w ciąży, więc i teraz w okresie karmienia nie obawiam się jego spożywania. Co ważne, czosnku nie można poddać obróbce termicznej, gdyż wówczas traci sporo swoich właściwości lecznicze. Można natomiast zrobić z niego syrop – do zgniecionych główek czosnku dodajemy sok z cytryny i zimną wodę. Syrop pijemy 2-3 razy dziennie.photo-1441861539200-6208cf4a122f
  5. syrop z buraka – kolejny specyfik na kaszel. Moja babcia wydrąża w buraku dziurę, dosypuje cukru i podgrzewa buraka na płycie. W zagłębieniu pojawia się syrop. Można również buraka zetrzeć, dodać miodu i zagotować na wolnym ogniu 20-30 minut.
  6. mleko z kurkumą – podpatrzone u ciężarnej koleżanki. Kurkuma ceniona jest za jej właściwości przeciwzapalne i przeciwwirusowe. Do przygotowania „złotego mleka” będziecie potrzebować 1/4 szklanki świeżej kurkumy  (nowe opakowanie, aby nie była zwietrzała), 1/2 szklanki wody i mleko (nie UHT) od krowy, kozy lub roślinne (np. kokosowe, migdałowe, daktylowe, owsiane). U mnie robione na mleku roślinnym. Cały przepis znajdziecie TUTAJ.
  7. syrop z mniszka lekarskiego – stosowany głównie na kaszel, chociaż sama jeszcze nie próbowałam. Posądzany również o pomoc w oczyszczaniu organizmu z toksyn i właściwości przeciwmiażdżycowe. W celu przygotowania syropu znowu musimy pobawić się w zielarki i pozbierać majowe kwiaty mniszka. Do przygotowania syropu będziecie potrzebować: 1 litra kwiatów mlecza, 2 cytryny, 1 litr wody, 1 kg cukru. Cały przepis znajdziecie TUTAJ.
  8. sok z czarnego bzu – napary i soki są często stosowane przy przeziębieniach. W aptekach znajdziecie też antywirusowe syropy na bazie ekstraktów z czarnego bzu. Mój rodzinny przepis to owoce czarnego bzu z cukrem przygotowane w sokowniku. photo-1456996192269-f480ebf3c86f
  9. żurawina – dokładnie chodzi o żurawinę błotną rosnącą na polskim Pomorzu na terenach bagnistych. Zebrane owoce żurawiny rozkładamy na dużych płachtach
    i czekamy aż lekko dojrzeją. Następnie przebieramy, płuczemy i mielimy (można wykorzystać maszynkę do mielenia mięsa). Potem zasypujemy cukrem i wekujemy. Idealna do herbatek rozgrzewających i mój ulubiony preparat przeciwprzeziębieniowy z dzieciństwa.
  10. pigwa – przetwory z pigwy są bardzo popularne na Kaszubach, z którymi sąsiadują moje rodzinne strony. W mojej rodzinę pigwę na przeziębienie przygotowuje się analogicznie do żurawiny. Ma wyrazisty, kwaśno-słodki smak i dobrze smakuje dodana do ciepłej, rozgrzewającej herbaty. Y51aFguqRcGTgsYRYBXV_20140104_085932
  11. malina – działa napotnie i przeciwgorączkowo. Świeże maliny wystarczy przesypać cukrem i zawekować – idealny syrop gotowy.
    Można też spożywać napar z suszonych owoców i liści malin, ale kobiety w ciąży powinny zachować umiar.

Oczywiście żaden z powyższych sposobów nie zastąpi wizyty u lekarza, ale jeśli już wiecie, że jesteście przeziębieni i macie ograniczone spektrum leków wspomagających rekonwalescencję – warto skorzystać z darów natury.

Życzę zdrówka!

 

 

Wielkanocny stół alergika

Na naszym wielkanocnym stole jajka pojawiają się głównie jako dekoracja. Są bowiem na cenzurowanym zarówno w mojej diecie, jak i w diecie naszej córki. Co zatem pojawia się na stole alergika? Na naszym jest to kompilacja kuchni wegańskiej z niektórymi gatunkami mięs. Poniżej kilka przykładów.

1.Mazurki  – typowo wegańskie na kruchym cieście z użyciem oleju kokosowego zamiast masła. Z budyniem kokosowym i ulubioną konfiturą lub też z masą z daktyli z dodatkiem wody różanej.                   IMG_2518IMG_2517

2. Tofurnik – erzac klasycznego sernika, w wersji na zimno z galaretką (na żelatynie wieprzowej lub agarze) lub pieczony, w polewie karobowej (lub czekoladowej), posypany płatkami migdałów (można spróbować orzechami, u nas odpadają).                                                               IMG_2516IMG_2520

3. Biala kielbasa – warto uważnie przeczytać etykiety. Ta niezawierająca wypełniaczy z białka wołowego jest dla nas akceptowalna.

4. Żurek wegański na zakwasie domowej roboty – dla bezglutenowców zakwas można zrobić na mące jaglanej. Obecnie w trakcie przygotowania :) (zakwas dojrzewa w domowym barku obok czerwonego wina).

5. Pasztety – głównie z soi lub ciecierzycy. Raczej kupowane w warszawskich lokalach wegańskich niż własnoręcznie przygotowywane, ale wytrwali mogą pokusić się o samodzielne przygotowanie.

6. Sałatka z majonezem wegańskim – klasyczna sałatka jarzynowa w wersji bez jajka i z dodatkiem majonezu wegańskiego. W zeszłym roku majonez kupowałam, w tym dojrzałam do samodzielnego przygotowania na bazie mleka sojowego i oleju ryżowego :)

7. Pieczone udo indyka lub schab pieczony zamiast sklepowej wędliny, do której dodawane jest często białko pochodzenia zwierzęcego jako wypełniacz

8. Pasty kanapkowe i hummusy – ostatnio starszej córce wyszło uczulenie na sezam, więc nie przesadzamy z tahiną i bardziej wybieramy pasty bez sezamu. Przepis na klasyczny hummus jest doskonałą podstawą do kreatywnych wariacji – można dodać do tego pasty curry, suszone pomidory w zalewie i kapary lub w wersji bardziej na słodko karmelizowane jabłka i tymianek.

Niezmiennie polecam też blog jadłonomia.com i genialną w łączeniu smaków Martę Dymek. Jej przepisy odmieniły naszą kuchnię.

Najważniejsze, że jest smacznie, zdrowo, niealergizująco, można ugościć rodzinę i znajomych i co najważniejsze – posiedzieć w swobodnej atmosferze przy stole. Możecie też zaskoczyć alergików, wegan i wegetarian i przygotować jedną z tych potraw specjalnie dla nich. Na pewno będzie to dla nich miła niespodzianka!

Smacznych świąt!

Kawa bez kofeiny

Nie wyobrażasz sobie początku dnia bez filiżanki aromatycznej kawy? Witaj w klubie, wiem o co chodzi. A co zrobisz w ciąży lub podczas karmienia? Jakie są obecnie normy spożycia kofeiny dla ciężarnych i matek karmiących i w jaki sposób możemy znaleźć substytuty ulubionej mieszanki robusty i arabiki?

Przez całą ciążę słyszałam magiczną liczbę – 200 mg kofeiny. Taka jest bezpieczna dawka kofeiny w ciąży, która nie zaburza rozwoju dziecka. Oczywiście, jak to w ciąży, dobrze dopytać o to lekarza. Zdarza się bowiem nadciśnienie ciążowe i inne przypadłości, które mogą całkowicie wyeliminować bezpieczne spożywanie kawy w tym okresie. U mnie na szczęście tak się nie stało i spokojnie mogłam pozwolić sobie na filiżankę mojego ulubionego aromatycznego naparu.

Warto pamiętać jednak, że kofeina jest nie tylko w kawie. Występuje też w herbacie, czekoladzie czy różnych napojach energetycznych i coli. Jeśli pijecie dużo herbaty, możecie przekroczyć dzienną normę. Ze wszelkich napojów gazowanych warto zrezygnować nie tylko w okresie ciąży, zatem to źródło kofeiny należy wyeliminować i zamiast tego cieszyć się smakiem i rytuałem picia kawy.

W okresie laktacji liczba ta ulega zwiększeniu i mówi się o 300-400 mg kofeiny bezpiecznej do spożycia. Dzieje się tak dlatego, że tylko niewielki procent kofeiny przedostaje się do mleka mamy. U mnie oznacza to, że raczę się dziennie dwiema filiżankami słabszej kawy, co oprócz walorów smakowych pozwala mi przetrwać dni po nieprzespanych nocach. I znowu warto pamiętać, że kofeina to nie tylko kawa, ale wymienione też wcześniej produkty. Dobrze też obserwować reakcję dziecka, jeśli po spożyciu przez was kawy jest nadpobudliwe, ma problemy ze snem, to może jednak warto z kawy zrezygnować.

Co jeśli nie mała czarna?

 

Kawa bezkofeinowa

Dostępne na rynku w postaci kaw rozpuszczalnych (nie polecam), ziarnistych i mielonych (w tym w formie kapsułek). Pozwalają cieszyć się aromatem kawy bez istotnej zawartości kofeiny. W jaki sposób powstaje kawa bezkofeinowa? Jest kilka metod ekstrakcji kofeiny z zielonych ziaren kawy:

  1. Swiss water proces. Ziarna kawy moczy się w gorącej wodzie, a otrzymany ekstrakt przepuszcza się przez filtr węglowy.
  2. Rozpuszczalniki chemiczne. Rozpulchnione parą wodną nasiona płucze się w rozpuszczalniku, a następnie ponownie poddaje działaniu pary wodnej. Dopuszczone do użycia są obecnie chlorek metylenu oraz octan etylu. Octan można również uzyskać z owoców i warzyw np. jabłek.
  3. Dwutlenek węgla w stanie nadkrytycznym. Gaz przy wysokim ciśnieniu i temperaturze zachowuje się jak ciecz i rozpuszczalnik.

Żołędziówka

darynatury.pl
darynatury.pl

Napój z prażonych żołędzi z dodatkiem przypraw (kardamon, imbir, goździki, cynamon). Nie zawiera kofeiny ani żadnych innych alkaloidów. Jest bezglutenowa (w przeciwieństwie do innych kaw zbożowych).  Polecana do picia jako napój ogólnie wzmacniający i energetyzujący. Przygotowuje się ją gotując napar przez ok. 2-3 minut. Można pić czarną lub białą.

 

 

Inka i inne kawy zbożowe

inka.pl
inka.pl

Oprócz znanej nam wszystkim od pokoleń Inki (produkowanej od lat 70-tych), na rynku istnieje wiele kaw zbożowych i ziołowo-zbożowych. Orkiszowa, z topinamburu, z domieszkami cykorii (o czym niżej), mogą być pite przez dzieci i dorosłych (Inka zalecana od 3. roku życia), nie wypłukują z organizmu magnezu i nie zawierają kofeiny.

Cykoria

rossmann.pl
rossmann.pl

Wiele kaw zbożowych zawiera w składzie cykorię. Jednak Cykoriada z żeń-szeniem to dość unikalny produkt, który odkryłam ostatnio w Rosmannie. Zawiera wyciąg z korzenia cykorii z domieszką ekstraktu z korzenia żeń-szenia, jest płynna i po zalaniu gorącą wodą tworzy pyszny napój o smaku kawy. Można ją pić z lub bez mleka. Do tego w dość niewygórowanej cenie poniżej 8 PLN.

 

Chi-Kafe

http://drjacobsmedical.pl
http://drjacobsmedical.pl

Moje ostatnie odkrycie na rynku kawy. Oprócz samej kawy zawiera magnez, ekstrakt z guarany, substancje balastowe z włókien akacji, ekstrakty z żeń-szenia i kakao. Dostępna w wariancie classic, bio i balance.

 

 

Którą kawę wybieracie?