Magiczne Ogrody na weekendowy wypad

Ostatni tydzień roku szkolnego kończy się. Ostatni dzwonek mają rodzice na zastanowienie się w jaki sposób umilić dzieciom wakacyjny czas. Nie macie możliwości dłuższego wyjazdu? To może wypróbujecie coś blisko Warszawy?

Magiczne Ogrody to jedno z tych miejsc, które znajdują się w niepozornej okolicy, najczęściej na uboczach lokalnych dróg. Dopóki do nich nie traficie, dopóty nie uwierzycie co można w nich znaleźć.

Lokalizacyjnie zaledwie 2h autem od Warszawy, więc idealnie na wypad w trakcie weekendu. Co znajdziecie w Ogrodach?

Mnóstwo osobliwości: Mordole, Bulwiaki, skrzat ukryty w drzewie, kuźnię krasnoludów, zamek wróżek i wiele innych atrakcji, ale po kolei.

Lokalizacja – okolice Janowca, niedaleko Kazimierza Dolnego (dokładnie: Trzcianki). U nas na trasie Sandomierz – Warszawa, ostatnia z atrakcji długiego czerwcowego weekendu.

Cennik – można nabyć bilety online (wówczas omijamy kolejkę przy kasie, w wakacje może się zdarzyć). Dzieci poniżej 100cm wzrostu (jest miarka przy wejściu) wchodzą gratis. Rodziny 3-osobowe 77 PLN, 4-osobowe 99 PLN.

Atrakcje – cała masa. Plan parku znajdziecie TUTAJ. Nam wybitnie do gustu przypadła kolejka, którą zwiedza się wioskę bulwiaków (zerknijcie na galerię zdjęć), wysoka zjeżdżalnia, drzewo z gadającym skrzatem, przewracające oczami drzewa, a także krasnoludzki gród.  A, nie zapominam o nieśmiertelnych dmuchanych zamkach i trampolinach – zawsze stają na wysokości zadania.

Wydarzenia – oczywiście zależy, na jakie wydarzenie traficie. Można robić wiele – od lepienia babek, po walkę z krasnoludzkim wojownikiem, pływaniem na tratwie, zbieraniem pieczątek, na obcowaniu z końmi i pieczeniu kiełbasek na ognisku skończywszy.

Udogodnienia – w parku znajdziecie punkty gastronomiczne (grill, kawa, herbata, lody, gofry), główny z nich znajduje się tuż za wejściem, ale na obiad polecamy miejsce z grillem – nam udało się upolować pieczonego na grillu pstrąga, więc smacznie i zdrowo zarazem (i bez alergenów!). W innych punktach już bardziej klasycznie -kiełbaski, karkówka, frytki, ale w końcu to wyjazd wakacyjny. Toalet jest też kilka, spokojnie zdążycie z każdej atrakcji. Na uwagę zasługuje sklepik pamiątkowy – można znaleźć zarówno stroje, które przydadzą się na karnawał, pamiątki dla miłośników sztuk pięknych, jak i tematycznie związane z parkiem (maskotki maści wszelakiej przedstawiające mordole i bulwiaki).

To jak? Zabieracie pociechy na wypad za miasto?

I jeszcze kilka ujęć z opcją „live”

 

Dziki Zachód w Żorach

Zaczął się sezon wyjazdowy, a wraz z nim przemodelowanie naszych nawyków podróżniczych „sprzed dzieci”. Trasa dość długa Budapeszt – Warszawa, więc postanowiliśmy zrobić sobie w drodze powrotnej przystanek z niespodzianką i zamieniliśmy się w kowbojów i kowbojki. A wszystko to w podkatowickich Żorach.

IMG_4634_1W niepozornej okolicy po długiej podróży weszliśmy do Hotelu Texas, a następnie na dziedziniec parku, gdzie zostaliśmy przeniesieni w czasy Dzikiego Zachodu. Ulica rzeczywiście wyglądała tak, jakby zaraz z jednego domku miała wyskoczyć Dr Quinn :)

Jako że podróżujemy z przedszkolaczką i żłobkowiczem, dużo atrakcji było nie dla nas, co bynajmniej nie oznacza, że nie mieliśmy co robić, wręcz przeciwnie.

Na samym początku trzeba było się wyhasać po podróży. Dmuchana zjeżdżalnia, wulkan do wspinania się, piaskownica, automaty, plac zabaw, a nawet dojenie krowy.

IMG_4560_1    IMG_4570_1  IMG_4586_1

Do tego świetna strefa zabaw wodnych – wodne armatki, przekładnie, łowienie rybek, śruba Archimedesa czy tworzenie wiru wodnego – zabawne z elementami edukacyjnymi.

IMG_4588_1  IMG_4579_1  IMG_4572_1

Warto oczywiście się zaopatrzyć w odpowiednie atrybuty kowboja – u nas nie obyło się bez kowbojskiego kapelusza oraz rewolweru. Bardzo się przydały, gdyż zaraz potem porwały nas pokazy kowbojskiej sztuki. Wystartowałyśmy w konkursie uciekania przed lassem – i o ile córci udało się czmychnąć, o tyle mama, no cóż, została złapana na lasso.

Przy niesprzyjającej aurze również nie można było się nudzić. Park wyposażony jest w wesołu zakątek Lucky Luke’a, a tam pokaźny basen z piłkami, dwie sale dla najmłodszych, kącik do malowania, malowanie buziek, a na dolnym piętrze atrakcje związane z iluzją oraz sala luster. Uwaga – w niektóre młodzi adepci sztuki iluzji mogą chcieć wejść, a nawet wbiec… Na dole funkcjonuje również kawiarenka, a kawę spokojnie można wnieść na piętro i wypoczywać przy małej czarnej obserwując bawiące się dzieciaki.

IMG_4697_1 IMG_4696_1

Atrakcji zewnętrznych jest cała masa. Koniecznie odwiedźcie studio fotograficzne, gdzie zrobicie sobie uroczą rodzinną sesję w stylu dzikiego zachodu – świetna pamiątka i frajda przy rodzinnych przebierankach.

Bardzo ciekawe są okolice parku linowego, gdzie znajdziecie różnego rodzaju gry rodzinne w plenerze. Nas wyjątkowo urzekła drewniana katapulta.

IMG_4643_1         IMG_4635_1

Amatorzy atrakcji jeżdżących też nie będą się nudzić. Podobnie jak miłośnicy kina czy komnaty strachów. A dla najmłodszych – jest nawet mały zwierzyniec i kucyki. Nowe atrakcje wciąż powstają, więc park się rozrośnie, a my na pewno jeszcze w nim zawitamy. Wraz z wiekiem przybędzie nam spektrum atrakcji do odwiedzenia.

IMG_4642_1 IMG_4636_1

Zresztą zerknijcie sami na mapę atrakcji.

Sam hotel również bardzo przyjemny, a przede wszystkim czysty i bardzo wygodne łóżka (a do tego świeżutka pościel). Może nieprzesadnie na bogato, ale nie o to chodzi w tym parku. Minusem jest brak windy, co jest utrudnieniem przy wózkach, ale można je zostawić przy recepcji i poruszać się pieszo. W końcu to Dziki Zachód!

Zdecydowanie na TAK! a uśmiech dzieci oraz rozpamiętywanie pobytu długo po powrocie – bezcenne.

Jak przygotować dziecko do wyjazdu?

Wkrótce Wielkanoc, a zaraz po niej majówka i pewnie wiele z Was uda się z rodzinami na zasłużony i wyczekiwany odpoczynek. Jak przygotować dzieci do wyjazdu w określone miejsce? Czy w ogóle trzeba?

Podróże są naszym hobby i stąd chciałabym, żeby nasze dzieci wynosiły z nich nie tylko wspomnienia o morzu i plaży, ale choć krztę o kulturze, zwyczajach, cechach charakterystycznych, kuchni, a przede wszystkim mieszkańcach danego kraju. Jak jednak wyjaśnić przedszkolakom kontekst różnych zachowań i kultury?

Mapy

Zaczęłam od tego. U naszej 3,5-latki w pokoju jedna ściana zajęta jest przez fizyczną mapę świata w europejskim układzie (czyli my na środku). Za każdym razem, gdy wyjeżdżam w delegację lub gdy mamy zaplanowany wyjazd – pokazuję je to miejsce na mapie. Po powrocie z wyjazdu wspólnie naklejamy kropkę w miejscu, gdzie wspólnie byliśmy. Nie katuję jej oczywiście pamięciówką ze stolic i nazw, ale sam fakt pokazywania różnych miejsc na mapie sprawia, że dziecięca ciekawość zwycięża i wie przynajmniej czy dane miejsce jest dalej czy bliżej Warszawy, czy do góry czy na dół, czy w prawo lub w lewo.

Kolejną sprawą są fantastyczne moim zdaniem pozycje książkowe wydawnictwmapy-obrazkowa-podroz-po-ladach-morzach-i-kulturach-swiata-u-iext44043020a Dwie Siostry autorstwa Aleksandry i Daniela Mizielińskich, „Mapy”. Na konturowej mapie poszczególnych (wybranych przez autorów państw) znajdziemy graficzne przedstawienie charakterystycznych dla danego miejsca symboli, zabytków, postaci (historycznych czy fikcyjnych) czy w końcu narodowych potrwa. Prawdziwe miejsce podróży palcem po mapie!

Przed wyjazdem do danego kraju już z pewnym wyprzedzeniem staram się co jakiś czas zajrzeć do tego mapownika i obejrzeć choć kilka obrazków z danego kraju.

Flagi

Po mapach przyszła pora na flagi. Nie jest to może najważniejsze w podróżowaniu, jednak jak tylko znalazłam kolorowankę z naklejkami dotyczącą flag państw Europy, od razu trafiła do mojego koszyka. Wychodzi różnie z ich znajomością i prawidłowością barw, ale przynajmniej córka wie, że każde państwo ma swoje własne barwy narodowe, a to już coś.

Książki dla dzieci

Nic tak nie przybliża dziecku kultury danego kraju jak jego baśnie, legendy i bajki. Stąd przed wyjazdem staram się kupić choć jedną pozycję narodowych bajek dla dzieci. O ile z Danią jest bardzo łatwo (wiadomo – Hans Christian Andersen), o tyle z Węgrami może być trudniej, ale okazuje się, że znajdziemy w księgarniach i węgierskie baśnie dla dzieci.

Poza książkami warto pamiętać też o powszechnie znanych bohaterach dziecięcych, typu czeski krecik. Trudno opuścić lotnisko w Pradze bez chociaż jednej pamiątki z krecikiem :-).

Albumy i pamiątki z podróży

A na koniec, w celu utrwalenia pobytu, wybieramy wspólnie zdjęcia, które trafią do kolejnego albumu rodzinnego lub co jakiś czas wracamy do zbioru wspomnień i ponownie tłumaczymy dzieciom gdzie byliśmy, co robilismy i odpowiadamy na milion pytań „dlaczego?” 😉

***

Nie mam pojęcia czy powyższe się sprawdza, jednak wierzę, że tak przygotowane podróże pozwalają dzieciom trochę inaczej patrzeć na nową rzeczywistość, którą napotykają przy wyjazdach zagranicznych.

Macie jakieś inne patenty?

Klocki, klocuchy i klocuszki czyli rodziną do Klockowni!

Za oknem powoli zaczyna się wiosna, nie zawsze jednak w dżdżyste dni wybierzemy się z maluchami na wielogodzinny spacer. Dokąd wyskoczyć, żeby dzieci się wyhasały, a i dorośli znaleźli coś dla siebie? Dzisiaj proponuję wam Klockownię.

Klockowy plac zabaw znajdziecie na warszawskim Targówku w Galerii Renova (niegdyś Rembielińskiej), na pierwszym piętrze. W środku raj dla zwolenników klocków małych i dużych. IMG_1604[1]

Przy wejściu zamykane na klucze szafki, w których możecie poupychać wszystkie rzeczy, zzuć buty i w skarpetkach wejść do królestwa klockowych form. Jeśli spodziewacie się tylko lego w wersji dla starszych i duplo dla młodszych – miło się zaskoczycie.

IMG_1600[1]Dla najmłodszych pociech w pierwszej części sali są klocki duże, miękkie, plastyczne i magnetyczne. Jest to tzw. Strefa Małe Paluszki. Możecie w niej zostawić (pod nadzorem oczywiście) nawet raczkujące malce, które na miękkim dywanie będą próbowały sił w spinaczce i podnoszeniu się na klockach.

 

Kolejna część placu zabaw to Strefa Na 4 Ręceklockownia_340_261116idealna dla rodzeństwa, które może razem budować różne konstrukcje z dużych niebieskich klocków (u nas w konfiguracji jedna buduje, drugi psuje :)). Przednia zabawa! W dodatku tuż obok znajduje się tor, po którym można spuszczać w dół przeróżne pojazdy kołowe, kulki, klocki czy co tylko wpadnie dzieciakom w ręce. Ważne tylko, żeby same na nim nie zjeżdżały, gdyż konstrukcja toru nie przewiduje utrzymania większych ciężarów (a był to jeden z pierwszych pomysłów Olgi).

Jak już IMG_1602[1]znudzi się wszystkim współpraca, czas na pracę prawie indywidualną w Strefie Hocki Klocki. Wiele szuflad i komór, w których znajdziemy dużo różnych odmian klocków, ale uwaga – też z małymi elementami. Nasz Igor najbardziej upodobał sobie klocki magnetyczne i nie mogliśmy go nawet na chwilę zostawić, żeby kulki-łączniki nie trafiły przez przypadek do gardła lub nosa. Ale odciągnąć od strefy magicznych szuflad się nie dał. Wcale to mi nie IMG_1601[1]przeszkadzało, gdyż przy okazji mogłam budować swoje własne konstrukcje.

Kolejna strefa to Majster w Akcji i przeznaczona jest dla poważnych konstruktorów i budowniczych. Dzieciaki budują w niej prawie prawdziwe domy, budy, pojazdy czy co tylko wyobraźnia im podpowie. Dla rodziców to też niezły azyl, gdy chcą na chwilę zaszyć się pod klockowym dachem zostawiając swą drugą klockownia_306_261116połówkę z mozolną opieką nad dwójką dzieci (ale ciiii…to taki mój mały sekret ;)).

20161203_165135_004Jaka by to była zabawa, gdyby po trudach budowania nie wypróbować mocy buldożeru. Dla fanów (i oczywiście fanek) demolki przeznaczona została ostatnia strefa o tej, jakże wymownej, nazwie. Miękkie klocko-bloki układają się w całą kolorową ścianę by zaraz wylądować z powrotem na podłodze wraz z dzieckiem-buldożerem. Ubaw dla małych i dużych. Dodatkowo po bloczkach można się wspaniale wspinać i ćwiczyć umiejętność stania. A nawet jak spadną na głowę – oprócz małego strachu nic się nie stanie.

Co do ceny – niemowlęta do 9 miesiąca wchodzą za darmo. Weekendowe godzinne wejście rodziny 2+2 przy niezbyt dużym obciążeniu sali to wydatek rzędu 45 PLN. Przy dużym obciążeniu jeden opiekun w cenie, drugi musi kupić bilet o wartości 50% opłaty regularnej.

Osobiście uwielbiam klocki, a w dzieciństwie moim pierwszym zagranicznym wyjazdem był wyjazd do duńskiego Legolandu (to dopiero było dziecięce Hygge ;))! Może i stąd ten sentyment. Niewątpliwie jednak klocki pomagają w rozwoju małej motoryki u dzieci, umiejętności myślenia przestrzennego, rozpoznawaniu kształtów, faktur, kolorów. Pozwalają koncentrować uwagę, a także tworzyć wspólne konstrukcje i rozwijać wyobraźnię podczas zabaw z wykorzystaniem tych tworów. Przyjemne z pożytecznym – POLECAM!

Więcej informacji znajdziecie na stronie: https://www.klockownia.com

 

Zwyczaje na roczek

U nas w domu wkrótce wielkie święto – młody skończy długo wyczekiwany przez nas ‚roczek’. Tym razem w przygotowania zaangażowana jest też jego starsza siostra :), która wieczorami maluje laurkę i chowa ją starannie w specjalnym pudełku. A jakie w Polsce panują zwyczaje na samą imprezę i wróżby „okołoroczkowe”? Postanowiłam sprawdzić.

Wystawka przyszłość wywróży…

Okazuje się, że to wciąż dość popularna zabawa, przywodząca na myśl wróżby andrzejkowe. Przed roczniakiem ustawia się stolik w położonymi na nim przedmiotami i czeka, aż wybierze jeden lub kilka z nich. Na podstawie tego wyboru przepowiadamy przyszłość, głównie zawodową. Tyle zasad ogólnych, teraz różne wersje. Niektórzy preferują wersję w ciemno (przedmioty nakryte pojemnikami), inni ‚świadomy’ wybór dziecka. Co do samego rodzaju przedmiotów, występuje ich cały arsenał. Najpopularniejsze to chyba wciąż różaniec, kieliszek, pieniądze, długopis, książka. W innych wersjach dochodzi do tego  termometr, grzebień, kawałek chleba, strzykawka, szczoteczka do zębów czy atrybut zawodu, który jest popularny w rodzinie. Wyobraźcie sobie rodzinę prawniczą i malucha, który nie wybierze kodeksu :-D.

Na koniec gwóźdź programu, czyli interpretacja wyników. Można puścić wodze fantazji…

Czego nie robić przed ukończeniem roku…

To bardzo zabawna kategoria powiedzonek, wróżb, zabobonów, przesądów czy innych tego rodzaju stwierdzeń, o których istnieniu nie miałam pojęcia dopóki nie zostałam mamą.

Przoduje oczywiście totalny zakaz strzyżenia włosów. Spotkałam się już z tym przy mojej córce, gdy jedna Pani zobaczyła jej obstrzyżoną przeze mnie główkę i z wyrzutem spytała – ale czy ona ma już roczek? Cała zabawa zaczyna się jednak wówczas, gdy zadacie ulubione pytanie dzieci – dlaczego? Okazuje się, że…rozum jej/mu wyparuje, późno zacznie mówić, wyprostują jej się loki itp.

Zwyczaj może być związany jest ze starosłowiańskim obrzędem postrzyżyn, może symbolizuje koniec okresu niemowlęcego, jednak do dnia dzisiejszego przetrwał jedynie (przynajmniej tak wynika z mojego doświadczenia) oderwany od źródeł przesąd.

Nie powinno się wcześniej wyprawiać roczku niż ma faktycznie – to przesąd występujący w wersji dla dzieci, ale i dla dorosłych. Głównie po to, żeby nie zapeszać, odegnać licho itp.

Nie można do roczku jeździć z dzieckiem na cmentarz  – aż strach pomyśleć dlaczegoż by nie, ale nie dokopałam się do źródła tego przesądu.

Nie kłaść dziecku kapci na stole, głównie po to, aby nie zaczęło krzywo lub późno chodzić. Pachnie mi na odległość niekładzeniem torebki na podłodze, wiemy wszyscy dlaczego :)

Nie obcinać niemowlakom kołtunów – zwiastuje to bowiem choroby

Nie wolno małego dziecka czesać, bo będzie niemową – z tego chyba uśmiałam się najbardziej. Nie wyobrażam sobie nieczesania dzieci, w szczególności, gdy mają mocną ciemieniuchę lub po prostu są małymi kudłaczami. Dla maluchów obdarzonych mniej bujną czupryną czesanie też jest przecież wskazane jako masaż główki i pobudzanie mieszków włosowych. No ale w końcu mowa ważniejsza niż fryzura 😉

ejlrp5ktpfy-kazuend (1)

Znacie jeszcze jakieś inne hity??

Ostatnia prosta czyli zestawienie pomysłów na prezenty!

Przed nami ostatnie chwile na pomoc Gwiazdorowi, Mikołajowi, Św. Mikołajowi, Dzieciątku, Aniołkowi czy temu, kto u Was roznosi prezenty. Dla ułatwienia poniżej zestawienie prezentowych pomysłów.

  1. Dla niemowlaka znajdziecie coś TUTAJ.
  2. Dla pragmatycznych znajdziecie coś TUTAJ
  3. Dla kreatywnych przedszkolaków znajdziecie coś TUTAJ
  4. Dla małych moli książkowych znajdziecie coś TUTAJ
  5. Dla mam i dzieci z gatunku być nie mieć
    • Karnet na Fitness, gdzie można pójść razem z dzieckiem
    • Wizyta u manikiurzystki, też z pociechą
    • Karnet do muzeum
  6. Kilka pomysłów dla mam znajdziecie TUTAJ
  7. Kilka typowych nietypowych prezentów dla ciężarnych
  8. Opaski fitness dla aktywnych
  9. Coś dla babci i dziadka

Mam nadzieję, że zdążycie 😀 A nawet jeśli nie, to wystarczy zwykły drobiazg lub przykładowo gra planszowa, dobry film, album ze zdjęciami z całego roku, a może pokaz zdjęć z Waszego dzieciństwa – najważniejsza jest dobra atmosfera i spędzenie czasu razem. Ale razem, a nie obok, pomiędzy kuchnią a stołem! I tego Wam właśnie życzę.

Prezenty dla noworodków i niemowląt

Cała rodzina raduje się, jeśli tuż przed Świętami na świecie pojawia się kolejne maleństwo. Chcemy przychylić mu nieba i sprawić, że poczuje prawdziwą magię Świąt. Ale co kupić noworodkowi i niemowlęciu???

1) Na dobry sen

Dobry i spokojny sen oraz ukojenie w kolce to chyba najlepsze (no może oprócz mleczka mamy), co możemy podarować noworodkowi. Arsenał gadżetów ułatwiających zasypianie jest spory. U nas, jak już pewnie wiecie, sprawdził się Tulik (wszelkie wzory i kolory dostępne TUTAJ).

http://otulacz.pl/pl/2
http://otulacz.pl/pl/2

Dodatkowo można zaopatrzyć rodziców w płytę z tzw. białym szumem, lub też Szumisia. Rozgrzewający brzuszek termofor również pomoże na dolegliwości kolkowe.

http://szumisiesklep.pl/ Fot. Jakub Szymczuk /FOTO GOSC
http://szumisiesklep.pl/
Fot. Jakub Szymczuk /FOTO GOSC

LINIA_SUPERTOY_MRB_web

 

Jeśli już rodzice zdecydują się na używanie smoczka (warto o to zapytać przed zakupem), warto wybrać kilka modeli do wyboru. Niemowlęta również bywają wybredne. Uwierzcie mi, my przetestowaliśmy chyba z 8 różnych modeli i firm.

Difrax
Difrax

MAM

Avent Shapes
Avent Shapes

Avent ClassicAvent Classic

 

 

2) Ukoić swędzące ząbki

fabrykawafelkow.pl
fabrykawafelkow.pl

Jak już młodzi rodzice uporają się z kolkami, przychodzi czas na ząbki. U jednych dzieci wychodzą szybciej, u innych później, jednak zawsze proces ten jest mniej lub bardziej dokuczliwy. Dobrym rozwiązaniem są wówczas wszelkiego rodzaju gryzaczki. Jako że są to przedmioty, które dziecko z założenia wkłada do buzi, upewnijcie się, że są atestowane i niewytwarzane z toksycznych materiałów. Kultowym gryzaczkiem jest już żyrafka Sophie, ale w sklepach znajdziecie też przykładowo gryzaczko-szczoteczki, np. taką firmy MAM. Są też gryzaczki z wodą, które

empik.com
empik.com

można przed użyciem schłodzić w lodówce, co przynosi ulgę spuchniętym dziąsłom.

 

3) Pierwsze książeczki / obrazki

Na początku zaleca się tzw. obrazki kontrastowe (czarno-białe), a następnie czarno-białe z jednym kolorem tworzącym kontrapunkt do tła. Kontrastowe mogą być nie tylko książeczki, ale też otulacze, karuzele do

czuczu.pl
czuczu.pl

łóżeczka czy ochraniacze do łóżeczka. Zamiast książeczek można też wybrać karty kontrastowe – te większe, lub mniejsze na sznureczku (jak na breloczku).

4) Kolory i kształty

Po etapie kontrastów bobasy zaczynają się interesować kolarami (najlepiej dość soczystymi, wręcz pstrokatymi) oraz kształtami. Sprawdzą się różnego rodzaju sortery (chociaż jeszcze nie będą

edukatorek.pl
edukatorek.pl

wykorzystywane zgodnie z przeznaczeniem), ale również prezent typu DYI (Do It Yourself) w postaci pustej plastikowej butelki z różnymi kolorowymi i szeleszczącymi koralikami, zapałkami, ziarnami, kaszami itp. w środku. Chodzi o to, żeby było kolorowo i z dźwiękiem. Dobrymi zabawkami są również kolorowe przeplatanki, które pozwalają ćwiczyć tzw. małą motorykę.

 

5) Zabawki sensoryczne 

Czyli takie, które ćwiczą nasze zmysły (dotyk, wzrok, słuch), ale także zabawki logopedyczne i ćwiczące koordynację ręka-oko. To dobre wspomagacze nie tylko dla dzieci wymagających terapii, ale również dla wspomagania rozwoju prawidłowo rozwijających się maleństw. Poniżej kilka przykładów, a można znaleźć tego mnóstwo.

Słuch – instrumenty muzyczne, katarynki, grające bączki, marakasy, grzechotki, terkotki, deszczownice (większość z nich przy okazji stymuluje wzrok) – na zdjęciach ze sklepu hipolit.waw.pl 

300_300_productGfx_b8fface1ad8330e6e84e436507910d97Dotyk – piłki sensoryczne, krążki z wypustkami, piłki włochate itp.

Wzrok – lustrzane kule, wspomniane już zabawki kontrastowe0_0_productGfx_0909d834c437f4d564bc8fe01abd43cc

Logopedyczne – pierwsze szczoteczki do buzi z wypustkami

Koordynacja ręka-oko – sortery, pierwsze przebijanki

6) Dla najmłodszych miłośników mody

No i na koniec dzisiejszej niemowlęcej listy – ubranka. Tu zasadnicza uwaga – podpytajcie rodziców o rozmiar, jaki dziecko nosi (a najlepiej jeszcze z jakich marek). Ile producentów, tyle rozmiarów, a tabele rozmiarowe są orientacyjne. Nasz dziesięciomiesięczny szkrab nosi ubranka przeznaczone dla roczniaków, a niekiedy nawet dla blisko półtorarocznych dzieci, więc różnie z tym bywa. Ale za to wybór jest świetny, ubranka prześliczne, wiele motywów świątecznych – jest w czym wybierać!

***

UWAGA! Zakupy internetowe warto zaczynać z witryny FANIMANI.PL  – kupując w ten sposób płacisz tyle samo, a wspierasz wybrane przez Ciebie stowarzyszenia, fundacje, kluby sportowe itp.

logofm

***

Więcej inspiracji prezentowych dla nowo narodzonych i ich rodziców możecie znaleźć we wpisach: 10 typowych prezentów na baby shower oraz 10 mniej typowych prezentów na baby shower.

Kreatywny prezent dla przedszkolaka

Rozwijanie małej motoryki, kształtowanie charakteru pisma, wyzwalanie uczuć i emocji, nauka skupiania uwagi…powody, dla których zabawy i zabawki kreatywne są w cenie można mnożyć. Co wybrać dla przedszkolaka (i przy okazji nie zbankrutować ;))?

Przeplatanki, sznurowanki, nawlekanki

Któż w dzieciństwie nie lubił bawić się wszelkiej maści tasiemkami i sznurkami, wiązać węzł963_1_ly, wyplatać, przeplatać i upychać. Można znaleźć na rynku pozycje bardziej (np. firmy goki lub Melissa and Doug) lub mniej kosztowne pajacyk-drewniana-sznurowanka(Alexander). Nawlekać można bransoletki, muszelki, przewlekać sznurówki, tworzyć sznurówkowe obrazki.

Origami

300_300_productGfx_b66a5a25008e78fa1fa3e8b8b8872a1dCoś dla starszych przedszkolaków zainspirowane zabawą Wschodu. Origami, czyli sztuka składania papieru w najprzeróżniejsze formy. Dla dzieci – przykładowo zwierzątka firmy SES CREATIVE.

Tak na marginesie – w tym roku dość modna jest biżuteria inspirowana origami, gdyby Mikołaj postanowił obdarować dzieci i mamę prezentami o podobnej tematyce 😉

Woskowe sznureczki

justwikkies-1Banalnie proste rozwiązania bywają genialne. Niteczki zanurzone w specjalnym wosku. Bez kleju, bez pasty, bez bałaganu a mimo wszystko klejące się do siebie, ale też do wybranych powierzchni. Można je naklejać, skręcać, oplatać kształty, zginać, zwijać w kulkę…co tylko uda się wymyślić. Sznureczki mogą posłużyć terriernauce literek i cyfr, ale także tworzeniu większych  i bardziej skomplikowanych form artystycznych. Do tego bezpieczne dla dzieci i alergików :) – my używaliśmy z firmy Wikki Stix. Nie należą do najtańszych, ale ze względu na alergię wolałam nie ryzykować.

Malowanie

To chyba najobszerniejsza kategoria ze wszystkich. W zależności od tego na czym i czym chcecie malować, do wyboru macie całą feerię produktów. Farby do 421ce5fbff44c1db7ce3f07e30a1534bmalowania palcami, malowania twarzy, akwarele, plakatówki, do farbowania tkanin. Kredki ołówkowe, świecowe, mazaki, klej z brokatem, flamastry różnej maści, długopisy żelowe, ołówki. Do tego znikopis, kreda, tablica suchościeralna, no i malowanie piaskiem.TRUP457670001_CF0001

Co można malować? Okazuje się, że nawet kamienie (tak, tak, są do nabycia zestawy do malowania kamieni…). Do tego własne skarbonki przed rozpoczęciem oszczędzania, tekturowe domki, samochody, piórniki, koszulki, maski itp. itd. No i nie zapomnijcie o malowaniu wodą!

Wycinanie, naklejanie

Zestawy tego typu zawierają przede wszystkim bezpieczne dla maluchów nożyczki. Ale wycinać można też innymi przyrządami -np. dłutkiem lub za pomocą foremek. Wycinamy nie tylko papier, ale tez kształty z ciasta, 9ff89d17d49a3e9799b6c5fa1a4cca54bibuły czy też otwory dłutkiem. Maluchy uwielbiają wycinać! A naklejanie to chyba ich
druga ulubiona zabawa. Same naklejki zresztą są często wykorzystywane jako nagroda za dobre sprawowanie się na różnego rodzaju zajęciach. Często pewnie z naklejką „Dzielnego pacjenta” wychodzicie z gabinetów pediatrycznych. Jest coś w tych naklejkach takiego, że od dziecka po dorosłych (nie wierzycie – a kto zbierał na Świeżaki ;)?) przyciągają uwagę i sprawiają frajdę.

Przypinanie, przybijanie

drewniana-przybijanka-z-mlotkiem-gokiZabawa polega na przymocowaniu/przybiciu do tablic różnych elementów.
Można korzystać z gotowych wzorów i odtwarzać obrazki lub też tworzyć własne, niepowtarzalne kompozycje.  Są też zabawy polegające na przyczepianiu rzepów, ale uwaga – mogą wylądować na Waszych ubraniach :)Img

 

Plastelina, modelina, ciastolina

Staromodna plastelina już wyszła trochę z mody  choć nadal jest dostępna. Zastąpiły ją za to wszelkiej maści ciastoliny, modeliny i inne masy plastyczne.  Niektóre z nich się nawet świecą – jest z czego wybierać :)

Pudło nie nudno

logoNie wiecie co wybrać – wybierzcie wszystko w jednym, a przy okazji zafundujecie sobie wspaniałą rodzinną zabawę, odpowiednią również na wigilijny wieczór. To zabawa, która stała się u nas absolutnym hitem. Pudło zawierające w sobie wszystkie potrzebne akcesoria do wykonania poszczególnych zadań (a tam i balony, i farby, i wykuwanie z lodu dinozaura, robienie kostiumów, i malowanie palcami…). Wystarczy zamówić i wysłać na adres, pod którym pojawi się w tym roku Mikołaj / Gwiazdor 😉 Do wyboru obecnie około 11 zestawów tematycznych (dinozaury, emocje, podróże, pojazdy, safari, gry planszowe, kosmos itp.) w wersji dla jednego dziecka lub dla rodzeństwa. Pudło przewidziane jest dla dzieci w wieku 3-6 lat.

To jak – udało się na coś zdecydować?   

Prezenty dla starszaka z księgarni

Moim zdaniem książki są jednym z najlepszych, nigdy niewychodzących z mody prezentów. Nie tylko uczą kultury czytania, ale też objaśniają świat, pomagają przekazać istotne dla nas wartości, rozbudzają dziecięcą wyobraźnię i wypełniają rodzinnie spędzony czas jakością.

Co pod choinkę dla przedszkolaka? Poniżej moja subiektywna lista w kilku kategoriach. Rodziców zbuntowanych rycerzy z góry przepraszam, ale z synkiem nie dotarliśmy jeszcze do tego etapu, więc podaję kategorie unisex i dla dziewczynek (jak ktoś zna moją córcię, to wie, że dla tych zbuntowanych).

Do poczytania przed snem i nie tylko.

Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek

Czniesamowite-przygody-dziesieciu-skarpetek-czterech-prawych-i-szesciu-lewych-u-iext37684928y nie zastanawiało was, gdzie znikają wrzucone do pralki skarpetki? Bo jest faktem, że znikają, skoro wsadzamy je parami, a wyjmujemy pojedyncze. Prz
ynajmniej w domu Małej Be. Otóż zaginione skarpetki ruszają w świat, robią zawrotne kariery i mają świetne przygody: zostają gwiazdami filmowymi, detektywami, mysimi mamami albo po prostu uszczelniają wronie gniazdo. Książka zwyciężyła w konkursie na najlepszą książkę dziecięcą „Przecinek i Kropka” 2015.

Autorka: Justyna Bednarek, Wydawnictwo: Poradnia K.

Seria „Basia i Franek” wydawnictwa Egmont

wielka-ksiega-basi-i-franka-u-iext35235006Franek jest mały i nie wszystko umie. Na szczęście ma starszą siostrę Basię. To ona pokazuje mu świat. Poznają zwierzęta, kolory, liczby i pojazdy. Przeżywają złe i dobre humory, przygody z zasypianiem, ubieraniem i jedzeniem. Dobrze jest wspólnie poznawać świat! W „Wielkiej księdze Basi i Franka” znajdują się wszystkie dotychczas wydane opowiastki, a także zupełnie nowe historie oraz strony z zadaniami dla dzieci. Mojej córci seria ta pomogła oswoić się z młodszym bratem i zrozumieć, że Basia, podobnie jak ona, też jest starszą siostrą, z czym wiążą się różne przywileje, ale i problemy.

Autorka: Zofia Stanecka, Wydawnictwo: Egmont

Seria „Zuzia” / „Maks” wydawnictwa Mądra Mysz

zuzia-i-nowy-dzidzius-u-iext35229626Jedną z tych książeczek dostałam w prezencie jak byłam w  ciąży z synkiem. Po niecałym miesiącu zamówiliśmy wszystkie dostępne pozycje. W tym tę, która pozwoliła mojej córce zrozumieć co dzieje się z moim ciążowym brzuchem i dlaczego trzeba tak nie niego uważać. Cała nasza rodzina od tamtej pory pokochała Zuzię i jej perypetie, a nasz Olga rzadko zasypia bez przeczytania co najmniej jednej z przygód Zuzi.

Co więcej, Zuzia rośnie razem z dziećmi. Jest już seria z Zuzią, która wyrosła z wieku przedszkolnego i poszła do szkoły! Dzieci mogą więc nadal identyfikować się z sytuacjami swojej ulubionej bohaterki z czasów przedszkolnych.

Autorka: Schneider Liane, Wydawnictwo: Media Rodzina

Seria o Piaskowym Wilku

piaskowy-wilk-d-iext43247106

Kiedy ani mama, ani tata nie chcą się z nią bawić, Karusia idzie nad brzeg morza i rozmawia z Piaskowym Wilkiem. On zawsze ma dla niej czas oraz ochotę na robienie ciekawych rzeczy. Świat na pograniczu rzeczywistości i dziecięcej fantazji. Książka składa się z kilkunastu autonomicznych rozdziałów i świetnie nadaje się do głośnego czytania, na przykład jako bajka na dobranoc.

Książki obrazkowe – czyli takie, gdzie nie znajdziecie ani słowa tekstu lub też z jego niewielką ilością, ale w których ilustracje odgrywają kluczową rolę.

Autorka: Asa Lind (zobacz też TUTAJ), Wydawnictwo Zakamarki

Ulica Czereśniowa 

zima-na-ulicy-czeresniowej-u-iext43236455Każda strona tej książki to barwna, pełna szczegółów i postaci ilustracja przedstawiająca fragment miasta. Na kolejnych rozkładówkach odnajdujemy tych samych bohaterów w różnych miejscach i momentach dnia. Wypatrywanie ich i układanie opowieści o ich przygodach to wciągająca zabawa na długie godziny. książka obrazkowa, w której nie pada ani jedno słowo.

 

Autorka / Ilustratorka: Susanne Berner Rotraut, Wydawnictwo Dwie Siostry

Naciśnij mnie

nacisnij-mnie-u-iext43260314

Interaktywna, kreatywna, edukacyjna – zachęca dzieci oraz dorosłych do wspólnej zabawy i nauki. To książka, którą trzeba przekręcać, na którą trzeba dmuchać, której trzeba klaskać i którą trzeba naciskać. Przy okazji przemieszczających się kropek można nauczyć się trzech podstawowych kolorów – żółtego, czerwonego i niebieskiego. W jakim języku? To już zależy od rodziców czy innych dorosłych bawiących się z dzieckiem.

Autor: Tullet Herve, Wydawnictwo: Babaryba

Mapy. Obrazkowa podróż po lądach, morzach i kulturach świata

mapy-obrazkowa-podroz-po-ladach-morzach-i-kulturach-swiata-u-iext44043020

Jedna z moich ulubionych pozycji, którą sama chętnie przeglądam, opowiadając córce o miejscach, które odwiedziliśmy wspólnie i takich, w których byłam jeszcze bez niej. Zapewnia dzieciom (i rodzicom) niezwykłą podróż dookoła świata.

Kilkadziesiąt ogromnych map poprowadzi was przez kraje i kontynenty. Na każdej z kart znajdziecie niezliczone ilustracje, szczegóły i ciekawostki, które przeniosą was w wyjątkowe miejsca i sprawią, że zapragniecie dowiedzieć się jeszcze więcej. „Mapy” to międzynarodowy bestseller nagradzany w kraju i za granicą.

Dla mnie stanowi niesamowitą pomoc w tłumaczeniu córce gdzie byłam podczas delegacji służbowych. Pokazuję jej miasta, kraje, zwyczaje, główne punkty orientacyjne, a na mapie świata powieszonej na ścianie – odległości z Warszawy.

Autorzy: Mizieliński Daniel, Mizielińska Aleksandra, Wydawnictwo Dwie Siostry

Logopedyczne

Z muchą na luzie ćwiczymy buzię

z-mucha-na-luzie-cwiczymy-buzie-czyli-zabawy-logopedyczne-dla-dzieci-u-iext35262821Książka „Z muchą na luzie ćwiczymy buzie” Marty Galewskiej – Kustry zawiera zabawy logopedyczne, które wspierają rozwój wymowy dziecka. Dzięki Fefe ćwiczenia stają się świetną zabawą, a dzieci śledząc przygody wyjątkowej muchy i realizując wyznaczone przez nią zadania, wykonują bardzo ważną pracę. Zawarte w książeczce zabawy i ćwiczenia logopedyczne mają na celu zapewnienie odpowiedniej ruchomości narządów artykulacyjnych, która wpływa na poprawną wymowę. Fefe zachęci każdego malucha do odpowiedniego trenowania warg, języka, podniebienia miękkiego i żuchwy.

Autorka: Marta Galewska-Kustra, Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Dla zbuntowanych księżniczek :)

A ja nie chcę być księżniczką 

a-ja-nie-chce-byc-ksiezniczka-u-iext35240613Kto by pomyślał, że mała dziewczynka o imieniu Marysia może być aż tak straszliwym smokiem! Na pewno nie jej mama. I tata też nie. Ani babcia. Jedynie dziadek miał pewne podejrzenia. Rezolutna Marysia sprawi, że w rodzinnym domu zapanuje niezłe zamieszanie…

Zabawna i przewrotna opowieść o tym, że mądrość jest ważniejsza od urody i że zawsze warto być sobą! Dla wszystkich dziewczynek, które nie chcą zostać księżniczkami na przedszkolnym bale karnawałowym (i ich rodziców oraz dziadków ;)).

Autor: Grzegorz Kasdepke, Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Kosmonautka

kosmonautka-u-iext43460406

Dwanaście mam, a wśród nich: kosmonautka, architektka, pastorka… – nasze mamy to prawdziwe bohaterki. Stanowią pozytywne wzorce dla dzieci (zarówno dziewczynek, jak i chłopców), żeby w przyszłości sięgały odważnie po swoje marzenia. Co ciekawe, autorstwa męskiego a nie żeńskiego :)

Autor: Piotr Wawrzeniuk, Wydawnictwo: Poławiacze Pereł

No i koniecznie coś dla Warszawiaków :) a przynajmniej tych najmłodszych

Jak bum cyk cyk

jak-bum-cyk-cyk-powiedzonka-warszawskie-u-iext43256888„Jak bum cyk cyk” to mały leksykon najciekawszych warszawskich powiedzonek zebranych i zilustrowanych przez Mroux, autorkę „Małej książki o gwarze warszawskiej”. Pan Pierdziołka gdyby w stolicy żył, to by „Jak bum-cyk-cykiem” mówił!

Autorka: Bulikowska Maria Mroux, Wydawnictwo: Babaryba

Mała książka o gwarze warszawskiej

mala-ksiazka-o-gwarze-warszawskiej-u-iext43250451Czy wiesz, co to bambaj, trąbizupka, rymanarka? Czym zajmuje się doliniarz, a czym rycerz miotły? I jak właściwie robi się pańską skórkę?! Jeśli nie znasz odpowiedzi na te pytania, znakiem tego nie jesteś jeszcze warszawskim cwaniakiem…

Poznaj charakterną stolicę sprzed lat i zacznij mówić i nosić się po warszawsku. Książka do czytania i kolorowania, chociaż nie jestem wielką zwolenniczką pisania po książkach, więc na naszej półce do czytania i oglądania (i słuchania).

Autorka:  Maria Mroux Bulikowska, Wydawnictwo: Babaryba

Jako że teraz już bardziej sentymentalnie, ale jednak, wciąż jestem związana z Poznaniem, a moja siostra wciąż tam rezyduje – czekamy na pojawienie się na naszych domowych półkach pozycji przedstawiających piękną tradycję poznańskiej gwary i uwielbiane przez moją córkę poznańskie trykające się koziołki.

Mam nadzieję, że lista Wam się przyda – niezmiennie czekam na Wasze typy. Święta za pasem, listy do Świętego w drodze i wkrótce trzeba na nie odpowiedzieć :)

Zdjęcia książek ze strony empik.com

 

Ze starszakiem…na fitness

Na postanowienia noworoczne przyjdzie jeszcze czas, ale z doświadczenia wiem, że sprawdzają się one najczęściej wtedy, gdy je wprowadzamy w życie jeszcze przed ich złożeniem 😉 w szczególności jeżeli chodzi o postanowienie powrotu do ćwiczeń!

Jak wiecie powrót do pracy udało mi się jakoś ogarnąć (http://www.magoistka.pl/pierwszy-dzien-w-pracy-po-macierzynskim). Minęły 3 miesiące za biurkiem i powrócił ból kręgosłupa. Po tygodniu walki przyznałam w końcu sobie, że remedium jest tylko jedno – czas zacząć się regularnie ruszać! Tylko jak to zrobić, skoro mój dzień wygląda, jak wygląda (więcej tutaj). No dobra, coś tam robiłam. Czasami orbitrek w domu, czasami mata i ćwiczenia z youtube’a, ale to stanowczo za mało. Poza tym nie jestem typem sportsmenki, więc trudno się mi było zmotywować oglądając video wrzucone do sieci. Musiałam poszukać zajęć grupowych i to tych wzmacniających mięśnie głębokie i mięśnie brzucha. Pod okiem i krzykiem trenerki, przed całą grupą trudno szukać sobie wymówek, a w grupie – pełna mobilizacja i nikt nie chce słabo wypaść.

W sukurs przyszedł mi koncept mini-przedszkola w klubach sportowych – rozwiązanie wręcz idealne. Popołudniami oraz w weekendy w salce przystosowanej dla dzieci, z tv z bajkami, stolikami, kredkami do malowania i kolorowym dywanem przebywa opiekunka. Wpadłyśmy więc z Olgą do klubu fitness, Olga zajrzała do klubiku, spotkała koleżankę i kuzyna (jakoś nie zgadałyśmy się ze szwagierką, że tam będzie) i przeszczęśliwa pomachała na pożegnanie.

top

Kids Play w sieci Calypso

Dodatkowo okazało się, że trafiłam na ostatni dzień promocji i karnet do klubu na miesiąc kosztował tylko 67 PLN :) Zastanawiałam się czy córka wytrzyma ponad godzinę w tym klubiku czy też może zaraz przyjdzie do mnie na salę ćwiczeń, ale obawy były niezasadne. Wytrzymała i nawet zdziwiła się, że tak szybko po nią wróciłam. No a potem wypytywała mnie co robiłam na tych ćwiczeniach i kiedy następnym razem pojedziemy na siłownię – mam więc dodatkową motywację. Przy okazji jak czytamy wieczorem książeczkę o Basi chodzącej na tańce i jej mamie wracającej po ciąży do ćwiczeń – Olga z dumą puentuje, że my też chodzimy na tańce i ćwiczenia 😀

Jak już się ruszyłam, to postanowiłam iść za ciosem i, już teraz bez dzieci, wybrałam się na zajęcia poranne po 7. Jako że i tak wstaję rano, w ten dzień do przedszkola/żłobka dzieci zawozi małżonek, a ja już po godzinie 8 kończę trening i mam satysfakcję, że zrobiłam coś pożytecznego dla siebie z samego rana. Klub z rannymi zajęciami mieści się akurat po drodze pomiędzy moim domem a pracą, więc spokojnie dojeżdżam do biura na 9, zahaczając po drodze jeszcze po poranną kawę i śniadanie.

Skoro już napisałam o tym na blogu, to nie pozostaje mi nic innego jak systematycznie kontynuować to, co zaczęłam – bez wymówek :) Jutro zatem znowu wyruszamy na podbój klubiku dziecięcego, a ja na fitness.

Co zabrać dla dziecka do klubiku:

  • ulubioną zabawkę lub przytulankę,
  • coś do picia i coś do jedzenia (najlepiej jakiś zbożowy batonik, żeby nie było to jedzenie plamiące)
  • w zależności od wyposażenia miejsca – kredki, malowanki, książeczkę a może klocki
  • dobrym rozwiązaniem jest też tablet z bajkami (jeśli nie ma tv) – może niezbyt wychowawcze, ale przynajmniej dziecko wytrzyma tę godzinę
  • dobry humor i obietnicę – u mnie się sprawdziło. Przed wyjściem miałyśmy umowę, że Olga będzie dzielna, jak chce ze mną jechać – to koniecznie musi wytrzymać w sali zabaw, żeby mama mogła poćwiczyć dla zdrowia.

Jak mówić dziecku o śmierci…

No właśnie…jak. Nie znam odpowiedzi na to pytanie, gdyż na szczęście jeszcze nie musiałam jej poznawać. Ale prędzej czy później temat się pojawi, a okres zaduszny tym bardziej sprzyja takim rozważaniom.

Moja trzylatka odwiedza z babcią i tatą grób swojego dziadka, ale jako że zmarł jeszcze przed jej pojawieniem się na świecie, de facto nie wie o co chodzi. Mimo to trudno jej wyjaśniać, że dziadek tam śpi, bo przecież nie śpi, a poza tym obawiam się takich pół-prawd. A co jeśli weźmie to dosłownie i będzie bała się zasnąć, żeby nie trafić na cmentarz?

Z drugiej strony coraz częściej pojawia się temat umierania, bo dzieci najwyraźniej rozmawiają o tym w przedszkolu. Jeśli jesteście wierzący wydaje się, że jest łatwiej – można opowiedzieć o duszy, o miejscu, do którego dusza trafia. Przekładając to na język dzieci możecie wspomnieć o niebie czy aniołkach.

Jak natomiast wytłumaczyć dziecku śmierć, jeśli nie jesteście osobami wierzącymi lub też uważacie, że jeszcze za wcześnie na wprowadzanie religii do ich życia, albo z jakiegokolwiek innego względu chcecie jakoś ubrać w dziecięce słowa tę smutną prawdę, że śmierć to pewnego rodzaju koniec (przynajmniej życia doczesnego), ale czeka każdego z nas? Osobiście nie jestem przekonana, czy stosowanie alegorii śmierci, porównywania jej do podróży, snu, lotu czy innych podobnych historii trafia do przedszkolaków, które wiele rzeczy biorą dosłownie. Moim zdaniem lepiej powiedzieć prawdę, w bardzo podstawowy sposób. Pradziadek żył, a teraz umarł, nie ma go, nie czuje głodu, nie oddycha – uff, ten temat jest tak trudny, że nawet na klawiaturze litery ciężko naciskać.

No cóż, nadal nie wiem jak się do tego zabrać, ale odnalazłam dwie książeczki, które mam nadzieję, że trafiają do dziecięcego umysłu. Poniżej krótko o nich.

Bajka o włosie Patryku…

Pozycja autorstwa Maliny Prześlugi, wydawnictwa Tashka, ilustrowana przez Agnieszkę Woźniak. W sposób mało melancholiczny opisuje historię tytułowego włosa Patryka, który zaczyna sobie zdawać sprawę, że inne włosy na głowie gospodarza powoli zaczynają wypadać. Nieuchronność tego zjawiska dopada Patryka, a kulminację osiąga, gdy z głowy wypada Anita, ukochana Patryka. Dosłowność przemijania, pokazanie schematu jestem – nie ma mnie, wypadłem jest moim zdaniem czymś, co może trafić do dzieci. Włos był, rósł, mieszkał na głowie, a potem wypadł i go nie ma. Tak jak nasi zmarli bliscy – byli, a teraz ich nie ma.

Chusta babci…

Historia autorstwa Asy Lind (tej od Piaskowego Wilka), wydawnictwo Zakamarki. Fabuła mniej więcej nakreśla się tak: Kiedy babcia wraca ze szpitala, w domu zbiera się cała rodzina. Panuje napięta atmosfera, dorośli krzątają się nerwowo, ktoś na kogoś krzyczy, ktoś płacze, szczekają psy. W całym tym chaosie dwoje dzieci stara się znaleźć miejsce, w którym będą mogły spokojnie pomyśleć. Nie jest to łatwe – na balkonie jest za zimno, z łazienki zostają przegonione – w końcu znajdują kryjówkę w namiocie zrobionym z chusty babci. Nareszcie mogą w spokoju, razem, pomyśleć. O łodziach i żonglerach, o babci i donicach, o życiu i śmierci, o wszystkim, co ważne, a o czym nie chcą czy nie potrafią rozmawiać z nimi dorośli. Kiedy parę dni później babcia odchodzi, dokładnie wiedzą, co mają zrobić…

Szczerze powiedziawszy przesłanie książki nie trafia do mnie aż tak dobitnie i moim zdaniem książka jest raczej przeznaczona dla nieco starszych dzieci. Z drugiej strony rzeczywiście może być tak, że w chwilach, gdy odchodzi ktoś bliski z rodziny, w szczególności w sposób naturalny, ze starości – wówczas dorośli porządkują swoje emocje zajmując się kwestiami organizacyjnymi. Mało kto myśli wówczas o tym, żeby jakoś wytłumaczyć tę sytuację dzieciom. Raczej odsuwa się je od tematu, chroniąc przed smutkiem, przed którym sami się bronimy, ale który i tak nas dopadnie. I może trochę o tym jest ta bajka. O tym, że dzieci znajdują swój azyl i na własny sposób razem myślą nad sytuacją.

***

Nie wiem czy te pozycje Wam pomogą i w ogóle nie wiem czy istnieje dobry sposób rozmawiania o śmierci, ale jestem przekonana, że ten trudny temat prędzej czy później trzeba podjąć i zacząć dzieci z nim oswajać, a zbliżający się czas temu służy.

Jeśli macie swoje dobre lub złe doświadczenia w przekazywaniu dzieciom tej smutnej prawdy – podzielcie się, pewnie wiele rodziców będzie Wam wdzięcznych za Wasze rady.

Ze starszakiem do muzeum

Byłam już z niemowlakiem w muzeum, ale czas najwyższy było odwiedzić to miejsce z moją przedszkolaczką. Co takiego można znaleźć dla starszaków w Muzeum Narodowym w Warszawie?

Muzeum oferuje cykl zajęć edukacyjnych dla opiekunów z dziećmi w wieku 3-4 lat. Cykl nosi nazwę „Trzy, cztery, start!” a zajęcia odbywają się raz w miesiącu. Nam udało się zapisać na niedziele i właśnie zapisy to najtrudniejsza część całego ćwiczenia. Muzeum dysponuje niewielką salką edukacyjną, w której mieście się co najwyżej kilkunastu milusińskich z opiekunami. Przyznacie, że jak na potrzeby Warszawy, to dość mało. O zapisach decyduje kolejność zgłoszeń i powstają podobno dość obszerne listy rezerwowych. W naszym przypadku oznaczało to wczesną pobudkę w pewien poniedziałkowy poranek (wstałam chyba przed 5), wydrukowanie formularza zgłoszeniowego, wypełnienie, podpisanie, zeskanowanie i wysyłkę mailową. W środku dnia już dostałam informację, że udało nam się dostać na zajęcia, więc lista podstawowa musiała się szybko zapełnić.

IMG_1017Jak wyglądają takie zajęcia? Na początku krótkie spotkanie w salce edukacyjnej i wstępne omówienie tematu. Edukatorka rozmawia z dziećmi (przy okazji można się wiele ciekawego dowiedzieć i porządnie naśmiać), a następnie dzieciaki chwytają muzealnego węża Baltazara, pokonują muzealne schody i wędrują do wybranych sal i pod wybrane dzieła sztuki. Mogą dowiedzieć się co to jest paleta, sztaluga, dotknąć płótna, poznać portrety i autoportrety, a także specyficzne narzędzia malarskie. Zawsze znajdzie się też jakaś zagadka, którą można rozwiązać z pomocą rodziców.

IMG_1021

Plan tematyczny zajęć na rok 2016 wygląda następująco.

PAŹDZIERNIK
Kto namalował obrazy?

LISTOPAD
Rzeźba – co to takiego?

GRUDZIEŃ
Na ile sposobów można namalować mamę i tatę?

STYCZEŃ
Kiedy będzie lato?

LUTY
Czy zwierzęta z obrazów istnieją?

MARZEC
Co się dzieje w Warszawie?

KWIECIEŃ
Gdzie rosną kwiaty?

MAJ
W co się bawić w Muzeum?

Po sesji w salach muzealnych cała grupa wraca z powrotem do salki edukacyjnej, gdzie może się trochę wyżyć artystycznie. Prace zbierane są w teczkach, które zostaną rozdane dzieciom i rodzicom na zakończenie całego cyklu zajęć.

Oprócz zapoznawania się ze sztuką dzieciaki odbierają inną ważną lekcję – jak się zachowywać w muzeum. Co wolno a czego nie wolno dotykać i po co w ogóle są te muzea.  Zajęcia może nie eksplodują feerią fajerwerków i atrakcji – w końcu dotyczą spraw poważniejszych. Dzieciaki nie poskaczą, nie wytracą za dużo energii, ale za to otrą się choć trochę o wyższą kulturę i wejdą w świat dorosłych, co i dla nich jest atrakcyjne. No i najważniejsze – to doskonały sposób na „quality time” z Waszym dzieckiem.

Dzień z życia pracującej mamy

Czasami zastanawiam się jak oni to robią. Widuję ich w pracy, na ulicy, w kawiarniach. Dobrze wyglądają, opowiadają o ciekawych miejscach, podróżują, spełniają się zawodowo, mają dzieci, ćwiczą, należą do przedszkolnej rady rodziców, bawią się z dziećmi w piaskownicy – jak to wszystko naraz jest możliwe???

No i aż czasem ogarnia mnie delikatnie ujmując zawiść, gdyż ja w tym samym czasie jestem wiecznie niedospana, przemęczona, podziębiona, z podkrążonymi oczami, bez czasu na ćwiczenia lub też siły na weekendowe zabawy. Wiadomo, że u sąsiada trawa jest bardziej zielona, a tendencja do wychwytywania w wypowiedziach tego, za czym akurat tęsknimy jest silna. Postanowiłam zatem zrobić rachunek sumienia i podsumować czy u mnie rzeczywiście jest tak źle, na nic nie mam czasu, a może nie potrafię się zorganizować. Więc jak jest?

Rano

Do męża przylatuje szef wszystkich szefów, nie może zatem odwieźć dzisiaj rano dzieciaków. Wstaję po 5, karmię na pół-śpiąco synka, do 6 jestem w stanie zwlec się z łóżka. Ubieram małego, szykuję rzeczy dla córki. Mały ląduje na podłodze. Miotam się pomiędzy ubieraniem się, pakowaniem rzeczy do żłobka i przedszkola, makijażem i przygotowywaniem płatków owsianych na śniadanie. W międzyczasie mąż ubiera siebie i córkę siedząc na podłodze w pokoju syna i przygotowuje poranne mleczko dla córy. Po śniadaniu szybkie ogarnięcie kuchni, czesanie córki, ubieranie i wychodzimy. Pakuję dzieciaki do fotelików, składam wózek i jedziemy do żłobka. Wózek rozkładam, trafi do wózkarni. Mały na ręce, starsza za rączkę i lecimy do szatni. Rozbieranie, odprowadzanie do „cioci”, szybki wpis na listę i lecimy do przedszkola. W połowie drogi Olga przypomina sobie, że nie dała Igorkowi buziaka i zaczyna płakać. Dla dobra małego nie cofamy się i szybko staram się wymyślić coś, co odciągnie jej uwagę. Już wiem! Mieli w przedszkolu obserwować dojrzewanie granatów -no to zmieniam temat na granaty i dochodzimy do celu. Rozbieramy się, ochraniacze na buty, odstawienie do sali, buziak i lecę do samochodu. Znowu zajęło mi to dłużej niż myślałam, ale nie jest źle. Zdążę spokojnie na 9.

Przedpołudnie

Jednak nie zdążę. Zapomniałam w weekend zatankować i jadę na oparach. Na szczęście stacja dosłownie przy trasie do pracy. Szybkie tankowanie, o, może jeszcze wezmę mój ulubiony tygodnik, poczytam sobie (jasne, dziś wiem już, że całego nie przeczytam). Czy zbieram punkty? Tak, zbieram, ale konia z rzędem temu, kto znajdzie moją kartę… Dojeżdżam 09.15, tylko że nie mam gdzie zaparkować. Dzisiaj lecę na konferencję, na 09.00 miał być tzw. „key note speaker”. Innymi słowy -szycha. Do końca dnia wszyscy będą powtarzać co powiedział. No nic, szukam miejsca trochę dalej, dobiegnę jakoś na obcasach. Udaje się, parkuję, jeszcze parkomat. Płacę, bilet za szybę, lecę. Oczywiście czerwone na pasach, ale szybko zmienia się na zielone. Uff, to idę. Nie, nie idę, muszę cofnąć się do samochodu, zapomniałam laktatora z bagażnika…cholera. Wracam, dolatuję na miejsce konferencji (już ze wszystkim sprzętem) z ponadpółgodzinnym opóźnieniem. Nieźle, szycha pewnie już pojechała. Wchodzę na salę, a tam niespodzianka – kluczowy gość nie przybył :) Dalej konfa poszła gładko, rozmowy przy kawie, networking, sprawdzanie maili na smartphonie. Zbliża się 13 i umówiony lunch. Muszę jeszcze znaleźć miejsce na randkę z laktatorem. Biznesowe miejsca to na pewno nie miejsca przyjazne karmiącym mamom, więc jak zwykle pozostaje toaleta. No cóż, inaczej się nie da.

Lunch mija w przyjaznej atmosferze, omawiamy co trzeba i szybka ewakuacja, bo zaraz zaczynam swoją sesję dyskusyjną, którą moderuję. Trzeba znaleźć panelistów.

Popołudnie

Czas na sesję. Szybko ustalam z panelistami które z moich pytań są dla nich mniej lub bardziej wygodne, nakreślam pomysł i zaczynamy. Kończę panel, podziękowania, dalsze rozmowy, wymiana wizytówek. Pierwszy dzień konferencji się kończy. Niby druga połowa dnia, a ja już się czuję jakby był wieczór. Ale nie mogę już więcej pić kawy – wyczerpałam limit kofeiny dla karmiących. Po drodze do samochodu sprawdzam maile, co mogę – forwarduję i deleguję. Resztę oflagowuję – zajmę się wieczorem lub jutro. W drodze w stronę domu oddzwaniam do klientów i zespołu. Odpowiadam na zapytania, ustalamy plan działania. Jestem pod domem, ale jeszcze mam chwilę do odbioru dzieci. W pobliskiej kawiarni otwieram kompa i wypycham projekty. Czas lecieć do domu, wieczorem jeszcze zebranie w przedszkolu.

Wieczór

Wpadam do domu, witam się z dziećmi. Szybko karmię Igora, w międzyczasie wypytuję córkę o jej dzisiejszy dzień. Wraca mąż, przejmuje dzieci. Lecę na zebranie rady rodziców. Mało kto chciał się zgłosić, a rada musiała powstać, no to w końcu się zgodziłam. Zebranie trwało ponad 2h. Podzieliliśmy się funkcjami, uzupełnialiśmy papiery. Każdy leci do swojego domu i dzieci. Moje pociechy wykąpane, najedzone. Igor przeciera oczy. Z progu przejmuję go i idę karmić i usypiać. Mąż zajmuje się Olgą. Igor po jakimś czasie zasypia, a ja znowu siadam do kompa. Tym razem sprawy przedszkolne – musimy poumawiać się na zmianę pełnomocnictw w banku. Przy okazji zakupy (oczywiście przez internet, bo inaczej jest ciężko) – a to śliniak zawiązywany do żłobka, a to soczewki się skończyły, a to promocja butów zimowych dla Olgi z klubu zakupowego, a to filtry do wody, zawsze coś jest. Jeszcze zerkam na bloga i FB, uzupełniam posty, przeglądam pocztę prywatną. A! Do przedszkola jeszcze wydrukować rysunek grzybka dla dzieci. Przygotować mleko ryżowe dla Olgi, umyć laktator, jeszcze rachunek do zapłaty został. No i instrukcja dla opiekunki na jutro. No dobra – teraz mogę poćwiczyć…tyle tylko, że chciałabym się wyspać i choć chwilę porozmawiać z mężem. Kończy się zatem na lampce czerwonego wina, kostce czekolady i 30 minutach wymiany poglądów.

Noc

Nie, to jeszcze nie koniec. Igor budzi się przed północą i dostaje swoją kaszkę na noc (karmi go mąż). Jak będziemy mieć szczęście, następnym razem obudzi się na chwilę, bo coś mu się przyśni i sam zaśnie albo dopiero na karmienie o 5. Jak nie -mąż wstanie jeszcze do niego z 2 razy. Będzie poruszał się jak lunatyk, nawet opaska fitness nie zanotuje, że się obudził. Olga w międzyczasie wstanie co najmniej raz do łazienki, a może i kolejne razy, bo będzie chciała spać z nami lub coś nie spodoba jej się w pokoju.

No i jak tu się nie wściekać na tych, co wyglądają na wyspanych? Chociaż z drugiej strony rozumiem to, co wszyscy mówili mi w pierwszej ciąży: wyśpij się, póki możesz….

p.s. oczywiście utyskiwania i narzekania z lekkim przymrużeniem oka, ale jeśli w tym planie dnia widzicie pole do usprawnień organizacyjnych – chętnie posłucham dobrych rad 😉

Śniadanie dla przyszłych i karmiących mam

Mania śniadaniowa już dawno opanowała stolicę. Tym razem jednak jedna z najbardziej obleganych śniadaniowo knajp w centrum Warszawy mnie zaskoczyła – wprowadziła menu przyjazne mamom (karmiącym i tym przyszłym), a do tego mleko sojowe. Czy to nowy trend w bywaniu?

IMG_0778Aioli na Świętokrzyskiej, bo o tej knajpie mowa, wprowadziło do menu pozycje oznaczone piktogramem niemowlaka. Od razu zwróciły moją uwagę, ale nie bardzo wiedziałam o co chodzi. Ze śniadań pozycją rekomendowaną dla mam jest Vege pizza (mozarella, pesto bazyliowe, szpinak, dynia karmelizowana, jajko, ser Feta, pestki dyni). Brzmi zachęcająco, jednak u mnie tym razem wygrał marynowany burak podawany z wędzoną rybą. Dlaczego jednak ten piktogram?

Otóż oznaczone niemowlaczkiem dania są pozycjami rekomendowanymi dla kobiet w ciąży i karmiących przez Samar Khanafer -uczestniczki finałowej 14
Master Chefa TVN wyróżnioną przez Gordona Ramseya i Michela Roux.

Tajemnica rozwiązana, brzmi przepysznie i następnym razem na pewno spróbuję. No i cenowo bez zmian – śniadanie w tygodniu zjesz za jedyne 10 PLN. Wyjaśnia to fakt, że po 9 na wolne miejsce trzeba już czekać, ale chętnych i tak nie brakuje.

 

 

Maluj, maluj czyli ze starszakiem do manikiurzystki

13921190_607643389406743_2709041873694486634_nPierwsze dni roku szkolnego za nami. Wyprawki już przyszykowane, zaniesione, pozostały pierwsze zebrania i uzupełnienie braków. Jak dla mnie – idealny czas na zasłużony relaks dla mam. A że termin ten zbiegł się w czasie z otwarciem salonu „maluj maluj” na Burakowskiej – no cóż, załóżmy, że zbieg okoliczności 😉

Salon ma bardzo przyjemny wystrój. Biel i szarość przełamane czarno-białą podłogą we wzory, do tego świeże kwiaty, wygodne fotele i kanapa, a także szampan, kawa i słodkości na otwarcie – dobrze się zaczęło.    IMG_0708 (1)   IMG_0712

Kolejną zaletą tego miejsca jest to, że jest przyjazne dzieciom. Nie ma może zbyt wielu miejsca na wózki, ale za to świetny kącik dla trochę starszych pociech. Zabawki, książeczki, kolorowanki, ekologiczne lizaki oraz specjalne lakiery do paznokci dla małych modniś chcących naśladować mamę, babcię czy opiekunkę. A do tego wszystkiego opieka i uwaga przesympatycznej p. Magdy – właścicielki salonu.

IMG_0715  IMG_0701 (1)

W salonie nie zapomniano też o tych dużo większych dzieciach – naszych mężczyznach 😉 Salon ma dedykowane usługi dla mężczyzn, w menu okraszone symbolem wąsów. Jest też linia męskich kosmetyków.was300-300x99

Na pierwszy rzut oka widać też profesjonalizm. Jest bardzo czysto, narzędzia są stautokerylizowane i odpakowywane bezpośrednio przed użyciem, manikiurzystki pracują w firmowych uniformach, rękawiczkach, z opaskami na włosach.IMG_0706

Oczywiście w salonie można napić się też kawy, herbaty, a także dostać mleko roślinne :) IMG_0714

 

Godziny otwarcia salonu są przyjazne również osobom pracującym. W tygodniu salon przyjmuje do godz. 20. Lokalizacja blisko Arkadii (w moim przypadku idealnie na trasie praca-dom) oraz w pobliżu restauracji Mielżyński i Maghreb (polecam hummusy!)

Przez pierwsze dwa tygodnie września 2016 obowiązuje promocja -30% na wszystkie usługi. Na otwarcie przybyto tak tłumnie, że niestety nie udało mi się skorzystać z usług. Wybieram się jednak z córką już w najbliższą sobotę, więc „własnoręcznie” ją sprawdzę. Moja córka była urzeczona tym miejscem i cały czas mnie pyta kiedy się znowu pojawimy w maluj maluj :) A że nazwa łatwo wpada w ucho, podejrzewam, że będę ją jeszcze nie raz słyszeć z ust córki w tym tygodniu.

 

.