Weekend w Sopocie – dokąd z dziećmi na lunch?

Sopot – urzekające miejsce na polskim wybrzeżu, do którego nie sposób odnieść się w sposób przeciętny. Wahadło wychyla się tylko na plus lub na minus. U nas jednak zdecydowanie na plus. Ale polskie morze rządzi się swoimi prawami – i gdzie tu uciec w Sopocie z dzieciakami nie tylko w słoneczny dzień?

Hotel Marriott

Znany całkiem do niedawna pod szyldem Mera Spa. Co jest w nim najlepsze dla dzieci? Trawiasty dziedziniec z placem zabaw, pełen urwisów i dorosłych relaksujących się przy kawie czy herbacie. Wstęp nie tylko dla gości hotelowych, ale i odwiedzających restauracje, więc możecie po prostu wpaść na kawkę.

Dwie Zmiany

Jeśli Sopot, to i Monciak należy odwiedzić. A na jego końcu (lub początku, jak kto woli) Dwie Zmiany. Dość dobra kuchnia, trochę alternatywne miejsce, ale za to najmłodsi mogą znaleźć swój kącik, posiedzieć w wigwamie czy pojeździć rowerkiem wte i wewte.

Tesoro

Nie udało mi się w końcu tam trafić, gdyż miejsce nie ma wewnętrznego kącika zabaw, ale za to zewnętrzny urzeka. Wiele rodzin z dziećmi je poleca ze względu na pyszne włoskie makarony i pizze. Podobno dzieciaki się zajadają. Kiedyś spróbuję.

Zdjęcia znajdziecie TU.

White Marlin

Długo można pisać o tym miejscu. Jedni narzekają na ceny (warszawiacy raczej przeżyją, ale na pewno nie odsapną na urlopach), inni zachwycają się klimatem. Jako że miejsce to pozwoliło mi już na kilka dni relaksu przy bawiących się na piasku i placyku dzieciach, w cieniu parasola, przy ładnej pogodzie, sącząc spritze…chyba zaliczam się do tej drugiej grupy. No więc tanio nie jest, ale czasem dla tych chwil wytchnienia można trochę monet poświęcić, jeśli macie luzy w budżecie. Jeśli nie, wpadnijcie chociaż na drinka i poczujcie ten klimat chill-out’u. A, no i jest też pomysłowy kącik zabaw urządzony pod schodami, pod czujnym okiem opiekunek.

Smacznego i słonecznego odpoczynku!

10 urzekających atrakcji Sandomierza – z dziećmi na weekend

Co można robić z dziećmi w polskiej krainie wina i Ojca Mateusza? No nic innego jak zwiedzać winnice i Sandomierz oraz lokalne place zabaw! Sandomierz na weekend z dzieciakami kusi.

Przede wszystkim warto wspomnieć, że trafiliśmy do uroczego miejsca na nocleg – na pierwszy rzut oka niczym specjalnym niewyróżniający się domek przerobiony na motel w stylu bed & breakfast. Bez typowej restauracji, bez menu, a jednak – na śniadanie m.in. jajecznica z jaj gęsich własnego chowu, parówki cielęce, pomidory, własnej roboty dżemy z moreli z własnego sadu, wypiekany chleb – istny raj dla alergików (i ich rodziców!).  Dla zainteresowanych – chętnie podam namiary.

Ale dzisiaj nie o noclegu, a o samym Sandomierzu. Co nas w nim urzekło?

  1. Starówka

IMG_0374 Ten centralny sandomierski plac jest chyba kluczowym punktem w planie każdego podróżnika. Miejsce jest naprawdę urokliwe. W pogodne dni dyskretnie tętni życiem. Wokół Rynku zbierają się turyści, słychać pobrzękiwanie filiżanek z pobliskich kawiarni i restauracyjek, kręcą się po nim przewodnicy, a dzieci biegają wokół radośnie chichocząc i jedząc lody. Nie obejdzie się również bez biegów wokół studni czy zdjęć z rycerzami. Gwarno, ale kameralnie.IMG_0314

2. Wycieczka meleksem

Stara część Sandomierza jest w większości brukowana, więc nie jest to miejsce przyjazne upadkom małych dzieci. Jeśli do tego jeszcze zaczyna kropić  – warto rozważyć 40 minutowy przejazd meleksem po głównych atrakcjach Sandomierza. Wózek typu parasolka spokojnie można zmieścić z tyłu pojazdu (dobrze tylko wówczas wybrać poranne godziny na zwiedzanie, gdy nie ma jeszcze wielu turystów).

3.  Wąwóz Królowej Jadwigi

Z perspektywy drogi krajowej (ulicy Krakowskiej) zupełnie nic nie zapowiada, że dosłownie za rogiem skręcicie w zupełnie inny świat. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki z gwaru posiłków i jeżdżących meleksów znaleźliśmy się w strefie ciszy, otoczeni naturą. Dosłownie po zrobieniu kilku kroków. Wrażenie niesamowite, aż dzieciaki na chwilę zamilkły.

4. Krótki rejs po Wiśle

Niespełna godzinny rejs statkiem po Wiśle to zawsze atrakcja dla dzieci, a i dorosli mogą się czegoś dowiedzieć. Rejsy odbywają się co godzinę (chyba że nie zbierze się wystarczająca ilość chętnych). Statki cumują przy Bulwarze Marszałka Piłsudskiego.

IMG_0358   IMG_0354

5. Czarny bez 

Oprócz majowej zupy z pokrzyw, którą szczęśliwie udało mi się upolować, w oczy rzuca się kwitnący czarny bez. I to nie tylko jako kwitnące drzewko. W niektórych miejscach znajdziecie i syropy z czarnego bzu, a także Hugo Spritz – czyli musujący letni drink właśnie z czarnym bzem. Nam udało się dostać Hugo Spritz w Bistro Podwale, które polecamy również dla rodzin z dziećmi – restauracja jest wyposażona w foteliki, znalazło się coś dla małych alergików (aczkolwiek nie-vegan), w toaletach są przewijaki, a w lokalu kącik zabaw – zarówno w jego wnętrzu jak i na zewnątrz.

6. Winnica Sandomierska

To miejsce odnaleźliśmy popijając kawę na Starym Rynku poprzez Trip Advisora. I dobrze się stało. Winnica oferuje zwiedzanie z degustacją oraz transportem! Z oczywistych względów jest to idealne połączenie – nie musieliśmy z mężem grać w marynarza. Nie było również problemu z przełożeniem naszych fotelików dziecięcych i wrzuceniem wózka do bagażnika (aczkolwiek spytaliśmy wcześniej czy jest taka opcja). Winnica jest rodzinnym przedsięwzięciem z tradycjami, obecnie prowadzona przez młode małżeństwo z pomocą rodziny. Świetna atmosfera, przemili ludzie i zawsze można czegoś dowiedzieć się o rodzimych winnicach. Przy okazji wina sandomierskie (my wybraliśmy białe i różowe, nie możemy się jednak przekonać do polskich win czerwonych) doskonale nadają się na suweniry.

IMG_0262             IMG_0257

7. Spacery i klimat

Urok starego sandomierskiego miasta sprzyja spacerom, więc i my korzystaliśmy. Przy okazji, uwalniając umysł od codziennych trosk, zaczęliśmy się zastanawiać nad lokalnym mikroklimatem. Wszyscy „lokalsi” twierdzili bowiem, że Sandomierz ze względu na swoje położenie w Kotlinie Sandomierskiej, na granicy Wyżyny Sandomierskiej, rzeczywiście ma specjalny, unikalny mikroklimat.  Dobrze więc z niego skorzystać (w szczególności wyjeżdżając z Warszawy po sezonie smogowym).

IMG_0332

Spacery to też doskonały pomysł i sposób na zwiedzenie Sandomierza, jego klasztorów, budynków sakralnych, Ucha Igielnego czy bram i murów miejskich. Wszystkie one położone są koncentrycznie wokół Starego Rynku, więc bez problemu dzieciaki dadzą radę.

8. Dziedziniec Zamku Królewskiego

Pocztówkowa budowla na wzgórzu, górująca nad Sandomierzem – to właśnie Zamek Królewski, zniszczony podczas potopu szwedzkiego i sukcesywnie odbudowywany. Samego Zamku niestety już nie zdążyliśmy zwiedzić, za to jego dziedziniec jak najbardziej.

9. Plac zabaw nad Wisłą (bulwary)

Po trudach podróży statkiem warto zatrzymać się na pobliskim placu zabaw. Niby nic specjalnego, ale otwarte przestrzenie i krzewiasty labirynt dają dzieciakom dużo miejsca do biegania i sporo swobody, a rodzicom – spokoju.

10.  Sady morelowe

To bardziej ciekawostka niż atrakcja, gdyż nie byliśmy w żadnym z nich. Sandomierz zawsze kojarzył nam się bardziej z jabłkami (i cydrem), a nie z morelami. Okazało się jednak, że jabłek i owszem, trochę jest, ale bardziej tych przeznaczonych do sprzedaży detalicznej niż na cydr. Za to skala uprawy moreli nas zaskoczyła (co pewnie wynika trochę z niewiedzy :-)).

IMG_0343 Dlaczego nie Świat Ojca Mateusza? Nikt z nas tego zbytnio nie ogląda, a dzieciaki nawet nie kojarzą – nie mamy zatem odpowiedniego kontekstu. Jednak dla wielbicieli tego serialu na pewno coś się znajdzie – oprócz Muzeum można wynając przewodników oprowadzających po miejscach, które ukazały się w poszczególnych odcinkach. Mnie Sandomierz bardziej kojarzy się z kryminałem „Ziarno Prawdy” Zygmunta Miłoszewskiego. Gdyby nie nasze brzdące, można by pewnie z tą książką chodzić po Sandomierzu niczym z „Cieniem Wiatru” Carlosa Ruiza Zafona po Barcelonie, ale to jeszcze za kilka lat…

Ominęliśmy również podziemia – ze względu na wiek dzieci, nie były tym zbytnio zainteresowane, ale jeśli Wasze pociechy są na tyle duże, że wytrzymają i się nie wystraszą – słyszałam, że warto. Miłego zwiedzania!

 

 

Gdańsk dla najmłodszych podniebień

Macie dosyć karmienia nad morzem Waszych dzieci frytkami, smażoną rybą i nuggetsami smażonymi we fryturze? A jeszcze do tego przy alergikach w ogóle kończycie głównie na samych frytkach i pomidorkach lub ketchupie? Ten wpis jest dla Was! Odkrywamy Gdańsk dla wegan, wegetarian, alergików i niesfornych maluchów – wszystko w jednym.

I jeszcze jedno – co do zasady unikamy dań z menu dziecięcego. O ile czasem zamawiamy pizzę, to jednak pulpety z makaronem, frytki z nuggetsami i pizza bambino to zdecydowanie nie są dania, które chciałabym codziennie jadać, a co dopiero dawać je dzieciom. Zdecydowanie preferujemy opcję 1/2 porcji lub całej porcji, którą dzielimy na naszą dwójkę dzieciaków. Nie znajdziecie zatem we wpisie informacji co się znajduje w menu dziecięcym.

Avocado Vegan Bistro

Jedno z lepszych miejsc wegańskich, zawsze tam tłoczno. Spore porcje, domowo-wegańskie smaki i rozsądna cena. Dla najmłodszych krzesełko. Dzieci się tu raczej nie pobawią, więc jest to miejsce bardziej na szybki lunch. Jednak dobra kuchnia wygrywa, więc wpadaliśmy dość często.

Fukafe 

Kolejne ciekawe miejsce na Wajdeloty, tuż za Avocado Vegan Bistro. Nie serwuje dań wytrwanych, jak to typowa kawiarnia, ale ciasta mają przepyszne – oczywiście też wegańskie. Do tego dobra kawa przygotowywana na różne sposoby oraz ciasta i torty na zamówienia. Dla najmłodszych – kącik zabaw z różnymi grami planszowymi i ciekawy wystrój miejsca. Jeśli zostanie Wam trochę miejsca po Avocado – koniecznie spróbujcie, nas to miejsce urzekło. Uwaga -nieczynne w poniedziałki.

Feed My Soul

Tuż przy Hali Targowej, wciśnięty koło kwiaciarni mały lokalik, ale za to uczta wielka. Bardzo przystępne ceny (za obiad dla czteroosobowej rodziny zapłaciliśmt 50 PLN, a dzieciakom została część jeszcze na kolację). Dostępne zestawy lunchowe (zupa, drugie danie, deser) i kilka pozycji stałych. Moją duszę nakarmili.

Jedyny minus to niewielki rozmiar lokalu, ale za to krzesełko dla dziecka jest – zatem nie planujcie tu długiej biesiady, raczej po prostu na zaspokojenie głodu i szybki rodzinny posiłek.

Hummusland na Wajdeloty

Na Rondzie Guentera Grassa znajdziecie Hummusland – poszliśmy tam dla odmiany (od Avocado Vegan Bistro oczywiście). Nie jest to typowe miejsce wegańskie, ale że daniem głównym jest hummus – można skorzystać. Hummus z falafelem w picie na ostro lub łagodnie jest smaczny, więc na lunch jak znalazł. Dla najmłodszych -krzesełko do karmienia.

Mangu – czyli pierogi świata

Nie jest to typowe miejsce wegańskie, ale za to idealne dla rodzin. Jeśli jesteście w Trójmieście na krótko – koniecznie zróbcie rezerwację lub przyjedźcie na wczesny obiad / lunch. Tuż po wybiciu południa przed lokalem robi się kolejka (i ludzie cierpliwie czekają).

W środku znajdziecie różnego rodzaju pierogi, z różnych regionów świata. Smażone, gotowane, pieczkone, w tym opcje wegańskie – do wyboru, do koloru. Do tego ciekawy wybór herbat.

Dla najmłodszych oprócz krzesełek – kącik zabaw oraz bardzo przyjemne loże rodzinne. Można tu pobyć ciut dłuzej, a dzieci powinny wytrzymać.

OtwARTa – coś bardziej wykwintnego

Dobra restauracja w gdańskim Garnizonie – nie przypuszczalibyście, że jest to lokal, do którego można przyjść z dziećmi. Jak najbardziej można, przy czym nie ma tu dla nich zbyt wiele udogodnień. Krzesełko jak najbardziej dostaniecie, ale kącika zabaw brak. Natomiast w słoneczne dni dzieciaki w oczekiwaniu na posiłek mogą wybiegać się przed restauracją, a także poleżakować na wystawionych leżaczkach.

Lokal serwuje dobrej jakości dania typu slow food, więc na zamówienie trzeba poczekać. Ale warto. Nierozgotowane warzywa al dente, pyszne ryby, artystycznie podany hummus i wszystko zdrowe – uczta dla podniebienia i dla oka. W ofercie dostępne również lunche, w tym w wersji wegetariańskiej.

Lula food & drink

Lokal znajduje się blisko OtwARTej, również na terenie gdańskiego Garnizonu. Jest to miejsce bardziej przyjazne dla dzieci (kącik gier, krzesełka dla dzieci), z ciekawymi przystawkami (np. marynowane ośmiorniczki) i super lemoniadami (na zdjęciu różana) uwielbianymi przez najmłodszych. Drugie dania bardziej smakowały nam w OtwARTej, ale w Luli też było ok, więc warto spróbować. Trochę gorzej w kwestii alergii – udało nam się wyeliminować alergeny z jednego dania i zaserwować go dzieciakom, ale musicie podać całą listę alergenów i poprosić np. o nieużywanie masła, sera itp.

Ping Pong – azjatyckie klimaty

Pyszne jedzenie niedaleko Luli i OtwARTej, a w dodatku w azjatyckich klimatach. Bardzo fajny wystrój (wita nas neon „ni hao”), mały kącik zabaw dla dzieci, krzesełka dla dzieciaków, ale najważniejsza jest kuchnia. Oczywiście kuchnia azjatycka niezawierająca krowiego mleka sama w sobie jest dla nas porządana. Znajdą się również pozycje roślinne (np. z tofu). Warto sprawdzić jednak ostrość – naszym dzieciom ostre dania jednak nie odpowiadają (w przeciwieństwie do nas). Mały zajadał się jednak wietnamską bułką z mięsnym nadzieniem i kolendrą, a mała pałaszowała krewetki.

Samo menu jest też ciekawe – wybieracie pozycję zaznaczając je na karcie ołówkiem. Świetny pomysł!

A na koniec posiłku – dawno przez nas poszukiwana kawa parzona po wietnamsku – mniam!

Restauracja KOS

Znajduje się w samym centrum Gdańska, na ul. Piwnej. Hitem tego miejsca jest nie tyle jego lokalizacja, co bardzo istotne udogodnienie dla rodziców małych dzieci – osobny pokój, strefa malucha, którą rodzice mogą obserwować na wyświetlaczu z przylegającej do strefy malucha sali. Jeśli macie dzieciaki w wieku przedszkolnym, z czystym sumieniem i spokojną głową możecie je wpuścić do pokoju zabaw i w spokoju zjeść posiłek. Dodatkowo zaraz przy pokoju zabaw znajduje się toaleta przystosowana dla dzieci, więc i z tym samodzielnie się obsłużą. Oczywiście lokal dysponuje też krzesełkami dla dzieci.

Co do menu – bardziej wersja turystyczna, ale można znaleźć też pozycje kuchni roślinnej.

Lody naturalne na deser

IMG_1661Natrafiliśmy na nie w Galerii Bałtyckiej – Gdańska Wytwórnia Lodów Naturalnych oferuje smaki wegańskie, także w wersji fit (bez cukru). Sprawdźcie sami! Dostępne w wafelku lub w kubeczku – co dość istotne przy alergikach.

Inne pomysły na restauracja i kawiarnie dla alergików w Gdańsku znajdziecie TUTAJ.