Wiosenne odkrycia kosmetyczne

Astronomiczna wiosna już wkrótce, warto odświeżyć więc półkę z kosmetykami. Moje odkrycia tego sezonu są następujące.

44879_A1.psd

Tonizacja – długo szukałam odpowiadającego mojej cerze toniku bez zawartości alkoholu. Trafiłam na niego przypadkiem, kupując mój ulubiony krem do rąk w rozmiarze „torebkowym”. Firma L’OCCITANE oferuje bezalkoholowy tonik, wzbogacony zmiękczającym masłem shea i wodami kwiatowymi. Dla mnie ekstra.

Serum

 

Witamina C i redukcja zmarszczek – czyli idealne połączenie dla skóry naczynkowej. Za namową siostry odwiedziłam salon Kiehl’s w warszawskiej Arkadii, a profesjonalizm sprzedawczyni sprawił, że nie dość, że wyszłam z serum i kremem pod oczy, to jeszcze o męską pielęgnację wzbogacił się mój mąż. Formuła koncentratu zawiera formuła przeciwzmarszczkowa zawierająca 10,5% czystej Witaminy C. Stosuje się ją po oczyszczeniu twarzy. Przy pielęgnacji azjatyckiej, produkt można nakładać po zastosowaniu emulsji/serum.

Mgiełka do włosów Waterclouds – zrobiona z naturalnych 41994bfd117d2d59af35adbaf2256a90składników, bez parabenów. Odżywka w postaci mgiełki, nie wymaga spłukiwania, a do tego zawiera filtr UV, idealnie na sezon. Mnie pomaga w ujarzmieniu puszącego i lokującego się tyłu (co podobno jest częste po ciążach) i zdecydowanie zmiękcza włosy.

UWAGA! PROMOCJA NA POWITANIE PO PODANIU W KOMENTARZACH / WIADOMOŚCIACH NA FACEBOOK’U ADRESU MAILOWEGO!

full-root-lift-pdp-top_1_1Jak już jesteśmy przy fryzurze, jednym z nielicznych produktów, który jest w ogóle w stanie podnieść moje włosy u nasady jest spray Living Proof, którego działanie uaktywnia się pod wpływem ciepła suszarki. Formuła bez silikonów. Ma dość przyjemny zapach i nie skleja włosów, umożliwia ich rozczesanie nawet tuż po nałożeniu produktu.

Kolejne odkrycie (dzięki przecenionym o kilkadziesiąt procent zakupom na limango :)) to legendarna już marka Ingrid Millet. Przy okazji szukania produktu do uzupełnienia pielęgnacji Hydro-–-Soothing-Aroma-Concentrateazjatyckiej trafiłam na świetną promocję i koncentrat nawilżający pozostał już ze mną (jest niesamowicie wydajny). Chroni skórę przed szkodliwymi czynnikami , redukuje zaczerwienienia i podrażnienia. Wyposażony w pipetę,  dzięki której można precyzyjnie go dozować (używam ok. 3 kropli na twarz, szyję i dekolt na dzień i  5 na noc). Zawiera w sobie olejki: makadamia, z pestek moreli i słodkich migdałów, a także masło shea i wosk kandelila.

Skin79-Maseczki-_Animal_Mask_For_Dry_MonkeyNo i na koniec niesamowita maseczka w płachcie wyszperana w perfumeriach Douglas, oczywiście azjatycka (bodajże koreańska). Nazwa Animal Mask for Dry Monkey zobowiązuje i po jej nałożeniu możecie przez 15 minut straszyć domowników lub bawić się z dzieciakami w dżunglę (obie opcje polecam :-)). Zawiera  kwas hialuronowy i ekstrakt z kwiatu lotosu, bez parabenów, pochodnych formaldehydu i ftalanów. Mój absolutny numer jeden wśród masek i towarzyszka piątkowych wieczorów :)

***

Wszystkie powyższe kosmetyki zostały wynalezione przeze mnie lub polecone przez znajomych, kupione z własnych środków oraz przetestowane własno – ręcznie (?), także rekomendacje są „od serca” oraz od zadowolonej skóry, która podziękowała przemęczonej matce za te chwile atencji.

***

Klocki, klocuchy i klocuszki czyli rodziną do Klockowni!

Za oknem powoli zaczyna się wiosna, nie zawsze jednak w dżdżyste dni wybierzemy się z maluchami na wielogodzinny spacer. Dokąd wyskoczyć, żeby dzieci się wyhasały, a i dorośli znaleźli coś dla siebie? Dzisiaj proponuję wam Klockownię.

Klockowy plac zabaw znajdziecie na warszawskim Targówku w Galerii Renova (niegdyś Rembielińskiej), na pierwszym piętrze. W środku raj dla zwolenników klocków małych i dużych. IMG_1604[1]

Przy wejściu zamykane na klucze szafki, w których możecie poupychać wszystkie rzeczy, zzuć buty i w skarpetkach wejść do królestwa klockowych form. Jeśli spodziewacie się tylko lego w wersji dla starszych i duplo dla młodszych – miło się zaskoczycie.

IMG_1600[1]Dla najmłodszych pociech w pierwszej części sali są klocki duże, miękkie, plastyczne i magnetyczne. Jest to tzw. Strefa Małe Paluszki. Możecie w niej zostawić (pod nadzorem oczywiście) nawet raczkujące malce, które na miękkim dywanie będą próbowały sił w spinaczce i podnoszeniu się na klockach.

 

Kolejna część placu zabaw to Strefa Na 4 Ręceklockownia_340_261116idealna dla rodzeństwa, które może razem budować różne konstrukcje z dużych niebieskich klocków (u nas w konfiguracji jedna buduje, drugi psuje :)). Przednia zabawa! W dodatku tuż obok znajduje się tor, po którym można spuszczać w dół przeróżne pojazdy kołowe, kulki, klocki czy co tylko wpadnie dzieciakom w ręce. Ważne tylko, żeby same na nim nie zjeżdżały, gdyż konstrukcja toru nie przewiduje utrzymania większych ciężarów (a był to jeden z pierwszych pomysłów Olgi).

Jak już IMG_1602[1]znudzi się wszystkim współpraca, czas na pracę prawie indywidualną w Strefie Hocki Klocki. Wiele szuflad i komór, w których znajdziemy dużo różnych odmian klocków, ale uwaga – też z małymi elementami. Nasz Igor najbardziej upodobał sobie klocki magnetyczne i nie mogliśmy go nawet na chwilę zostawić, żeby kulki-łączniki nie trafiły przez przypadek do gardła lub nosa. Ale odciągnąć od strefy magicznych szuflad się nie dał. Wcale to mi nie IMG_1601[1]przeszkadzało, gdyż przy okazji mogłam budować swoje własne konstrukcje.

Kolejna strefa to Majster w Akcji i przeznaczona jest dla poważnych konstruktorów i budowniczych. Dzieciaki budują w niej prawie prawdziwe domy, budy, pojazdy czy co tylko wyobraźnia im podpowie. Dla rodziców to też niezły azyl, gdy chcą na chwilę zaszyć się pod klockowym dachem zostawiając swą drugą klockownia_306_261116połówkę z mozolną opieką nad dwójką dzieci (ale ciiii…to taki mój mały sekret ;)).

20161203_165135_004Jaka by to była zabawa, gdyby po trudach budowania nie wypróbować mocy buldożeru. Dla fanów (i oczywiście fanek) demolki przeznaczona została ostatnia strefa o tej, jakże wymownej, nazwie. Miękkie klocko-bloki układają się w całą kolorową ścianę by zaraz wylądować z powrotem na podłodze wraz z dzieckiem-buldożerem. Ubaw dla małych i dużych. Dodatkowo po bloczkach można się wspaniale wspinać i ćwiczyć umiejętność stania. A nawet jak spadną na głowę – oprócz małego strachu nic się nie stanie.

Co do ceny – niemowlęta do 9 miesiąca wchodzą za darmo. Weekendowe godzinne wejście rodziny 2+2 przy niezbyt dużym obciążeniu sali to wydatek rzędu 45 PLN. Przy dużym obciążeniu jeden opiekun w cenie, drugi musi kupić bilet o wartości 50% opłaty regularnej.

Osobiście uwielbiam klocki, a w dzieciństwie moim pierwszym zagranicznym wyjazdem był wyjazd do duńskiego Legolandu (to dopiero było dziecięce Hygge ;))! Może i stąd ten sentyment. Niewątpliwie jednak klocki pomagają w rozwoju małej motoryki u dzieci, umiejętności myślenia przestrzennego, rozpoznawaniu kształtów, faktur, kolorów. Pozwalają koncentrować uwagę, a także tworzyć wspólne konstrukcje i rozwijać wyobraźnię podczas zabaw z wykorzystaniem tych tworów. Przyjemne z pożytecznym – POLECAM!

Więcej informacji znajdziecie na stronie: https://www.klockownia.com

 

Wszystkie podwórka Burakowskiej

W powietrzu czuć już wiosnę, więc szkoda siedzieć w domu. Z drugiej strony nie jest aż tak ciepło, żeby z ciągle przeziębionymi maluchami spędzać całe dnie na dworze. Złotym środkiem może okazać się ekslorowanie okolicy. U nas padło na Burakowską.

Trochę zapomniana uliczka na uboczu głównych tras, z rozbudowywaną częścią mieszkaniową, niegdyś znana z fabryki koronek. Dzisiaj wyglądem jeszcze nie porywa, ale można znaleźć tam bardzo ciekawe lokalizacje. O ile oczywiście nie wybierzecie rozrywki w pobliskiej Arkadii..

Naszym stałym punktem na mapie ul. Burakowskiej jest Maluj, maluj – idealny sposób na spędzenie chwil z córką gdy wybieracie się do manikiurzystki, w szczególności w towarzystwie koleżanek (lub też kolegów) i ich dzieci. Bardzo rodzinny salon przyciąga wręcz panie i panów z pociechami. Starsi mogą porozmawiać i napić się kawy, młodsi zaś doskonale bawią się udając starszych i wcinając lizaki z ksylitolem.

IMG_2020[1]Z wypielęgnowanymi dłońmi czas na podbój „miasta” i ucztę dla żołądka. Tuż za rogiem, na Burakowskiej 14, znajdziecie Targ Kulinarny i Targ Rolny. Dość kameralne miejsce jak na targ, w starych postindustrialnych halach, ale idealne na lunch z dzieciakami. Można znaleźć i coś dla mięsożerców, i dla wegan, a nawet dla alergików. Stanowiska w stylu street food oferują m.in. przysmaki kuchni gruzińskiej, uzbeckiej (pyszne pierogi na parze), węgierskiej, greckiej czy tradycyjną pizzę. IMG_2018[1]Do tego stoiska z napojami (piwa, kawa, non-alco) istoły w przeróżnych kształtach (m.in. beczek). Hipsterzy powinni być zadowoleni 😉 Nie ma problemu z wjazdem z wózkiem. Fotelika dla dzieci może tu nie znajdziecie, ale większe pociechy dadzą radę na róznego rodzaju siedziskach, a mniejsze zapewne zadowolą się posiłkiem z poziomu spacerówki. Nie jest to jeszcze Soho Factory, ale zaczyna się dziać.

A po lunchu – Targ Rolny na szybkie zakupy na kolację i nie tylko (w ofercie wędzone ryby, przetwory, zioła, owoce i warzywa, miody, jaja, pieczywo). Z reguły od rolników lub małych producentów.

Za rogiem przy bramie wejściowej znajdziecie showroom Goshico – dla bywalców Maluj, maluj – ze zniżką :) Niezłe torebki na prezent dla ukochanej lub dla zrobienia sobie przyjemności.

IMG_1074Alternatywa lunchowa – pobliski Maghreb. Podwórko niezbyt reprezentacyjne, ale lokal w środku już przyjemny. I to nie tylko wizualnie. Pyszny hummus na przystawkę i marokański tabouleh oraz mięsa podawane w tadżinie. Do deseru nigdy nie doszliśmy, ale dzieciom wszystko smakowało – w szczególności mięso w wersji na słodko podawane z kus kusem.

A jak już macie starsze pociechy i możecie wpaść na dłuższy lunch z lampką wina – koniecznie odwiedźcie lokal Mielżyński, prowadzony przez Roberta Mielżyńskiego. Dobrze dobrane przez somelierów wina do posiłków (w opcjach mniej lub bardziej przystępnych – możecie wybrać), a i właściciel niekiedy się pojawia osobiście. A że od czasu do czasu na różnych galach można go spotkań w roli wspierającego charytatywnie różne fundacje – bardzo polecam.

Burakowska zaskakuje też w innej dziedzinie. Na styku Burakowskiej i Piaskowej, na parterze budynku mieszkalnego znajdziecie familijny sklep CSK Podłogi, w którym dobierzecie idealne panele i deski do swojego mieszkania. Tradycyjny, familijny klimat, podejście pro-klientowskie i możliwość zasięgnięcia porady. Może trochę w staroświeckim stylu, ale produkty nowoczesne, ceny racjonalne, a kontakt z właścicielami -świetny.

To nie wszystkie atrakcje Burakowskiej, jakie są Wasze ulubione miejsca w tej okolicy?