Teatrzyki dla maluszków

Znalezienie atrakcji dla dzieci 3+ w Warszawie nie stanowi większego problemu. A już dla dzieci w wieku 5+ zajęcia organizuje prawie każdy dzielnicowy dom kultury. Gorzej, gdy chcecie się wybrać dokądś z roczniakiem…dzisiaj więc o teatrzykach dla najmłodszych.

Teatr Niewielki w SOHO Factory

To jeden z naszych pierwszych wyborów, głównie przez lokalizację. Za czasów jednego dziecka miło było pójść z dzieckiem do teatru, podczas gdy drugi rodzic delektował się kawą (w moim przypadku i bezą) w restauracji Dworzec Wschodni. Bardzo szybko obejrzeliśmy wszystkie przedstawienia i z niecierpliwością czekaliśmy na kolejne. Teatr przeznaczony dla widzów w wieku 1-7 lat i dolna granica wieku wcale nie jest przesadą. DIMG_1952[1]zisiaj właśnie wybrałam się z 13-miesięcznym Igorkiem na sztukę „A co to?” i Igor bawił się wybornie, z rozdziawioną buzią śledząc poczynania aktora na scenia, a po czasie dołączając interaktywnie do zabawy (zresztą śladem innych dzieci).

Formuła sztuk (a może ‚sztuczek’) zaplanowana jest w ten sposób, że pierwsze 30 minut do występ aktora (w przypadku najmłodszych interaktywny, inaczej się chyba nie da :) ), a kolejne 15 minut to zabawa na scenie z wykorzystaniem rekwizytów z danego przedstawienia. Sztuki dla najmłodszych operują prostym słownictwem (Halo? A co to? Pa, pa! Dasz? A kuku! itp.), dźwiękami i onomatopejami, powtórzeniami fraz, a przede wszystkim mimiką. Można się zdziwić jak takie maluchy trafnie odczytują sceniczny humor i bywają momenty, że słychać rechot małych buziek.

Sala teatru też jest dość niewielka, mieści się w niej ok 40-50 osób, co akurat sprzyja dobrej zabawie ledwo chodzących maluchów. Przed przedstawieniem dzieci i rodzice mogą pobawić się we „foyer”, a na samą salę należy wybrać się w ochraniaczach na obuwie (dostępne przed wejściem) lub skarpetkach, dzieciom natomiast zabrać obuwie na zmianę.

Z innych dostępnych tytułów dla najmłodszych polecamy też Kółko i Kwadrat.

Moim zdaniem spektakle oznaczone cezurą wieku 1-4 czy 1-6 lat są raczej dla tych młodszych widzów, stąd po 3 roku życia córki przerzuciliśmy się na inne spektakle.

Teatr Młodego Widza – ul. Jezuicka

IMG_0871 Uwielbiam jeździć do tego miejsca o każdej porze roku. Okolice Starego Miasta zawsze są dobre na spacer z dziećmi. A to koniki i powozy, a to lodowisko i choinka, a to kiermasze i kramy, no i zawsze Warszawska Syrenka. Jest o czym dzieciom opowiadać.

Sam teatr też trzyma poziom, nie zdarzyło nam się trafić na nieudane przedstawienie. Część z tytułów jest już bardziej przeznaczona dla przedszkolaków, więc Teatr Młodego Widza w naturalny sposób uzupełnił nam ofertę teatru niewielkiego. O jego popularności niech świadczy chociaż fakt, że na niektóre spektakle już dawno nie ma biletów na najbliższe dwa miesiące…

Formuła spotkań jest podobna. Miejsce do zabawy przed spektaklami, zmiana obuwia, kameralne sale i interaktywność. Niektóre spektakle sa krótsze, niektóre dłuższe, ale zawsze jest czas na zabawę pod koniec przedstawienia.

Z ostatnich tytułów polecam Super Luper – dla fanów zabaw muzycznych :)

Przyznam, że na początku naszej przygody z teatrem dla najmłodszych zastanawiałam się czy to nie fanaberia. Roczniak w teatrze?! Jednak po kilkunastu już przygodach w tych dwóch miejscach mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że nie. Nie wspominając już o tym, że spektakle te są świetnym urozmaiceniem zimowych weekedów.

Znacie inne teatrzyki dla żłobkowiczów? Polecajcie -wypróbujemy!

 

Weekend bez dzieci – Hotel Narvil

Może i temat prozaiczny, ale jak nie ma się pod ręką niepracującej i mega sprawnej fizycznie babci lub dziadka, którzy podołają wyczerpującemu zadaniu ogarnięcia dwójki małych szkrabów przez 24h na dobę, urasta do rangi dużego problemu…. tak też było i u nas, ale wreszcie UDAŁO SIĘ!

Oj tak, po ponad trzyipółrocznym oczekiwaniu udało się nam wybyć na cudowne dwa dni tylko we dwoje do położonego na zaciszu (żeby nie napisać, że w głuszy) hotelu Narvil w Serocku? Dlaczego akurat tam? Bo miało być ładnie, miło, rozpieszczająco, niedaleko od Warszawy a do tego wszystkiego cicho…bez tabunów dzieci biegających wszędzie. I tak też było… dzieci co prawda się zdarzały, ale poza kilkoma spotkaniami podczas śniadania i omijaniem przez nas strefy basenowej – udało się praktycznie ich nie słyszeć.

IMG_1812       IMG_1813

Oj tak, zrozumiałam też to, co zawsze mnie zastanawiało. Hotele, gdzie dzieci są niemile widziane, oblegane przez rodziców małych szkrabów. Po 3,5 latach podróżowania tylko z dziećmi już to rozumiem. Czasem każdy z nas potrzebuje odpocząć od nadmiernej ilości bodźców, wyciszyć się, wyłączyć mózg, wsłuchać się w siebie, w potrzeby własnego ciała. I konia z rzędem temu, kto potrafi to zrobić gdzieś w drodze pomiędzy pracą, domem a milionem innych zajęć. My nie potrafimy.

Postanowiliśmy zatem udać się na urlop już w połowie piątku. Miły lunch we dwoje, kategoryczny ZAKAZ postawiony babciom – zero, ale to absolutnie zero telefonów. No chyba, że zaraz po wezwaniu pogotowia czy innych służb ratunkowych. NIe chcemy słyszeć jak jest miło, co powiedziała córka, czy małego swędziały ząbki. Przez te dwa dni w roku (a w zasadzie raz na trzy lata), chcemy być z dala od codzienności.

Narvil powitał nas miło. Estetyczne wnętrza, miła i profesjonalna obsługa, przygotowany pakiet powitalny (o taki mały poczęstunek) i wygodne małżeńskie łoże. Jak tylko je zobaczyliśmy, od razu postanowiliśmy spróbować, wskoczyliśmy do łóżka i…udaliśmy się na godzinną drzemkę. Wyobrażacie to sobie? DRZEMKA W TRAKCIE DNIA??? No właśnie, piękny początek weekendu. Potem zabiegi na zmianę z pysznie serwowaną kolacją spod ręki szefa Witka Iwańskiego, dobrym winem i drinkami oraz nieprzerwanym kilkugodzinnym snem.

IMG_1823

Podobnie też było drugiego dnia. Zwolniliśmy tak bardzo, że harmonogram zajęć wydał się nam aż zbyt napięty. Najchętniej leżelibyśmy w hotelowym caldarium na przemian z pobytem w strefie relaksacyjnej, popijając w szlafrokach zieloną herbatkę i wpatrując się w cichy zimowy pejzaż. Aż można było poczuć  hygge. Kocyk, herbatka, relaks, cisza, zieleń, a za oknem mróz i śnieg…

Ostatniego dnia stwierdziliśmy, że aż żal wyjeżdżać i w sumie przydałby się jeszcze jeden dzień odpoczynku po odpoczynku :) Definitywnie polecam to miejsce na oderwanie się od codzienności.

Minusy? Pewnie cena, bo do najtańszych nie należy. Stołom bilardowym też przydałoby się odświeżenie, bo zaplamione sukno w takim hotelu trochę słabo wygląda.

Z rozrzewnieniem natomiast będziemy wspominać wylegiwanie się w strefie termalnej…relaks w czystej postaci.

No a na koniec, no cóż, stęsknieni do naszych pociech gnaliśmy do domu…no może z małą przerwą na kino i teatr, bo w końcu doba hotelowa kończy się w południe, a babcie zakontraktowane na cały weekend :)

Pamiętacie Wasz pierwszy wspólny wypad bez dzieci / dziecka?