Jak miło Cię widzieć

Jak istotne jest  wsparcie innych osób w różnych sytuacjach, wie każdy z nas. Nie wszyscy i nie zawsze jednak zastanawiamy się jak wiele dobrego może zrobić miłe słowo czy gest – w szczególności dla młodej mamy, która wróciła do pracy.

W tym tygodniu wybrałam się na pierwszą, po przerwie na macierzyński, konferencję branżową. Konferencja, jak to konferencja. Temat na czasie, dość ciekawy nawet, wymiana wizytówek, rozmowa z ludźmi, zbieranie wieści z rynku, wymiana poglądów i doświadczeń. Najmilej jednak zaskoczyła mnie reakcja znanych mi kobiet biznesu. Na co dzień konkretnych, profesjonalnych, podejmujących szereg różnych decyzji. Tego dnia jednak każda z nich zatrzymała się na chwilę i powiedziała coś miłego na mój temat. A to, że ładnie wyglądam i nieźle zniosłam ciążę, a to że z każdym dniem dzieci rosną i będzie mi coraz łatwiej. Też to, że w końcu pracuję w biznesie, więc jestem w stanie wyznaczać priorytety i dam sobie radę z pogodzeniem życia domowego i zawodowego. W ich ustach było to po prostu stwierdzenie: Miło Cię widzieć, też to przeszłyśmy, wspieramy Cię i rozumiemy. No i naprawdę było miło. A że konferencja była w centrum Warszawy, po wyjściu z niej natknęłam się na wielką płachtę ze znanym już napisem „Miło Cię widzieć”, co dopełniło obraz :) i sprawiło, że miałam naprawdę udany dzień.

No i tak sobie myślę, czy te słowa wiele ich kosztowały? Czy same kiedyś usłyszały coś podobnego? A może właśnie tego im brakowało – maleńkiego wsparcia od w zasadzie obcych lub tylko trochę znajomych osób. Społecznego zrozumienia i przyzwolenia na podejmowanie decyzji o swoim życiu i sposobie na własny rodzaj macierzyństwa. Bez krytyki, oceny, a jeśli nawet z innym punktem widzenia, to z poszanowaniem tego drugiego. W zestawieniu z ostatnim hejtem, który o zgrozo wylewają niektóre doświadczone już mamy na niektóre młode mamy (vide kazus publicznego karmienia piersią), z wieczną oceną przyszłych i obecnych matek, sposobu wychowania, łączenia kariery z macierzyństwem lub też niełączenia (wrócisz szybko do pracy – karierowiczka, zostaniesz dłużej w domu – kura domowa, trzymasz dyscyplinę – zimny chów, jesteś bardzo związana emocjonalnie – kwoka, przykładów można by mnożyć) byłam mile zaskoczona. A czy powinnam być zaskoczona? Czy nie powinno to być naturalne, że osoby (tu: pracujące matki), które przeszły ten sam etap życia, podobne rozterki wykazują krztę zrozumienia dla nowicjuszek w tym zakresie? Nie piszę oczywiście o sytuacjach patologicznych, ale o prozie życia.

Bogatsza o te doświadczenia i przemyślenia mam takie postanowienie, żeby nie oceniać wyborów innych mam, nawet jak się z nimi nie zgadzam.  No i próbuję przekazać na co dzień gest, który sama otrzymałam: MIŁO CIĘ WIDZIEĆ!

Źródło zdjęcia: Lewczyk.pl, @Milociewidziec

Dlaczego WARTO wrócić do pracy

Od mojego powrotu do pracy minęło blisko półtora tygodnia. Reakcje otoczenia można w zasadzie podzielić na 4 grupy.

Grupa I : W zasadzie brak reakcji. Wróciłaś – ok. Nie chciałaś wrócić – też ok. Przyjęliśmy do wiadomości, koniec, kropka. Przedstawiciele: głównie osoby bezdzietne i mężczyźni mniej zaangażowani w rodzicielstwo. Grupa neutralna.

Grupa II: Głównie przedstawiciele świata zachodniego, gdzie urlop macierzyński trwa krócej. Głównie mężczyźni. Pada pytanie – Ile ma dziecko? Pół roku? O, tak, to już duży chłopak. Gratulacje, czas najwyższy wrócić i przechodzimy do biznesu. Jak dla mnie komunikat w porządku i na pewno szczery.

Grupa III: Moja ulubiona :) Wysyłają komunikat typu: Ok, trzymam kciuki, wiem, że godzenie obowiązków nie jest łatwe. Sam/sama mam dzieci, znam z rodziny, znam z autopsji. A teraz czas przejść do sedna. Połączenie empatii z podejściem biznesowym, bez zbędnej egzaltacji. Typowy przedstawiciel(ka) to inna pracująca mama.

Grupa IV: Ojej. A nie szkoda Ci było zostawiać takiego brzdąca? Taki maluszek, pewnie tęskni za mamą, potrzebuje bliskości i… tu padają wszystkie inne argumenty, które wiercą Ci dziurę w brzuchu, dotykają najgorszych twych obaw i uczuć rodzicielskich, no i psują Ci humor co najmniej na cały dzień (jak nie tydzień). No bo przecież oczywiście, że kochasz swoje dzieci, brakuje Ci ich, chciałabyś się nimi opiekować, ale z drugiej strony chcesz pracować. Nie jesteś tylko mamą, ale też specjalistką w swojej dziedzinie, chcesz się rozwijać. Próbujesz to wszystko pogodzić. Wbijanie szpili tego typu sformułowaniami naprawdę nie pomaga…

Tym postem rozprawiam się właśnie z grupą IV. Dlaczego WARTO wrócić do pracy? Oto mój DEKALOG.

  1. Klisza jakich mało, ale prawdziwa. Szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci.
  2. Chcesz się rozwijać. A kto się nie rozwija, ten się cofa. Brakuje Ci zadań, za które dostaniesz pochwałę. A jeśli nawet nie, to będą one materialne, zauważalne (raport, telefon, spotkanie, produkt, usługa). Siedzenie w domu z dziećmi jest rzadko doceniane, a Twoją pracę widać dopiero po latach. A najczęściej widać jak coś schrzanisz i dziecko wyrośnie na złego człowieka…niestety. Samo prowadzenie domu to praca iście syzyfowa. Rano coś zrobisz, wieczorem znowu tak samo (posprzątasz, ugotujesz, zrobisz zakupy). I tak w koło.
  3. Możesz porozmawiać z dorosłymi o dorosłych tematach. Na gugu, gaga przyjdzie pora – po południu.
  4. W końcu odpoczniesz. Jeśli ktoś wam mów (wmawia?), że praca biurowa, nawet bardzo intensywna i stresująca może być bardziej męcząca (fizycznie, a niekiedy i emocjonalnie) niż opieka nad dwójką małych dzieci – nie wierzcie!
  5. Odnajdziesz work-life balance. Oczywiście, jeśli będziesz tego pilnować. Ale przecież bez „work” nie ma „work-life”.
  6. W drodze do pracy znajdziesz czas dla siebie – na wypicie kawy w spokoju, przeczytanie gazety, książki, posłuchanie ulubionej muzyki, audiobooka. Będziesz mogła zebrać myśli.
  7. Zrozumiesz innych. U mnie to przynajmniej tak działa. Impulsy i interakcje z ludźmi z pracy pozwalają mi czasem lepiej zrozumieć siebie i moją rodzinę, a interakcje z rodziną – ludzi z pracy.
  8. Osiągniesz mistrzostwo w organizacji pracy. Pracujące mamy to chyba najbardziej zorganizowane istoty na świecie. Wiedzą, że muszą wrócić do swoich pociech, więc nie tracą cennego czasu na niewiele wnoszące pogaduchy (co nie oznacza, że stają się ponurakami). Potrafią priorytetyzować zadania i dobrze zarządzają swoim czasem.
  9. Nauczysz się elastyczności. Jeśli byłaś typem perfekcjonistki pewnie przyjdzie Ci to trudniej (tak było ze mną), ale elastyczność i zażegnywanie sytuacji kryzysowych, to codzienność w życiu pracującej mamy. Spieszysz się na najważniejsze spotkanie w roku, a zamiast w biurze lądujesz w szpitalu dziecięcym? Też się zdarza… No może pielęgniarki dziwnie na Ciebie patrzą jak po zażegnaniu kryzysu z dzieckiem siedzisz na linoleum i wydzwaniasz po współpracownikach i klientach, organizując zastępstwo i tłumacząc się z nieobecności…ale dajesz radę!
  10. Nauczysz dzieci, że praca też jest dla Ciebie ważna. I to wcale nie znaczy, że ich nie kochasz. Osobiście nigdy nie mówię dzieciom, że idę do pracy zarabiać pieniądze, albo że muszę tam iść. Jest to ważna, ale nie jedyna i nie główna moja motywacja. Tłumaczę, że idę, bo lubię, bo mam ważne zadania, bo chcę się rozwijać, mam pewne zobowiązania, podpisany kontrakt, bo doradzam innym, inni na mnie liczą. Można podać mnóstwo innych powodów niż zarabianie na czekoladkę.

I tym sposobem rozprawiam się, bez emocjonalnej huśtawki, z osobnikami grupy IV :)

Pierwszy dzień w pracy po macierzyńskim

Dzisiaj miałam okazję poczuć się znowu trochę jak w szkole 1-ego września. Co prawda był 1-y dzień sierpnia, co tym bardziej okraszało ten dzień – w końcu biurowiec firmowy mieści się tuż za Muzeum Powstania Warszawskiego. Fanfar nie było, ale wszystkie karty wejściowe działały, co efektywnie oznacza, że po blisko 8 miesiącach nieobecności wróciłam do pracy po urlopie macierzyńskim. Jak przetrwać emocjonalnie powrót do pracy?

No cóż, gotowych recept nie ma, bo i każdy związek emocjonalny matki z dzieckiem jest inny. Powiem generalnie, że przy drugim dziecku jest duuużo łatwiej. Oczywiście była pewna ekscytacja, ciekawość – co nowego w firmie, jak sobie wszystko poukładam. Jest wciąż trochę obaw – czy nie zaniedbam dzieci, czy pogodzę obowiązki, czy w pracy dam radę, czy utrzymam laktację. Dochodzą też myśli o dzieciach – czy sobie poradzą. Moim zdaniem najważniejsze jest nie dać się zbytnio ponieść emocjom i nie nakręcić się za bardzo. W końcu chcecie wrócić do pracy. Chcecie się rozwijać, zarabiać pieniądze, spotkać z kolegami, wyjść do ludzi z domowych pieleszy. Możecie mieć do tego różne motywacje, ale chcecie, a w ostateczności musicie tam pójść (chociaż lepiej moim zdaniem mentalnie chcieć niż musieć). Uczycie też swoje pociechy, że mama ma ważne zadania. Oprócz bycia mamą spełnia także inne role, w które się angażuje i które są dla niej ważne.

Kilka rad, które u mnie się sprawdziły.

  1. Nie oczekuj od razu cudów. Daj sobie kilka dni na wdrożenie. W końcu obowiązki też trudno przekazać w jeden dzień, więc przejąć ich też nie da się od razu.
  2. Pozbądź się perfekcjonizmu (uwierzcie mi, wiem co mówię). Bałagan w domu, spóźnienie do pracy. Późniejsze odebranie dziecka od niani. Dopóki nie wpadniecie w rytm – wrzućcie na luz. Trudno, jesteśmy tylko ludźmi.
  3. Utrzymuj kontakt z kolegami w pracy w trakcie urlopu. Nie zostaniecie zasypani wszystkimi wiadomościami pierwszego dnia po powrocie. Przygotujcie się jednak, że i tak coś was zaskoczy.
  4. Pozwól dziecku / dzieciom i opiekunom na adaptację. Może to oznaczać, że po powrocie maleństwo wisi na was aż do zaśnięcia. Opiekunka może nie ogarniać tematów i myli pory karmienia, słoiczki czy obiadki. Trudno, nauczą się z czasem. Tłumaczcie cierpliwie lub zostawiajcie karteczki (u mnie działa system magnesów lodówkowych).
  5. Poproś kogoś z rodziny o przyjazd na pierwsze dni. Działa to szczególnie dobrze dla starszego dziecka. U mnie pojawiła się mama, która jest najważniejszą atrakcją miesiąca dla mojej córy (po powrocie z pracy usłyszałam: mama, idź stąd, jestem z babcią :)).
  6. Nie martw się na zapas. Macierzyństwo nauczyło mnie tej zasady. Każdy dzień oznacza, że wasze dzieci są starsze, uczą się nowych umiejętności, rosną, więcej rozumieją i potrafią. Żyjcie chwilą. Na decyzje strategiczne przyjdzie czas, niekoniecznie w pierwszych tygodniach pracy :)
  7. Pamiętaj, że z reguły dzieci lepiej znoszą nową sytuację niż rodzice. Dla niemowląt wszystko prawie jest nowe. Nie wiedzą też, że już codziennie będziemy wychodzić do pracy, że to będzie trwało, że może pójdą do żłobka itd. Nie podzielają naszych obaw, ale reagują na nasze stany emocjonalne. Ja zastałam dzisiaj swojego blondaska uśmiechniętego. Może trochę stęsknionego (pewnie głównie za mlekiem mamy ;)).
  8. Podziel obowiązki z partnerem. Nie można efektywnie działać jako pracownica, mama, a do tego brać na siebie cały „home management”. Dla zdrowia swojego i całej rodziny – podziel się. Ustal logistykę, utwórz wspólny kalendarz, powieś go na ścianie, znajdź inny sposób komunikacji. Ważne, żeby nie zostawiać wszystkiego na swoich barkach, bo ucierpi na tym cała rodzina.
  9. Nie zanudzaj wszystkich opowieściami o dziecku. Wiadomo, że każdy kurtuazyjnie spyta o maleństwo. Będzie kilka och! i ach!, ale pamiętajcie, że nie każdy jest rodzicem i nie każdy chce słuchać tyrad o dzieciach. Zresztą z dzieckiem przebywamy na macierzyńskim, a w pracy mamy w końcu okazję wejść do świata dorosłych. Ja za tym światem trochę tęskniłam…

Jak wyglądał mój pierwszy dzień w pracy? Olga trzymała za mnie kciuki, Igor mało się przejął moją nieobecnością. Zastałam kilka zmian personalnych, trochę projektów do przejęcia, ale przyjęcie było miłe. Sama zaś nie byłam zestresowana. W moim przypadku to bardziej powrót do szkoły po wakacjach niż pójście do nowej szkoły, więc wiedziałam już mniej więcej czego mogłam się spodziewać.

Na jutro umówione mam już pierwsze spotkanie – 3majcie kciuki ;))) A teraz czas na małą lampkę dobrego wina, w ramach celebracji powrotu do pracy!