Sozopol – kurort, miasto artystów czy czas socjalizmu?

Wszystko dobre szybko się kończy, a już najszybciej kończą się urlopy. Jesteśmy zatem z powrotem w Warszawie i ponownie odkrywamy prawdziwość powiedzenia „nie ma to jak w domu”. Miło wracać do siebie, ale miło również powspominać wyjazdy. No to jak w końcu było z tą Bułgarią?

Sama podróż przebiegła bez niespodzianek. Może odprawa na Okęciu była bardziej zaostrzona ze względu na ŚDM. Po wylądowaniu na miejsce dość sprawnie dotarliśmy autobusem (w jakieś 35-40 minut). Przy transporcie niezorganizowanym musicie dojechać do centrum Burgas i stamtąd z dworca autobusowego złapać autobus do Sozopolu.

Prawda jest taka, że gdyby nie małe dzieci, to pewnie w ogóle byśmy o Bułgarii nie pomyśleli. Kojarzy nam się raczej z wakacjami z PRL. Do tego nielubiana przez nas opcja all inclusive (ale znowu – szukanie jedzenia z dziećmi poza hotelem przy diecie alergicznej to nie wakacje, podobnie zresztą jak pichcenie jedzenia w pokoju hotelowym). No ale basen w ofercie, plaża w ofercie, pogoda w ofercie (przez 2 tygodnie mieliśmy piękną pogodę), jedzenie zapewnione, supermarkety na miejscu, lekarz dostępny – czego  chcieć więcej dla półrocznego brzdąca i uczącej się nurkować 3-latki?

Sozopol to malutkie (ok. 4000 mieszkańców) miasteczko leżące na południowym wybrzeżu bułgarskiej części Morza Czarnego. Ukształtowane na styku wpływów kultury słowiańskiej, osmańskiej i greckiej. W przewodnikach nazywane miastem artystów, jednak obecnie znane najbardziej jako nadmorski kurort, w którym na plażach urlopy spędzają sami Bułgarzy, a także Rosjanie, Polacy, Niemcy czy Skandynawowie.

Czy da się z tego miasteczka wycisnąć więcej niż z przeciętnego kurortu? Jeśli żeglujecie – znajdziecie marinę. IMG_3703Zdarzają się koncerty jazzowe, możecie spotkać wiolonczelistów ćwiczących w miejskim amfiteatrze, obejrzeć dwie galerie sztuki, ruiny dawnych murów, zabytkowe cerkwie czy stare domy. Jest i miejski stadion. Ale nie oszukujmy się – to przede wszystkim kurort, plażowanie, hotele i kwatery.IMG_3699

W Sozopolu są dwie plaże. Jedna bliżej Starego Miasta, druga wzdłuż ulicy Ropotamo – bardziej komercyjno-turystyczna (na zdjęciu z leżakami). O ile atmosfera miasteczka jest milsza (w ogóle jest) przy pierwszej plaży, o tyle druga jest dłuższa i przez to ciut mniej zatłoczona. Natomiast ogólnie obie plaże są moim zdaniem podIMG_3876obne. Staromiejska ma większą płyciznę, więc jest lepsza dla najmłodszych amatorów kąpieli. Ta turystyczna – brzeg bardziej stromo schodzi w dół, więc raczej już dla umiejących pływać. Infrastruktura w obu miejscach podobna – leżaki i parasole (płatne po 6 lewów każdy), kilka knajpek. Przy staromiejskiej plaży znajdziecie plac zabaw (taki gminny, IMG_3751bezpłatny), natomiast przy tej turystycznej – głównie automaty (cymber guy, wyskakujące żabki, motocykle, kierownice, łowienie rybek, łapanie zabawek, proca angry birds itp.) i płatne „kulki” z trampoliną dla dzieci (bodajże 4 lewy za 15 minut). IMG_3748 Plac zabaw niedaleko Ropotamo też jest, ale musicie zboczyć z głównej trasy i oddalić się trochę od plaży (ul. Wasil Lewski). Wielkim plusem plaży komercyjnej było to, że praktycznie przylegała ona do naszego hotelu. W dodatku na plaży można zażyć masaży. I to nie w wersji light dla relaksu, ale prawdziwych masaży rehabilitacyjnych, które mogę z czystym sumieniem polecić. Koszt to 25 lewów za półgodzinny masaż pleców.

Jak już się Wam znudzi plażowanie i pływanie w hotelowych basenach, możecie się udać na pół-dniowy spacer połączony ze zwiedzaniem miasteczkaIMG_3710Oprócz wspomnianych już chramów i galerii, możecie zajść do małego muzeum miasta (bilet rodzinny 10 lewów) i poczytać trochę o jego historii. Jeśli zgłodniejecie, wybierzcie się na ulicę Krajbredną, znajdziecie dość gustownie urządzone restauracyjki serwujące rybę i lokalne sałatki. IMG_3828W drodze powrotnej na okolicznych straganikach możecie zaopatrzyć się w przetwory z róży (niestety głównie bazujące na syropie glukozowo-fruktozowym, zdarzają się takie oparte tylko na cukrze) i kosmetyki z olejkiem różanym. Bułgaria jest bowiem potentatem światowym w produkcji olejku różanego powstałego z płatków zbieranych w Dolinie Róż.

Co się rzuca w oczy w Sozopolu (a może i w innych miastach Bułgarii)? Nowe ze starym, ruina z najnowszym designem, inwestycje socjalistyczne i te za pieniądze z Unii. Odnowione hotele i kwatery prywatne, ale wciąż z designem z polskich lat ’90-ych (z dominującymi beżami, brązami i bordo…). Podjazdy dla niepełnosprawnych w nowo wybudowanym dworcu autobusowym i kawałek dalej dziurawe chodniki z wysokimi krzywymi krawężnikami, po których ciężko przejechać wózkiem, nie mówiąc już o chodzeniu na obcasach. Nie jest to bynajmniej zamierzony eklektyzm, ale efIMG_3686ekt ścierania się dwóch epok. Jak dla mnie było to przypomnieniem jak bardzo Polska rozwinęła się przez te ostatnie kilkanaście lat.

Efekt końcowy urlopu? Kilka przemyśleń, kilka porównań, ale na pewno wypoczęliśmy, a pogoda była świetna i co najważniejsze – murowana!

Główny minus – mało opcji wycieczkowych przy tak małych dzieciach, a w okolicy do zwiedzenia zamek na wsi (bez możliwości wejścia do środka) i samo Burgas. Przy starszych pociechach można wybrać się na wyprawę jachtem czy chociażby do Primorska, w którym mieści się aqua park.

Informacje praktyczne:

  • funkcjonuje kilka punktów lekarskich (pomoc 24h – np. w hotelu Martinez) i punkt pomocy medycznej w budynku gminy
  • można znaleźć kilka aptek – część z nich oferuje głównie środki kosmetyczne, ale można dostać również antybiotyki, leki na ból gardła czy przeciwbólowe
  • supermarket Bolero oferuje ciekawe produkty – w tym też ekologiczne, suszone owoce czy mleko sojowe (w restauracjach o mleku sojowym niektórzy nie słyszeli :))IMG_3618
  • w sprzedaży dostępne są piwa bezalkoholowe (Zagorka i Kamienica) oraz piwo 2% (Kamienica) o aromacie limonki i bzu – idealne dla matek karmiących 😉 IMG_3768 IMG_3675
  • postój taksówek i dworzec autobusowy znajdują się w jednym miejscu. Taksówką do Burgas jesteście w stanie dotrzeć za 15 lewów (z powrotem 3 razy drożej). Autobus to koszt rzędu 4,5 lewów (za dziecko połowa tego)
  • na dworcu autobusowym nie ma kas – bilety sprzedaje bileter pracujący w autobusach
  • możecie spotkać kilka polskich akcentów – sklep o nazwie Mateusz, polskie biuro podróży, polskie menu w restauracjach
  • koniecznie spróbujcie owoców, głównie melona miodowego i arbuza. Stragany z owocami w sezonie oferują spory wybór, niestety w dość wygórowanych cenach.

 

Drip, chemex, aeropress – z czym to się (pi)je?

Swego czasu natknęłam się na ciekawy artykuł dotyczący zmienności zwyczajów picia kawy. Nasi (a przynajmniej moi) dziadkowie pili małą czarną „po turecku”  z peerelowskich szklanek z koszyczkiem. Następnie nadeszła moda na popularną neskę, czyli kawę rozpuszczalną. Moje pokolenie przerzuciło się już ziarna zaparzane w ekspresach ciśnieniowych – espresso, cappuccino, ristretto. Dzisiejsza młodzież chyli się raczej ku aeropressom, dripom i chemexom. Na salony weszła również nowozelandzka / australijska kawa flat white, która, wierząc znawcom, niewiele ma wspólnego z cappuccino. O co w tym wszystkim chodzi i co oznaczają ten nazwy? Poniżej krótkie kompendium wiedzy o alternatywnych metodach parzenia kawy dla amatorów kawy, których pasjonuje sam smak, niekoniecznie wiedza o metodach ich parzenia od kuchni. No i może również dla tych, którzy podobnie jak ja chcą wiedzieć co zamawiają w restauracji 😉

METODY ALTERNATYWNE PARZENIA KAWY

Aeropress – urządzenie wynalezione przez znanego producenta frisbee w

swiezopalona.pl
swiezopalona.pl

2005 roku. Podobno jedna z najłatwiejszych nowych metod parzenia kawy.  Aeropressy znajdziemy w sprzedaży wysyłkowej już za cenę ok. 150 PLN.  To taki melanż metody przelewowej, ekspresu ciśnieniowego czy zaparzacza do kawy (french press).  Wybieramy dobre ziarna kawy, mielimy przed parzeniem i zaparzamy przeciskając przez filtr. W zależności od rodzaju ziarna, jakości wody, ilości kawy czy czasu parzenia możemy uzyskać różnorodne smaki i aromaty.

coffeedesk.pl
coffeedesk.pl

Drip – w reklamach pojawia się już następca drożdżówki (niekoniecznie zdrowy), a w kawiarniach – następca americano, czyli kawa z dripa. Delikatna, duża, czarna kawa z dobrej i delikatnej w smaku kawy. Samo urządzenie może kosztować już 30-40 PLN (plastikowe). Są też wersje porcelanowe i szklane. Metoda parzenia również polega na zmieleniu kawy, przygotowaniu filtra i odpowiednim zaparzeniu kawy przelewając wodę przez filtr. W tej metodzie nie ma prasy, kawa spływa z dripa do naczynia.

Chemex – zaparzacz, karafka i dekanter w jednym. Wynaleziony kilkadziesiąt

swiezopalona.pl
swiezopalona.pl

lat temu chemex wciąż jest w modzie. Filtr papierowy stosowany do chemexa jest grubszy i ma kilka warstw.  Górna część w której znajduje się filtr papierowy jest na stałe złączona z dolnym zbiornikiem, w którym zbiera się kawa. Technicznie metoda zaparzania jest podobna do zaparzania w dripie (przynajmniej dla takiego laika jak ja), jednak sam filtr, rodzaj kawa i sposób mielenia się różnią.

Kawa z dripa jest kawą najdelikatniejszą, więc jest to dla mnie dobra opcja na czas karmienia. Jednak najbardziej smakuje mi chyba kawa z aeropressu, gdyż jest bardziej aromatyczna. Kawa z chemexu daje mi z kolei największego kopa, zawiera sporo kofeiny (stąd obecnie nie pijam, albo pijam bardzo rzadko).

Jeśli jesteście kawoszami i macie swoje ulubione metody  parzenia / miejsca na wypicie małej lub dużej czarnej – koniecznie polecajcie!

 

Wykorzystano materiały: coffeedesk.pl, wikipedia.org, swiezopalona.pl

 

 

 

Hel – post scriptum

Nasza tegoroczna helska przygoda dobiegła końca. W Warszawie z kolei skończył się szczyt NATO i można było wracać do domu. Po długiej podróży (ponad 10h, ale to już inna historia) w końcu wylądowaliśmy w naszych czterech kątach. Ach, jak miło wracać do domu, chociaż na chwilę. Wkrótce pakujemy się na dwutygodniowy pobyt w Bułgarii.
IMG_3508

Co mogę dodać do pobytu w Helu? Plaże, w których można się zakochać. Bardzo mało parawanów (których szczerze nie cierpię) na morskiej plaży, dobre tereny spacerowe (trasa na Cypel), trochę infrastruktury też dla mieszkańców (np. placyk zabaw dla dzieci zwany przez nas „kapitańskim” czy szpital wojskowy z przychodnią pediatryczną). To wszystko na plus. Minusem jest trochę mniej bogata infrastruktura turystyczna i usługowa w zakresie SPA, wellness – w porównaniu z z Chałupami czy Juratą. Nie jest to też Sopot, więc kulinarnie nie poszalejecie. Ma jednak swój urok i historię.

IMG_3528

Jako post scriptum…

Piwo z wiśniami – króluje nie tylko w knajpie Kutter, ale też kilkuIMG_3543 innych i jest całkiem ok. Znalazłam też na deser bezę Dacquoise, którą polecam. Poza Kuttrem, który mi się przejadł, można spróbować swoich sił w Palermo – mają tam rybkę gotowaną (tej z Kuttra nie polecam) i całkiem przyzwoitą pizzę.

Lody sorbetowe – polecam smak arbuzowy oraz owoce leśne. Inne też są ok, a smaki zmieniają się z dnia na dzień. Niezmiennie od Lodów Naturalnych.

FullSizeRender

Mleko sojowe – podobno ma się pojawić też w knajpie Lemon na Wiejskiej, blisko Urzędu Miasta – próbujcie. Sama kawa w tym lokalu ze zbiorów fair trade. Ma całkiem przyjemny, bogaty aromat i jest dość „gęsta”. Mnie nie udało się doczekać, więc korzystałam głównie z Flow Coffee. Niestety food truck znika z Bulwaru (wracają do Gdańska i okolic), na szczęście w tym samym terminie, co my :) Więcej na ten temat TUTAJ .

Biblioteka – jeśli nie chcecie targać ze sobą książek zachęcam wybrać się do Biblioteki Miejskiej. Na pewno znajdziecie jakiś wakacyjny reportaż, kryminał czy pozycję dla swoich pociech. Zapisy bezpłatnie. Można wypożyczyć 3 książki na 30 dni na jedną osobę. Biblioteka znajduje się na tyłach sklepu Polo Market, w tym samym budynku co biuro obsługi parkingu i straż miejska.

Melex i trochę historii – to opcja na słabszą pogodę, dla zmęczonych spacerami lub tych, którzy chcieliby posłuchać lokalnych opowieści. Trzeba tylko znaleźć dobrego przewodnika, bo nie każdy kierowca melexa to pasjonat. Nam się udało trafić na młodego, 18-letniego pasjonata, przyszłego studenta prawa, który swą opowieść snuł z zapałem, a starsze dziecko słuchało go z zapartym tchem. Chętnym udostępnię numer telefonu na priv. Wycieczka melexem trwa ok. 40 minut i kosztuje ok. 50 PLN (za wynajęcie całego pojazdu. U nas były to 3 osoby dorosłe, 3 dzieci i wózek). Oczywiście można indywidualnie dostosować jej program i długość trwania. Dowiedzieliśmy się nawet tego, o które grunty chodziło w starej medialnej sprawie z posłanką Sawicką.  To również nie lada gratka dla miłośników militariów i chętnych poznania kilku szczegółów z zakresu obronności kraju i obrony wybrzeża (nam udało się np. zobaczyć ruchomy radar postawiony tam celowo na szczyt NATO).