Hel – rzeczy nieznane

O Helu można się wiele dowiedzieć odwiedzając chociażby stronę GO HEL. Tego jednak tam nie znajdziecie. Poniżej lista „Insider Knowledge” z rozmów z Helanami.

  1. Aerobic / fitness na świeżym powietrzu – w poniedziałki, środy i piątki o 18.00. Dziewczyny spotykają się przy Orliku (Boisko im. M. Płażyńskiego), biegną kawałek na leśną polankę, ćwiczą i wracają truchtem z powrotem. Kurs prowadzi p. Agnieszka. Szczegóły i numer telefonu wywieszone w budynku miejskiej hali sportowej. Ćwiczenie na plażowym piasku, w szumie drzew i czując morską bryzę na plecach – bezcenne!
  2. Tenis – zaraz obok hali sportowej są dwa korty tenisowe. Ceny bynajmniej nie warszawskie, więc można popróbować.
  3. Najlepsza knajpa – więcej na ten temat we wpisie TUTAJ
  4. Tania prasa – ciekawy koncept dla plażowiczów.  Niedaleka piekarni i hali IMG_3498sportowej znajduje się sklepik z tanią prasą. Są to egzemplarze różnych gazet sprzed miesiąca czy tygodnia, również prasa zagraniczna czy dodatki do gazet. Można się zaopatrzyć w prasę za połowę ceny i przeglądać, czytać, rozwiązywać zagadki na plaży.
  5. Truskawki spod Polo Marketu – to podobno najlepszy dostawca truskawek w mieście. Wystawia się w sezonie pod sklepem Polo Market. Próbowałam, rzeczywiście dobre :)
  6. Strefa parkowania – od tego roku wprowadzono płatne parkingi. Bilet dobowy to 15 PLN. NIektóre prywatne parkingi oferują parkowanie po 10 PLN za dobę. Jeśli macie znajomych w Helu możecie porozmawiać z nimi o możliwości parkowania na posesji należącej do ich wspólnot mieszkaniowych – tam nie obowiązuje strefa.

Tyle udało mi się dowiedzieć w tydzień. Ciekawe czy kolejny tydzień przyniesie nowe odkrycia :)

Flat white, pierogi wegańskie i mleko sojowe w Helu

Rybka, pizza, zapiekanki, kebab, frytki, sałatki – to typowe nadmorskie dania, jakie znajdziecie w każdej miejscowości nadmorskiej. Ale gdzie szukać potraw wegańskich i mleka sojowego? Czy rodzice alergików zmuszeni są do gotowania podczas urlopu? Subiektywna lista knajp i knajpeczek dla wegan i tradycjonalistów.

Trendy się zmieniają i na szczęście nowa moda dotarła i do Helu (a nie tylko na Hel). Wegetarianom jest dość łatwo – potrawy z nabiałem da się znaleźć. Ale weganom i osobom uczulonym na mleko i nabiał – już trochę trudniej. W zeszłym roku musiałam opękać na własnej kuchni, sałatkach i jednym miejscu z mlekiem sojowym. Do tego dochodziła gotowana ryba z jarzynami z wody plus frytki. W tym roku jest lepiej. Udało mi się znaleźć też extra miejsce na kawę i to z jednego z modnych w tym sezonie food truck’ów. Zatem do rzeczy.

  1. Najlepsza kawa w Helu – food truck Flow na Bulwarze – nie dość, że w modnym food truck’u, to jeszcze z opcją mleka sojowego, dobrymi herbatami, flat white (koniecznie spróbujcie!) w karcie i „kawą alternatywną” czyli przyrządzaną w dripie, chemexie czy aeropresie. Jednak nie dajmy się zwieść modzie – ta kawa jest przede wszystkim pyszna! Polecam!IMG_3513
  2. Wegańskie pierogi – miejsce „Z Alicją w krainie smaków” zwane też
    „Alternatywą” (na Wiejskiej zaraz obok Urzędu Miasta). Jako chyba jedyny w Helu lokal serwuje wegańskie placki ziemniaczane po cygańsku, IMG_3488zupę z zielonego groszku (za 5,50 PLN) oraz wegańskie pierogi z soczewicą. Próbowałam i zupy i pierogów – nie
    powiem, że było idealnie czy bardzo dobrze, raczej poprawnie, ale zdecydowanie lepiej niż gotowanie na urlopie, no i lepiej niż skazanie na surówkę i frytki. Oczywiście poza daniami wegańskimi jest jeszcze kilka wegetariańskich oraz kuchnia tradycyjne (rybka). Pierogi z dorszem dostępne od lipca, więc spróbujemy w przyszłym tygodniu.
  3. Ulubione miejsce lokalnych na rybkę i pizzę – Kutter – kogo nie spytam z lokalsów, wszyscy wskazują na tę knajpę. Potem koło się nakręca – im większy ruch, tym większa pewność, że serwowane posiłki są świeże. I tak rzeczywiście jest. Kutter posiada też swoją słodką odsłonę – Cafe Domek po drugiej stronie ulicy Wiejskiej. Poza nadmorską rybką serwują też pizzę, również w opcji na wynos.
  4. Kawa z mlekiem sojowym – oprócz food truck’u, który zdecydowanie jest uIMG_3486 mnie na pozycji nr 1, kawę z mlekiem sojowym znajdziecie też „u Alicji” i w „Stella Maris” – wszystko na Wiejskiej.
  5. Lody tradycyjne na Wiejskiej – co prawda nie są wegańskie i ich nie próbowałam, ale wszyscy lokalsi je chwalą. Dlatego umieszczam na liście, bo warto spróbować czy lokalny gust odpowiada naszym podniebieniom. Wystawiają się na ulicy w białym namiociku.
  6. To Tu – kolejna knajpka na rybkę, do której podąża lokalna gawiedź, zlokalizowana trochę z boku ulicy Wiejskiej. Co istotne – oprócz rybki i frytek można tam dostać również przetwory rybne – kabanosy, rybę wędzoną, rolmopsy po kaszubsku czy konserwy i pasztety rybne. My akurat rybkę jeść możemy i jemy, więc jest to dla nas dobra opcja na zakupy na kolację.

Znajdziecie inne ciekawe miejsca? Dajcie znać!

 

Z niemowlakiem samochodem na Hel

Za nami pierwsza wspólna (mama+niemowlę) trasa z Warszawy do Helu. Poszło całkiem nieźle. Jak przetrwać z niemowlakiem, rozplanować sobie trasę, a po drodze znaleźć miejsca na kawę i przewijaki?

Istotne jest rozplanowanie bagaży i podróży. Obowiązkowo przeciwsłoneczne zasłony w szybach, żeby malec nie dał koncertu z powodu świecącego w oczy słońca. Do tego dobrym i pożytecznym gadżetem jest lusterko do samochodu montowane przed malcem – pozwala na kontrolowanie jego zachowania bez konieczności oglądania się do tyłu (a oglądanie się na dziecko w trakcie jazdy może skończyć się tragicznie. Z córką miałam taki epizod, na szczęście u siebie w garażu i na bardzo niskich prędkościach, rysy pozostały do dziś :)). Przy foteliku mam też małą reklamówkę na zabawki, które zmieniam na każdym postoju– chodzi o to, żeby dziecko nie znudziło się jedną zabawką i mogło dłużej się zając same sobą.

Nie jestem zwolenniczką wożenia fotelika na przednim siedzeniu. Po pierwsze nie jest to najbezpieczniejsze miejsce w samochodzie i trzeba pamiętać o dezaktywacji poduszki powietrznej z przodu. Po drugie mały berbeć zawsze dekoncentruje i jest pokusa, żeby patrzeć na niego, a nie na drogę. Wybieram zatem miejsce z tyłu za pasażerem. Dlaczego nie za kierowcą? Podobno za pasażerem bezpieczniej, a w dodatku stojąc na czerwonym świetle mogę prawą ręką pobujać fotelik, gdy mały płacze.

Co jeszcze? Przede wszystkim żelazna zasada, którą przypomniała mi jedna doświadczona mama przy okazji walki ze smoczkiem – reżim dnia dziecka powinien opierać się na triadzie sen-karmienie-aktywność. Jeśli najedzone, wytulone i zabawione dziecko wsadzicie do fotelika i zaczniecie podróż, jest duża szansa, że zaśnie (przy mojej córce co prawda to nie działało, ale przy synku działa).  Tak też właśnie robiliśmy. U nas w trasie składa się to mniej więcej na cykl 3 godzin. Godzina na karmienie i zabawę, następne 2 godziny na jazdę i znowu godzina na karmienie i zabawę. Dobrze na postojach wyciągnąć malca z fotelika i pozwolić „rozprostować mu kości” – poleżeć na płaskim, położyć trochę na brzuszku, pozwolić pofikać. Wiadomo, że nikt nie będzie nosił ze sobą w trasie maty do zabawy, ale już kanapa w restauracji czy na stacji benzynowej, duży przewijak czy inne płaskie i w miarę czyste powierzchnie pozwalają na zabawę pod nadzorem. W jednym punkcie po prostu złączyłam ze sobą dwa krzesła i mały mógł pofikać.

Nie oszukujmy się zbytnio. Całkowicie bez płaczu się nie da, więc warto się na płacz przygotować. Przyjęłam sobie zasadę, że jeśli mały nie płacze dłużej niż 10-15 minut i widzę w lusterku wstecznym, że wszystko jest ok – nie zatrzymuję się. Jeśli płacz się przedłuża – szukam bezpiecznego miejsca na postój. W szczególności jeśli chodzi o podróż autostradami – warto przyjąć sobie jakąś zasadę i nie reagować nerwowo przy każdym płaczu.

U nas droga zajęła niecałe 7h, wliczając w to dwie okołogodzinne przerwy. Pierwsza z nich wypadła za Toruniem na Orlenie na trasie A1, który na wyposażeniu ma cały pokoik do opieki nad niemowlęciem. Przy okazji można zatankować, zaopatrzyć się w prasę, wypić kawę (niestety mleka roślinnego nie ma) i coś zjeść (niekoniecznie zdrowo).

Druga przerwa wypadła nam w Rumi, a że nie chciałam zbytnio zbaczać z trasy, zajechaliśmy do Galerii Rumia. Niestety toalety w galerii nie są wyposażone w przewijaki :(, ale za to w Multikinie są, więc zaszliśmy do Multikina. Galeria nie poraża różnorodnością, ale można znaleźć miejsce na wypicie zdrowego soku (vide JUICING), przekąszenie pizzy, makaronu, sałatki czy włoskiej zupy oraz na wypicie kawy (mleko sojowe bywa, ale akurat nie było) wraz z pysznym deserem.

Stamtąd została już tylko godzinka jazdy do Helu, więc spokojnie dojechaliśmy i zaraz po przyjeździe wybraliśmy się na spacer, żeby mały trochę ochłonął i zaczął się powoli aklimatyzować. Wkrótce ruszamy na odkrywanie Helu i zobaczymy co się zmieniło od zeszłego roku.

 

 

Lody z witaminami – idealne na upały!

Pogoda upalna, rozgrzewają nas też nastroje społeczno-polityczne związane z Brexitem. Na szczęście na upały jest wyjście – lody. Jak odmówić ich dziecku, które ma alergię na mleko i jajko? Najlepiej nie odmawiać – można w domu zrobić łatwe i proste lody wegańskie lub też poszukać miejsc ze zdrowymi lodami i sorbetami oraz wegańskimi pysznościami.

Domowe lody bananowe

Chyba najbardziej banalny przepis na letni deser. Pokroić banany w plastry, wrzucić do zamrażarki na ok. 2h, wyjąć, zblendować blenderem i dodać ulubione składniki. Wegańska straciatella? Dodajcie pokruszoną czekoladę. A może bardziej owocowe smaki – dodajcie maliny z lodówki. Można eksperymentować do woli – z dodatkiem tahiny wyjdą lody chałwowe, z bakaliami – bakaliowe, z kawą czy kakao – kawowe lub mocca, możecie też rozkoszować się po prostu bananowym smakiem i kremową konsystencją. Nie mają może zbyt dużo witamin, ale są pożywne no i nie zawierają konserwantów.

Sorbety

Przepyszny smak soczystych owoców w wielu odsłonach. Osobiście uwielbiam sorbety z mango, najchętniej połączone z wegańskimi lodami z mleka kokosowego. Ich głównym minusem jest cukier, a jeszcze gorzej, gdy idzie w parze z syropem glukozowo-fruktozowym. Zatem lepiej zrobić sobie je w domu lub zjeść w sprawdzonej lodziarni niż fundować produkty gotowe ze sklepu.  A jeśli już ze sklepu, to lepiej, żeby syrop był na jednym z ostatnich miejsc, a sorbet nie zawierał więcej niż kilka składników.

Lody wegańskie

Weganizm i produkty wegańskie stały się ostatnio modne i to nie tylko u wegan i alergików. Jest popyt, jest i podaż – na rynku pojawia się coraz więcej miejsc, w których można dostać lody wegańskie. W Warszawie jest to m.in. lodziarnia Ulica Baśniowa na Żoliborzu (gdzie zawsze są szybko obsługiwane kolejki, a na trawniku przed lodziarnią tworzy się w ciepłe dni quasi-piknik rodzinny) czy Vegestacja na Puławskiej (jeszcze nie miałam przyjemności spróbować, lokal nowo otwarty).

Ice pops

To pozycja, na którą udało mi się natknąć i w której się zakochałam. Naturalne glowna-001lody na patyku, bez konserwantów i sztucznych dodatków. Słodzone cukrem, bez syropu glukozowo-fruktozowego. Jak na nie traficie, możecie śmiało próbować i zachęcić do nich dzieci.

Smoothie z zamrażarki

No i na koniec lody z blendera kielichowego i zamrażarki. Zróbcie koktajl i zamroźcie. Można eksperymentować, próbowaliście np.  mango+jarmuż+kokos+banan+jabłko ?

Uff, dobrze, że piszę ten post wieczorem, gdy jest już ciut chłodniej bo inaczej musiałabym lecieć po wegańskie lody.

P.S. Lody wegańskie znajdziecie w wielu miastach. O Gdańsku i Poznaniu pisałam już na blogu (GdańskPoznań).

 

Tata, kochany tata – metro, drwalo czy spornoseksualny?

Tata, kochany tata, między pracą a domem lata, zawsze przytuli, buziaka da :) Tak mniej więcej nuci tekst piosenki moja córka, ku uciesze małżonka. Z okazji Dnia Ojca i po lekturze ostatniego numeru magazynu Charaktery oraz z właściwym dla siebie poczuciem humoru poniżej umieszczam krótki opis najnowszych „trendów” w stylu życia współczesnego mężczyzny.

photo-1441786485319-5e0f0c092803Metroseksualny– istny David Beckham. Dbający o siebie, z własną kosmetyczką i
obszerną półką w łazience, uprawiający sport i śledzący trendy w modzie, niezależnie od wieku wygląda trendy. Może do tej kategorii na polskim podwórku można zaliczyć Krzysztofa Ibisza? Ocenę pozostawiam Wam. Plusy życia z metroseksualnym mężczyzną: można podkradać kosmetyki i zniżki do sklepów. Minusy: jedna łazienka może Wam nie wystarczyć 😉

 

photo-1444012178010-1a337fd399c4Drwaloseksualny (lumberseksualny) – uważacie, że mężczyźni metroseksualni to typ zbyt „kobiecy”? To może bliżej Wam do drwali. Niezbyt delikatni i wrażliwi, z widocznym zarostem (aczkolwiek często równie wypielęgnowanym czy stylizowanym). Wytatuowani,w kraciastych koszulach i mięsożerni. Plusy dla ojców: nie trzeba się golić :) plusy dla mam: typ z fantazji grzecznych dziewczynek, w stylu Marlboro man. Symbolizuje pierwotną siłę i stereotypowe cechy męskie. Minusy: zarost drapie a drwal wcale nie jest taki pierwotny, jakby nam się wydawało. Dziki look może być równie wystudiowany i wystylizowany jak u metroseksualnych.

Hipster – w grupie ojców to ten trochę starszy, z kategorii 30+, rzadziej 20+, photo-1464053939082-8b6b9547838craczej z miasta. Kiedyś siedząc w kawiarni usłyszałam świetną definicję polskiego hipstera z ust dyskutującej młodzieży. To ktoś tak próbujący się odciąć swoim wyglądem, postawą, zainteresowaniami i sposobem myślenia od mainstream’u, że aż staje się modny i mainstreamowy :) Spodobało mi się to podsumowanie, więc kradnę i przytaczam. Plusy: zna wiele ciekawych i niby-undergroundowych miejsc, w których można spotkać wiele „modnych” osób. Minusy: za bardzo pragnie podkreślić niezależność często poprzez asystemowość, co niekiedy utrudnia funkcjonowanie w codziennym życiu.

Leming – wracamy na rodzime podwórko i do określenia przyczepionego napływowym mieszkańcom dużych miast, chcących zasilić co najmniej średnią klasę społeczną tegoż miasta. Dobrze wykształconych, chcących spełnić swój „American dream” w dużym mieście, pracujących w korporacjach i często przez nie przeżutych, posiadających kredyty (najczęściej we frankach) na mieszkania ciut ponad ich standard (ale wiadomo – aspiracje), na różne sposoby skonfrontowanych z rzeczywistością innych barw niż różowa. Plusy: do momentu pojawienia się dzieci praca przez kilkanaście godzin i pięcie się po szczeblach kariery jest ekscytujące. Minusy: zagrożenie wypaleniem nie tylko zawodowym.

Słoik – warszawski podgatunek leminga, przedstawiciel znienawidzonej (przez zazdrość? ;)) w kraju Warszafki. Brylujący na salonach w tygodni, w weekend wraca „do domu” (siedliska poza Warszawą) w celu zdobycia zaopatrzenia (słoiki, weki). Plusy: zaopatrzenie w dania z ekologicznych źródeł w pakiecie, przydatne przy dzieciach. Minusy: jednak to tylko klasa średnia 😉

Spornoseksualny – czyli jeszcze bardziej usportowiony David Beckham, photo-1441690636075-59519564be46jak Christiano Ronadlo. Godziny na siłowni i hektolitry potu, dbałość o wygląd i bycie w modzie, a do tego jeszcze nieodparta chęć dzielenia się zniewalającymi efektami ze wszystkimi. Plusy: jest się kim pochwalić. Minusy: on też lubi się chwalić, no i raczej więcej czasu spędza na siłowni niż u Waszego boku, chyba że trenujecie razem.

UWAGA! Powyższe typy mogą się niekiedy ze sobą łączyć, w szczególności w Warszawie!

WSZYSTKIM TATUSIOM NIE TYLKO Z BIOLOGII ALE I Z ZAMIŁOWANIA ŻYCZĘ W TEN SZCZEGÓLNY DZIEŃ ZABAWY (FUN’U) W CODZIENNYM BUDOWANIU RELACJI Z WŁASNYMI POCIECHAMI!

I nie martwcie się, gdy się nie odnajdziecie w powyższych typach. Dla waszych dzieci i tak jesteście  idealni!

Janginizacja – sposób na dżemy bez cukru

Jako że jestem łasuchem i trudno mi unikać słodkości, szukam zawsze sposobów na słodkie z jak najmniejszą ilością cukru. Niezastąpione są słodkości z kaszy jaglanej, desery wegańskie, ale jak zastąpić cukier w dżemach czy konfiturach? Okazało się, że jest na to sposób pochodzący z kuchni makrobiotycznej – JANGINIZACJA (od teorii jin i jang, czyli skierowanie potrawy w stronę jang), moje najnowsze odkrycie.

Od razu krótkie wyjaśnienie – nie jestem fanką robienia weków, gdyż nie mam w tym doświadczenia. No dobra, pasji i talentu też za dużo nie mam. No i do tego dochodzi jeszcze czas. Chętnie natomiast po nie sięgam, ale z reguły liczę tu na moich rodziców, a najbardziej na mamę :), która dla swoich alergicznych wnucząt przerabia mniszka lekarskiego, pędy sosny, tworzy dżemy na agarze z niską zawartością cukru oraz kupuje miód prosto ze sprawdzonych pasiek. Natomiast jeśli w lodówce zalegają resztki owoców, to oprócz wrzucenia ich do sokowirówki drugim sposobem na posprzątanie zapasów jest zrobienie na szybko dżemu. Problemem zawsze był jednak ten cukier. Można oczywiście zastąpić go stewią czy syropem z agawy, ale jednak słodki smak zostaje, a małych dzieci nie chciałam do niego przyzwyczajać. Zaczęłam więc zgłębiać temat w internecie i z pomocą przyszedł mi FB. Ktoś wrzucił post, ktoś skopiował i reakcją łańcuchową na mojego wall’a trafił post o janginizacji właśnie.

Naprawdę trudno zgadnąć czego można użyć zamiast cukru, bo jest to, uwaga, sól. Bardzo mnie to zdziwiło początkowo, ale odrobina soli w prażeniu owoców powoduje, że zawarte w owocach cukry się łatwiej wytrącają. Oczywiście jeśli owoc jest sam w sobie słodki. W pierwszej próbie użyłam jabłek i truskawek, z niewielką zawartością moreli (została jedna w lodówce) więc był i sok, i naturalne cukry. Dorzuciłam do tego pół łodyżki rabarbaru, który dodał kwasowości. Dodałam do tego jeszcze szczyptę soli i nastawiłam na mały ogień (czyli na 4-5 w płycie indukcyjnej). Pierwszy błąd to interpretacja słowa „szczypta”. Przyjmuje się, że jest to tyle, ile można „uszczypać” trzema palcami – kciukiem, wskazującym i środkowym. W tym jednak przypadku powinna to być mała szczypta lub pół-szczypty, bo dżem wyszedł słodko-słony :( Mnie jak najbardziej smakował, ale mój małżonek stwierdził, że to nie jest w ogóle dżem i dolał do niego syropu klonowego, a starsza córka zdjęła go z placuszków…. Co ważne, pomimo słonawego posmaku było czuć tę owocową słodycz (nie cukrową, a owocową właśnie). Drugi błąd to moja niecierpliwość – przeszłam później na większe obroty płyty i to de facto sprawiło, że owoce się rozleciały, a cukier w nich zawarty jeszcze się nie wytrącił. Zatem polecam trening cierpliwości i prażenie owoców przez kilkanaście, a nie kilka minut.

IMG_3395    IMG_3396

IMG_3397 A oto i efekt. Wygląda apetycznie :)

Pomna doświadczeń jutro próbuję zrobić dżem ze słodkiego ananasa, gdyż janginizować można w zasadzie każdy owoc. Soli dam tym razem mniej niż więcej i uzbroję się w cierpliwość.

Jeśli znacie tę metodę lub inne metody na dżemy bez cukru – koniecznie piszcie!

 

Terapia s(z)okowa

Sezon w pełni, stragany uginają się od warzyw i owoców, lato za pasem, czas na wakacje, a moja starsza latorośl przeziębiona. Postanowiłam zatem wykorzystać dostępność owoców i warzyw i zaczynamy JUICING, czyli terapię sokami.

Terapia sokowa nie będzie jednak terapią szokową. Jak większość metod naturalnych wymaga czasu, długotrwałego zastosowania i zmiany stylu odżywiania. Jednak na własnej skórze przekonałam się jak dobrze mogą działać metody naturalne (więcej o soku z cytryny przeczytacie TUTAJ, a o syropach naturalnych TUTAJ), wierzę więc i w juicing. Zwolennicy metody przekonują, że sokami można zastąpić nawet kawę, ale jestem kawoszką z wyboru, uwielbiam smak i aromat kawy, więc w tym punkcie nie walczę z przyzwyczajeniami.

Co mnie najbardziej zainteresowało jako mamę dwójki brzdąców (które zapewne w sezonie grypowym będą chorować na zmianę), to soki wspomagające układ odpornościowy. Jako bazy możecie użyć następujących składników:

photo-1425934398893-310a009a77f9  photo-1459663296021-50769c04b149

  • granat – witamina C, przeciwutleniacze
  • jagody – przeciwutleniacze, flawonoidy
  • marchew – beta-karoten, karotenoidy
  • pomarańcze (i inne cytrusy) – witamina C i potas
  • ostre papryczki – witamina A i C
  • miód – naturalny antybiotyk
  • imbir – gingerol, olejek eteryczny (właściwości lecznicze)

photo-1449831438585-6f419654d73e  photo-1437208909905-4cbcabed73be

Do tego możecie dodawać składniki i przyprawy, które lubicie. Dobrym dodatkiem będzie np. kurkuma (mleko kurkumowe polecane jest na przeziębienia). Najprostszym koktajlem, który udało mi się znaleźć w książce „Terapia sokowa” jest koktajl o wymownej nazwie „Po prostu pomarańcze i buraki”. Wystarczy 4 pomarańcze i 3 buraki przepuścić przez sokowirówkę i gotowe!

terapia-sokowa-czas-na-juicing-b-iext36028636Więcej mikstur i informacji o właściwościach poszczególnych warzyw i owoców znajdziecie w książce Terapia sokowa, która ukazała się nakładem wydawnictwa Buchmann.

Część z nich na pewno wypróbujemy, więc za jakiś czas podzielę się z Wami naszymi hitami. Na pewno zaczniemy od soków warzywnych i warzywno-owocowych. Bądź co bądź, soki owocowe są jednak bombą energetyczną i nie zawsze jest możliwość spalenia tej energii.

W Poznaniu z alergikiem – lunche, kawa i lody

Był weekend w Gdańsku (więcej TUTAJ), było poszukiwanie ulubionego czarnego napoju karmiącej mamy we własnej dzielnicy (więcej TUTAJ), czas na powrót do miejsca, w którym spędziłam kilka lat i które darzę dużym sentymentem – Poznań.

Dokąd udać się w Poznaniu z alergikami i optymalnie zdążyć jeszcze na trykające się koziołki? Przede wszystkim odkrywamy okolice Starego Rynku, jak na koncentrycznie zbudowane miasto przystało, a następnie zapuszczamy się w okolice Górnej Wildy i rejony mojej Alma Mater – Uniwersytetu Ekonomicznego.

  1. Poranna kawa z mlekiem roślinnym na Starym Rynku – Costa Coffee lub Pod Pręgierzem Cafe
  2. Sorbety i lody wegańskie, ale nie tylko – na Wronieckiej, niedaleko Muzeum Blubry 6D – Lodziarnia Wroniecka 17 – przepyszne sorbety z mango, vege kokos, smaki tradycyjne, codziennie nowe, w ofercie wafelki bezglutenowe i bez laktozy.
  3. Lunch wegański w Je Sus na Taczaka – jeden z lepszych posiłków wegańskich jakie jadłam. W dodatku dla córki szefowa kuchni przyrządziła danie spoza karty – wegańskie pancakes z owocami. Porcja na tyle duża, że wystarczyło na obiad i kolację, a mała się nią zajadała. My z kolei próbowaliśmy lokalnego piwa, soku z wiśni i sajgonek. Trudno opisać menu, knajpa nie ma typowej karty i trzeba dowiadywać się o specjalności dnia u kelnerek, ale wszystko było przepyszne i zadowoliło nawet podniebienia mięsożerców!IMG_3103  IMG_3182
  4. Lunch vege / non-vege w restauracji Start – w przyjemnym słoneczku rozłożyliśmy się w ogródku i delektowaliśmy smakami kaczki, kaszotto, paelli z kurczakiem oraz stir fry. Restauracja oferuje coś dla każdego – dania mięsne, w wersji wegetariańskiej, a niektóre w wersji wegańskiej. Przyjemnie,przyzwoicie.IMG_3144      IMG_3145
  5. Popołudniowy deser w Kwadrat na Woźnej – wracamy w okolice Starego Rynku na popołudniowy deser i kawę. Ceny deserów warszawskie (12 PLN za kawałek ciasta), ale smaki dobre. Hitem był Porzeczkowy Spekulant. Zdjęcia nie zdążyłam zrobić, za szybko poszły :)

Jak widać, po Polsce można podróżować z weganami, wegetarianami, bezglutenowcami, uczulonymi na orzechy i innymi alergikami i to, co najważniejsze, bez swojego prowiantu. Do Poznania najpewniej zawitamy jeszcze nie raz, więc będziemy odkrywać nowe miejsca.

Kawa z mlekiem roślinnym – na Targówku to luksus?

Było już o podróżach z dziećmi alergicznymi, ale nie było o własnym podwórku. Macie czasem ochotę na spacerze z dzieckiem usiąść na kawę? Ja też, niestety zwykle nie mogę tego zrobić. Powodem jest brak dostępności mleka roślinnego w knajpach na Targówku i mała liczba kawiarni. Pomimo tego, że ostatnio liczba przyzwoitych miejscówek gastronomicznych wzrosła (głównie w okolicy Św. Wincentego), zostaje mi zwykle kawa czarna lub herbata. Jednak przez ostatnie dwa lata, tj. od czasu mojego pierwszego macierzyńskiego oferta znacznie się poprawiła. Gdzie zatem na małą białą mogą skoczyć na Targówku weganie, nietolerujący laktozy i alergicy?

IMG_3249Z Miłości do Słodkości

Niedawno otwarte, niedawno odkryte i jak dotąd jedno z moich ulubionych miejsc na Targówku. Znajduje się na ul. Borzymowskiej, niedaleko Lidla. Oprócz mleka sojowego oferują kawę z dripa, „zdrowsze” lody bez cukru, wegańskie lunche i batony oraz desery dla laktozożerców :) Zobaczcie zresztą sami czy wegańskie batony z kawą z dripa i mlekiem migdałowo-ryżowym IMG_3250nie wyglądają apetycznie. W lokalu jest też małe miejsce dla starszych dzieci – tablica, po której do woli można mazać kredą. Mojej córze w Dzień Dziecka przypadło do gustu – zarówno potrawy wytrawne (mini vege burger) jak i batony. Domagała się też lodów, ale zostawiłyśmy je na kolejny raz.

Karuzella

Mała kawiarnia z salą zabaw dla dzieci i miejsce spotkań rodziców na Targówku Mieszkaniowym. Nie zachodzę tam często, to nie moje rejony, jednak jeśli już jestem w pobliżu, to korzystam z tego, że mają w ofercie mleko sojowe. I ja mogę napić się kawy z mlekiem, i moja córka wybrać się na owocowy koktajl na mleku sojowym.

Costa Coffee w CH Targówek

Jak już wiecie z mojego postu o Gdańsku (więcej TUTAJ), Costa Coffee to zawsze mój plan B. Wiem, że znajdę tam kawę na mleku sojowym,  a także ciekawą herbatę z rozmarynem. Na Targówku Costa Coffee jest w centrum handlowym Atrium na ul. Głębockiej. Najczęściej łączę kawę w Costa Coffee z seansem dla rodziców z dziećmi w Multikinie (więcej o kinie z niemowlakiem TUTAJ).

Znacie jakieś inne miejsca na Targówku z mlekiem roślinnym w karcie? Koniecznie dajcie znać! A może restauratorzy poszerzą ofertę o mleko roślinne? Mam taką nadzieję.

 

W Gdańsku z alergikiem – 5 adresów dla wymagających żołądków

Sezon wiosenno-letni w pełni, co oznacza, że częściej podróżujemy. Oprócz wszystkich typowych zagwozdek podróżujących z dziećmi mamy tę dodatkową – gdzie znaleźć restauracje, w których nasze alergiczne dziecię zje coś bezmlecznego? Poniżej krótka lista 5 wypróbowanych miejsc w centrum Gdańska.

Vege Bar ul. Długa 11 

IMG_3284Serwuje dania wegańskie i wegetariańskie. Miejsce bardziej w stylu bistro niż restauracji, z bardzo przystępnymi cenami. W dodatku za 7 PLN można napić się świeżo wyciskanych soków z marchwi, selera czy buraka. Natomiast wegańska pita powaliła na kolana nawet wycieczkowych głodomorów – nikt nie był w stanie zjeść jej do końca. Moja tortilla również była zacna i do zjedzenia.

Costa Coffee – coś dla mamy karmiącej alergika

Co do smaku kawy w tej sieciówce zdania są podzielone, jednak jej niezmiennym atutem jest to, że serwują kawy z mlekiem sojowym. W ofercie jest również kawa bezkofeinowa oraz ciekawa w smaku herbata z rozmarynem i limonką. Dla najmłodszych – świeżo wyciskane soki. I właśnie z tych powodów w trakcie podróży często tam zachodzę.

Nova Pierogova

Mieszcząca się niedaleko restauracji Basi Ritz Nova Pierogova (ul. Szafarnia 6) to niewielki lokal serwujący tradycyjne polskie danie na wiele sposobów. CIMG_3304iasto nie zawiera jajek. My skusiliśmy się na orientalne pierogi z krewetką i szpinakiem, podawane w sosie sojowym i sezamie. Dla dzieci dostępne w ofercie pierogi w kształcie serc z dowolnym nadzieniem (nasza pociecha wybrała truskawki). Polecam również herbatkę lipa – czarny bez z łyżką miodu.

Lody Naturalne ul. Długa

Pomiędzy Vege Barem a Costa Coffee, po przeciwnej stronie ulicy Długiej w sezonie lody wegańskie, tradycyjne i sorbety  – wszystko w wersji bez cukru oferują Lody Naturalne. Dostępne w wafelkach, wafelkach bezglutenowych oraz kubeczkach. Smaki zmieniają się codziennie i są wypisywane na tablicach.

Piwna 47

Mieszcząca się pod tym adresem restauracja o analogicznej nazwie serwuje ładnie podane dania kuchni europejskiej (w tym włoskiej i polskiej), niektóre w nowych odsłonach. Dla alergików dostępne mleko migdałowo-ryżowe, na śniadania placuszki „healthy pancakes” (ricotta może być serwowana oddzielnie), a na obiad sałata z kaczką czy makaron ryżowy z tofu. Przy dobrej pogodzie posiłek można spożyć na tarasie, u stóp Bazyliki Mariackiej, mając oko na dzieci biegające wokół jej makiety. Odnajdą się w niej również amatorzy ryb, owoców morza i mięsa.

Zobaczcie zresztą sami: Galeria zdjęć Piwna 47

Smacznego!