Z niemowlakiem…na lotnisku

No to pora na mój pierwszy urlopowy wpis z Teneryfy. Wszystko na hotelowym (czytaj: słabiutkim) wifi, ale mam nadzieję, że zaskoczy.

Podróż za nami, zajęła nam prawie cały dzien. Pobudka o 7 rano, a do hotelu na Teneryfie dotarliśmy o 19 czasu lokalnego, czyli o 20 czasu polskiego. Ale wróćmy do początku, czyli do lotniska Okęcie, skąd wylecieliśmy.

Na początku pierwsze pytanie. Czym dojechać na lotnisko? Za czasów podróży z jednym dzieckiem znaleźliśmy taksówkarza z dobrym podejściem do dzieci, jeżdżącego z fotelikiem i toną piesków maskotek, które zajmowały dziecko w drodze. Nie jest to obowiązkowe, ale ten, kto po zebraniu odpowiedniej ilości punktów karnych widział filmiki na szkoleniu w WORDzie, wie, że dziecko może wylecieć przez szybę nawet po zderzeniu na drodze osiedlowej i nie zrezygnuje łatwo z fotelika. Niestety znalezienie taxi z dwoma fotelikami i to takiej, która też nas sprawnie odbierze było mało realne. Pozostał zatem samochód i wcześniejsza rezerwacja parkingu. Koszt za 7 dób to kwota rzędu 180 PLN. Tak też zrobiliśmy i dojechsliśmy własnym autem. Podział u nas taki, że ja zostaje z bagażami i małym synem na lotnisku, a mąż z córą odwozi samochód na parking. Trudno byłoby mi ogarnąć bardzo żywą dwuipółlatkę, karmione niemowlę, wózek i wózek z bagażami, więc musimy się podzielić.

Lecimy tym razem czarterem, ale podobnie jak przy lotach rejsowych jesteśmy na lotnisku na 2h przed lotem. W miarę sprawnie robimy check-in, który mały przespał. Korzystamy z tego, ze jesteśmy z tak małymi dziećmi i śladem innych podobnych rodzin ustawiamy się w odrębnej uprzywilejowanej kolejce. Lecimy z wózkiem z gondolą, który oddajemy dopiero przy wejściu do samolotu (po dojechaniu na płytę lotniska autobusem). Jest to wózek dwuczęściowy, więc dostajemy dwie naklejki na bagaż. Za podręczny służy nam moja „torebka” (pretendująca do miana walizki ;)), plecak i torba do wózka.

Następnie odprawa. Oprócz rzeczy standardowych (elektronika, paski, klucze, płyny), wykładamy do osobnego kontenera pokarm dla dzieci (głównie wieziemy wodę i napoje w ulubionych termosach). Mleko w proszku, batoniki, słoiczki jeśli maja gęsta konsystencję nie muszą być zwykle wykładane. Dziecko chodzące musi przez bramkę przejść samo. Niemowlę przenoszę na rękach. Czasami takim brzdącom sprawdzają też pieluszkę oraz muszą zobaczyć jego twarz. Wózek rozmontowujemy i składamy i rownież przejeżdża przez rentgen. Na Okęciu są specjalne pasy dla rodzin z dziećmi. Osobom bez dzieci nie polecam tam się ładować, trochę to trwa. Nam poszło sprawnie, wylozylismy wszystko do 4 kontenerów plus wózek, ale czteroosobowa rodzina przed nami zajęła aż 9 kontenerów, a ich wózek nie zmieścił sie na pasie do prześwietlenia, więc zrobiło się zamieszanie.

W końcu przeszliśmy, pozbieraliśmy się i obudził się mały. Na szczęście za kontrolą od razu znaleźliśmy pokój dla dziecka, gdzie można je przewinąć i spokojnie nakarmić na fotelu. Starsza córa poszła w tym czasie zwiedzać lotnisko i oglądać samoloty. Można ten czas wykorzystać na szybkie zakupy – nowy drobiazg pozwoli dziecku przetrwać dłuuuugie godziny w samolocie.

Potem boarding i znowu się uwijamy sprawnie, rodziny z małymi dziećmi mają pierwszeństwo. Nie na wiele sie ono zdaje przy dojeździe do samolotu autobusem, ale przynajmniej mamy miejsca siedzące. Z małym na rękach i małą za rękę wspinamy się po schodach do samolotu. W tym czasie mąż oddaje personelowi wózek na płycie lotniska, przy samym wejściu do samolotu. Wózek odbierzemy juz na miejscu, razem z bagażami na pasie transmisyjnym. Warto o to dopytać. Na niektórych lotniskach wózki są oddawane przy drzwiach, a na innych np. zawsze na pasie dla bagażu ponadwymiarowego. Wózek oczywiście nie jest liczony jako nadbagaż, niezależnie od tego czy jest jedno- czy dwuczęściowy.

No to lecimy!

Reisefieber – stres przed podróżą z dzieckiem

Podobno kobiety przed podróżą myślą o liście rzeczy do spakowania, tydzień robią listę, a potem dzień czy dwa pakują się według listy, a mężczyźni – pakują 3 pary spodni, 5 T-shirtów, bieliznę i bluzę i są gotowi. Może i tak, ale kto w tym wszystkim spakuje dzieci? I to dwoje dzieci alergicznych?

Reisefieber, czyli strach przed podróżą, jeśli w ogóle się u mnie uwydatnia to właśnie w aspekcie pakowania dzieci przed podróżą. Wiele z tych obaw jest nieracjonalnych, ale co zrobić – są i trzeba z tym walczyć. Zanim na świecie pojawiły się nasze dzieci zupełnie nie przejmowałam się czy czegoś zapomnę. W końcu zawsze można coś dokupić, a dorośli sobie jakoś poradzą. Odkąd pojawiły się dzieci – pojawił się i stres. Jak sobie z tym radzić?

Po pierwsze miejcie świadomość, że stres przed podróżą może zepsuć co najmniej początek urlopu, a przecież nie warto. Podróże mają to do siebie, że każda z nich jest wielką przygodą, w szczególności w oczach dziecka. Dobrze zatem w ten sposób pokazywać dziecku nasze podejście do podróży – jako przygodę, a nie jako stres.

Po drugie, niestety bez przynajmniej ogólnej listy się nie obejdzie (zobaczcie Co spakować na pierwszą podróż z dzieckiem?). Nie zostawiajcie listy tylko dla siebie. Usiądźcie razem i zastanówcie się czy wszystko macie. U nas, mimo dobrych chęci, robimy tak najczęściej bardzo późnym wieczorem przed podróżą :)

Po trzecie pamiętajcie, że z wielu sytuacji zawsze jest wyjście. Możecie okroić trochę swoją garderobę, zaprać na miejscu plamy, dokupić zapomnianą łopatkę lub pochodzić w pogniecionych ciuchach. Przy dobrym nastawieniu nie popsuje Wam to urlopu (wierzcie mi, mam tendencję do perfekcjonizmu i wypracowanie postawy spontanicznej nie przychodzi mi zawsze najłatwiej). Jeśli macie ubezpieczenie prywatne i/lub publiczne (zobaczcie Jak wyrobić karty EKUZ?), spakowaną apteczkę (zobaczcie Apteczka podróżna dla dzieci) i jeszcze do tego jedziecie np. przez biuro podróży – zawsze macie do kogo się zwrócić.

Po czwarte, warto po przebytej podróży stworzyć wasz rodzinny niezbędnik – listę rzeczy, którą zawsze chcecie mieć ze sobą. Nie liczcie jednak, że będzie to stała lista. Dzieci rosną i wraz z wiekiem zmieniają się ich potrzeby, zatem z roku na rok będziecie musieli ją trochę modyfikować.

Dobrze też się zastanowić co chcemy mieć w bagażu podręcznym, a co pakujemy do toreb. No i odwieczny dylemat podróżnika – walizka czy plecak? Nasz podział wygląda mniej więcej tak: jedna osoba zajmuje się młodszym synem (czyli wózek plus plecak), a później chusta i torba do wózka jako bagaż podręczny, natomiast druga osoba starszą córką i ciągnie walizkę.

I najważniejsze na koniec – nie zostawiajcie wszystkiego na ostatnia chwilę. Z dziećmi może to być bardzo stresujące i Reisefieber macie jak w banku!

U nas przed zbliżającą się podróżą starsza pociecha złapała wirusa, jesteśmy w trakcie remontu, nasz 3-miesięczny niemowlak będzie podróżował po raz pierwszy, więc chodzimy codziennie późno spać, ale zostawiamy laptopy w domu, zwalczyliśmy prawie infekcję, torby na w pół spakowane zajmują pokój Igora i dzisiaj wieczorem finalizujemy etap przygotowań. Pełni optymizmu lecimy odpocząć, oby bez Reisefieber :)

Z niemowlakiem…do kosmetyczki

Byliśmy już w salonie fryzjerskim, więc przyszedł czas na gabinet kosmetyczny. Chociaż wiele zabiegów kosmetycznych jest niedostępnych, a przynajmniej nierekomendowanych dla karmiących matek, można zawsze znaleźć coś, co pozwoli odświeżyć się na wiosnę. Pedicure, manicure, peeling kawitacyjny, kuracje z witaminą C, peelingi i masaże czy fale radiowe (te ostatnie nie są polecane, ale osobiście bagatelizuję ten brak rekomendacji) -można wybrać coś dla siebie.

Cały misternie utkany system powodzenia takiej wizyty tkwi u nas w cyklu aktywności niemowlęcej: sen, karmienie, aktywność, spacer/sen itd. Umawiam się na wizytę z reguły zaraz po spacerze z małym (czyli po śnie) i zaczynam od pedicure lub innego zabiegu, który pozwala na siedzenie w wygodnym fotelu z masażem i na karmienie lub pielęgnację bobasa. Jak już się nakarmimy i czas przejść do zabiegu np. na twarz, przychodzi trudniejszy moment. Nie zawsze niestety obejdzie się bez pomocy innych. Mam do wyboru – albo udaje mi się uśpić synka w wózku w salonie i leżąc na leżance w trakcie zabiegu bujam wózek wolną nogą, albo korzystam z pomocy innych osób, które w tym czasie mogą przespacerować się z małym wokół gabinetu kosmetycznego.

Niezastąpione są zaprzyjaźnione kosmetyczki i kosmetolodzy, którym nie przeszkadza wizyta z tak małym brzdącem. Na ogół inne klientki (głównie są to kobiety) nie mają też nic przeciw i często zaglądają do naszej sali, żeby obejrzeć synka (najczęściej wtedy, gdy płacze podczas ubierania). Żartują też, że moja przyszła synowa (sic!) będzie mi wdzięczna za to, że przyzwyczaję syna do faktu, że wizyta w salonie kosmetycznym to standard :-). No cóż, może nie nauczy się tego tylko ode mnie, ale też od swojej starszej siostry ;-).

Podziękowania dla kosmetolog Agnieszki Skłodowskiej z salonu Atelier Urody La Passion za profesjonalizm i wyrozumiałość :) Wkrótce zjawimy się ponownie!

Z niemowlakiem…do fryzjera

Szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko – niby frazes, ale jakże prawdziwy. A co sprawia więcej przyjemności niż wizyta u fryzjera po trzymiesięcznej przerwie?

W kilku poprzednich wpisach próbowałam udowodnić, że z niemowlakiem da się zrobić wiele rzeczy. Oczywiście dużo zależy od temperamentu i przyzwyczajeń danego dziecka, ale wiele też od naszej organizacji. Tym razem Igor towarzyszył mamie podczas wizyty w salonie fryzjerskim. Recepta na sukces?

Pora dnia – wyruszamy, gdy jest nakarmiony i przewinięty. Jedziemy samochodem, więc po drodze przysypia i jakiś czas śpi podczas wizyty. Dobrze się wybrać do zaprzyjaźnionego salonu, gdzie nie jesteśmy spięte i czujemy się swobodnie. Zaprzyjaźniony personel też jest pomocny i stwarza dobrą atmosferę, która udziela się dziecku.

Co więcej, salon fryzjerski dysponuje doskonałymi gadżetami dla niemowląt. SuszIMG_2678arki – emitujące biały szum, który większość niemowląt uwielbia. Duże lustra, w których wszystkich i wszystko widać i można obserwować świat. No i gadżet dla karmiącej mamy – peleryna fryzjerska, która zasłania to, co trzeba i umożliwia dyskretne karmienie maluszka :)

Podziękowania dla Kingi Laskowskiej-Ruty i personelu salonu For Hair!

Z niemowlakiem do…restauracji

Swego czasu pisałam już o tym czy z alergicznym dzieckiem możemy pójść do restauracji (więcej TUTAJ). Ale czy wychodzenie do restauracji z niemowlakami to dobry pomysł?

Dla młodej mamy odciętej chwilowo od dotychczasowego życia i wielkomiejskiego zgiełku – zdecydowanie tak. To lekka odskocznia od domowych pieleszy i codziennej rutyny. Sposób na spotkanie się ze znajomymi, którzy niekoniecznie posiadają dzieci. Oczywiście nie mówię tutaj o typowych klubokawiarniach dla rodziców z dziećmi, bo to nie do końca restauracja, w której można porządnie zjeść. To też nie do końca miejsce, do którego chętnie przyjdą wasi znajomi – single :)

Z drugiej strony harmider, jaki potrafią zrobić dzieci nie do końca przystaje do eleganckich knajp. Jak wybrnąć z tego impasu? Pozostaje jak zwykle metoda złotego środka. Czy poszłabym z dziećmi (niemowlętami lub przedszkolakami) do restauracji z gwiazdką Michelin? Pewnie nie. Po pierwsze przez szacunek dla innych gości, którzy nie po to płacą spore sumy, żeby wysłuchiwać zgiełku obcych dzieci. Po drugie, to zdecydowanie nie miejsce na dziecięce kulinarne przygody i sama niewiele bym skorzystała z takiego wyjścia. Na szczęście jest sporo opcji pośrednich, w których można zarówno dobrze zjeść, jak i znaleźć kącik zabaw dla dzieci (przykładowo Videlec na Grójeckiej – na zdjęciu, Pasadena na Żoliborzu, Halka na Puławskiej). Są też dobre restauracje oferujące w porze weekendowego brunchu zabawy dla dzieci pod opieką animatorki (Akademia na Puławskiej).IMG_2673

Ważny jest też dobór pory dnia. Trudno spotkać rodziny z dziećmi w porze ich południowej drzemki. Rzadko też zobaczymy je w restauracjach wieczorem. Najczęściej z dziećmi do restauracji wybieramy się po drzemce, w porze dziecięcego obiadu, co nie koliduje z innymi grupami społecznymi wybierającymi się do restauracji wieczorami. Nie wierzycie? Spróbujcie iść do knajpy Shipudei Berek na Jasnej w porze brunchu w weekend – robi się małe przedszkole, dzieci wchodzą w interakcję i bawią się ze sobą na całym piętrze.

Kilka zasad dobrego wychowania w wychodzeniu z dzieckiem. Karmienie – publiczne karmienie piersią jest dzisiaj coraz bardziej popularne i w pełni je popieram. Miejmy jednak na względzie, że nie każdemu widok gołej piersi przy posiłku poprawia apetyt. Stąd najlepiej usiąść z niemowlęciem w dyskretnym miejscu, w rogu knajpy lub tyłem do jej wnętrza, żeby zapewnić sobie odrobinę intymności, a innym oszczędzić widoku. Można również przykryć pierś i główkę dziecka chustą, pieluszką tetrową czy skrawkiem bluzki, żeby widoczny był głównie dekolt.

Warto również przyjść do restauracji z dzieckiem w miarę nakarmionym, skłonnym do drzemki (to dla mniejszych niemowląt) lub też wyspanym i głodnym, jeśli chcemy, żeby z nami w restauracji jadło. Najważniejsze, to uniknąć marudzenia i ataków histerii, a przynajmniej się o to postarać.

No i temat najbardziej kontrowersyjny, chociaż nie rozumiem dlaczego – przewijanie. Nigdy, ale to przenigdy nie przewijam dziecka przy stole, przy jedzeniu. Nawet jak w knajpie nie ma przewijaków, można sobie jakoś poradzić i przewinąć dziecko w toalecie. Przewijałam już dzieci w toaletach dworcowych, publicznych parkach, na lotnisku, na peronie i w wielu innych miejscach. W braku przewijaków najczęściej korzystałam z naszego wózka, który służył jako przewijak. Obowiązkowo paklaki czy inne torebki do „utylizacji” odpadów i jesteśmy w stanie przetrwać.

Jako że moje dzieci są alergiczne zawsze przed wyjściem sprawdzam menu restauracji i dowiaduję się czy znajdę coś dla nich do jedzenia. Na wszelki wypadek w torbie zawsze mam zdrowe przekąski na podwieczorek, bo znalezienie bezmlecznego i bezjajecznego deseru w knajpach graniczy z cudem.

Na koniec pamiętajcie, że z dziećmi nie wszystko da się zaplanować i czasem po prostu trzeba sobie podarować i z restauracji wyjść. Dla dobra dziecka, innych gości, ale przede wszystkim dla swojego :J

Skoro z tym tyle trudu, to czy naprawdę warto? Warto i to od najmłodszego. Moja starsza córka nie ma najmniejszego problemu (no może biorąc pod uwagę niektóre wypadki dotyczące buntu dwulatki) z zachowaniem się w restauracji, Wie, że dania trzeba najpierw zamówić, a potem poczekać na realizację zamówienia, że w restauracji się nie biega, że trzeba uszanować obecność innych, starać się ładnie jeść i używać sztućców (zresztą które dziecko nie będzie chciało naśladować dorosłych). Co ciekawe, łatwo adaptuje się do typów restauracji. Inaczej zachowywała się w eleganckich, acz sztywnych restauracjach szwajcarskich, a inaczej jedząc makaron w rodzinnej knajpce w Wietnamie. Jadła z nami na starówkach miast, pod holenderskim młynem, w restauracji na statku w Szwajcarii, w wielu knajpach warszawskich, w barach lotniskowych i wielu innych. Chyba w najdziwniejszym miejscu dla dziecka, w jakim z nią byliśmy, to restauracja prowadzona przez osoby niesłyszące, w której nie można było rozmawiać, ani wydawać zbyt głośnych dźwięków (chodziło o wczucie się w świat osób niesłyszących). Musieliśmy chodzić jakiś czas wkoło, żeby mała usnęła, ale zrozumiała powagę tego eksperymentu i grzecznie przespała w wózku cały posiłek.

Wszystkie te doświadczenia sprawiają, że w wieku kilku lat wyjście z dzieckiem będzie dla niego czymś naturalnym, a dla Was – przyjemnością, a nie mordęgą.

Znacie godne polecenia restauracje, w których można i dobrze zjeść i pobawić się z dziećmi? PISZCIE!

Peelingi do zrobienia w domu

Po wypróbowaniu domowej roboty peelingów przygotowywanych przez p. Martynę z Warszawy (więcej na ten temat TUTAJ), postanowiłam poszperać trochę i poszukać pomysłów na peelingi, które możemy przygotować samodzielnie w domu.

Zaczynamy od mojej ulubionej kawy. Kawowy peeling możemy stosować na twarz i na ciało. Wysphoto-1458995511454-37bbe550c3f6 (1)tarczą fusy po kawie, oliwa z oliwek i przykładowo cynamon lub kardamon. Jeśli dodamy do tego mydło w płynie lub nasz żel pod prysznic – mamy myjący peeling do ciała pod prysznic.

Idealnym surowcem na peelingi jest brązowy cukier. photo-1449831438585-6f419654d73eNadaje się do peelingów na twarz, do ciała, ale także do ust. Do bazy cukrowej warto dodać jakiś naturalny olej (kokosowy, oliwa z oliwek, lniany) oraz naturalny aromat. Przy aromatach możemy puścić wodze fantazji – pomarańcza, przyprawy, lawenda, cytryna, inne cytrusy, zioła. I znowu jeśli do takiej mikstury dodamy żel pod prysznic, otrzymujemy myjący peeling. Czasami dla uzyskania lepszego efektu myjącego warto zrezygnować z oleju.

Sól morska to idealny surowiec do peelingu gruboziarnistego. Postępujemy z nią podobnie jak z cukrem – dodajemy do soli tłuszcz (olej kokosowy, oliwę), aromat oraz żel pod prysznic, jeśli chcemy uzyskać efekt myjący. Dodatkowo do wszystkich peelingów możemy dodać olejki eteryczne – w zależności od potrzeb, nastroju i upodobań.

photo-1450368588160-81c4b8955c8cPłatki owsiane zmieszane przykładowo z miodem, sokiem z cytryny i ciepłą wodą utworzą naturalny peeling w postaci papkowatej. Peelingi papkowate możemy uzyskać również mieszając soki owocowe z mąką.

Na koniec pomysł na peeling z migdałów, a najlepiej z płatków migdałowych (nie musimy tyle mielić). Można do nic dodać miodu i maślanki i uzyskujemy idealny peeling na lato (maślanka łagodzi poparzenia słoneczne).

Miłej zabawy i szybko widocznych efektów!

Aktywni z niemowlakiem

Był dzień czekolady, więc dla równowagi warto się zastanowić jak spalić te dodatkowe kalorie. Jeśli d tego nie jest się typem sportsmenki i ma się 2,5 miesięczne dziecko – łatwiej napisać i powiedzieć niż zrobić. Ekstremalne ćwiczenia dla matki karmiącej też nie wchodzą w rachubę, no i do tego wszędzie trzeba iść z dzieckiem. Co nam zostaje?

Dzisiaj kilka pomysłów na umiarkowaną aktywność fizyczną z niemowlakiem.

Spacery

NajprIMG_2233ostsze rozwiązania są zawsze najlepsze. Długie spacery są wskazane zarówno dla dziecka i mamy. Wystarczy ciut przyspieszyć tempo i dodać do tego wykroki i już mamy coś więcej niż zwykły spacer. Idealnie by było robić ok. 10 tysięcy kroków dziennie. Pogoda temu sprzyja, więc do dzieła!

Siłownia

IMG_2235Tak, to nie żadna pomyłka. W końcu oprócz typowych siłowni stacjonarnych są również coraz popularniejsze siłownie plenerowe. Wystarczy uśpić dziecko na spacerze i korzystając z chwili wskoczyć na kilka serii poszczególnych ćwiczeń.

Fitness dla młodych mam

IMG_2632Oferta na ćwiczenia dla aktywnych młodych mam jest coraz bogatsza. Oferują je zarówno klasyczne kluby fitness, jak i miejsca dedykowane kobietom ciężarnym i z małymi dziećmi. Ćwiczenia dobrane są tak, aby nie pogłębiać, a wręcz redukować przykładowo rozejście mięśniowe spowodowane ciążą, na zajęcia można zabrać maleństwo, a przed, w trakcie lub po je nakarmić. W dodatku ćwiczymy z innymi świeżo upieczonymi mamami, więc mamy poczucie przynależności do grupy. Na salach często dostępne są zabawki i maty dla dzieci.

Przed telewizorem

Jak już naprawdę nie jesteśmy się w stanie wyrwać z domu, pozostaje ćwiczyć w nim. Wiem, że ciężko się zmotywować, ale obecnie pora roku ułatwia nam to nieco. Wystarczy kawałek maty do ćwiczeń, płyta CD lub youtube i już mamy gadającego trenera/trenerkę na nasze osobiste potrzeby. Najbardziej brak na to energii pod koniec dnia, ale przy odrobinie samoorganizacji i krzcie samozaparcia (tego może potrzeba ciut więcej niż krztę), jesteśmy w stanie się poruszać.

I co sądzicie? Do zrobienia? Według mnie jak najbardziej i to bez bardzo dużego wysiłku. Wystarczy systematyczność. Resztę energii i tak spalimy opiekując się dziećmi 😉

Z niemowlakiem…na warsztaty o dzieciach!

Warsztaty z chustowania (o czym więcej TUTAJ) były u nas, ale pogoda coraz ładniejsza, więc pora wyjść na dłużej z domu i wybrać się na małe dokształcanie. Nasz mały synek absorbuje co prawda większość mojego czasu, co nie oznacza, że nie myślę o rozwoju starszej córki. A skoro zdarza mi się myśleć, to mam też pewne obawy i zapytania co do jej wychowania. Dzisiaj zatem postanowiłam rozwiać część z nich i wraz z Igorkiem wybraliśmy się do pobliskiego klubiku dziecięcego na warsztaty dla rodziców.

IMG_2627Temat:  Jak dzieci rozwijają poczucie własnej wartości? Na seminarium można było się dowiedzieć:
– jak rodzi się i kiełkuje poczucie własnej wartości u dzieci
– jak można wspierać jego wzrost
– jak wpływa na dziecko poczucie własnej wartości jego rodziców
i dlaczego to wszystko jest tak ważne…

IMG_2626Poranne godziny (10.30-12.30) to idealna pora dla osób, którym trudno znaleźć czas późnym popołudniem, a szczególnie dla rodziców niemowląt. Można było czuć się swobodnie: karmienie, przewijanie, śmiechy i płacze były akceptowalne, chociaż Igor zbytnio nie grymasił.

Wracając do samego tematu spotkania, celem było przybliżenie uczestnikom filozofii Jespera Juula, duńskiego pedagoga, który zmienia oblicze współczesnej pedagogiki promując wychowanie oparte na równej godności rodziców i dzieci, na autentyczności, byciu w kontakcie ze sobą, byciu w pełni obecnym w relacjach i osobiście odpowiedzialnym. Seminarium było realizowane na licencji Familylab, międzynarodowej organizacji założonej w 2007 roku przez Jespera Juula.

lubimyczytac.pl
lubimyczytac.pl

Sztandarową pozycją książkową autorstwa Juula jest książka Twoje kompetentne dziecko. Dlaczego powinniśmy traktować dzieci poważniej?

Czytaliście? Podzielcie się wrażeniami, zarekomendujcie. Nie czytaliście? Jak znajdę wolną chwilę podczas majowego weekendu poczytam i podzielę się z Wami swoimi wrażeniami.

Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że są miejsca organizujące ciekawe spotkania i wczesne macierzyństwo nie jest przeszkodą do uczestnictwa w nich i do rozwoju własnych umiejętności. A im dłużej jestem mamą tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że wszystkie umiejętności dotyczące relacji z dziećmi można szybko przekuć na umiejętności dotyczące relacji w życiu zawodowym. W końcu każdy z nas był kiedyś dzieckiem…

Naturalne ekologiczne peelingi – testujemy!

Wiosna już u nas, a i po chorobie dobrze o siebie zadbać. Idealne w tym celu są peelingi do ciała. Jaki jednak wybrać peeling będąc mamą karmiącą lub w ciąży? Jeśli boicie się stosowania peelingów z drogerii w tym okresie (parabeny, konserwanty itp.), nic prostszego – zróbcie je same…no dobrze, może lepiej zamówcie u kreatywnych i przedsiębiorczych mam, tak jak ja to zrobiłam :) W końcu specjalizację nie na darmo wymyślono 😉

Przez ostatnie 2 tygodnie testowałam peelingi p. Martyny z Warszawy, które powstały z potrzeby używania ekologicznych i naturalnych kosmetyków w ciąży i po porodzie. Pani Martynie ciężko było znaleźć coś w sklepie bez parabenów i innych konserwantów. Zaczęła wtedy czytać, szukać, próbować, testować, rozdawać, modyfikować i tak powstały własnoręcznie tworzone, apetyczne i ekologiczne scruby do ciała.

Peelingi wykonane są tylko z naturalnych składników tj. nierafinowany olej kokosowy, masło shea, olej arganowy. Do wyboru dwie bazy – delikatny, miałki cukier lub gruboziarnista sól himalaya oraz zapachy – cytrus, lawenda, cynamon i pomarańcza, korzenny, kokos, piernikowy. Wszystko to zamknięte w oryginalnych, szklanych słoikach typu weck o pojemności 290 ml w wersji wyższej lub niższej (u mnie wersja wyższa).

12527996_241045266241198_1332574581_n 12910227_241045249574533_1139947396_n

Do testowania wybrałam dwa peelingi – cytrusowy na bazie gruboziarnistej soli himalajskiej i cynamon-pomarańcza na bazie miałkiego cukru.

Oba peelingi wyglądają uroczo i ładnie wyglądają na łazienkowej półce. Na pierwszy ogień idzie peeling gruboziarnisty, bo od niego zaczęłam testowanie. Po otwarciu słoika czujemy świeży, energetyzujący zapach cytrusów. Dobry scrub pod prysznic na początek dnia (lub generalnie na moment jak już uda Wam się ogarnąć dzieci na tyle, żeby udać się pod prysznic w porze dziennej). Wydobycie ze słoiczka nie jest zbyt przyjemne, gdyż musimy wbić palce w bazę i czujemy pod paznokciami grube kryształki soli. Nie jest jednak też zbyt utrudnione. Jeśli w łazience macie wyższą temperaturę, to pewnie pójdzie łatwiej, gdyż olej kokosowy przyjmie bardziej płynną postać. W użytkowaniu kryształki soli są dość wyczuwalne, w końcu to peeling gruboziarnisty, więc polecałabym stosowanie do wytrzymalszych partii ciała. Zdarzyło mi się porysować skórę brzegiem kryształka soli, ale to kwestia dość indywidualna, moja skóra jest niestety dość podatna na uszkodzenia. Nie było to przyjemne. Z tego względu peeling gruboziarnisty traktuję jako pierwszy etap, do pierwszego oczyszczenia ciała. Sprawdza się również do peelingowania stóp. Po spłukaniu peelingu czujemy natomiast przyjemną warstwę olejku na skórze, co sprawia wrażenie nawilżenia skóry.

Peeling drobnoziarnisty już po otwarciu roztacza przyjemną, pomarańczowo-cynamonową woń. Kojarzy się z miłymi wieczorami, stąd od razu przywodzi na myśl rytuał wieczornej kąpieli. Jego użytkowanie jest przyjemne, drobinki cukru dobrze peelingują i masują ciało, nie zarysowując jednocześnie skóry. Pozwala to na dokładniejsze wypeelingowanie całego ciała. Można też rozpocząć kurację od peelingu gruboziarnistego, a następnie zastosować drobnoziarnisty. Po spłukaniu peelingu, na skórze również pozostaje przyjemna olejkowa otulina. Miałam poczucie poprawy ukrwienia i nawilżenia skóry. Jestem zdecydowaną fanką wersji drobnoziarnistej.

Jak dla mnie minusem w użytkowaniu są same słoiczki. Nałożenie mokrymi dłońmi gumki i ponowne zamknięcie wecka zatrzaskami graniczy z cudem, więc wolałabym słoiki podobnego typu ale dostępne np. w IKEI.

Pomysł generalnie super i na pewno będę korzystać, więc polecam. Za jeden słoik zapłaciłam 35 PLN, więc jest to jeszcze cena rozsądna.

Jeśli jesteście zainteresowane kontaktem do p. Martyny (Warszawa) – piszcie!

Przy okazji zainspirował mnie sam temat, więc wkrótce napiszę Wam z czego można zrobić naturalne peelingi we własnym zakresie.

 

 

Niemowlak w drodze – jak wyrobić karty EKUZ?

Nasz rodzinny wyjazd zbliża się wielkimi krokami, paszporty mamy już wszyscy, więc czas zabrać się za wyrobienie karty EKUZ? Co, jak, gdzie, kiedy i czy warto – o tym poniżej.

EKUZ, czyli Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego, to plastikowa karta, która potwierdza prawo do korzystania na koszt NFZ z niezbędnych świadczeń zdrowotnych w czasie tymczasowego pobytu na terenie innego państwa członkowskiego UE/EFTA. Korzystając z EKUZ zagranicą  podlegasz obowiązkom i korzystasz z praw wynikających z ustawodawstwa tego państwa na tych samych warunkach, co ubezpieczeni w tym państwie.

Innymi słowy posiadanie tej karty jest dowodem dla zagranicznego systemu ubezpieczenia zdrowotnego, że jesteśmy ubezpieczeni w Polsce i w razie konieczności polski NFZ dokona zwrotu naszych kosztów leczenia. Niekiedy jest to wręcz milej widziane niż ubezpieczenia komercyjne, gdyż instytucja NFZ jest w oczach instytucji zagranicznych lepszym gwarantem uzyskania zwrotu środków za wykonane świadczenia medyczne niż prywatny ubezpieczyciel.

Wyrobienie karty jest BEZPŁATNE!

KROK 1 – WYPEŁNIAMY WNIOSEK

Wniosek można wypełnić w oddziale lub delegaturze NFZ, gdzie możemy od razu go złożyć, lub też pobrać go online. Do pobrania są dwie wersje wniosku:

  1. w formacie PDF
  2. w formacie interaktywnym

Do wypełnienia wniosku będziemy potrzebować danych teleadresowych członków rodziny i numerów PESEL. Musimy również oznaczyć tytuł do ubezpieczenia – w przypadku dzieci będzie to zwykle „Osoba zgłoszona do ubezpieczenia zdrowotnego jako członek rodziny”.

Już przy wypełnianiu wniosku musimy zdecydować o sposobie jego odbioru – osobiście, z

KROK 2 – SKŁADAMY WNIOSEK

Wypełniony i podpisany wniosek możemy:

  • zeskanować i wysłać mailem do oddziału wojewódzkiego NFZ;
  • wysłać pocztą lub faksem do oddziału lub jednej z delegatur NFZ;
  • wysłać przy pomocy Elektronicznej Skrzynki Podawczej ePUAP;
  • złożyć osobiście w oddziale wojewódzkim lub w jednej z delegatur NFZ.

W Warszawie nasze wnioski składamy w oddziale mieszczącym się przy ul. Chałubińskiego 8 i karty odbieramy w zasadzie od ręki.

KROK 3 – ODBIERAMY KARTĘ

W zależności od wybranego sposobu odbioru, wniosek odbieramy:

  • Osobiście w oddziale lub delegaturze NFZ
  • Na poczcie, jeśli  w punkcie 5 wniosku „Sposób odbioru karty”  zaznaczysz pole: „pocztą na adres”.
  • poprzez upoważnioną osobę – wówczas trzeba przedłożyć stosowne upoważnienie

KROK 4 – SPRAWDZAMY WAŻNOŚĆ KARTY

Jeśli już mamy kartę EKUZ z poprzednich wakacji czy wyjazdu na narty, warto upewnić się czy jest nadal ważna. Dla większości ubezpieczonych, w tym dzieci i nieubezpieczonych kobiet w ciąży, karta EKUZ zachowuje ważność przez 6 miesięcy (oczywiście zakładając, że się nic nie zmieniło w tytule do ubezpieczenia). Dla zarejestrowanych bezrobotnych karta zachowuje ważność przez 2 miesiące.

UWAGA! Karta wydana dla  kobiet w okresie połogu, posiadających obywatelstwo polskie i miejsce zamieszkania na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej ma ważność 42 dni.

 

Sposoby na ból gardła dla karmiących mam

Po tygodniowym przeziębieniu w końcu nadszedł weekend, ładna pogoda i mogliśmy porobić coś całą rodziną. Mało tego, w niedzielę babcia zaopiekowała się starszą pociechą, tata poszedł na spacer z synem, a ja znalazłam w końcu czas na fitness bez niemowlaka. Piękne chwile. Radość nie trwała długo, bo już w niedzielę wieczorem poczułam, że znowu mnie rozkłada, ale nie miałam wówczas pojęcia, że rozłoży mnie aż tak bardzo. W nocy bolało mnie już wszystko, każdy mięsień, gardło, ucho a do tego 39 stopni gorączki. Nazajutrz oprócz zakwasów po ćwiczeniach, chorobowy ból mięśni, ałć….

No i pytanie – jak radzić sobie z bólem gardła, gdy karmi się dziecko piersią? 

Na początku warto odwiedzić lekarza i wykluczyć anginę czy też infekcję grzybiczą (pobiegłam do lekarza w poniedziałek przed południem). Zarówno dla bakteryjnej anginy jak i dla infekcji grzybiczej będziemy potrzebować silniejszych środków. Jeśli możemy trochę poczekać i poleczyć się sposobami domowymi, oto one.

  1. płukanie solą – u mnie to ok. 1 łyżeczka na pół szklanki wody. nie jest to najprzyjemniejsze, bo podrażnia gardło, ale pomaga.
  2. syrop z cebuli – więcej na ten temat TUTAJ
  3. imbir, miód i cytryna – imbir wrzucałam do sokowirówki. Do soku dodawałam sok z cytryny i miód. Piłam jako syrop lub dodawałam do ciepłej herbaty.
  4. czosnek – również naturalny antybiotyk, podobnie jak imbir. Problemem jest jego zapach i smak, który po ok. 2 godzinach przenika do mleka mamy. Jeśli dziecko jest przyzwyczajone do czosnku, nie powinno być problemów, jeśli nie, może niechętnie ssać pierś. Mojego synka od jedzenia mało co odciąga, więc jadłam czosnek nawet na surowo na kanapce.
  5. płukanie wodą utlenioną – 3-4 łyżeczki na pół szklanki wody.
  6. siemię lniane – oczywiście w formie zaparzonej. Uzyskana kisielowata masa może i nie wygląda najlepiej, smakuje tez specyficznie, ale łagodzi podrażnienia błon śluzowych i oprócz gardła, dobrze wpływa również na śluzówkę żołądka i jelit.
  7. chodzenie w szaliku – po domu, niby banalne, ale też pomaga, chociaż troszeczkę.
  8. płukanie szałwią – zaparzamy zgodnie z instrukcją na opakowaniu i płuczemy.

 

 

Jak nie pomaga, od swojej lekarki dostałam listę leków, które można spokojnie przyjmować karmiąc niemowlę:

  1. ISLA – u mnie najlepiej w wersji bez cukru
  2. Tantum Verde w aerozolu
  3. syropy Hedelix, Herbapect lub Stodal
  4. Apap lub inny przeciwgorączkowy na paracetamolu, ew. ibuprofen

 

U mnie niestety infekcja okazała się wirusowo-bakteryjna, czyli poszła ostra amunicja. Wirusa udało mi się zwalczyć domowymi sposobami, ale ból gardła i ucha się nasilał, węzły chłonne się powiększały i musiałam zacząć brać antybiotyk. Dostałam Duomox na amoksycyklinie z grupy penicylin. Podobno zarówno penicyliny jak i cefalosporyny przenikają w pewnym stopniu do mleka matki, ale czasami antybiotyk jest konieczny. Dziecko może zareagować na antybiotyk przyjmowany przez mamę. U nas małego zaczął trochę boleć brzuszek i się wyprężał, ale jakoś wytrzymał te 5 dni bez większych powikłań. Zgodnie z ulotką może pojawić się również biegunka oraz zapalenie grzybicze jamy ustnej.

Co najważniejsze – mały w ogóle nie zachorował, a mnie naprawdę mocno rozłożyło. Także jeśli karmicie piersią dzieci i możecie, nie przerywajcie karmienia na czas choroby. W mleku pojawiają się przeciwciała na waszą infekcję i dzieciaki mimo że takie malutkie okazują się najtwardszymi zawodnikami :)

I na koniec – życzę Wam, żeby takie infekcje omijały was szerokim łukiem, bo rozłożona chorobowo mama opiekująca się dwojgiem zdrowych dzieci to naprawdę trudne wyzwanie i trudno to zrozumieć, jeśli się tego nie przeszło. Niestety L4 nie przysługuje … 😉

Domowe sposoby na przeziębienie

Przesilenie wiosenne to często okres wzmożonej aktywności wirusów. Łapiemy co rusz jakieś przeziębienie. Jak się leczyć jeśli przypałęta się Wam jakieś choróbsko, a nie możecie wspomagać się medykamentami? Oto kilka domowych sposobów mojej babci i nie tylko, które aktualnie wdrażam :)

  1. syrop z pędów sosny – dobre lekarstwo na kaszel i przeziębienie. Mojae6385921 ponadosiemdziesięcioletnia babcia (!) zbiera młode pędy sosny najczęściej na początku maja (najpóźniej do 21 maja). Następnie je płucze, docina do kilkucentymetrowych kawałków, czasem ugniata i układa w słoiku warstwę pędów na przemian z warstwą cukru (może być cukier biały lub trzcinowy). Po około 1-2 tygodniach wytrącony syrop zlewa do innego słoiczka i przechowuje w zaciemnionym miejscu. Syrop można zrobić również później, z suszonych pędów – wówczas nie należy ich płukać, ale zagotować 45 minut na wolnym ogniu, potem przecedzić przez gazę (np. pieluchę tetrową), zlać z powrotem do czystego garnka, następnie gotować 2 godziny na wolnym ogniu z cukrem (1kg cukru na 0,5kg pędów, proporcja 2:1). Do uzyskania konsystencja  syropu rzadkiej śmietany. Po upływie 2h zlać do słoiczków i zakręcić. Można zawekować.
  2. imbir, miód i cytryna – o cudownej mocy miodu i cytryny pisałam już TUTAJ. photo-1443131307017-4097c8ac7763Oprócz porannego koktajlu na przeziębienia do mikstury soku z cytryny i miodu dodaję starty imbir. Tak przygotowany specyfik przechowuję w słoiczku i dodaję do herbaty (ale nie gorącej!)
  3. syrop z cebuli – klasyka gatunku w leczeniu przeziębienia. Przepis banalnie prosty. Cebulę obrać i posiekać, zasypać cukrem i gotowe!
  4. czosnek – jego stosowanie nie wymaga długiego przygotowania. Wystarczy w okresie przeziębienia spożywać 2-3 ząbki czosnku, trochę zgniecione na kilkanaście minut przez zjedzeniem. Od dziecka jestem przyzwyczajona do jego smaku, jako mała dziewczynka jadłam ząbki czosnku z chlebem i masłem, które podawano mi na kolację, gdy byłam przeziębiona. Czosnek jadłam też w ciąży, więc i teraz w okresie karmienia nie obawiam się jego spożywania. Co ważne, czosnku nie można poddać obróbce termicznej, gdyż wówczas traci sporo swoich właściwości lecznicze. Można natomiast zrobić z niego syrop – do zgniecionych główek czosnku dodajemy sok z cytryny i zimną wodę. Syrop pijemy 2-3 razy dziennie.photo-1441861539200-6208cf4a122f
  5. syrop z buraka – kolejny specyfik na kaszel. Moja babcia wydrąża w buraku dziurę, dosypuje cukru i podgrzewa buraka na płycie. W zagłębieniu pojawia się syrop. Można również buraka zetrzeć, dodać miodu i zagotować na wolnym ogniu 20-30 minut.
  6. mleko z kurkumą – podpatrzone u ciężarnej koleżanki. Kurkuma ceniona jest za jej właściwości przeciwzapalne i przeciwwirusowe. Do przygotowania „złotego mleka” będziecie potrzebować 1/4 szklanki świeżej kurkumy  (nowe opakowanie, aby nie była zwietrzała), 1/2 szklanki wody i mleko (nie UHT) od krowy, kozy lub roślinne (np. kokosowe, migdałowe, daktylowe, owsiane). U mnie robione na mleku roślinnym. Cały przepis znajdziecie TUTAJ.
  7. syrop z mniszka lekarskiego – stosowany głównie na kaszel, chociaż sama jeszcze nie próbowałam. Posądzany również o pomoc w oczyszczaniu organizmu z toksyn i właściwości przeciwmiażdżycowe. W celu przygotowania syropu znowu musimy pobawić się w zielarki i pozbierać majowe kwiaty mniszka. Do przygotowania syropu będziecie potrzebować: 1 litra kwiatów mlecza, 2 cytryny, 1 litr wody, 1 kg cukru. Cały przepis znajdziecie TUTAJ.
  8. sok z czarnego bzu – napary i soki są często stosowane przy przeziębieniach. W aptekach znajdziecie też antywirusowe syropy na bazie ekstraktów z czarnego bzu. Mój rodzinny przepis to owoce czarnego bzu z cukrem przygotowane w sokowniku. photo-1456996192269-f480ebf3c86f
  9. żurawina – dokładnie chodzi o żurawinę błotną rosnącą na polskim Pomorzu na terenach bagnistych. Zebrane owoce żurawiny rozkładamy na dużych płachtach
    i czekamy aż lekko dojrzeją. Następnie przebieramy, płuczemy i mielimy (można wykorzystać maszynkę do mielenia mięsa). Potem zasypujemy cukrem i wekujemy. Idealna do herbatek rozgrzewających i mój ulubiony preparat przeciwprzeziębieniowy z dzieciństwa.
  10. pigwa – przetwory z pigwy są bardzo popularne na Kaszubach, z którymi sąsiadują moje rodzinne strony. W mojej rodzinę pigwę na przeziębienie przygotowuje się analogicznie do żurawiny. Ma wyrazisty, kwaśno-słodki smak i dobrze smakuje dodana do ciepłej, rozgrzewającej herbaty. Y51aFguqRcGTgsYRYBXV_20140104_085932
  11. malina – działa napotnie i przeciwgorączkowo. Świeże maliny wystarczy przesypać cukrem i zawekować – idealny syrop gotowy.
    Można też spożywać napar z suszonych owoców i liści malin, ale kobiety w ciąży powinny zachować umiar.

Oczywiście żaden z powyższych sposobów nie zastąpi wizyty u lekarza, ale jeśli już wiecie, że jesteście przeziębieni i macie ograniczone spektrum leków wspomagających rekonwalescencję – warto skorzystać z darów natury.

Życzę zdrówka!