Apteczka podróżna dla dzieci

Paszport  w trakcie wyrabiania, więc czas pochylić się nad kompletowaniem apteczki podróżnej. Wyjazd z niemowlakiem i bycie karmiącą mamą trochę ten temat komplikuje, ale tym bardziej nie należy go bagatelizować.

Na początek najważniejsze – apteczkę bez nożyczek w podróży samolotem pakujemy do podręcznego bagażu. To na wypadek zgubienia bagażu przez linie lotnicze. Warto przed podróżą sprawdzić również warunki przewożenia leków, w szczególności tych płynnych.

Pamiętajmy też o sprawdzeniu daty ważności leków i środków opatrunkowych. Dorosłemu niekiedy nic się nie stanie po spożyciu trochę przeterminowanego leku, ale z dzieckiem nie warto ryzykować.

No i jeszcze jedna kwestia – zakładam, że nie jedziecie z dziećmi na afrykańską pustynię lub w miejsce, gdzie do najbliższego lekarza jest parę dni drogi. Co nie oznacza, że nie można z dzieckiem jechać w tropiki. Poniższy zestaw nie jest zatem na wyjazdy ekstremalne.

Co zabrać ze sobą? Oto lista rzeczy, które zwykle z nami podróżowały, również po Azji, ale tej mniej ekstremalnej (Tajlandia, Wietnam, Malezja, Singapur).

I. Środki pierwszej pomocy

nożyczki, pęseta, termometr, folia NCR, rękawiczki gumowe, bandaże itp. – większość wyciągamy z domowej apteczki (można też wykorzystać apteczkę samochodową)

II. Środki dezynfekcyjne i opatrunkowe

zestaw plastrów (w tym na odciski oraz kolorowe dla starszej córki), woda utleniona (najczęściej zabieramy Peroxygel w formie żelu – wygodniejsza i utrzymuje się na skaleczeniu), sterylne gaziki z alkoholem, gazy, bandaże (te z reguły wyjmujemy z domowej apteczki). Do tego warto zabrać hydrożele (na oparzenia).

III. Leki

W pierwszej kolejności pakujemy wszystkie te, które bierzemy na stałe lub potrzebujemy ze względu na nasze schorzenia (jak aspiryna dla sercowców czy adrenalina w przypadku alergii na ukąszenia owadów).

Ponadto warto zaopatrzyć się w preparaty z następujących grup leków (poszczególne marki i rodzaje to już kwestia indywidualna).

  • przeciwgorączkowe – u nas najczęściej Nurofen dla starszej córy, paracetamol w czopkach dla młodego, dla dorosłych nurofen lub ibuprofen (dla mamy karmiącej również paracetamol)
  • przeciwbiegunkowe i na rewelacje żołądkowe – Smecta, Nifuroksazyd, Loperamid
  • probiotyki – typu Dicoflor, Trilac
  • rozkurczające – Nospa
  • na ból gardła – dla dorosłych tabletki, dla dzieci Tantum Verde, dla karmiącej mamy – Isla i też Tantum Verde (z umiarem)
  • na alergie – wapno (dla dzieci w syropie, dla dorosłych w tabletkach musujących), ew. syropy typu Rupafin czy Clemastine, czasem maści/kremy sterydowe typu Locoid, dla dorosłych – co, kto używa
  • na potówki, oparzenia – Alantan, Panthenol, Tanno Hermal
  • elektrolity – dobre do nawodnienia dzieci (ale też dorosłych) w czasie biegunki (najlepiej wziąć też strzykawkę do podawania elektrolitu najmłodszym), typu Orsalit
  • na stłuczenia – Altacet
  • odkażające – Octenisept
  • antymalaryczne -typu Malaron, jeśli jest taka konieczność (ze względu na obciążenie wątroby zastanówcie się poważnie czy i kiedy brać takie leki i czy w ogóle chcecie podawać je dzieciom. My ich nie podawaliśmy).

Dodatkowo najczęściej mamy ze sobą Mucosolvan lub inny syrop wykrztuśny dla dzieci, Neosine (lub coś przeciwwirusowego), Pulneo (najlepiej w nowej wersji bez czerwieni koszenilowej) lub coś rozkurczającego na oskrzela. Nie jest to konieczne, ale mnie sam fakt posiadania tego zestawu pod ręką w miarę uspokaja.

IV. Repelenty, środki na ukąszenia

Fenistil w żelu na ukąszenia, natomiast repelenty zależą od docelowej destynacji. W obszarach okołomalarycznych i tropikalnych raczej z DEET typu Mugga (te nasze nawet z nazwy tropikalne nie działają) lub lokalne specyfiki. Dla najmłodszych dzieci warto zabrać moskitiery.

V. Niezbędnik malucha

W jego skład wchodzą: termometr, wazelina, sól fizjologiczna (przydatna też na plaży, gdy piasek wpadnie w oczy), pianka lub żel do odkażania rąk, agrafki i spinacze, leki na chorobę lokomocyjną.

VI. Kremy do opalania z filtrami UV

Dla dzieci powyżej 6 m-ca życia i mam karmiących – z filtrem mineralnym. Dla dorosłych, wedle uznania. Warto zacząć od wysokich filtrów (u nas dzieci korzystają z 50, my na twarz z 50, a na ciało min. z 30).

Uff, to chyba na tyle. Jeśli jedziecie większą ekipą, można całą apteczkę podzielić między siebie. Nie powinna ważyć więcej niż 0,5-1kg, więc nie jest to aż tak duże obciążenie. Oczywiście w przypadku podróży autem, macie jeszcze standardową apteczkę samochodową na podorędziu.

A jakie są u Was zestawy apteczek? Może nam coś podpowiecie?

 

Wielkanocny stół alergika

Na naszym wielkanocnym stole jajka pojawiają się głównie jako dekoracja. Są bowiem na cenzurowanym zarówno w mojej diecie, jak i w diecie naszej córki. Co zatem pojawia się na stole alergika? Na naszym jest to kompilacja kuchni wegańskiej z niektórymi gatunkami mięs. Poniżej kilka przykładów.

1.Mazurki  – typowo wegańskie na kruchym cieście z użyciem oleju kokosowego zamiast masła. Z budyniem kokosowym i ulubioną konfiturą lub też z masą z daktyli z dodatkiem wody różanej.                   IMG_2518IMG_2517

2. Tofurnik – erzac klasycznego sernika, w wersji na zimno z galaretką (na żelatynie wieprzowej lub agarze) lub pieczony, w polewie karobowej (lub czekoladowej), posypany płatkami migdałów (można spróbować orzechami, u nas odpadają).                                                               IMG_2516IMG_2520

3. Biala kielbasa – warto uważnie przeczytać etykiety. Ta niezawierająca wypełniaczy z białka wołowego jest dla nas akceptowalna.

4. Żurek wegański na zakwasie domowej roboty – dla bezglutenowców zakwas można zrobić na mące jaglanej. Obecnie w trakcie przygotowania :) (zakwas dojrzewa w domowym barku obok czerwonego wina).

5. Pasztety – głównie z soi lub ciecierzycy. Raczej kupowane w warszawskich lokalach wegańskich niż własnoręcznie przygotowywane, ale wytrwali mogą pokusić się o samodzielne przygotowanie.

6. Sałatka z majonezem wegańskim – klasyczna sałatka jarzynowa w wersji bez jajka i z dodatkiem majonezu wegańskiego. W zeszłym roku majonez kupowałam, w tym dojrzałam do samodzielnego przygotowania na bazie mleka sojowego i oleju ryżowego :)

7. Pieczone udo indyka lub schab pieczony zamiast sklepowej wędliny, do której dodawane jest często białko pochodzenia zwierzęcego jako wypełniacz

8. Pasty kanapkowe i hummusy – ostatnio starszej córce wyszło uczulenie na sezam, więc nie przesadzamy z tahiną i bardziej wybieramy pasty bez sezamu. Przepis na klasyczny hummus jest doskonałą podstawą do kreatywnych wariacji – można dodać do tego pasty curry, suszone pomidory w zalewie i kapary lub w wersji bardziej na słodko karmelizowane jabłka i tymianek.

Niezmiennie polecam też blog jadłonomia.com i genialną w łączeniu smaków Martę Dymek. Jej przepisy odmieniły naszą kuchnię.

Najważniejsze, że jest smacznie, zdrowo, niealergizująco, można ugościć rodzinę i znajomych i co najważniejsze – posiedzieć w swobodnej atmosferze przy stole. Możecie też zaskoczyć alergików, wegan i wegetarian i przygotować jedną z tych potraw specjalnie dla nich. Na pewno będzie to dla nich miła niespodzianka!

Smacznych świąt!

Olejki myjące na każdą kieszeń

O tym po co nam olejek myjący do twarzy już pisałam – jest to jeden z sekretów urody Azjatek (zob. Jak to robią Koreanki). Teraz napiszę Wam gdzie znaleźć takie olejki i przy okazji nie zbankrutować.

Na pierwszy ogień Biochemia Urody. Testowałam ich dwa olejki – bezzapachowy i różany. W ofercie jest jeszcze olejek pomarańczowy i z drzewka herbacianego.

Wszystkie te olejki dostarczane są do domu w postaci dwóch odrębnych składników – olejku i emulgatora, które należy zmieszać w plastikowej butelce i zacząć użytkowanie. Do zestawu dołączona jest etykieta, na której koniecznie należy oznaczyć termin przydatności produktu. Olejki nie zawierają dodatku substancji konserwujących, więc po zmieszaniu składników nie można ich przechowywać dłużej niż 6 miesięcy. W praktyce jednak jedna buteleczka wystarcza na ok. 1,5 do 3 miesięcy, w zależności od tego czy myjecie olejkiem twarz raz czy dwa razy dziennie.

Olejek różany to zimnotłoczony olejowy macerat z płatków róży stulistnej, o bardzo delikatnym, różanym zapachu i nawilżających właściwościach, który dostarcza skórze witaminę E i flawonoidy – składniki wzmacniające naczynka krwionośne i łagodzące podrażnienia. Olejek nie pieni się, jest przyjemny w dotyku i dobrze się rozprowadza. Po zmieszaniu olejku z wodą tworzy się mleczno-biała emulsja micelarna, która naśladuje pienienie się i wiąże cząsteczki brudu i makijażu. Wszelkie zanieczyszczenia związane przez micele, są następnie spłukiwane wraz z wodą, pozostawiając skórę czystą i nawilżoną, bez poczucia ściągnięcia i wysuszenia. Można tym olejkiem zmywać również makijaż oczu, jednak dla makijażu wieczorowego polecam najpierw zmyć go środkiem dwufazowym do demakijażu oczu, a dopiero potem użyć olejku myjącego. Olejek różany rekomendowany jest zwłaszcza dla cery suchej, naczynkowej, delikatnej oraz dla skóry podrażnionej i przesuszonej np. po kuracjach złuszczających. Moim zdaniem spełnia swoją funkcję i do tego można go nabyć w bardzo przystępnej cenie.

Plusy:

  • przystępna cena
  • łatwe przygotowywanie i użytkowanie
  • brak środków konserwujących
  • dobrze zmywa makijaż
  • można także zmywać makijaż oczu, nie szczypie w oczy

Minusy

  • osobiście nie przepadam za zapachem różanym, ale jako że róża polecana jest do mojego typu cery – korzystam :)

Olejek bezzapachowy to olejek dla każdego typu cery, zarówno tłustej jak i suchej, także dla podrażnionej i przesuszonej np. po kuracjach kwasami lub retinoidami. Wersja olejku myjącego-bezzapachowego jest odpowiednia również przy cerze nadwrażliwej, atopowej, dla osób nietolerujących olejków eterycznych oraz dla małych dzieci, jednak radziłabym go najpierw przetestować na małej powierzchni skóry, żeby uniknąć problemów z alergiami. U mnie nic się nie pojawiało, ale alergie to sprawa bardzo indywidualna.

Plusy:

  • przystępna cena
  • łatwe przygotowywanie i użytkowanie
  • brak środków konserwujących
  • dobrze zmywa makijaż
  • można także zmywać makijaż oczu, nie szczypie w oczy
  • brak zapachu

Minusy

  • nie stwierdziłam (może poza krótką datą przydatności, ale o to właśnie chodzi!)

Produkty możecie nabyć w sklepie internetowym Biochemia Urody.

Wkrótce zaczynam testowanie maseczki perłowej z Biochemii Urody, a następne w kolejce jest serum do twarzy. Zapraszam do lektury. Napiszcie też jakie są wasz doświadczenia z ich produktami!

Olejki myjące na każdą kieszeń

O tym po co nam olejek myjący do twarzy już pisałam – jest to jeden z sekretów urody Azjatek (zob. Jak to robią Koreanki). Teraz napiszę Wam gdzie znaleźć takie olejki i przy okazji nie zbankrutować.

Na pierwszy ogień Biochemia Urody. Testowałam ich dwa olejki – bezzapachowy i różany. W ofercie jest jeszcze olejek pomarańczowy i z drzewka herbacianego.

Wszystkie te olejki dostarczane są do domu w postaci dwóch odrębnych składników – olejku i emulgatora, które należy zmieszać w plastikowej butelce i zacząć użytkowanie. Do zestawu dołączona jest etykieta, na której koniecznie należy oznaczyć termin przydatności produktu. Olejki nie zawierają dodatku substancji konserwujących, więc po zmieszaniu składników nie można ich przechowywać dłużej niż 6 miesięcy. W praktyce jednak jedna buteleczka wystarcza na ok. 1,5 do 3 miesięcy, w zależności od tego czy myjecie olejkiem twarz raz czy dwa razy dziennie.

Olejek różany to zimnotłoczony olejowy macerat z płatków róży stulistnej, o bardzo delikatnym, różanym zapachu i nawilżających właściwościach, który dostarcza skórze witaminę E i flawonoidy – składniki wzmacniające naczynka krwionośne i łagodzące podrażnienia. Olejek nie pieni się, jest przyjemny w dotyku i dobrze się rozprowadza. Po zmieszaniu olejku z wodą tworzy się mleczno-biała emulsja micelarna, która naśladuje pienienie się i wiąże cząsteczki brudu i makijażu. Wszelkie zanieczyszczenia związane przez micele, są następnie spłukiwane wraz z wodą, pozostawiając skórę czystą i nawilżoną, bez poczucia ściągnięcia i wysuszenia. Można tym olejkiem zmywać również makijaż oczu, jednak dla makijażu wieczorowego polecam najpierw zmyć go środkiem dwufazowym do demakijażu oczu, a dopiero potem użyć olejku myjącego. Olejek różany rekomendowany jest zwłaszcza dla cery suchej, naczynkowej, delikatnej oraz dla skóry podrażnionej i przesuszonej np. po kuracjach złuszczających. Moim zdaniem spełnia swoją funkcję i do tego można go nabyć w bardzo przystępnej cenie.

Plusy:

  • przystępna cena
  • łatwe przygotowywanie i użytkowanie
  • brak środków konserwujących
  • dobrze zmywa makijaż
  • można także zmywać makijaż oczu, nie szczypie w oczy

Minusy

  • osobiście nie przepadam za zapachem różanym, ale jako że róża polecana jest do mojego typu cery – korzystam :)

Olejek bezzapachowy to olejek dla każdego typu cery, zarówno tłustej jak i suchej, także dla podrażnionej i przesuszonej np. po kuracjach kwasami lub retinoidami. Wersja olejku myjącego-bezzapachowego jest odpowiednia również przy cerze nadwrażliwej, atopowej, dla osób nietolerujących olejków eterycznych oraz dla małych dzieci, jednak radziłabym go najpierw przetestować na małej powierzchni skóry, żeby uniknąć problemów z alergiami. U mnie nic się nie pojawiało, ale alergie to sprawa bardzo indywidualna.

Plusy:

  • przystępna cena
  • łatwe przygotowywanie i użytkowanie
  • brak środków konserwujących
  • dobrze zmywa makijaż
  • można także zmywać makijaż oczu, nie szczypie w oczy
  • brak zapachu

Minusy

  • nie stwierdziłam (może poza krótką datą przydatności, ale o to właśnie chodzi!)

Produkty możecie nabyć w sklepie internetowym Biochemia Urody.

Wkrótce zaczynam testowanie maseczki perłowej z Biochemii Urody, a następne w kolejce jest serum do twarzy. Zapraszam do lektury. Napiszcie też jakie są wasz doświadczenia z ich produktami!

Niemowlak z paszportem

Minęło równo 8 tygodni odkąd nasze najmłodsze dziecię przyszło na świat, więc pora na planowanie pierwszych wakacji. Weekend majowy za pasem, więc szykujemy małego do jego pierwszej podróży samolotem.

Ale, ale…bez dokumentów nigdzie się nie ruszy. Od urodzenia Igora mam generalne wrażenie, że musiałam wyrobić mu więcej dokumentów niż sama posiadam, ale paszport jest akurat jednym z ważniejszych, bo pozwala nam powoli wrócić do naszego trybu życia sprzed ciąż (a przynajmniej do jego namiastki).

Jak wyrobić paszport niemowlęciu? Poniżej krótko i na temat.

  1. zdjęcie – zaczynamy od fotografii paszportowej, co w przypadku malca nietrzymającego lub słabo trzymającego główkę może być wyzwaniem. U nas na szczęście poszło sprawnie. Kluczowe jest ułożenie smyka na przedramieniu z dłonią podpierającą główkę i podtrzymanie go na jasnym tle w studiu fotograficznym. Dobrze by było, gdyby malec miał ciut widoczną szyję, a przynajmniej trochę uniesioną główkę, żeby głowa nie zlewała się z ramionami. Do wniosku paszportowego potrzebujemy jednego takiego zdjęcia, reszta może trafić do rodzinnego albumu.
  2. opłata paszportowa – dla dzieci poniżej 13 roku życia opłata ta wynosi zasadniczo 30 PLN, a z Kartą Dużej Rodziny 15 PLN. Za Igora zapłaciliśmy zatem 30 PLN.
  3. wniosek o paszport – do pobrania w biurze paszportowym. Wniosek o wydanie dokumentu paszportowego nie może być wydrukowany ze strony internetowej.
    Należy go wypełnić na oryginalnym druku dostępnym w punktach obsługi paszportowej na terenie danego województwa. Powinien zostać wypełniony czytelnie, drukowanymi literami , podpisany przez rodziców (opiekunów) małoletniego. Niezbędny jest numer ewidencyjny (PESEL). Podpis posiadacza dokumentu składają tylko dzieci, które ukończyły 13 lat.
  4. wizyta w biurze paszportowym i dokumenty – wizytę składają oboje rodzice, gdyż wymagana jest pisemna zgoda obojga rodziców/opiekunów prawnych na wydanie małoletniemu dokumentu paszportowego (obecność obydwojga rodziców lub opiekunów z ważnymi dowodami osobistymi lub ważnymi dokumentami paszportowymi; opiekunowie prawni przedkładają zaświadczenie o ustanowieniu opieki prawnej). Jeśli mama lub tata nie mogą się stawić należy przedłożyć pisemną zgodę na wydanie dokumentu paszportowego poświadczoną przez organ paszportowy (inny wojewoda lub konsul za granicą)lub notariusza (w przypadku notariusza za granicą wymagane jest opatrzenie dokumentu klauzulą apostille i załączenie tłumaczenia przysięgłego dokumentu); oświadczenie rodzica powinno zawierać sformułowanie: wyrażam zgodę na wydanie dokumentu paszportowego mojemu dziecku… (imiona i nazwisko dziecka, data i miejsce urodzenia dziecka).
  5. obecność dziecka – dziecko, które ukończyło 5 lat  musi być obecne przy składaniu dla niego wniosku o wydanie dokumentu paszportowego.

Obecnie dzieciom poniżej 5 roku życia, wydawane są paszporty biometryczne z  5 letnim okresem ważności.

Formalności za nami. W Warszawie na wyrobienie paszportu czeka się ok. 2 tygodni. Sam paszport może już odebrać jeden z rodziców, na szczęście :)

 

Omotani

Znacie to? Niemowlę wisi na Waszej piersi, którą traktuje jako bar mleczny połączony z centrum terapeutycznym. Uwolnienie rąk to podstawowy krok do odzyskania jakiej takiej wolności. Można chociażby poświęcić chwilę i pobawić się ze starszą pociechą.

Zatem zaczęliśmy od smoczka, o czym może kiedy indziej, bo ponieśliśmy sromotną porażkę (tzn. nadal walczymy, ale szanse powodzenia są niewielkie).

Nastał krok drugi, kluczowy – chusty. Przy pierwszej ciąży nie tyle byłam sceptyczna wobec chust, co bardziej motanie dziecka długim kawałkiem materiału jakoś do mnie nie przemawiało i mnie przerażało. Nigdy nie byłam dobra z prac manualnych… no ale przy drugim dziecku nieakceptującym smoczka, postanowiłam spróbować.

Najpierw zabrałam się do tego chałupniczo. Chusta od koleżanki (jak się potem okazało – elastyczna, a nie tkana), youtube, filmik instruktażowy i jedziemy. Po krzykach i potach omotałam małego w chustę, podeszłam do lustra a tam skrzywiony niemowlak w węźle – potworku. Nie chciałam już więcej robić synkowi krzywdy i skrzywiać jego kręgosłup, więc poprosiłam o pomoc profesjonalistkę – doradczynię chustową.

Ola przyjechała do nas z naręczem chust – do wyboru, do koloru. Różne wzory, sploty, jakości, kolory – od chust za 150 PLN do chusty za 2,000 PLN (sic!). Nie miałam pojęcia, że takie w ogóle istnieją. Od początku wpadła mi w oko chusta w gwiazdki marki Kokadi i na niej uczyłam się wiązań.

Sesja z Olą w założeniu miała trwać ok. 3h. Postanowiłam jednak, że wykorzystam całość na zapoznanie się z tematem chust i porządne nauczenie się jednego wiązania, dobrego dla najmniejszych dzieci (5 kg niemowlak). Do wyboru miałam dwa wiązania – kangurek lub kieszonka. Każde z nich miało swoje plusy i minusy, ale kieszonka była zdecydowanie łatwiejsza, więc jako początkująca zaczęłam od tego.

Pierwsze razy obserwowałam Olę, potem ćwiczyłam na 3,5 kg lalce. Na samym końcu wypróbowałam dwukrotnie wiązanie na synku i udało się! Mały nawet na moment zasnął, w co chyba najbardziej nie mogłam uwierzyć. Od razu popytałam o rekomendowane chusty i firmy i zamówiłam chustę Kokadi w gwiazdki, na której mi się dobrze ćwiczyło. Moja starsza córcia ćwiczyła razem z nami i motała w mój szal swoją lalkę.

Czy warto było? Jak najbardziej, dowodem na to jest chociażby to, że piszę ten wpis, a mały śpi owinięty w kieszonkę na moim dekolcie. Dotychczasowe wpisy pisałam jedną ręką, nie mogąc postawić polskich znaków, a następnie uruchamiałam (też jedną ręką) tryb sprawdzania pisowni… Czas zaoszczędzony, więc lecę na kawę i pomalować ze starszą córką figurki z masy solnej :). Chustowanie nie jest jednak aż tak trudne. Następnym razem uczymy się wiązania na plecach.

Tak się uczyliśmy:

 

 

OH! Tully – wyniki testowania

Do trzech razy sztuka, czyli ostatnim rzutem na taśmę (Igor już ma 6 tygodni, czas leci) testujemy trzeci rodzaj otulacza dla dzieci dostępny na polskim rynku -Oh! Tully. Generalnie już miałam rezygnować z otulacza, ale że mały przesypia w nim całą noc, a w dzień, gdy z niego zrezygnowałam zaczął się często wybudzać i zasypia tylko przy piersi – zrewidowałam swoje zamiary i powróciłam do otulania.

Dla przypomnienia, wcześniej porównywałam Woombie i Tulik (Woombie vs. Tulik) oraz testowałam przydatność otulaczy (Woombie – hit czy kit?).

Opakowanie

Oh! TullyIMG_2394 dostałam opakowane w bawełniany wiązany woreczek, w środku z instrukcją od producenta. Wygląda to ładnie i schludnie, a woreczki przydają się zarówno dla niemowląt, jak i potem do żłobka i przedszkola. O wiele bardziej przydatne niż kartony – duży plus za to. Dodatkowo w gratisie dostałam naklejką na auto „baby in the car”.

Instrukcja producenta

W środku znajdziemy informację od producenta – skąd inspiracja, jak używać otulacza, jak ubrać dziecko w otulacz. Podobnie jak inni producenci, producent Oh! Tully również przestrzega, że otulacz przeznaczony jest dla dzieci śpiących na plecach, które nie opanowały jeszcze sztuki przewracania się na boki lub na brzuszek. Przy czym, odmiennie od innych, dla dzieci przewracających poleca Tully Maxi, który ma pozwalać na swobodne ruchy rąk. My nie jesteśmy jeszcze na tym etapie, więc testujemy wersję klasyczną.

Tully produkowane jest z polskich materiałów i dodatków. Zarówno dzianina, z
której jest wykonane jak i materiał na lamówki i sznureczki oraz zamek,
zatrzask i metka pochodzą z Polski. Produkty są szyte w małej, rodzinnej
szwalni we Wrocławiu. Proces produkcji wygląda zatem podobnie do Tulika, przy czym są to różne lokalizacje geograficzne.

Dostępne wzory i rozmiary

W ofercie producenta są 3 rozmiary Tully: 1.5-3, 3-6 i 6-9kg. My testujemy rozmiar 3-6kg. Wzornictwo jest dość ciekawe – motywy czarno-białe (pandy i zebry), a także folk, klasyczna szarość czy granaty i błękity. Jest też wersja stereotypowo dziewczęca – różowy Mops&Donuts.

300_300_productGfx_4fed3c106e9d27c7a41a0ada109784a4 300_300_productGfx_7eb3ed04c147de6d0ffc9aa31b36d7ee 300_300_productGfx_26e905393e897d13557fd1e9d4b4ef8c 300_300_productGfx_813e102d21bab2ccbfeef5556f8eee62 300_300_productGfx_c048e618d326fc0fb1da436180cf88e5 300_300_productGfx_d061edef1f92402986eaff4d499ce34c

Pranie

Tully należy prać w 30 stopniach. Sprawdziłam, pranie nie wpływa na jego właściwości, kolory też pozostały bez zmian, co zresztą przy tej temperaturze nie dziwi. Obawiam się jedynie czy w 30 stopniach zeszłyby plamy z otulacza, chociażby w przypadku, gdy dziecku przesiąknie pielucha.

Materiał

Materiał to bawełna z elastanem, dokładny skład procentowy znajduje się na
metce w środku. Na stronie internetowej przy naszym otulaczu (zebra_ była informacja o składzie bawełna 95% i elastan 5%, ale okazało się, że na metce mieszanka jest inna: bawelna 92% vs. 8% elastan.

Metka

Otulacz ma dwie metki. Jedna, żakardowa z logo producenta umieszczona jest na wierzchniej stronie otulacza i nie ma wpływu na komfort smyka. Druga, z informacjami o sposobie prania – umieszczona jest wewnątrz, ale w nóżkach, więc nie drażni karczku

.IMG_1819

Sklep internetowy

Trafiłam na stronę z rekomendacji mamy, która spytała czy testowałam Oh! Tully (sklep). Bez tej rekomendacji pewnie bym nie dotarła do tej strony. Strona jest przejrzysta, ale zawiera mało informacji i blado wypada w porównaniu ze stroną Tulika, gdzie znajdziemy sporo informacji, recenzji i przykładów. Strona Oh! Tully jest bardziej przeznaczona dla rodziców, którzy już wiedzą jak działa otulacz i są zdecydowani go nabyć.

Porównanie

Co różni Oh! Tully od porównywalnego cenowo Tulika?

  1. Grubszy zamek – również dwustronny, zakończony materiałem ochronnym. Łatwiejszy do złapania przez męskie ręce.              IMG_1818
  2. Suwak z pętelką – przy suwakach dowiązano pętelki, za które można złapać i z łatwością zamknąć zamek. Obawiałam się czy dziecko ich nie zacznie ssać, ale okazało się, że można je odpowiednio schować pod materiałową ochronkę.IMG_1817
  3. Dostępne wzory – Tully ma na ten moment bogatsze wzornictwo, przy czym Tulik goni konkurencję. Dodatkowo w ofercie sklepu są też szmatki sensoryczne i śpiworki.
  4. Rozmiar! – o ile Tulik wydawał mi się ciut większy od Woombie, o tyle Oh! Tully w tej samej kategorii wagowej jest wręcz monstrualny :) (zobaczcie sami na zdjęciu). Dla większych niemowląt to zaleta, ale nie wiem czy otuliłabym Tully noworodka, chyba że naprawdę sporych rozmiarów, typu 4,5-5 kg.IMG_2421
  5. Skład materiałowy – elastyczny, z domieszką elastanu, podobnie jak Tulik. Oba otulacze produkowane w Polsce. Minusem jest jedynie ta niespójność informacyjna dotycząca składu.
  6. Antybakteryjne nici? – Tulik szyty jest niciami z domieszką srebra, nie doczytałam czy podobnie jest w przypadku Tully.
  7. Ochrona stóp dziecka – Oh! Tully ma pojedynczą ochronkę materiału tylko na górny suwak, zatem nie chroni stópek dziecka przed zadrapaniem w przypadku, gdyby maleństwo się rozkopało i otworzyło zamek. Tulik też początkowo tego nie miał, ale zostało to wprowadzone w kolejnych seriach.
  8. Obwód materiału przy szyi – moim zdaniem jest za szeroki. Zdarza się, że synek wrzuca rączki pomiędzy otulacz a szyjkę. Jest to chyba główny minus otulacza. Zobaczcie jak to wygląda na zdjęciu.

IMG_2406

Cena

W porównaniu z innymi otulaczami cena jest przystępna – odpowiednio 99 PLN za klasyczną szarość i 109 PLN za otulacze wzorzyste.

Czy kupiłabym Tully? 

Dla małego noworodka po pierwsze mogłabym nie zdecydować się po lekturze strony (za mało informacji) i miałabym obawy o tę przestrzeń przy szyi. Natomiast teraz, dla większego dziecka – jak najbardziej. Nawet podoba mi się ta większa swoboda dla rąk i nóg. Jeśli producent poprawi tych kilka niedociągnięć, zyska lepszą pozycję konkurencyjną.

A tak się otulaliśmy:

Recenzja była dla Was przydatna? Lajkujcie i komentujcie!

 

Jak to robią Koreanki

Piękna, promieniejąca i alabastrowa cera, uroda podkreślona bardzo delikatnym makijażem, wręcz posągowy efekt. Zero przebarwień, zero wyprysków – tak wyobrażamy sobie koreańskie piękności i często tak wyglądają. Jak one to robią?

Charlotte Choe, kosmetyczka, Amerykanka koreańskiego pochodzenia i ekspertka od koreańskiej pielęgnacji skórIMG_2370y przedstawia 10 kroków do osiągnięcia idealnej cery w swojej książce „Sekrety urody Koreanek”. Autorka wychowana zgodnie z amerykańskim wzorcem pielęgnacji cery (zbliżonym zresztą do europejskiego) udaje się do pracy do Korei i tam właśnie odkrywa zasady pielęgnacji kobiet z kraju pochodzenia swoich przodków. W czym tkwi sekret?

Przede wszystkim w poznaniu typu i niedoskonałości swojej cery oraz w oczyszczaniu, nawilżaniu i pielęgnacji, a nie w matowieniu, wyciskaniu, wysuszaniu i wystawianiu cery na słońce.

Tajemnica urody Koreanek to konsekwentne przestrzeganie tych 10 kroków:

cho

 

Pielęgnacja 10 kroków to nie jedyne rady Cho. Książka jest napisana w bardzo przystępny sposób, zawiera infografiki, które ułatwiają przyswajanie pojęć kosmetycznych. Może również stanowić mini kompendium wiedzy, gdyż opisuje właściwości składników kosmetyków.

Po uzyskaniu tej wiedzy wyruszam na internetowe poszukiwanie kosmetyków do poszczególnych kroków. Zaczynam od olejków myjących i ich testowania. Macie swoje typy? Koniecznie piszcie!

Na podstawie: Charlotte Cho, Sekrety urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji. Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2016

Kawa bez kofeiny

Nie wyobrażasz sobie początku dnia bez filiżanki aromatycznej kawy? Witaj w klubie, wiem o co chodzi. A co zrobisz w ciąży lub podczas karmienia? Jakie są obecnie normy spożycia kofeiny dla ciężarnych i matek karmiących i w jaki sposób możemy znaleźć substytuty ulubionej mieszanki robusty i arabiki?

Przez całą ciążę słyszałam magiczną liczbę – 200 mg kofeiny. Taka jest bezpieczna dawka kofeiny w ciąży, która nie zaburza rozwoju dziecka. Oczywiście, jak to w ciąży, dobrze dopytać o to lekarza. Zdarza się bowiem nadciśnienie ciążowe i inne przypadłości, które mogą całkowicie wyeliminować bezpieczne spożywanie kawy w tym okresie. U mnie na szczęście tak się nie stało i spokojnie mogłam pozwolić sobie na filiżankę mojego ulubionego aromatycznego naparu.

Warto pamiętać jednak, że kofeina jest nie tylko w kawie. Występuje też w herbacie, czekoladzie czy różnych napojach energetycznych i coli. Jeśli pijecie dużo herbaty, możecie przekroczyć dzienną normę. Ze wszelkich napojów gazowanych warto zrezygnować nie tylko w okresie ciąży, zatem to źródło kofeiny należy wyeliminować i zamiast tego cieszyć się smakiem i rytuałem picia kawy.

W okresie laktacji liczba ta ulega zwiększeniu i mówi się o 300-400 mg kofeiny bezpiecznej do spożycia. Dzieje się tak dlatego, że tylko niewielki procent kofeiny przedostaje się do mleka mamy. U mnie oznacza to, że raczę się dziennie dwiema filiżankami słabszej kawy, co oprócz walorów smakowych pozwala mi przetrwać dni po nieprzespanych nocach. I znowu warto pamiętać, że kofeina to nie tylko kawa, ale wymienione też wcześniej produkty. Dobrze też obserwować reakcję dziecka, jeśli po spożyciu przez was kawy jest nadpobudliwe, ma problemy ze snem, to może jednak warto z kawy zrezygnować.

Co jeśli nie mała czarna?

 

Kawa bezkofeinowa

Dostępne na rynku w postaci kaw rozpuszczalnych (nie polecam), ziarnistych i mielonych (w tym w formie kapsułek). Pozwalają cieszyć się aromatem kawy bez istotnej zawartości kofeiny. W jaki sposób powstaje kawa bezkofeinowa? Jest kilka metod ekstrakcji kofeiny z zielonych ziaren kawy:

  1. Swiss water proces. Ziarna kawy moczy się w gorącej wodzie, a otrzymany ekstrakt przepuszcza się przez filtr węglowy.
  2. Rozpuszczalniki chemiczne. Rozpulchnione parą wodną nasiona płucze się w rozpuszczalniku, a następnie ponownie poddaje działaniu pary wodnej. Dopuszczone do użycia są obecnie chlorek metylenu oraz octan etylu. Octan można również uzyskać z owoców i warzyw np. jabłek.
  3. Dwutlenek węgla w stanie nadkrytycznym. Gaz przy wysokim ciśnieniu i temperaturze zachowuje się jak ciecz i rozpuszczalnik.

Żołędziówka

darynatury.pl
darynatury.pl

Napój z prażonych żołędzi z dodatkiem przypraw (kardamon, imbir, goździki, cynamon). Nie zawiera kofeiny ani żadnych innych alkaloidów. Jest bezglutenowa (w przeciwieństwie do innych kaw zbożowych).  Polecana do picia jako napój ogólnie wzmacniający i energetyzujący. Przygotowuje się ją gotując napar przez ok. 2-3 minut. Można pić czarną lub białą.

 

 

Inka i inne kawy zbożowe

inka.pl
inka.pl

Oprócz znanej nam wszystkim od pokoleń Inki (produkowanej od lat 70-tych), na rynku istnieje wiele kaw zbożowych i ziołowo-zbożowych. Orkiszowa, z topinamburu, z domieszkami cykorii (o czym niżej), mogą być pite przez dzieci i dorosłych (Inka zalecana od 3. roku życia), nie wypłukują z organizmu magnezu i nie zawierają kofeiny.

Cykoria

rossmann.pl
rossmann.pl

Wiele kaw zbożowych zawiera w składzie cykorię. Jednak Cykoriada z żeń-szeniem to dość unikalny produkt, który odkryłam ostatnio w Rosmannie. Zawiera wyciąg z korzenia cykorii z domieszką ekstraktu z korzenia żeń-szenia, jest płynna i po zalaniu gorącą wodą tworzy pyszny napój o smaku kawy. Można ją pić z lub bez mleka. Do tego w dość niewygórowanej cenie poniżej 8 PLN.

 

Chi-Kafe

http://drjacobsmedical.pl
http://drjacobsmedical.pl

Moje ostatnie odkrycie na rynku kawy. Oprócz samej kawy zawiera magnez, ekstrakt z guarany, substancje balastowe z włókien akacji, ekstrakty z żeń-szenia i kakao. Dostępna w wariancie classic, bio i balance.

 

 

Którą kawę wybieracie?

10 mniej typowych prezentów na baby shower

O typowych prezentach na baby shower pisałam już wcześniej (zobacz 10 typowych prezentów na baby shower), teraz czas na mniej typowe podarunki.

1) tylko dla chłopaków – daszek na ptaszek

peticado.pl
peticado.pl

Dla jeszcze nieuświadomionych w tym temacie młodych rodziców -jedną z zasadniczych różnic w pielęgnacji noworodków płci żeńskiej i męskiej jest kierunek strumienia moczu :) jeśli chcemy uniknąć prysznica, można wypróbować daszek na ptaszek. Jako prezent na pewno wywoła uśmiech na twarzy.

2) literki, imiona, dekoracje do pokoju

IMG_2381

Literek na rynku jest mnóstwo -naklejki na ścianę, ramki, drewniane literki do postawienia, tabliczki na drzwi. Do tego modne pastelowe dodatki lub tkaniny czy tez lampki – świecące kule.

3) voucher dla mamy

Baby shower to przede wszystkim impreza rodziców, nie zapominajmy więc i o nich. Mamie z pewnością przydadzą się okazje do wyjścia z domu i zadbania o siebie – zabieg kosmetyczny (wbrew pozorom kobiety w ciąży i karmiące również mogą korzystać z usług kosmetyczki), bilety do kina (w tym do kina z niemowlęciem), karnet na jogę lub fitness dla ciężarnych.

4) podaruj swój czas

Nie masz photo-1431499012454-31a9601150c9pieniędzy na prezent? Podaruj swój czas. Każdy zmęczony rodzic skorzysta z chwili wytchnienia, chociażby żeby się w tym czasie wyspać. Zabierz nakarmione dziecko na spacer, a rodzice w tym czasie pośpią, zjedzą coś na spokojnie czy chociażby obejrzą film.

5) edukacyjnie

Rodzicielstwo wymaga rozwoju umiejętności, które w dotychczasowym życiu były nam zupełnie obce – nauka chustowania, porada laktacyjna, kurs masażu Shantala, plastrowanie, kurs pierwszej pomocy. To tylko niektóre z zajęć, jakie możecie zafundować przyszłym rodzicom. Wkrótce sami przejdziemy kurs chustowania, z którego relację oczywiście zdam na blogu.

6) tylko dla dziewczyn – spineczki

Nie przydadzą się noworodkowi, ale już kilkumiesięcznej dziewczynce mogą. Spineczki i gumki do włosów to przedmioty westchnień mam chłopców. Najlepiej wybierać te całe obleczone materiałem, żeby część metalowa spinki nie drażniła i nie drapała skory głowy malej elegantki.

7) gadżety i akcesoria podróżnicze

Nie tylko zapaleni podróżnicy ich potrzebują, przydadzą się także na wypad nad morze czy do rodziny na święta i dni wolne. świeżo upieczeni rodzice nie zawsze wiedza co zapakować. Jeśli macie doświadczenie – możecie im pomóc. Dmuchana wanienka zamiast plastikowej oszczędza sporo miejsca i wagi bagażu. Nocnik turystyczny z wkładami można w ostateczności ustawić nawet na środku lotniska. Dobry sprawdzony termos trzymający temperaturę wody czy posiłków i niewybuchający w samolocie. A może odzież z filtrem UV na plażę dla niemowlęcia na sezon wakacyjny? To tylko niektóre z propozycji.

8) literatura – tym razem nie tylko o dzieciach

1569feceOkres karmienia to czas, w którym spędzamy kilka ładnych godzin dziennie w pozycji karmiącej mamy, niekiedy z pół-śpiącym niemowlęciem przy piersi. Przez pierwszy okres wpatrujemy się non stop w dziecko, ale kiedy pierwsza fascynacja minie, warto mieć na podorędziu dobrą książkę. Czytanie tradycyjnych książek przy karmieniu wymaga pewnej wprawy, ale już audiobooki czy e-booki są łatwiejsze w obsłudze. Zatem czytnik e-książek czy abonament na audiobooki to doskonały pomysł na prezent. Audiobooki nadają się tez do słuchania podczas spacerów z dzieckiem.

9) kawa bez-/niskokofeinowa i jej zastępniki 

E5KMvPp9SsCnqmEGUwAS_2014-08-10 12.56.40 1Jeśli miałabym wymienić trzy rzeczy, których najbardziej mi brakuje w ciąży i w okresie karmieniu to dobra kawa, mleko i jego przetwory a zatem również większość deserów i czekolad oraz dobre czerwone wino. Kawę pijam dla jej smaku, a nie dla kofeiny, więc tym bardziej mi jej brak. Co prawda zarówno w ciąży jak i podczas karmienia dozwolone są pewne dawki kofeiny, ale wszystko zależy od przebiegu ciąży i kondycji mamy. Kawę można zastąpić kawą bezkofeinową (np. z kapsułkowych ekspresów do kawy), żołędziówką, inką czy też kawą z cykorii (w postaci proszku lub płynu przypominającego melasę z żeń-szeniem). Na rynku dostępna jest też dobra, niskokofeinowa, ale także dość droga Chi-Cafe. Doskonale sprawdza się na prezent.

10) wino i piwo bezalkoholowe

photo-1422748733255-ee572fddeab0Ciąża i  karmienie to niekiedy okres dwóch (lub więcej) lat, podczas których całkowicie lub znacznie eliminujemy alkohol z naszej diety. Dla niektórych nie stanowi to żadnego problemu, mnie natomiast było żal kieliszka dobrego wina do kolacji, spotkania z przyjaciółmi czy na imprezie firmowej. Na szczęście na rynku są zarówno piwa jak i wina bezalkoholowe, które smakowo nie odbiegają aż tak bardzo od swoich alkoholowych odpowiedników. Trunki te to nie zwykły sok z winogron, ale normalne wino i piwo poddane procesowi dealkoholizacji. Wino czerwone nie do końca mnie przekonało, ale schłodzone białe wino bezalkoholowe jest niczego sobie. Podobnie piwa, w szczególności te pszeniczne. Ten prezent może zaskoczyć i ucieszyć przyszłą mamę przywykłą do smaku dobrego wina.

Co wybieracie – prezenty typowe czy te mniej typowe?

RZUĆ LINĘ – ŁAP LINĘ!

Czy co roku pamiętasz o wizycie u ginekologa i robisz cytologię? Wykonałaś już test DNA – HPV, USG dopochwowe lub USG piersi? Wiele z nas zabiegane w gonitwie praca – dzieci, zapomina o swoim zdrowiu, a przecież to podstawowy gwarant tego, abyśmy mogły być szczęśliwe i się realizować.

Dlatego dzisiaj kilka słów o kampanii Piękna, bo Zdrowa organizacji Kwiat Kobiecości.

Rak szyjki macicy – groźny przeciwnik! Razem damy radę go pokonać

Rak szyjki macicy jest dość łatwy do zdiagnozowania. Rozwija się stosunkowo powoli, a jego umiejscowienie pozwala, w przeciwieństwie do innych nowotworów narządów rodnych, takich jak np. rak jajnika, na zastosowanie skutecznych metod diagnostycznych. W przypadku raka szyjki macicy wykonywanie regularnych badań cytologicznych odgrywa dużą rolę. Regularnie, co roku, wykonywana cytologia może nam dać pewność, że raka szyjki macicy wykryjemy we wczesnym stadium.

Cytologia i test HPV skuteczną metodą profilaktyczną

Rak szyjki macicy to choroba przenoszona drogą płciową. Obecnie na świecie wykonuje się powszechnie jeden test przesiewowy w profilaktyce raka szyjki macicy. Jest to badanie cytologiczne. Można je wykonywać w sposób konwencjonalny na szkiełku. Podczas badania lekarz pobiera materiał do badania, z szyjki macicy badanie to jest krótkie i co najważniejsze bezbolesne. Aby uniknąć ponownego pobierania materiału do badania, wystarczy pamiętać że: *badanie należy wykonać nie później niż 5 dni przed miesiączką

*lub 5 dni po miesiączce

*nie należy zakładać również globulek dopochwowych oraz

*dzień przed badaniem unikać współżycia.

Nowością, a zarazem skuteczniejszą alternatywą konwencjonalnej cytologii, jest cytologia na podłożu płynnym (LBC). Czym zatem różni się cytologia płynna od tej wykonywaną metodą tradycyjną? W metodzie tej całość pobranego z szyjki macicy materiału umieszczana jest bezpośrednio w specjalnym płynnym podłożu i transportowana do laboratorium. Tam, po odpowiednim opracowaniu technicznym otrzymywany jest jednowarstwowy preparat z idealnie zachowanymi komórkami. Metoda ta pozwala wyeliminować z preparatu niepożądane elementy (krew, śluz, nadmiar komórek zapalnych) utrudniające dalszą ocenę mikroskopową. Cytologię płynną cechuje również wyższa detekcja stanów przednowotworowych oraz możliwość wykonania z pozostałej części płynnego podłoża dodatkowych testów (np. molekulanych). Krótszy czas oczekiwania na wynik to szansa na szybsze podjęcie leczenia. Kolejnym badaniem profilaktycznym jest test na obecność DNA wirusa HPV. Wirus HPV, to inaczej wirus brodawczaka ludzkiego. Każdy z nas przynajmniej raz w życiu mógł być jego nosicielem. Do zakażenia może dojść podczas stosunku seksualnego, ale również przez skórny kontakt narządów płciowych partnerów. Test HPV wykrywa, zależnie od rodzaju, obecność materiału genetycznego – od dwóch do trzydziestu siedmiu genotypów wirusa brodawczaka ludzkiego. Obecnie znanych jest przeszło 120 typów wirusa HPV. Wirusy te można podzielić na dwie grupy:

  • wirusy niskoonkogenne(niskiego ryzyka): wśród nich najczęstsze to HPV typ: 6, 11,
  • wirusy wysokoonkogenne(wysokiego ryzyka): wśród nich najczęstsze to HPV typ: 16, 18, 31, 33, 35, 39, 45, 51, 52, 56, 58 i 59.

Nie istnieje 100% metoda wyleczenia zakażenia wirusem HPV, jednak wykonanie testu pozwoli na podjęcie odpowiedniej profilaktyki zapobiegającej rozwojowi raka szyjki macicy. Warto pamiętać, że badanie to nie różni się od badania cytologicznego. W przypadku cytologii płynnej wystarczy jedno pobranie materiału do obu badań. Należy jednak zwrócić uwagę, że warunkiem powodzenia badań przesiewowych jest regularne wykonywanie badań, na które powinnyśmy się „dać przyciągnąć’’ przynajmniej raz do roku.

Dlatego bardzo ważne jest zadanie sobie pytania: Kiedy ostatni raz robiłam cytologię oraz test na obecność wirusa DNA – HPV? Jeśli dawno lub nigdy to…

Więcej informacji: www.kwiatkobiecosci.pl, www.facebok.com/kwiatkobiecosci