Cesarka – nie taki diabeł straszny

Tydzień temu miałam cesarkę, więc na świeżo pamiętam wrażenia z tego doświadczenia i to, jakie miałam obawy tuż przed nią. Dziele się z Wami tymi doświadczeniami i przesłaniem, że wcale nie jest tak źle, jak sobie to wyobrażamy.

To nie jest ani wpis gloryfikujący, ani potępiający planowe cięcie cesarskie (CC). Wyobraźmy sobie po prostu,  że z jakiegoś powodu musimy przejść przez zaplanowaną cesarkę na zimno (bez skurczów porodowych). Jak się do niej przygotować i jak ta procedura wyglądała z mojej strony zasłonki na sali operacyjnej – z autopsji.

Dzień wcześniej musimy się przygotować „dietetycznie”. Moja cesarka była rano, więc kluczem była lekkostrawna kolacja i ograniczenie przyjmowania napojów. Ostatni posiłek zjadłam o 17, ale postanowiłam go celebrować i udaliśmy się do restauracji. Po posiłku już tylko woda do 21, potem kąpiel, relaks przy czytaniu książek i spanie. O dziwo dość sprawnie poszło z zasypianiem (może dlatego, ze postanowiłam NIE czytać wcześniej na forach wszystkich obaw dotyczących CC).

Rano pobudka, szykowane się i lekka adrenalina zaczęła się udzielać. Ale brzuch już dokuczał i było coraz ciężej, więc stwierdziłam – no nic, dziecko jakoś musi się wydostać. To trochę tak jak te piękne statki w butelce. Bez naruszenia butelki trudno je wydostać w jednym kawałku 😉

Droga samochodem przez ośnieżoną Warszawę bez korków przebiegła dość miło. Potem przez stres (jednak się udzieliło), wszystko przebiegało jakby obok. Wejście na oddział, formalności, przekazanie badań, przebranie się w operacyjną koszulę i powoli zaczynamy.

Najpierw założono mi dojście dożylne (wenflon) i dostałam 3 kroplówki nawadniające plus antybiotyk. Potem KTG, krotki wywiad medyczny, podpisanie zgód i przechadzka na salę operacyjną. Mąż mógł być ze mną obecny (poza momentem znieczulania), więc razem z lekarzami udał się do osobnego pomieszczenia po sterylną odzież, a ja zostałam zaprowadzona na salę.

Tam czekał już na mnie stół i część personelu, w tym anestezjolog (generalnie na sali było chyba z 10 osób). Podłączono mnie do aparatury monitorującej czynności życiowe (wszystkie te plastry, ciśnieniomierze itp.) i zaczęło się od znieczulenia. Miałam znieczulenie podpajęczynówkowe, więc musiałam położyć się na boku w pozycji coś jak embrionalnej (z wygiętym kręgosłupem i odsłoniętymi plecami). Trzykrotnie umyto mi miejsce wkłucia jakimś zimnym preparatem (zostałam o tym uprzedzona), aż zaczęłam lekko dygotać (a może i trochę z nerwów 😉 ), ale nie było to nic strasznego, jak polanie zimną wodą.

Potem słabo wyczuwalne ukłucie – znieczulenia miejscowe przeć wbiciem igły podającej znieczulenie właściwe. W zasadzie ta druga igła, o której tyle czytałam w internecie , była też mało odczuwalna. Czułam że  coś się dostało jakby pod skórę i rozprzestrzenia się pod nią, jakby wypiera skórę po linii kręgosłupa. Po chwili położyłam się na plecach i czekałam na uczucie ciepła w pośladkach i stopach. Powoli przyszło to i mrowienie, uczucie jak po znieczuleniu u dentysty. Jak już nie byłam w stanie podnieść do góry nóg, znieczulenie działało i zaczęto przygotowywać pole operacyjne. Ustawiono łóżko, ktoś coś mi położył na brzuchu, zasłonił kotarę (nie widziałam cięcia nawet w lampach) i poproszono mojego męża, który zajął miejsce przy mojej głowie. W pewnym momencie anestezjolog spytał czy się dobrze czuję i czy czuje coś na brzuchu – zupełnie niczego nie czułam, a już wtedy skóra była przecięta. Kilka minut później poczułam niebolesne szarpanie i usłyszałam wyczekiwany krzyk :) Mały był już po drugiej stronie brzucha i mogłam go zobaczyć i pocałować.IMG_9746_BW

Po wszystkich niezbędnych procedurach synek wraz z mężem udali się na salę, a ja zostałam jeszcze na bloku operacyjnym i czekałam, aż mnie pozszywają. Przebiegało to w dość luźnej atmosferze, nie obyło się bez żartów – wszyscy byli rozluźnieni, wszystko dobrze poszło, a ja poprosiłam o piękne i równe zszycie. Dołączyłam do męża i synka i mogliśmy zacząć się karmić.

Dzisiaj, tydzień po CC i wizycie kontrolnej w szpitalu wiem, że wszystko jest w porządku. Rana się goi, nie czuję bólu i funkcjonuję już prawie normalnie, a mały prawidłowo się rozwija. Życzę wszystkim, żeby CC tak wyglądały!

 

Witamina D – nie tylko dla dzieci!

Ostatnio dzięki mojemu mężowi miałam okazję przekonać się jak ważna jest witamina D w diecie nie tylko dzieci. U dzieci, wiadomo, od urodzenia przestrzega o tym każdy neonatolog i pediatra – chroni przed krzywicą. Najpierw podajemy kapsułki D+K, potem sama D. Ale u dorosłych?

Zaczęło się od ciągłych infekcji. Co moje dziecko przyniosło coś ze żłobka, mąż od razu chory. Po którymś razie zaczęło mnie to irytować – jako ciężarna nie mogłam zbytnio brać leków i dziwiło mnie, że dorosły organizm ciągle coś łapie. Następnie doszło do przetrenowania i zapalenia mięśni. Poziom kinazy keratynowej tak się podniósł, że małżonek wylądował u kardiologa. Okazało się, że z sercem wszystko ok, ale kardiolog zasugerował zbadanie poziomu witaminy D. Strzał w dziesiątkę. Zamiast dolnej granicy normy 30 ng/ml, wyszło ok. 17 ng/ml.

Dlaczego zatem witamina D jest taka ważna? Okazuje się, że oprócz zwiększania absorpcji wapnia, witamina D wpływa na prawidłowe działanie układu odpornościowego i ochronę przed nowotworami.

Ze względu na dość słabe nasłonecznienie w Polsce proces produkcji witaminy D przez naszą skórę zwykle nie wystarcza. Dieta zbyt uboga w tłuste ryby morskie też nie pomaga. Jeśli przebywamy częściej w nasłonecznionych strefach, zakumulowana witamina D powinna wystarczyć na kilka tygodni. Najczęściej jednak potrzebna jest suplementacja i dobra dieta. W jakich produktach znajdziemy witaminę D? We wspomnianych już tłustych rybach morskich, oleju z wątroby dorsza, trochę w żółtkach jajek.

Małżonek od ponad miesiąca jest na suplementacji (na receptę, nie OTC), tranie (olej z wątroby dorsza) i nie zachorował, więc chyba działa :)

 

Transport dzieci w Wietnamie

Podczas, gdy Zachód dyskutuje nad bezpieczeństwem przewożenia dzieci w samochodach, na rowerach, fotelikach itp., w Wietnamie dzieci przewożone są tak.

IMG_3466  IMG_3464

IMG_3465

Zresztą na jednym motorze można było spotkać nawet całą czteroosobową rodzinę. Co więcej, byliśmy chyba jednymi z nielicznych, którzy poszukiwali fotelika samochodowego. W końcu udało nam się takie cudeńko znaleźć, ale kierowca nie miał pojęcia co się z nim robi i w jaki sposób przypiąć fotelik pasami – po prostu położył go na tylnym siedzeniu i czekał, aż wsadzimy tam córkę :)

Nie udało nam się spotkać również nikogo z chustami czy popularnymi nosidełkami. Najczęściej dzieci były noszone w różnych pozycjach przez rodziców, czasem nawet jako dodatek do przenośnych straganów (stragan na linkach z przodu, a dziecko na boku w pozycji biodrowej).

Najbardziej „zachodnim” widokiem była zorganizowana grupa dziecięca (coś na kształt przedszkola), zwiedzająca zoo w Ho Chi Minh City. Natomiast transport lotniczy lokalnymi liniami niczym nie różnił się od znanych nam standardów – dzieciaki wnoszone były do samolotów na rękach lub też wwożone w wózkach, które, podobnie jak u nas, były zostawiane przed wejściem do samolotu.IMG_1435IMG_1294

Warto jednak zaznaczyć, że w wielu wietnamskich miastach chodniki są dość wąskie, a w dodatku pozastawiane motocyklami i nie sposób przebić się przez to wózkiem. Pozostało nam zatem przenieść się z wózkiem na pobocze jezdni w chmurę motocyklową. Uspokajamy jednak, wbrew pozornemu chaosowi na ulicach, podczas naszego pobytu widzieliśmy jedynie jedną stłuczkę dwóch samochodów i to z prędkością ok. 10-20 km/h (chyba nawet reflektory nie ucierpiały).

Miłych podróży z dziećmi!

Wychowanie w niemieckim stylu

Dziennikarka „Time” udaje się pierwszy raz z dzieckiem na plac zabaw w Berlinie, a tam wszyscy rodzice zebrani razem piją kawę i plotkują. Zupełnie nie zważają na to, że dzieci wspinają się na wielkiego drewnianego smoka postawionego na środku piaskownicy. Nikt nie krzyczy „Uważaj, nie przewróć się!”. W nawiązaniu do postu Wychowanie dzieci w paryskim stylu, dzisiaj o tym jak wychowują dzieci nasi zachodni sąsiedzi.

Autorka przekonuje, że stereotyp surowego Niemca zupełnie nie dotyczy wychowywania dzieci. Niemcy dużą wagę przywiązują do niezależności i odpowiedzialności swoich pociech, pokładając w nich spore zaufanie. Co było dla niej zaskakujące?

  1. Niemcy nie zmuszają dzieci do nauki czytania – przeciwnie w przedszkolu i nauczaniu początkowym pozwalali dzieciom się wyszaleć, a w trakcie lekcji były dwie przerwy na zabawy na dworze, co zupełnie się nie przekładało na niski poziom nauczania.
  2. Zachęcają dzieci do zabawy z ogniem – oczywiście pod kontrolą rodziców i ucząc jak się z nim obchodzić.
  3. Pozwalają dzieciom na samodzielne podróże – w tym z i do szkoły, metrem.
  4. Celebrują pójście dziecka do szkoły – najbardziej znanym zwyczajem jest impreza zwana Einschulung, na której dzieci otrzymują Zuckertuete (tradycja podobna do znanego na Śląsku rogu obfitości).
  5. Zabierają dzieci na spacer niezależnie od pogody.

Czy część z tych zachowań można spotkać u nas? Co o nich sądzicie?

Na podstawie tekstu Sary Zaske,

How to Parent Like a German

Co spakować na pierwszą podróż z dzieckiem?

Urodziło Wam się dziecko, tęsknicie za wyjazdami, ale macie obawy czy podołacie z malcem w podróży i nie wiecie jak się zabrać za pakowanie? Oto lista rzeczy, które sprawdziły się w naszym przypadku – na tygodniowym urlopie na Wyspach Kanaryjskich z pięciomiesięczną córką.

Przede wszystkim warto przygotowywać sobie taką listę wcześniej, a nie przed samą podróżą. Jak tylko wpadnie nam coś do głowy, umieszczamy na liście. W naszym przypadku był to wyjazd typu half-board z biurem podróży, do kurortu na Gran Canaria. Wybraliśmy miejsce bardziej dla ciężarnych, osób z małymi dziećmi czy osób starszych niż typowe dedykowane dzieciom, gdyż pięciomiesięczny malec i tak nie skorzysta z atrakcji dla dzieci, więc chodzi bardziej o komfort rodziców (basen, siłownia, mniej krzyków, dobre jedzenie :)).

Nasza lista życzeń do biura podróży? Dostępność łóżeczka dziecięcego, nieduża odległość do sklepu spożywczego / supermarketu z prawdziwego zdarzenia, apteka, lekarz w sensownej odległości, czajnik elektryczny a najlepiej aneks kuchenny, jeśli nie ma basenu krytego – to zewnętrzny z opcją podgrzewania, gdyby było chłodniej. Zależało nam również na tym, żeby transport z lotniska do miejsca docelowego nie trwał dłużej niż godzinę.

Naszą listę podzieliliśmy na kilka części:

  1. Apteczka  – a w niej koniecznie leki przyjmowane przez dziecko (w tym np. witaminy), ale też przeciwgorączkowe, elektrolity, na ząbkowanie, coś na potówki, ranki, problemy trawienne, termometr, sól fizjologiczna, sól morska i syrop na kaszel, ew. coś przeciwhistaminowego dla alergików. Nie zapominamy też o apteczce dla siebie! Apteczkę warto przewieźć w bagażu podręcznym.
  2. Spanie – ograniczyliśmy się do minimum – śpiworek, piżamka i ulubiona maskotka do snu.
  3. Pielęgnacja – używane na co dzień kosmetyki do przewijania i pielęgnacji, nożyczki, szczotka, frida, chusteczki suche i mokre, pieluchy i koniecznie odpowiednie kremy do opalania (z filtrem dla dzieci). Co do pieluch – braliśmy zapas na ok. 2 dni, a na miejscu kupowaliśmy pieluchy lokalne. Na Kanarach polecam markę Dodot, coś w stylu Dada. Warto zabrać kilka podkładów do przewijania, które potem można wyrzucić.
  4. Kąpiel (i basen) – idealnym rozwiązaniem okazała się nadmuchiwana wanienka kupiona za małe pieniądze na portalu aukcyjnym. Pozostałe rzeczy podobne jak używane w domu plus strój / pielucha na basen, ręcznik i szlafrok.
  5. Jedzenie – sprawa indywidualna. U nas było tego sporo ze względu na alergię. Warto zabrać coś do mycia butelek dziecięcych.
  6. Ubranka – nie za dużo, nie za mało, chociaż łatwiej napisać niż spakować. Spodziewaliśmy się temperatur rzędu 25 st., więc na tydzień zabraliśmy ok 10 szt. krótkich body/koszulek, 5 szt. z długim rękawem, 3 sukienki, spodenki krótkie / rampersy / getry – ok. 12 sztuk, kilka bluz/sweterków na chłodniejsze wieczory, obowiązkowo czapeczki z daszkiem (3 szt.), kurtkę wiosenną z kapturem na wypadek deszczu. Generalnie przyjęliśmy zasadę, że dziecko powinno mieć ok. 2 kompletów rzeczy na dzień.
  7. Zabawki – coś do samolotu (albo ulubiona zabawka, albo jakaś nowa, która złapie atencję dziecka na czas lotu), coś do wody, coś do wózka i coś na plażę. Na wyjeździe jest tyle interesujących rzeczy wokół, że moim zdaniem nie warto z tym przesadzać.
  8. Dokumenty – paszporty, pieniądze, książeczka zdrowia, polisa ubezpieczeniowa / EKUZ, dokumenty podróży (bilety, vouchery, nazwa hotelu)
  9. Inne – do tej grupy zaliczyliśmy wózek, nosidełko, smoczki, kocyki i folię do wózka (przeciwdeszczową). Nosidełko sprawdziło nam się na lotnisku podczas transportu autobusem po płycie lotniska plus podczas krótkich, wieczornych spacerów już na miejscu.
  10. Pod ręką – to obejmowało listę rzeczy, którą chcieliśmy przewieźć w bagażu podręcznym. Apteczka, jedzenie i picie na drogę (w szczególności na start i lądowanie), ale też uwzględniając ewentualne opóźnienia, ubranka na zmianę, zestaw do przewijania, kocyk i bluza do samolotu (przez klimatyzację jest dość zimno, w szczególności, gdy dziecko śpi), nowa zabawka.

W zasadzie niczego nam nie zabrakło, a inne rzeczy mogliśmy na bieżąco dokupić w supermarkecie (w tym kilka lokalnych słoiczków z deserkami).

IMG_0478 (2)

 

 

Bon voyage!

Prezenty na Dzień Babci i Dziadka

Już jutro Dzień Babci, a pojutrze Dzień Dziadka i pewnie wiele mam i pociech głowi się jaką niespodziankę im sprawić. Moim zdaniem najważniejsze, żeby prezent pokazywał, że znamy nasze babcie i dziadków, wiemy czym się interesują, a prezent jest od serca. Jakie pomysły?

Przede wszystkim – zgodność z zainteresowaniami. Nawet najmniejsza rzecz ucieszy, jeśli jest cenna dla obdarowanego. Nie chodzi tu jednphoto-1448321052373-c722eeb4c64eak o zasobność portfela, ale o pomysł i pokazanie, że znamy zainteresowania i pasje danej osoby. Szydełkowanie, wędkarstwo, spacery, film, literatura kryminalna, wystrój wnętrz, gotowanie, pieczenie, prace w ogrodzie, zbieranie grzybów, sport – zastanówcie się w jaki sposób babcie i dziadkowie się relaksują i wybierzcie prezent z tej kategorii. A może chcieliby nabyć nowe umiejętności – kurs komputerowy dla seniorów, lepsza kamerka do Skype’a, żeby porozmawiać z wnukami?

Po drugie – prezenty spersonalizowane, począwszy od nieśmiertelnej biżuterii, przez czekoladki z życzeniami, skończywszy na kubkach czy koszulkach z nadrukami. Może to też być własnoręcznie wykonany album czy księga wspomnień, którą zrobicie razem z dziećmi.

Wasze mamy i ojcowie mają już wszystko? Może zatem zamiast do kategorii „mieć”, zajrzeć do kategorii „być”? Kurs sushi, angielski w uniwersytecie trzeciego wieku, koło szachowe, połowy dorsza na Bałtyku, karnet na jogę czy zajęcia z instruktorem nordic walking, a nawet bilet do teatru czy voucher na wspólną kolację przy świecach – to tylko kilka pomysłów.

Zamiast prezentu materialnego można pokusić się o spędzenie z dziadkami czasu i tu wiele zależy od ich zainteresowań i umiejętności. Wypad na lodowisko, photo-1418832178871-693e3ab5cdafrodzinny spacer, kino czy chociażby rozmowa przy cieście i kawie bez zaglądania w smartfona i spieszenia się na coś kolejnego. A może wyjście do klubiku dziecięcego, gdzie dzieci trochę się pobawią z dziadkami, trochę same, a my przy okazji wypijemy z nimi kawę?

Jeżeli już nie macie w ogóle pomysłów i skończy się na skarpetkach, koszulach czy krawatach – zawsze można wybrać te bardziej designerskie, które znajdziecie w internecie. Kwiaty, czekoladki też są zawsze miłym akcentem, chociaż wówczas miło załączyć mało oklepaną dedykację.

Niektórzy wolą również prezenty bardzo praktyczne i użytkowe – to jedna z trudniejszych kategorii, gdyż musimy się zastanowić czego im może brakować. Element zastawy stołowej, kosmetyk, ciśnieniomierz, separator do leków, a może masażer do stóp?

Na koniec – prezenty z wizerunkami dzieci i od dzieci. Znacie babcię, której nie ucieszy kolejne zdjęcie wnucząt na kalendarzu, kubku, zakładce do książki, w ramce czy czymkolwiek innym? A może na własnoręcznie wykonanej laurce?

Powodzenia z wyborem! Macie jakieś inne oryginalne pomysły? Podzielcie się!

IMG_9746_BW

My w tym roku na Dzień Dziadka przygotowujemy chyba najlepszy z możliwych prezentów. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to dziadek w prezencie dostanie zdjęcie nowo narodzonego wnuka :) 3majcie kciuki!

Trendy modowe na nadchodzący sezon

Korzystając z wiedzy zaprzyjaźnionej projektantki, która podzieliła się ze mną swoją analizą, poniżej krótki opis trendów, które będą królować na wiosnę w modzie.

Po pierwsze, stonowane kolory (w tym nieśmiertelne czerń i biel) oraz męski styl, w szczególności w marynarkach.

valentino-pre-fall-2016-lookbook-68 KIM_06736-j-w-anderson-spring-2016-rtw

Po drugie – koronki, które wprowadzą trochę romantyzmu.

KIM_0745 KIM_07178-rodarte-spring-2016-rtw1

Istotne będą też detale, duże kieszenie, broszki, asymetryczne wiązania i dekolty.

1-edun-spring-2016-rtw 6-rag-and-bone-spring-2016-rtw

Pojawi się też styl a la pop art – paski, lampasy, szlaczki wymieszane z aplikacjami i koronkami.

8-alexander-wang-spring-2016-rtw1 1-christian-dior-spring-2016-rtw 2-stella-mccartney-spring-2016-rtw

Nie zapomnimy też o jeansie…

7-faustine-steinmetz-spring-2016-rtw 5-chanel-spring-2016-rtw 1-alexander-mcqueen-spring-2016-rtw1

…oraz o błyszczących materiałach.

5-anthony-vaccarello-spring-2016-rtw 4-sonia-rykiel-spring-2016-rtw 3-vetements-spring-2016-rtw

I jak? Podoba Wam się?

Wszystkie zdjęcia z vogue.com

Wychowanie dzieci w paryskim stylu

Zetknęłyście się kiedyś z książką P. Druckerman „W Paryżu dzieci nie grymaszą„?  Amerykańska mama trafia do Paryża i zaczyna się zastanawiać dlaczego francuskie dzieci przesypiają noce po 3 miesiącach, jedzą brokuły, bawią się na piknikach tylko dwoma zabawkami, a francuskie mamy mają czas dla siebie i nadal są eleganckie. Jeśli Was też to zastanawia, to polecam.

Zwolniona z redakcji pewnej gazety amerykańska dziennikarka wbrew radom rodziny i przyjaciół opuszcza swoje nowojorskie mieszkanie i podąża za wybrankiem serca (Brytyjczykiem) do Paryża. Wychodzi za mąż, zachodzi w ciążę i postanawia urodzić dziecko w Paryżu. Tak oto zaczyna konfrontować swoją amerykańską wiedzę o macierzyństwie z francuskim podejściem.

Na początku wybiera podejście amerykańskie – przeszukuje

Wydawnictwo Literackie, fot. empik.com
Wydawnictwo Literackie, fot. empik.com

internet, amerykańskie portale, zastanawia się co jest „bezpieczne” w ciąży dla niej i dla dziecka, jaki model wychowania wybrać itp. Okazało się, że Francuzki zupełnie inaczej podchodzą do ciąży. Nie lekceważą macierzyństwa, ani zdrowia, lecz podkreślają, że nie wyrzekły się siebie i swoich przyjemności, pielęgnują swoją kobiecość. Francuzka prasa dla kobiet w ciąży nie ociekała artykułami co wolno, a czego nie. Zamiast tego – opisywała np. pozycje seksualne wygodne dla ciężarnych (z rysunkami) czy wpływ orgazmu mamy na dobre samopoczucie dziecka :)

Inaczej podchodzą też do wychowania dzieci. Nie biegają na każde kwilenie, ale też nie pozwalają dziecku długo płakać (stosują „pauzę”). Przyzwyczajają dzieci do regularnych pór posiłków i serwują na głodnego zdrowe potrawy (przytoczone brokuły), a podwieczorek podają w określonych porach czy dniach (słodki dzień). Nie ingerują w zabawy dzieci, kiedy te są zajęte, ale są z nimi wówczas, gdy dzieci potrzebują towarzystwa. Stosują „ramę” reguł, zamiast wiecznych zakazów i nakazów. Brzmi ciekawie? Takie rzeczywiście jest.

Autorka opisuje te wszystkie różnice przytaczając własne, niekiedy dość zabawne, perypetie. Książka nie jest typowym poradnikiem, ale czyta się ją przyjemnie i daje do myślenia.

Pamela Druckerman, W Paryżu dzieci nie grymaszą, Wydawnictwo Literackie, 2014

Podróże w ciąży

Nadszedł czas na jeden z moich ulubionych tematów – podróże :) Wiele mam i par planujących dziecko obawia się, że pojawienie się w domu maleństwa oznacza całkowitą rezygnację z ich dotychczasowego podróżowania. Nic bardziej mylnego!

Aczkolwiek trzeba przyznać, że sam sposób podróżowania pewnie nieco się zmieni. Jednak na początek trochę o podróżowaniu w czasie ciąży i moich doświadczeniach.

Przygotowania

Po pierwsze, jak zawsze w ciąży, należy się udać do lekarza i ustalić dokąd chcemy jechać, jakim transportem, jaki panuje klimat, jak chcemy spędzać czas, co możemy, a czego nie możemy. Podczas moich dwóch ciąży podróżowałam samolotami na lotach do ok. 4-5h i żaden lekarz, biorąc pod uwagę prawidłowość ciąży, nie widział przeciwskazań. Jak wiadomo, każda ciąża jest inna i ZAWSZE należy skonsultować się z lekarzem. Zdarzyło się, że niektórzy zalecali branie Nospy na ok. 30 minut przed startem, żeby zapobiec ewentualnym skurczom. Dłuższych lotów nie próbowałam, ale znajoma lecąca w 7 miesiącu ciąży do Azji Południowej aplikowała sobie zastrzyki przeciwzakrzepowe.

Po drugie, ubezpieczenie. Bardzo istotną rzeczą jest przeanalizowanie OWU (Ogólnych Warunków Ubezpieczenia) danej polisy. Świadczenia ubezpieczeniowe w okresie ciąży są limitowane, również stopniem zaawansowania ciąży (najczęściej ubezpieczyciele obejmują ubezpieczeniem okres do 32. tygodnia ciąży). Ubezpieczenia nie obejmują również zabiegów in vitro, aborcji, inseminacji itp.

Poza ubezpieczeniem prywatnym warto pokusić się o kartę EKUZ (Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego) – ubezpieczenie NFZ dla państw członkowskich UE i EFTA. Można go wypełnić online (Wniosek o wydanie karty EKUZ), a następnie złożyć lub wysłać do najbliższego oddziału NFZ.

Po trzecie – linie lotnicze. Każda linia lotnicza ma swoje własne zasady przyjmowania na pokład ciężarnych. Ostatnimi czasy głośno było o tajwańskiej mamie, która nie zgłosiła personelowi linii lotniczych, że jest w 36. tygodniu ciąży, urodziła synka na pokładzie, na skutek czego samolot lecący do LA musiał lądować na Alasce. Linie wyceniły lądowanie i zmianę trasy na 33 tys. USD i wystawiły kobiecie rachunek. Mało tego, kobieta została deportowana na Tajwan, a noworodek pozostał w USA pod opieką przyjaciela rodziny. Warto zatem sprawdzić jakie zasady panują w danej linii i czy trzeba coś zgłaszać, przedstawiać zaświadczenia lekarskie itp. Polskimi Liniami Lotniczymi LOT kobiety do 32. tygodnia ciąży mogą podróżować za zgodą lekarza prowadzącego bez konieczności posiadania zaświadczenia. Powyżej 32. tygodnia ciąży wymagane jest wypełnienie formularza MEDIF.

Jeżeli podróżujemy samochodem można się zastanowić czy nie kupić specjalnego adaptera do pasów dla ciężarnej. Używałam w pierwszej ciąży, w drugiej wydaje mi się zbędny (kwestia komfortu, kształtu brzucha itp.). Mimo że w Polsce ciężarne mogą jeździć bez pasów, polecam ich zapinanie, szczególnie w mieście. Dziecko otoczone jest wodami płodowymi i ryzyko urazu bez zapięcia pasów jest moim zdaniem wyższe niż ryzyko urazu na skutek ich zapięcia.

Apteczka – obowiązkowo zabieramy leki, które musimy przyjmować oraz te, które m179_2_IMG_1233ożemy wziąć w razie np. przeziębienia czy niestrawności żołądkowej. Pozostałe to raczej standard – plastry, odkażające, coś na poparzenia itp. Zabieramy też kremy przeciwsłoneczne z filtrami dla ciężarnych (z reguły filtry mineralne). W ciąży jesteśmy bardziej podatne na pojawienie się przebarwień od kąpieli słonecznej, warto zatem zaopatrzyć się w jakiś kapelusz, chustę lub cokolwiek, co zapobiegnie ich powstawaniu.

Podróż

Najważniejsze w podróży w trakcie ciąży jest to, aby się zbytnio nie forsować, dbać o higienę i bezpieczeństwo. Sp

Bakik Emek
Bakik Emek

acery, wędrówki, inne aktywności są dozwolone, ale musimy obserwować swój organizm (i mieć wygodne buty). Warto również wybierać hotele z działającą klimatyzacją, żeby nie narażać się na nadmierne upały, do których nie jesteśmy przyzwyczajone oraz jeść w polecanych/sprawdzonych miejscach. Chociaż ja nie zawsze unikałam tzw. street food, ale bardziej w formie po obróbce termicznej.

Czy jechać na własną rękę czy z biurem podróży? To już zależy od Waszych doświadczeń. W swoich ciążach odwiedziłam Turcję (Stambuł, Ankara), Holandię, MonachiumIMG_0272, Cannes, Pragę, Szwajcarię, polskie wybrzeże i Mazury, robiłam trasy samochodowe jako kierowca po ok. 7h w jedną stronę (ale nie naraz w obie) i nie miałam żadnych problemów. Jeśli jednak czujecie się bezpieczniej wiedząc, że w pobliżu jest posługujący się językiem polskim rezydent, to skorzystajcie z biur podróży.

Przyznam, że w Turcji chyba pierwszy raz w życiu zmieściłam się w bagaż podręczny. Było ciepło, miałam dosłownie kilka koszulek, sukienek i dwie pary spodni plus kosmetyki, a kilka wi147_IMG_0325ększych rzeczy wrzuciłam do plecaka męża. W końcu w ciąży nie można dźwigać ciężarów :) Moje koleżanki często podróżowały ze standardowymi wielkimi walizami, ale zawsze na kółkach i przy ich podnoszeniu prosiły o pomoc.

Nieprzekonanych nie namawiam, ale wątpiące zapewniam, że w ciąży da się podróżować z odpowiednią dozą rozsądku i racjonalności. Można zawsze zacząć od krótkich dystansów lub wybierać kraje, w których funkcjonuje dobry system opieki medycznej (pewnie żadna z nas by się nie obraziła na poród w Szwajcarii). Dobrze mieć też ze sobą jakiś zapas gotówki l128_IMG_0161ub kartę kredytową, z której w razie nagłego wypadku będziemy mogły skorzystać.

Pozostaje zbierać doświadczenia, kolekcjonować zdjęcia i wspomnienia!

 

 

Jak zatrudnić nianię? (2)

Dzisiejszy wpis jest kontynuacją tematu zatrudniania niań na tzw. umową uaktywniającą (Jak zatrudnić nianię na umowę? (1)).

Jak technicznie należy zarejestrować  nianię w systemie ubezpieczeń?

Zgłoszenie niani do ubezpieczeń

Niania powinna zostać zgłoszona:

  • do ubezpieczeń społecznych i ubezpieczenia zdrowotnego na druku ZUS ZUA,
  • a jeśli podlega obowiązkowo tylko ubezpieczeniu zdrowotnemu – na druku ZUS ZZA.

Budżet państwa sfinansuje tylko składki obliczone od wynagrodzenia niani nie przekraczającego kwoty minimalnego wynagrodzenia. Jeśli niania zarabia więcej, nadwyżkę rozlicza (tj. opłaca) rodzic.

Jeśli podstawa wymiaru składek niani jest wyższa niż minimalne wynagrodzenie, należy złożyć wraz z deklaracją rozliczeniową odpowiednio ZUS RCA lub ZUS RZA:

  • z kodem tytułu ubezpieczenia rozpoczynającym się cyframi 04 30, z rozliczonymi składkami od podstawy wymiaru nie przekraczającej kwoty minimalnego wynagrodzenia oraz
  • z kodem tytułu ubezpieczenia rozpoczynającym się cyframi 04 31, z rozliczonymi składkami od podstawy wymiaru składek będącej kwotą nadwyżki ponad kwotę minimalnego wynagrodzenia.

Jeżeli niania nie spełnia warunków do finansowania za nią składek ze środków budżetu państwa powinna zostać zgłoszona do ubezpieczeń na zasadach ogólnych, dotyczących zleceniobiorców. W takim przypadku nie może być stosowany kod tytułu rozpoczynający się cyframi 04 30.

Przy zgłaszaniu niani do ubezpieczeń, jeden z rodziców powinien się zgłosić jako płatnik składek, na druku ZUS ZFA. Zgłoszenie to jest konieczne, aby możliwe było prawidłowe ewidencjonowanie danych niezbędnych do rozliczenia należnych za nianię składek. Oczywiście zgłoszenie to należy złożyć tylko w przypadku, gdy rodzic nie jest już zarejestrowany jako płatnik składek, np. ze względu na opłacanie składek za innych ubezpieczonych lub na własne ubezpieczenia.

Rozliczanie składek niani

Rodzic zobowiązany jest do sporządzania i przekazywania do ZUS dokumentów rozliczeniowych w terminie do 15. dnia miesiąca za miesiąc poprzedni. Składki należy rozliczać w deklaracji rozliczeniowej ZUS DRA oraz załączonych do niej odpowiednio imiennych raportach miesięcznych ZUS RCA lub ZUS RZA.

W przypadku, gdy wynagradzamy nianię kwotą wyższą niż minimalne wynagrodzenie,  wraz z deklaracją rozliczeniową ZUS DRA trzeba złożyć odpowiednio dwa raporty ZUS RCA lub ZUS RZA:

  • z kodem tytułu ubezpieczenia rozpoczynającym się cyframi 04 30, z rozliczonymi składkami do wysokości podstawy nieprzekraczającej kwoty minimalnego wynagrodzenia oraz
  • z kodem tytułu ubezpieczenia rozpoczynającym się cyframi 04 31, z rozliczonymi składkami od podstawy wymiaru składek będącej kwotą nadwyżki ponad kwotę minimalnego wynagrodzenia.

UWAGA! Nie ma potrzeby comiesięcznego składania dokumentów rozliczeniowych za nianię. Wystarczy złożyć komplet dokumentów za pełny poprzedni miesiąc. Zwolnienie to ma miejsce również, gdy zmiana w stosunku do miesiąca poprzedniego jest spowodowana wyłącznie zmianą minimalnego wynagrodzenia. Natomiast jeśli w przyszłości miesięczne wynagrodzenie niani zmieni się z innych względów, rodzic zobowiązany jest do ponownego złożenia rozliczenia.

Jeżeli płatnik składek jest zobowiązany do opłacania składek za nianię powinien dokonywać wpłat na wskazane przez Zakład rachunki bankowe odrębnymi wpłatami, w podziale na:

  • ubezpieczenia społeczne (nr konta: 83 1010 1023 0000 2613 9510 0000),
  •  ubezpieczenie zdrowotne (nr konta: 78 1010 1023 0000 2613 9520 0000).

Wyrejestrowanie z ubezpieczeń

W przypadku wygaśnięcia umowy z nianią lub jej rozwiązania, trzeba w ciągu 7 dni złożyć w ZUS odpowiednią informację na druku ZUS ZWUA. Jako datę wyrejestrowania należy podać następny dzień po dniu rozwiązania lub wygaśnięcia umowy. Jeżeli rodzic, po wyrejestrowaniu niani z ubezpieczeń, przestaje być płatnikiem składek, powinien złożyć druk ZUS ZWPA.

Przydatne dokumenty

  1. Kompendium z ZUS
  2. Przykładowo wypełniona deklaracja ZFA
  3. Przykładowo wypełniona deklaracja ZUA
  4. Przykładowo wypełniona deklaracja ZWPA
  5. Przykładowo wypełniona deklaracja ZWUA

Opaski fitness – warto?

Dzisiaj coś o opaskach fitness, monitorujących nasze funkcje życiowe. Dostałam jedną z nich (Jawbone Up3) w prezencie świątecznym, więc po miesiącu użytkowania mogę się podzielić pierwszą refleksją. Niektórzy uważają je za całkowicie bezużyteczne, inni za super przydatne. Co one mogą?

Przede wszystkim monitorują aktywność dobową oraz sen. W moim modelu opaska „rozpoznaje” moment zapadania w sen nocny i monitoruje jego fazy (sen lekki, sen głęboki oraz faza R.E.M), a rano składa raport ze snu. Wyświetla też pewne komunikaty co do jego regularności (zarówno co do pory zasypiania co do ilości snu). Zdarza się, że czasami nie rozpozna drzemki, ale zawsze możemy dodać czas drzemki ręcznie do programu. Raport ze snu wygląda następująco:

IMG_2068

Tutaj sen był przerywany wstawaniem mojej córki – ponowne usypianie zajęło 25  minut :)

Po obudzeniu opaska mierzy tętno spoczynkowe, a po kilku dniach pokazuje jego trend. Przy skoku tętna spoczynkowego wyświetla porady co do możliwych przyczyn tej zmiany (np. sugeruje odwodnienie i próbę wypicia 8 szklanek wody dziennie).

IMG_2065

Minusem jest to, że tętno spoczynkowe mierzone jest tylko raz dziennie, po przebudzeniu. Za to tętno w trakcie dnia mierzone jest co jakiś czas i również odznaczane na wykresie. Na jego podstawie można prześledzić sobie jakie wydarzenia z dnia wpłynęły na zmianę tętna.

Kolejną funkcją jest monitoring kroków oraz aktywności sportowych. Do wyboru mamy spacer, bieg, podnoszenie ciężarów, trening cross’owy, jazdę na rowerze (zwykłym i stacjonarnym, trening kardio, zumbę, yogę, pilates, tenis, pływanie, jazdę na nartach, taniec i kilka innych dyscyplin. Spacer opaska rozpoznaje automatycznie.

IMG_2066 IMG_2067

Jak widać powyżej, opaska zlicza też liczbę spalonych kalorii na podstawie danych o wieku, wadze, aktywności, wzrostu.

Mój model jest częściowo wodoodporny (podobno można w niej brać prysznic, ale się nie odważyłam). Szydercy nazywają to „chlapoodporny”. Tak czy siak zachlapanie opaski wodą nie powinno jej zaszkodzić.

Plusem opaski jest jej design. Bransoletka jest dość dyskretna, wygląda nieco biżuteryjnie. Można znaleźć wersję zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn.

IMG_2072

Przydatnym dodatkiem jest dyskretny, wibrujący budzik czy też alarm dotyczący aktywności (opaska przypomina nam, że powinnyśmy się w końcu ruszyć :))

Jednym z moich ulubionych funkcjonalności systemu jest aplikacja na smartfony. Oprócz raportów i monitoringu wyświetla wiele ciekawych porad i linków do stron dotyczących porad żywieniowych, sportowych, medycznych itp.

 

Minusem jest to, że nie ma zintegrowanego z opaską oprogramowania dla ciężarnych, co de facto trochę wypacza wyniki i statystyki (trudno na tydzień przed porodem robić 10 tys. kroków dziennie :)) A tak na serio, to jednym z większych minusów jest ładowarka zaprojektowana tak, że trudno ładować opaskę z laptopa, potrzeba do tego raczej kontaktu. No i niewątpliwym minusem dla osób, które nie dostały opaski jako prezentu pod choinkę – jest jej cena :(

Choć niektórzy wieszczą już koniec opasek sportowych i ich zastąpienie smartwatch’ami (czy smartzegarkami), mnie się ten gadżet całkiem podoba i liczę na to, że zmobilizuje mnie do aktywności po porodzie!

Jak zatrudnić nianię na umowę? (1)

Samo znalezienie i zatrudnienie niani jest dość trudnym emocjonalnie etapem w życiu młodych rodziców, a do tego dochodzą formalności. Dobra niania jest jednak oknem do odzyskania stabilności i równowagi w życiu bez konieczności wiecznego zamartwiania się o swoje pociechy. Zatem warto przybliżyć sobie te formalności.

Umowa uaktywniająca jest instrumentem wprowadzonym Ustawą o opiece nad dziećmi w wieku do lat 3. Na jej podstawie nianią może być osoba fizyczna (a nie firma), sprawująca opiekę nad dzieckiem pow. 20 tygodnia życia (może to być również osoba z nami spokrewniona, ale nie może to być osoba niepełnoletnia lub rodzic) do 3 lat (ewentualnie do 4 lat, jeżeli nie ma możliwości zapewnienia dziecku opieki przedszkolnej). Umowa zawierana z rodzicami (lub rodzicem samotnie wychowującym dziecko) powinna zawierać oprócz podstawowych informacji (określenie stron, celu i przedmiotu umowy, czasu zawarcia, warunków i sposobu jej zmiany) również czas i  miejsce sprawowania opieki, liczbę dzieci powierzonych opiece, obowiązki niani, wysokość wynagrodzenia i termin jego wypłaty.

Składki na ubezpieczenie emerytalne, rentowe i wypadkowe oraz zdrowotne opłaca za nianię ZUS od wynagrodzenia nie wyższego niż płaca minimalna, od nadwyżki płacą rodzice. Ubezpieczenie chorobowe jest dobrowolne i niania może do niego przystąpić. Wówczas składkę opłaca rodzic (ze środków niani, potrąca ją z pensji niani).  Warunki do opłacania składek przez ZUS:

  1. zgłoszenie niani do ubezpieczeń społecznych i zdrowotnego,
  2. rodzice są zatrudnieni, prowadzą działalność gospodarczą, rolniczą lub świadczą usługi na podstawie umów objętych tytułem do ubezpieczeń społecznych (np. umowa zlecenia) – w przypadku utraty przez rodziców / rodzica samotnie wychowującego dziecka pracy w tych formach, ZUS opłaca składki jeszcze przez 3 miesiące,
  3. dziecko nie chodzi do żłobka, klubu dziecięcego, nie ma dziennego opiekuna.

Finansowanie składek za nianię nie przysługuje w przypadku, gdy jedno z rodziców przebywa na urlopie macierzyńskim, dodatkowym urlopie macierzyńskim, urlopie na warunkach urlopu macierzyńskiego, dodatkowym urlopie na warunkach urlopu macierzyńskiego, urlopie rodzicielskim, ojcowskim oraz urlopie wychowawczym, gdyż są to urlopy przyznawane na opiekę nad dzieckiem.

W kolejnej części postaram się odświeżyć sobie temat i zmierzyć się z papierkologią, aby opisać wam jakie dokumenty i zgłoszenia musimy składać do ZUSu.

Moc miodu i cytryny

Miód gości na naszym stole dość długo – przede wszystkim jako substytut cukru i innych słodzików, ale także w okresie jesienno-zimowym jako naturalny antybiotyk. Ostatnio rozgościł się jednak w postaci szklanki wody z miodem i cytryną wypijanej rano na czczo. Moda? Być może, ale wygląda na to, że działa :)

Mikstura ta ma właściwości oczyszczające i odkwaszające, dobrze wpływa na proces trawienia oraz wątrobę. Mówi się, że poprawia również odporność organizmu (ze względu na właściwości miodu), stąd istotne, żeby ten nawyk wprowadzić w okresie przesilenia jesiennego czy wiosennego.

Jak przygotować napój? Do ciepłej/ letniej szklanki wody dodać łyżeczkę miodu i zostawić do odstania (wówczas miód uwalnia swoje właściwości). Następnie mieszamy, dodajemy wyciśnięty sok z połowy cytryny i voila! – gotowe.

Ważne, żeby nie dodawać miodu do gorącej wody (w temperaturze powyżej 60 st. miód traci wiele cennych właściwości). Do odstania można zostawić na całą noc, a rano dodać sok z cytryny. Pijemy na czczo, na około pół godziny przed śniadaniem. Najlepiej nie łączyć od razu z kawą / herbatą.

Niech moc miodu i cytryny będzie z Wami ;)))

Jak być fit w ciąży?

Nauczona doświadczeniem z pierwszej ciąży, drugim razem podjęłam niezłomne postanowienie – czy się wali czy się pali, dwa razy w tygodniu chodzę na gimnastykę dla ciężarnych. W końcówce pierwszej ciąży korzystałam z zajęć w jednym z klubów fitness. Problem polegał na tym, że większość klubów proponowała zajęcia w środku dnia, w godzinach ok. 10 czy południa, a nie chciałam od razu rezygnować z pracy zawodowej. Zaczęłam więc poszukiwania i okazało się, że nie jest tak łatwo. W dodatku, jako że musiałam wieczorem zaopiekować się też starszym dzieckiem, istotne było to, żeby zajęcia były gdzieś na trasie praca-dom.

W końcu udało się i znalazłam miejsce, które z czystym sumieniem mogę polecić – Studio Zdrowia Agnieszki Grochowskiej na skrzyżowaniu Obozowej i Al. Prymasa Tysiąclecia w Warszawie. Nie mam doświadczeń z innych miast, ale jeśli się czegoś dowiem, to chętnie się nimi podzielę.

Ogólnie co do ćwiczeń w ciąży należy zawsze skonsultować się z lekarzem. Istnieje wiele przeciwskazań do pewnego typu ćwiczeń i zezwolenie na nie zawsze powinien wydać lekarz. Wiele zależy od tego czy i jak intensywnie uprawiamy sport przed ciążą, a także od samopoczucia i przebiegu samej ciąży. W moim przypadku na szczęście wszystko ułożyło się dobrze, więc mogłam spacerować, pływać, chodzić na gimnastykę, a nawet na rowerek stacjonarny. W pierwszym trymestrze jeździłam też na rolkach, ale przyznam się, że bez konsultacji z lekarzem i jak się wreszcie do tego przyznałam, nie uzyskałam jego aprobaty. Głównym powodem była kontuzyjność tego sportu i potencjalne ograniczenia co do możliwości leczenia kontuzji u ciężarnych (np. wykonania zdjęcia Rentgenowskiego). Z czasem z kolei rosnący brzuszek i zmieniający się środek ciężkości i tak uniemożliwia uprawianie wielu sportów, więc po małej reprymendzie od lekarza darowałam sobie rolki.
Co nam daje ruch w ciąży? Odpowiednia gimnastyka jest przede wszystkim ukojeniem dla bolących pleców. Wykwalifikowane osoby wiedzą jakimi ćwiczeniami rozciągnąć biodra, pachwiny, uda, pośladki czy dół pleców, który często pobolewa w okresie ciąży. Dodatkowo wiele ćwiczeń ciążowych wzmacnia mięśnie głębokie, wpływa na polepszenie kondycji i przygotowuje do porodu. Dodatkowo dla pracujących przyszłych mam jest to dobry sposób na pozbycie się stresów i umożliwia dłuższe funkcjonowanie w dobrej formie.

Odpowiednia gimnastyka w ciąży łagodzi również inne dolegliwości ciążowe, poprawia funkcjonowanie układu pokarmowego, pomaga w utrzymaniu prawidłowego przyrostu wagi i wpływa na łatwiejszy powrót do formy do porodzie. Co istotne, ruch w ciąży dotlenia również Twojego dzidziusia! Na wielu zajęciach przeznaczonych dla ciężarnych można również opanować technikę oddychania (np. nauczyć się oddychania brzuchem) oraz poznać tzw. pozycje aktywne przydatne do porodu fizjologicznego. Niezastąpiona jest też możliwość podzielenia się obawami i doświadczeniami z innymi przyszłymi mamami.

Zachęcam Was zatem do aktywności w ciąży! U mnie jakość funkcjonowania pomiędzy pierwszą ciążą (w której pracowałam 6 m-cy, 1 m-c ćwiczyłam, a ostatnie 2 musiałam leżeć), a drugą (pracowałam 7,5 miesiąca, wciąż ćwiczę, a pozostał mi nieco ponad tydzień do porodu) – różni się diametralnie, na korzyść tej drugiej.

Z alergikiem do restauracji

Nauczenie małego dziecka zasad zachowania w restauracji jest niezwykle istotne dla powrotu do zwyczajów sprzed założenia rodziny. Stąd od maleńkości przyzwyczajaliśmy nasze dziecko do takich wyjść (nie oszukujmy się, w pierwszych miesiącach było jej wszystko jedno). Wyzwanie pojawia się dopiero, gdy dziecko zaczyna samodzielnie chodzić, jest ruchliwe, a w dodatku nie może jeść tego, co rodzice i inni goście, bo ma alergię. W dodatku w wielu restauracjach dania z menu dziecięcego wciąż ograniczają się do makaronu z pulpetami, pizzy, nugetsów z frytkami czy mini-burgerów.

Pozostają zatem dwa wyjścia:
1) idziemy do restauracji z własnym jedzeniem dla córki,
2) wybieramy takie knajpy, w których jest coś bezbiałkowego, żeby mogła choć coś uszczknąć z naszych talerzy.

I dzisiaj o tej drugiej opcji. Nie zawsze muszą to być knajpy wegańskie czy wegetariańskie, chociaż takie też polecam. Często dania kuchni śródziemnomorskiej czy azjatyckiej nie zawierają mleka ani jego przetworów (z jajkami jest trudniej, ale da się). Dokąd zatem można udać się w Warszawie? Poniżej kilka wypróbowanych przez nas lokali (kolejność bez znaczenia).

1) Tel-Aviv na Poznańskiej -świetne dania kuchni wegańskiej. Jedzą w niej nawet mięsożercy, gdyż smakowo dania nie odbiegają od tych mięsnych (śmiem twierdzić, że są niekiedy lepsze, a mussaka dyniowa to majstersztyk). Do kupienia także desery i praliny. Dostępne krzesełka dla dzieci.
2) Vege Pizza – róg Wilczej i Poznańskiej. Lokal niewielki, więc można rozważyc opcję na wynos, ale spokojnie się pomieścimy. Minusem schody na wejściu.
3) Vege Miasto na Al. Solidarności (niedaleko Placu Bankowego). Lokal dość oblegany, więc lepiej nie wybierać się z dzieckiem w porze lunchu.
4) Krowarzywa – sławne już vegeburgery (nasz ulubiony to cieciorex) z przepysznymi sosami vege. Miejsca niewiele i dość „hipstersko”, więc też raczej na wynos.
5) Falafel Bejrut na Senatorskiej (niedaleko Placu Bankowego) – tutaj w grę wchodzi tylko opcja na wynos.
6) Shipudei Berek – dania kuchni izraelskiej. Dużo hummusów, past i sałatek w formie meze. Szaszłyki z jagnięciny (którą z reguły alergicy mogą spożywać)i świetna oferta lunchowa. Jest też kącik dziecięcy.
7) Włoskie pizzerie – tutaj wybieramy z reguły makaron z podstawowym sosem bez parmezanu.
8) Le Cedre (dwie lokalizacje) – kuchnia libańska, więc znowu sporo past, sałatek czy jagnięciny, przy czym trzeba uważać na jajka w daniach. Dostępne krzesełka dla dzieci.
9) Knajpy wietnamskie – w tych dla małej wybieramy makarony czy naleśniki ryżowe z dodatkami (oczywiście bez wołowiny). Można też znaleźć bezmleczne desery (często na tofu).
10) Veg Deli na Powiślu – tutaj nie polecam wchodzenia z dzieckiem na antresolkę, gdyż nie ma bezpiecznej balustrady, ale w niewielkiej sali na dole można się jakoś uplasować.

Możliwości jest w zasadzie dużo. Minusem knajp wegańskich w porównaniu z innymi jest zwykle brak kącika dziecięcego. Te z kolei występują w typowych restauracjach, serwujących dania kuchni polskiej czy europejskiej, gdzie trudno coś znaleźć bez mleka, jajek i wołowiny (nie wspomnę już o glutenie). Zawsze więc są jakieś ograniczenia, ale warto próbować i szukać.

Jeśli macie swoje ulubione lokale, do których można spokojnie wyjść z alergicznym dzieckiem – piszcie!